poniedziałek, 22 listopada 2021

10 - Przeczucie (cz.1)

 

Rozdział 10

Przeczucie (cz.1)   

 

 

 

Deck postawił miskę z jedzeniem na podłodze, a Buford natychmiast wetknął do niej nos.

Wstał i odwrócił się twarzą do kuchni, widząc Emme z włosami mokrymi i ściągniętymi do tyłu szerokim pasmem, w podkoszulku, bez majtek (poczuł to, gdy się ubrał, podszedł za nią i dokonał tego fenomenalnego odkrycia), z makijażem do połowy nałożonym, wrzucającą do ust płatki owsiane i popijającą kawę, a robiącą to wszystko w pośpiechu.

Deck podszedł do swojej własnej miski płatków owsianych, którą mu zrobiła, podczas gdy Emme nalała mu trochę kawy, spojrzała w dół na Buforda i zwróciła się do psa z miską świeżego jedzenia, czyli do psa, który zapomniał, że istnieje na tym świecie.

- Musisz stłumić swoje instynkty myśliwskie, pieseczku, żeby móc przyjść do mojego domu, bo z mojego domu do pracy jest piętnaście minut, a stąd dwadzieścia pięć, a ja nie lubię wstawać wcześnie, więc nie przepadam za wstawaniem wcześniej.

- Emme, to dziesięć minut - zauważył Deck.

Przesunęła ku niemu oczy, przechyliła głowę i uniosła brwi - Poranny seks?

Uśmiechnął - Dobra, czterdzieści pięć minut.

- Racja - mruknęła nerwowo, gdy zadzwonił telefon w jej torebce na blacie naprzeciwko niego.

Spojrzała na niego i poszła tam.

Uśmiech Decka pogłębił się.

Najwyraźniej orgazmy, które jej dał pół godziny temu, minęły.

Odstawiła kubek, wyjęła telefon, spojrzała na wyświetlacz i jego brzuch się zacisnął, gdy jej twarz się rozjaśniła.

Kurwa, była cudowna.

Przyłożyła telefon do ucha i zaćwierkała - Cześć, tato!

Jego brzuch znów się zacisnął, ale w inny sposób.

Tym razem to było po prostu kurwa.

Jej twarz zrobiła się zdezorientowana, więc tym razem zwerbalizował swoje „Kurwa”.

Nie słyszała go. Słuchała swojego taty.

Wiedział, co słyszy.

Zapomniał, że kiedy kończył sprawę, a McFarland zdecydowanie upadał, zadzwonił do taty Emme, Barry’ego Holmesa. To było, zanim dowiedział się, że Kenton Douglas udał się do Emme, by ją przesłuchać i odzyskać pierścionek.

Zamierzał jej powiedzieć.

Ze wszystkim, co się wydarzyło, nie zrobił tego.

Jej oczy skierowały się na niego i zwęziły się.

Powtórzył - Kurwa.

- Tak, tato, wiem, ale…

Była, oczywiście, odcięta. Dwie sekundy później jej szczęka zacisnęła się.

Deck westchnął.

Znał Barry’ego. Spędzał z nim czas na niektórych przyjęciach u Emme. On i Elsbeth byli również zapraszani do ich domu na doroczne przyjęcia bożonarodzeniowe cztery lata z rzędu i nigdy tego nie przegapili. Teraz wiedział, że nigdy tego nie przegapił, ponieważ była to okazja, by zobaczyć Emme. Wtedy pomyślał, że to tylko dlatego, że też lubił i podziwiał Barry’ego Holmesa.

Mężczyzna pochodził z bogatej rodziny, dostał pieniądze, a nadal na to pracował. Był zabawny, bystry, pracowity, uczciwy i kochał swoją rodzinę.

Miał forsę, ale kiedy jego dzieci poszły na studia, Barry płacił za mieszkanie i wyżywienie, ale jego dzieci były odpowiedzialne za czesne, bez względu na to, jak musiały to robić. Zdobywanie pracy zarobkowej, praca na stypendia, ubieganie się o granty. To nie było bez serca ani skąpstwo. Zwrócił im czesne w całości jako prezent na zakończenie studiów. Po prostu upewnił się, że pracowali na swoją edukację, więc to coś dla nich znaczyło.

