Rozdział
6
Dziwne (cz.2)
*****
Dwanaście godzin, siedem minut
później…
Nacisnęłam
przycisk kontaktowy Jacoba i wcisnęłam przycisk dzwoń.
Zadzwoniło
raz.
-
Wszystko okej?
Dziwnie
się czułam, kiedy do niego dzwoniłam, a na jego pytanie, nie czułam się już
dziwnie i roześmiałam się.
-
Tak, Słonko. Tylko chodzi o to, że skoro przyprowadzasz chłopców, muszę
wiedzieć, ile i co chcą zjeść.
-
Praca fizyczna. Piwo, chipsy i brownie.
-
Myślałam bardziej o domowych burrito.
-
To źle myślałaś, bo poszczęściło ci się z trząść i piec, ale jak będzie ważne, by
nakarmić tych chłopców, a twój piec wyzionie ducha, nie będę chciał robić
przerwy, aby spróbować to naprawić lub wyjść i kupić kuchenkę obozową.
Znowu
zaczęłam się cicho śmiać, a Jacob szedł dalej.
-
Po drugie, muszą wydać swoją energię na rozrywanie izolacji, wyciąganie jej,
wnoszenie nowej i mocowanie zszywkami do belek. Jedzenie, które wymaga
sztućców, to niepotrzebny wydatek tej energii.
-
Rozumiem - mruknęłam - Piwo i przekąski.
-
Dobrze. A teraz, kiedy cię mam, izolacja jest zamówiona. Termin dostawy jest
jutro między pierwszą a czwartą. Będzie dobrze dla ciebie?
Zamrugałam
przy biurku - Zamówiłeś to?
-
Tak.
-
Już?
-
Kotku, potrzebuję tego w niedzielę. Nie mam czasu na opierdalanie się.
-
Ale nie mierzyłeś - przypomniałam mu.
-
Oprowadziłaś mnie, prawda?
Usiadłam
prosto, gdy mnie uderzyło jak to się zdarzało, jak bardzo był bystry. Bez
wątpienia wiedziałam, że zamówił wystarczająco dużo, nie za dużo. I obliczył,
ile potrzebuję izolacji, przechodząc przez mój dom.
-
Tak, oprowadziłam - odpowiedziałam - i będę tam na dostawę okien.
-
Dobrze - odpowiedział, a następnie zadał pytanie, którego miałam nadzieję, że
nie zada - McFarland jest z tobą spoko?
Był.
I, na sposób Dane’a, też nie był. I pomyślałam, że Jacob nie zobaczy tej
części, w której był, tylko tę część, w której nie był.
Musiałam
odpowiedzieć, więc zdecydowałam, że mogę podzielić się częścią, ale nie
wszystkim.
-
Przyszedł do biura i zapytał, czy możemy porozmawiać. Powiedziałam mu, żeby
przyszedł do domu o pierwszej w niedzielę i wtedy powiem to, co mam do
powiedzenia.
-
I? - podpowiedział Jacob.
-
I cóż…
Choroba!
Nie
wiedziałam, czy mu powiedzieć, czy nie.
Ponieważ
byłam psychopatką, powiedziałam mu - Wtedy zapytał, kto jest właścicielem
czarnego Dodge’a Rama, który wczoraj stał przed moim domem.
Cisza.
Nie
powinnam była mu mówić.
-
Jaco…
-
Był w twoim domu wczoraj wieczorem?
Nigdy
nie słyszałam, żeby używał tego głębokiego, dudniącego, kontrolowanego, ale
ledwie kontrolowanego tonu głosu i żałowałam, że go usłyszałam, ponieważ był
bardziej niż trochę przerażający.
-
On, no cóż… robi to czasami, kiedy… cóż, my nie… kiedy nie mamy planów -
wyjąkałam - Robi to, bo mieszkam tam sama i chce sprawdzić. Upewnia się, że
jestem okej.
-
Robi to, bo jest przerażająco w tobie zabujany, Emme.
Miałam
wrażenie, że to może być prawda, więc nic nie powiedziałam.
-
Musimy zabrać się za rozmowę o tym facecie, kotku - powiedział mi Jacob.
-
To skończy się w niedzielę, Słonko - powiedziałam mu.
-
Tak, ale dowody sugerują, że mu się to nie spodoba, a także nie spodoba mu się,
że ruszasz dalej i pracujesz z nim. Więc porozmawiamy o nim i to wkrótce. Co
powiedziałaś o moim samochodzie?
-
Powiedziałam mu, że wpadłeś.
Następnie
więcej ciszy - Prosto z mostu?
-
Cóż, nie powiedziałam o twojej wstrząsającej zmianie na ścieżce naszego
związku, ale tak. Powiedziałam, że przyszedłeś na kolację. Dlaczego?