Oni wszyscy to zapracowali i odczuli.

Elsbeth uważała, że Barry jest zbyt surowy dla swoich dzieci.

Deck nigdy się nie zgadzał.

Działo się tak, bo uważał, że zrobiłby to samo ze swoimi dziećmi, gdyby pewnego dnia miał pieniądze, ale nie chciałby, aby dorastały, czując, że mają do nich prawo, jak to często demonstrowała Elsbeth.

Ale także dlatego, że Barry Holmes wobec swoich dzieci nie był twardy. Mógł chcieć dawać im lekcje życia i może nie były łatwe, ale często mówił im, że ich kocha, dzielił się tym szeroko i w ich obecności mówił, że jest z nich dumny, a rodzina była blisko siebie.

I wreszcie, chociaż mógł sobie pozwolić na kluby wiejskie i rozległe posiadłości, jego dom był ładny, duży, dobrze udekorowany, ale był ciepły i gościnny i nie był większy, niż na potrzeby sześcioosobowej rodziny. Po prostu solidny, atrakcyjny dom rodzinny dla niego, jego żony, dwóch chłopców i dwóch dziewczynek: potomstwa, z którego Emme była najmłodsza.

W ich rozmowie z Barrym kilka dni temu wspomniał mu, że utrata Elsbeth oznaczała utratę Emme, a to oznaczało utratę Barry’ego, jego żony Maeve i kochającego, ale odległego rodzeństwa Emme (siostry w Indiach, brata w Nowej Zelandii, a jej drugi brat mieszkał w Bostonie). Wszystkich, którzy, jakkolwiek odlegli, często przyjeżdżali do domu w odwiedziny.

Nie było tak do dupy, jak utrata Emmanuelle. Ale było do dupy.

- Nie, nie ma mnie tam, bo jestem, um... um... - Słowa Emme zwróciły na nią jego uwagę - …jestem u Jacoba.

Jej oczy były duże, zbolałe, całkowicie wkurzone i wciąż na nim.

- Tak. Jacoba Deckera - przerwała, po czym – On… no, na pewno. On jest tutaj. Jemy płatki owsiane.

Zrobiła na niego jeszcze większe oczy i gdyby spojrzenie mogło zabić, byłby wypieprzony.

Z drugiej strony groziło mu zadławienie się śmiechem, który przełykał.

- Jasne, zgadza się, on je - powiedziała, podchodząc do niego - Ale może mówić - zatrzymała się dwa kroki dalej - Tak.

Pauza - W porządku - zatrzymała się, a potem łagodniej - Też cię kocham, tato.

Miękkość zniknęła z jej twarzy, kiedy odjęła telefon od ucha i podała mu go.

- Chce z tobą porozmawiać. A kiedy skończysz, ja też będę chciała z tobą porozmawiać.

Tak sądził.

Zwalczył uśmiech, ale poczuł, jak drgają mu usta. Drgały bardziej, gdy jej oczy się na nich zwęziły.

Wziął telefon i przyłożył go do ucha.

- Panie Holmes?

- Barry. Barry. Synu, od lat każę ci mówić do mnie Barry.

Emme była wkurzona.

Barry Holmes brzmiał, jakby właśnie wygrał na loterii.

- Racja. Barry - poczuł, jak wzrok Emme wwierca się w niego z powodu jego poufałości z jej ojcem, do której został, najwidoczniej, zaproszony - …co mogę dla ciebie zrobić?

- Tylko powiem, że idę do biura, żeby wszystko zacząć. Zostanę dzisiaj, na wszelki wypadek. Kiedy jest to przesłuchanie o kaucji, o którym mówiłeś?

Wyjaśnił Barry’emu, co się dzieje, był stosunkowo rozmowny i poprosił go, aby poradził sobie z McFarlandem, gdyby był zwolniony za kaucją i poszedł do pracy, albo nawet zadzwonił.

Zrobił to, ponieważ Deck potrzebował tego człowieka z dala od Emme. A to obejmowało jego zawieszenie w pracy.

Barry wyjaśnił, że kazał wszystkim pracownikom podpisywać umowy, a także miał obszerne regulaminy dla pracowników. Barry następnie powiedział, że pracownik może zostać zawieszony w oczekiwaniu na dochodzenie lub natychmiast zwolniony, jeśli popełni przestępstwo, zarówno w pracy, jak i poza nią.

Więc McFarland był wypieprzony.

Ale to Barry miał zamiar zająć się tym pieprzeniem.

Emme nie miała z tym nic wspólnego.

- Dziesiąta - odpowiedział.

- Racja, dobrze - odparł Barry - Zamierzam pogadać z chłopcami, rozejrzeć się, odwiedzić moją córeczkę i czekać na twój telefon.

- Brzmi jak plan - zgodził się Deck.

- Teraz, zanim odejdziesz, stoję przed tą skarbonką, którą kupiła moja dziewczynka i patrzę na wielki stos izolacji przywiązany pod plandeką z boku jej domu. Czy moja Emme ma to załatwione, wiesz coś? - zadał pytanie, którego nie zadawał.

Chciał wiedzieć, czy Deck, będąc nagle bardzo w życiu Emme, posortował to dla jego dziewczyny.

- Ja i niektórzy z moich chłopców zajmowaliśmy się tym wczoraj, Barry.

Mentalne włócznie przebiły jego skórę. Spojrzał na Emme, po czym szybko podniósł wzrok na nogi, starając się ukryć uśmiech.

Zdecydowanie wkurzona.

- Synu, nie mogę ci powiedzieć, jak kupiła to miejsce, była tak podekscytowana „Tato, tato! Musisz podejść i zobaczyć!”. Podszedłem i zobaczyłem. Prawie miałem atak serca.

Deck wciąż uśmiechał się do swoich stóp.

Barry mówił dalej.

- Jej matka i ja kupiliśmy jej ten kocioł, bojąc się jak cholera, że ten, który miała, wysadzi ją w powietrze. Próbowałem zapłacić za prace przy elektryce, odmówiła, wyczyściła swoje konta, aby to zrobić. Powiedziałem jej, żeby następna była izolacja. Wyremontowała główną łazienkę. Powiedziałem jej, żeby następna była izolacja. Odrestaurowała główny apartament. Byłeś tutaj. Rozumiesz, o czym mówię. Zaproponowałem, że ja wyłożę, mówi „Tato, to mój dom. Zajmę się tym”. Powiedziałem jej, że równie dobrze może rozpalić ogień w jednym ze swoich pięciu tysięcy kominków i wrzucić do niego pieniądze, jak jest bez izolacji. Dwa miesiące temu dzwoni do mnie i pyta „Tato, czy możesz podejść i pomóc mi zdjąć żyrandol z frontowego pokoju?”. Żyrandole! - wrzasnął - Czyści żyrandole przed założeniem izolacji? Poddałem się. Cieszę się, że kazałeś jej zobaczyć światło. Teraz musimy tylko popracować nad tym, żeby naprawiła te okna.

- Zbiera na nie oferty, Barry.

- Alleluja! - krzyknął Barry.

Deck przygryzł wargę, żeby przestać się śmiać.

- Cieszę się, że uważasz, że to zabawne - usłyszał syk Emme.

Jego oczy podniosły się z jego stóp, jego ręka zakryła telefon i wyszeptał - Kochanie.

Wyszła.

Wrócił do telefonu, ponieważ Barry mówił, ale zrobił to z oczami na tyłach nóg Emme wystawionych pod koszulką od połowy uda w dół.

- Teraz, Jacob, widzę, że możesz sprawić, by moja dziewczyna zrozumiała sens. Jak dostanie te oferty, namawiasz ją, żeby pozwoliła matce i mnie zapłacić za te okna. Jak by się wzdrygała, każ jej przyjąć połowę. Będzie wzdrygała się na to, dostanie dużą premię za dobrą robotę w składzie, bo faktycznie wykonuje tam dobrą robotę, tak jak myślałem, że zrobi, ale ta premia będzie taka, jak ty mi powiesz, ile te stawki mówią. Słyszysz?

Jedynymi osobami w jego życiu, które nazywały go Jacob, były jego matka, Barry, Maeve i Emmanuelle Holmes, ostatnia trójka, ponieważ pozwolił na to i lubił to. Pierwsza, bo nie miał wyboru, ale i tak go lubił.

Był Deckiem.

Wszyscy nazywali go Deck.

To dlatego, że jego ojciec przezwał go Deck, kiedy był dzieckiem, zaczęło się to, jak był tak młody, że nawet nie pamiętał, ale jego tata, a potem inni nigdy nie nazywali go inaczej.

Podobał mu się ten pseudonim.

Ale kochał swojego tatę.

Dlatego jedyny raz, kiedy był ostry w stosunku do Elsbeth, miał miejsce, gdy kiedyś nazwała go Jacob. Zamknął to gówno w chwili, gdy się zaczęło. To ją zabolało, pokazała to i rzucała mu to spojrzenie za każdym razem, gdy słyszała, jak pozwalał Emme używać jego imienia.

Ale go to nie obchodziło.

Kurwa, miał IQ 150 i nadal był durnym skurwielem.

- Barry, myślę, że Emme lubi robić rzeczy po swojemu. Myślę też, że odkąd dużo gówna wydarzyło się w ciągu ostatnich paru dni i zapomniałem jej powiedzieć, że do ciebie dzwoniłem, mam na rękach rozzłoszczoną kobietę. Więc porozmawiamy o ofertach okiennych później. Tak? - zapytał.

Zapadła cisza - Synu, najlepiej się do tego zabierz. Emme postępuje po swojemu, zawsze tak było. Więc kiedy się denerwuje, sprawy mogą być niepewne. Z drugiej strony, ona zawsze miała do ciebie słabość, więc wszystko będzie w porządku.

Telefon do Barry’ego kilka dni temu sprawił, że Barry był zarówno zaskoczony, jak i zachwycony nie tylko wiadomością od Decka, ale także świadomością, że Deck ponownie nawiązał kontakt z jego córką. Chociaż nie był zachwycony tym, co powiedział mu Deck, a Deck nie podzielił się tym, jak w tamtym czasie i od tamtej pory zamierzał połączyć się z jego córką.

- Mam nadzieję, że masz rację, ale najlepiej się do tego zabiorę - odpowiedział Deck.

- Dobrze. Pozwolę ci to zrobić, jeszcze tylko jedna rzecz - powiedział Barry.

- Tak? - spytał Deck, gdy nie dał mu jeszcze jednej rzeczy.

- Wiem, że to pytanie może wydawać się dziwne, ale jestem ojcem, a ty na pewno nie jesteś, ale jeśli lub kiedy będziesz, zrozumiesz mnie. Ona jest tam z samego rana. Ja jestem tutaj z izolacją, którą wyciągnęłaś z jej domu. Czy to oznacza dobre rzeczy?

Deck wiedział, o co pyta.

- Przez dobre rzeczy masz na myśli, czy spotykam się z twoją córką? - Deck doszedł do sedna.

- Dokładnie to mam na myśli - odpowiedział Barry.

Nie było to dziwne, ale było wścibskie.

Nie powinien odpowiadać, ale mężczyzna, którego córka została porwana, gdy była dzieckiem, a teraz z tym, co wirowało wokół niej, czuł, że powinien go uspokoić.

- Nie wydaje mi się to dziwne i w normalnych okolicznościach, to powinno wyjść od Emme. Skoro pytałeś i co się dzieje, powinieneś wiedzieć, że ją kryję, zapewniając jej bezpieczeństwo i zamierzam tak trzymać. A zamierzam to robić, ponieważ jest Emmą i zawsze miałem do niej słabość, ale także dlatego, że spotykam się z twoją córką.

- Alleluja - odetchnął.

Przynajmniej miał aprobatę Barry’ego Holmesa.

Wciąż miał w pobliżu wkurzoną Emmę.

- Wiele to znaczy, Barry, to twoja odpowiedź. Nie żartuję - powiedział mu Deck - Ale naprawdę muszę iść.

- Racja. Dobrze. Zobaczymy się niedługo.

- Tak jest. Później, Barry.

- Później, Jacob.

Rozłączył się i położył telefon Emme przy jej torebce. Starając się dać jej czas na wypalenie chociaż trochę gniewu, podniósł swoją owsiankę, ale jego wzrok powędrował do psa, który siedział na tyłku, pożarłszy swoje jedzenie, i wpatrywał się w Decka.

- Wejdź i udobruchaj ją trochę dla mnie, dobrze, kolego? - zapytał między kęsami płatków owsianych.

Jego pies wyszedł, kierując się w stronę głównej sypialni.

Deck chciał wierzyć, że jego pies jest wystarczająco bystry, by go zrozumieć, ale bardziej prawdopodobne było, że był na tropie truskawek.

Deck skończył śniadanie, nalał wody do miski, ale zostawił ją w zlewie, wziął filiżankę kawy i z opóźnieniem poszedł za Bufordem.

Usłyszał suszarkę do włosów, zobaczył swojego psa na łóżku, z oczami skierowanymi na drzwi łazienki i znalazł swoją dziewczynę w łazience ubraną tylko w dżinsy i stanik, z pochylonym tułowiem, tyłkiem w jego kierunku, suszącą tył jej włosów.

Deck oparł się ramieniem o framugę drzwi, popijał kawę i cieszył się widokiem.

Widok stał się bardziej spektakularny, kiedy odrzuciła włosy do tyłu. Było jeszcze lepiej, kiedy zobaczył seksowny, koronkowy biały stanik, który miała na sobie.

Jej wzrok złapał w lustrze jego i jej oczy błysnęły.

Zacisnął usta.

Skierowała gniewne oczy na siebie samą w lustrze i dalej suszyła włosy.

Deck się nie poruszył.

Odkrył, że jak zwracasz uwagę i to sporo, każdego dnia możesz się czegoś nauczyć. Obserwując, jak latają ptaki, wyraz twarzy, ruch uliczny.

I jak kobiety przygotowywały się i wychodziły, by stawić czoła temu dniu.

Emme miała teraz pełen makijaż i dobrze na niej wyglądał. Kurewsko dobrze.

To nie było tak, jak kiedyś, kiedy znał ją wcześniej, kiedy go nie nosiła. Nosiła tylko tyle, że zakładała maskę, żeby wyjść. Emme chodziło o maskę, a makijaż był tylko jej częścią. Ale najwyraźniej robiła to z przyzwyczajenia. Nie było tak, że to lubiła.

Podobnie jak w przypadku wielu rzeczy o niej, to się zmieniło. Jej makijaż nie był cięższy jako taki, chociaż było go więcej.

Ale to było znacznie bardziej fachowo wykonane, jakby dawała gówno, a nie tak, że musiała to zrobić, więc to robiła. To samo z jej włosami, które nie tylko były o wiele dłuższe i miały pasemka, ale miały zdrowy połysk, którego wcześniej nie miały.

Nie używała teraz perfum o kwiatowym zapachu, który był wystarczająco przyjemny, choć trochę przytłaczający, jak kiedyś. Jej stare perfumy były perfumami, które podobały się kobietom. Nie takimi, które wabiły mężczyznę. Zapach i ilość, którą używała, były prawdopodobnie kolejnym nieświadomym wskazaniem, że chce, aby ludzie pozostali odsunięci.

Teraz jej perfumy były znacznie bardziej delikatne. Trzeba było się zbliżyć, żeby je wyczuć. Wciąż były kwiatowe, ale bardziej łagodne i piżmowe.

Były to perfumy, które mogły się spodobać kobiecie, ale na pewno spodobałyby się mężczyźnie.

Dopóki nie zobaczył jej na ulicy zaledwie kilka dni temu, nie obchodziło go, co o nim mówiło to, że lubił, jak jego kobiety dbały o siebie. Nieogolone nogi, widoczne odrosty, rozczochrane brwi i byle jaki strój były wielką przeszkodą.

Prawda była taka, że im miała wyższe wymagania, tym lepiej.

Nie chodziło o doskonale umięśnione ciała. To była demonstracja, którą wskazywały, że starają się, nie tylko dla niego, dla nich samych. Miały pewność siebie i energię, żeby się odpicować i zrobić wrażenie, nawet jeśli to sprawiało tylko, że one czuły się dobrze. Nie, zwłaszcza jeśli wydawało się, że robiły to dla siebie, bo im się to podobało, bo je to rajcowało, a nie chodziło o to, żeby przyciągnąć mężczyznę.

Uważał, że to było seksowne jak diabli.

Przez ostatnie kilka dni zmagał się z faktem, że nie umknęło mu to, że Emme nie robiła tego lata temu, co oznaczało, że nie widział głębiej tego, co ma do zaoferowania, ani nie czuł, jak byli połączeni. Stracił czas, oboje stracili, bo był młody i płytki, zaślepiony tym, że Elsbeth miała to bez tego, co ważniejsze.

Szczerze mówiąc, na pewno nie narzekał, że Emme miała teraz wszystko.

Wyłączyła suszarkę i natychmiast wyjęła wtyczkę, odwróciła się i wrzuciła do swojej torby podróżnej, która leżała za nią na podłodze.

- Kotku… - zaczął, a ona odwróciła się, jej włosy powiewały za nią i znowu był to spektakularny pokaz.

- Wiesz, miałam przed tobą dwóch facetów. Tylko dwóch - oznajmiła.

Jej oczy skierowane na niego błyszczały ogniem. Jej słowa sprawiły, że walczył między uniesieniem, że ta liczba była tak niska i oznaczała, że nawet w ich wieku miał szansę dać jej dużo dobrego gówna, którego jeszcze nie miała, a zmartwieniem, że wszystko, co było Emme, zostało zmarnowane tak długo i jego dziewczyna spędziła tyle czasu sama.

Ciągnęła dalej.

- I żaden z nich nie przetrwał długo, więc naprawdę nie wiem, jak robić te rzeczy w związku. Nie mam dużo praktyki, ponieważ oczywiście żaden z nich nie pokonał dystansu, a tak naprawdę żadnego dystansu.

- Emme… - spróbował ponownie, ale mówiła przez niego.

- Ale wciąż wiem, że jak dzwonisz do mojego ojca w sprawie pracy, mojej pracy, to nie jest w porządku.

- To nie był problem z pracą, to problem z facetem - poprawił.

- O tak? - zapytała, kładąc jedną rękę na biodrze i przechylając głowę w drugą stronę, czego żaden mężczyzna nie chciałby widzieć, nawet jeśli jego kobieta miała na sobie tylko dżinsy i stanik - Więc nie zadzwoniłeś do mojego ojca, aby wymyślić i poradzić sobie z zawieszeniem i / lub zakończeniem pracy Dane’a, jeśli pokaże się w pracy po przesłuchaniu w sprawie kaucji? I nie zrobiłeś tego bez powiedzenia mi?

- Zrobiłem to, bo przebywanie w pobliżu tego faceta nie jest dla ciebie bezpieczne i chciałem ci powiedzieć, ale wkurzyłaś się i zniknęłaś, szukałem cię, znalazłem cię tylko dlatego, że byłaś w moim domu, rzeczy się rozgrzały, a potem inne gówno zabrało to z mojego umysłu.

- Tak zrobiłeś - stwierdziła - Zadzwoniłeś do mojego ojca, żeby zająć się sprawami pracy.

Odepchnął się od framugi, jej oczy zapłonęły i cofnęła się o krok, więc usadowił się w miejscu, odkładając kubek na blat i krzyżując ręce na piersi.

- Ciągle ci mówię, znam tego faceta i nie chcę cię w jego pobliżu - powiedział.

- Cóż, na szczęście, nie byłam chwilowo i spontanicznie głucha za każdym razem, gdy o tym wspomniałeś, więc rzeczywiście słyszałam, jak to mówiłeś. Ale to nie to samo.

- To ten facet, a jak miałabyś się z nim spotkać osobiście lub przez telefon, to po prostu się nie zdarzy.

- Jeśli chodzi o moją pracę, Jacob, nie możesz mieć tego wyboru - oświadczyła.

- Jeśli chodzi o to, że moja dziewczyna jest w pracy i radzi sobie z tym facetem, to tak - odpalił.

- Więc powiedzmy, że walczysz z przestępczością lub cokolwiek robisz, i uważam za konieczne, aby upewnić się, że jesteś odpowiednio karmiony, ponieważ uważam, że to moja praca, aby się tobą opiekować, będzie w porządku, że zinfiltruję twoją tajną kryjówkę bez twojej wiedzy i pozwolenia, żeby przynieść ci rosół z makaronem i krakersy? - zapytała sarkastycznie.

Uważał, że to niefortunne, że była w tym staniku, który sprawiał, że chciał przeciągnąć koronkę na jej cyckach tym językiem, w tych dżinsach, które zjechały jej nisko na biodrach, a które sprawiały, że chciał je zdjąć, była słodka, zabawna i mądrzejsza niż jakakolwiek kobieta, którą kiedykolwiek spotkał, co oznaczało, że mogła iść z nim łeb w łeb i czasami wygrywać. A uważał to za niefortunne, ponieważ nie wiedział, czy się śmiać, łapać ją i całować, czy warczeć.

- Chciałem ci powiedzieć o telefonie do twojego taty - powtórzył.

- A co powiesz na alternatywny scenariusz? - zasugerowała, wciąż sarkastyczna - Ty rozmawiasz ze mną o takich rzeczach, w tym i zwłaszcza, jeśli wiąże się to z rozmową z moim tatą, który jest moim tatą, ale jest także moim szefem. Potem ja decyduję lub, jeśli to konieczne, omawiamy to, jak potoczy się rozmowa z tatą.

- Cieszył się, że się dowiedział, Emme - poinformował ją Deck.

- Tak, Jacob - pochyliła się w jego stronę - …wiem. W tej chwili ubolewa nad tym, że nie wpadłam na ciebie na ulicy kilka miesięcy temu, aby mogła zaprosić cię na naszą coroczną rodzinną wycieczkę do Breckenridge, a obecnie kupuje ci twój własny skuter śnieżny. Co do twojej wiadomości, ja, całe moje rodzeństwo, szwagier i szwagierki, wszyscy mamy u taty w Breck. Innymi słowy, nie tylko przychodzi, aby zająć się interesami, za które mi płaci, ale albo zorientował się, że jesteśmy razem, albo modli się do Boga w tym samym czasie, wykonując taniec miłości voodoo, mając nadzieję, że dostaniemy razem, bo on zawsze cię lubił, tak jak ja zawsze cię lubiłam. Bardzo.

- Wie, że jesteśmy razem - powiedział jej Deck.

- Co? To mu też powiedziałeś?

Deck nic nie powiedział.

Patrzyła.

Spojrzenie zamieniło się w gniewne.

Potem syknęła - Nie mogę uwierzyć.

- Kotku…

- Nie mów do mnie kotku, Jacob! - warknęła, podnosząc głos i wyrzuciła ręce na boki, zanim zacisnęła je na biodrach - Nie mogę uwierzyć, że powiedziałeś tacie, że jesteśmy razem!

- To tajemnica? - zapytał.

- Nie! Ale nie widziałeś go od dziewięciu lat. Ja widuję regularnie, a także jestem jego córką, owocem jego lędźwi, więc myślę, że ja powinnam podzielić się z nim tym, z kim się spotykam, prawda?

Owoc jego lędźwi.

Kurwa, nie był w stanie powstrzymać uśmiechu.

Zauważyła to i atmosfera w łazience stała się ciężka, a jej głos niski - To nie jest zabawne, Jacob.

- Emme, jak nie chcesz, żebym się śmiał, nie zrzędź na mnie mówiąc takie gówno jak „owoc jego lędźwi” wyglądając uroczo i seksownie w dżinsach i staniku.

Wiedział, że to była zła rzecz do powiedzenia, kiedy zamknęła oczy, odwróciła wzrok, po czym odwróciła się i ponownie otworzyła oczy.

- Jesteś bardzo inteligentny - powiedziała cicho - Ale z to nie jest powód, żebyś wiedział wszystko i mógł robić, co do cholery zechcesz. Rozmawiamy o mojej pracy i moim ojcu. Omawianie tego tak, jak o nich mówimy i dlaczego nie jest zabawne. Nie obchodzi mnie, czy mam na sobie kostium klauna.

Tak. To była zła rzecz do powiedzenia.

Ale coś go uderzyło w jej reakcji i całym tym scenariuszu.

Była wkurzona, ale to było coś ważnego, co mogli wypracować, nawet jeśli dialog był gorący.

Więc nie przeklinała jak marynarz. Nie krzyczała. Nie straciła rozumu.

Trzymała to w kupie, dzieląc się tym, co miała na myśli i wzywając cierpliwość, by to do niego dotrzeć.

I kurwa, on to lubił.

Rozwinął ramiona z klatki piersiowej, położył ręce na biodrach i odezwał się cicho.

- Masz rację. Jesteś słodka, seksowna i zabawna, nawet kiedy się kłócimy, ale masz rację. I, żebyś wiedziała, on wie o problemach McFarlanda z prawem, ale nie wie o twoich relacjach z McFarlandem.

Ulga błysnęła na jej twarzy, a Deck mówił dalej.

- Ale nie zamierzałem tego robić, by wywrzeć na tobie wrażenie, że mam obawy dotyczące tego faceta i nie chcę, żebyś miała z nim cokolwiek do cholery do czynienia, bez względu na to, jak to się będzie, a myślę, że to, że poszedłem do twojego taty, żeby się nim zająć, powinno powiedzieć, jak fundamentalne są te obawy.

- Okej, Jacob, słyszę cię, ale musisz zrozumieć, jak coś jest dla mnie ważne, moja rodzina, moja praca, mój dom, nie podejmujesz jednostronnych decyzji, nie działasz i informujesz mnie później… albo nie. Rozmawiaj ze mną.

- Zrozumiano - przyznał, a ona zamrugała.

- Słucham? - zapytała.

- Masz rację, kochanie. Działałem z troski, ale spieprzyłem. To się już więcej nie powtórzy.

- Ty… ja… - zamrugała ponownie, tym razem zrobiła to dwa razy i szybko - tak po prostu?

- Tak po prostu?

- Zgadzasz się ze mną?

- Tak, Emmie. Masz rację. Spieprzyłem. Przyznaję to. Jak gówno zdarzy się znowu w ten sposób, co mam na Chrystusa nadzieję, że tak się nie stanie, przedyskutuję to z tobą, zanim podejmę decyzję, jeśli ta decyzja by dotyczyła ciebie.

- Ja… - zawahała się - nie wiem, co powiedzieć.

- Nic do powiedzenia. Nie mamy czasu na seks na pogodzenie, widząc, że twój tata nie może się doczekać spotkania z tobą, ja muszę cię podrzucić do pracy, a potem muszę iść do sądu na przesłuchanie w sprawie kaucji. Więc musisz się ubrać i musimy iść.

- Mogę przynajmniej cię pocałować? - zapytała, a Deck uśmiechnął się.

Wskazywała, że kłótnia się skończyła i teraz mógł z bliska docenić, że znów jest słodka i seksowna.

- Tak - zgodził się.

Ruszyła w jego stronę, zatrzymała się i zmarszczyła brwi.

- Dlaczego podrzucasz mnie do pracy? Persefona jest tutaj. Mogę pojechać do Gnaw Bone, a ty możesz iść do sądu.

- Cletus zostaje w garażu, skoro spędzasz tu noc.

Jej twarz złagodniała, spodobał jej się ten pomysł, ale powiedziała - Tata jest w mieście.

Kurwa.

- Twój tata, twój wybór, Emme. Ale w jakimkolwiek łóżku jesteś dziś w nocy, chcę, żebyś wiedziała, że ja wolę, żebym był w nim z tobą.

- Wyremontowałam pokój gościnny, żeby mama i tata mieli wygodne miejsce do spania, kiedy przyjadą.

- Więc u ciebie.

Spojrzała mu w oczy - Tata pokocha Buforda.

Znowu się uśmiechnął - I mnie w twoim łóżku.

- Tak - szepnęła i wiedział, że podoba jej się ten pomysł.

Widząc jej pokój podczas i przed swoim obchodem, nie wspominając o tym, jak spała nago w swoim łóżku, jemu też się podobał.

- Zamierzasz mnie pocałować i zabrać dupę w troki, czy będziesz stała tam, gapiąc się na mnie? - zapytał.

Podeszła do przodu, wspięła się na palcach, owinęła ramionami jego ramiona i pocałowała go.

Deck pochylił się nad nią i oddał pocałunek.

*****

6 komentarzy:

  1. Dziękuje za rozdział :)
    Korekty: "Ale z to nie jest powód" chyba nie powinno być litery z.
    "jak to się będzie" chyba bez się.
    Czekam na druga część rozdziału :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za pomoc, nie ukrywam że robiłam to w pośpiechu. Mam chwilowo mniej czasu, więc sorry ale będzie wolniej

      Usuń
    2. Nie musi być wolniej :) Jak cos to sie wyłapie :)

      Usuń