-
A jak na to zareagował?
-
Zawsze był dziwny w stosunku do mnie z facetami - przyznałam.
-
Świrus. Kurwa - mruknął Jacob.
-
Przezwycięża to - powiedziałam mu.
-
Nie, nie, Emme. On to ukrywa. A w niedzielę, kiedy chłopcy wyjdą, odbędziemy tę
rozmowę. Tak?
-
Okej - wymamrotałam.
-
Chcę też, żebyś dziś i jutro spędziła noc w moim domu.
Całe
moje ciało wpadło w spazmy.
-
Słucham? - westchnęłam.
-
Mam pracę, więc nie będzie mnie tam. Zostawię klucze w twoim biurze ze wskazówkami.
Ale skoro on tam jeździ, ciebie tam nie będzie.
-
Jacob, powiedziałeś, że pójdziemy wolno - przypomniałam mu ostrożnie.
-
Kotku, przez pracę, którą mam, nie będę w łóżku do niedzieli wieczorem.
Na
wzmiankę o jego łóżku dostałam kolejnego skurczu całego ciała.
Zignorowałam
to i zapytałam - Co to za praca?
-
Emme, Słonko, nie mogę powiedzieć, a przy mojej pracy musisz wiedzieć, że nigdy
nie będę mógł. Ponieważ posuwamy się do przodu, dostaniesz ode mnie wszystko,
czego chcesz, wszystko, o co poprosisz, tylko nie to.
Wiedziałam
to. Wiedziałam o tym, ponieważ wtedy nawet Elsbeth nie mogła powiedzieć. Biorąc
pod uwagę jego umysł i towarzystwo, które miał, byłam zafascynowana jego pracą
i zapytałam ją kiedyś, co robi.
Jej
odpowiedź została podparta wzruszeniem ramion - Nie mam pojęcia. Po prostu
wiem, że wypruwa sobie żyły, nie mówi o tym i nie dostaje za to dużo pieniędzy.
To
powiedziawszy, nie trzeba było geniuszu kalibru Jacoba, z policjantami,
prywatnymi detektywami i łowcami nagród, którzy przychodzili na ich przyjęcia,
aby wiedzieć, że ma to coś wspólnego z tym, co robili. Po prostu wydawało się,
że cokolwiek to było, było o wiele bardziej tajemnicze.
Co
oczywiście sprawiło, że stało się to o wiele bardziej fascynujące.
-
Więc zostawiam ci klucze, ty pakujesz torbę - rozkazał.
-
Słonko, szczerze, w domu mi będzie dobrze.
-
Słonko, szczerze, mieszkam w mieście z dala od twojego przerażającego
przyszłego eks i mam system bezpieczeństwa. Będziesz tam bardziej okej i tam
będziesz.
To
było coś innego, co wiedziałam, ale nigdy bezpośrednio nie doświadczyłam.
Elsbeth powiedziała mi, że Jacob może być apodyktyczny.
-
Myślę, że się martwisz o nic - powiedziałam mu.
-
A ja myślę, że mam fiuta - powiedział mi, a ja zamrugałam na jego słowa - A
mając go, wiem, jak myślą inni faceci. Wiem też, że świetnie się ubierasz. Masz
świetne włosy. Masz niewiarygodnie piękne oczy. Masz zwycięską osobowość.
Jesteś zabawna. Jesteś mądra. Masz to coś, co się dzieje, kiedy mówisz wprost,
że w prawie wszystkim, co robisz, nie potrzebujesz nikogo, a jak mężczyzna
zakochuje się w tym wszystkim w niewłaściwy sposób, to masz też problemy.
Po
tych słowach czułam się tak miękko-szczęśliwa, że nie mogłam wypowiedzieć.
-
Spakuj torbę. Zostawię klucze - powtórzył rozkaz w moim milczeniu.
-
Okej - poddałam się.
-
Jak dojedziesz, czuj się jak w domu. Zadzwonię do Donny i powiem jej, że przez
kilka nocy nie będzie musiała się martwić o Buforda.
-
Buford?
-
Mój pies.
-
Twoje co? - moje drugie słowo było wyższe.
-
Nie lubisz psów? - zapytał, ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, stwierdził -
Myślałem, że lubisz psy.
Kochałam
psy. Chciałam psa. Chciałam po prostu zacząć od szczeniaka, ale nie chciałam,
żeby szczeniak żuł odsłonięte przewody i został porażony prądem, po czym zaczęłabym
swoją pierwszą kadencję jako Właściciel Pieska, wykopując Pieskowe Cmentarzysko
w moim ogrodzie.
-
Tak, lubię psy - potwierdziłam.
-
Dobrze. Tak myślałem - mruknął, po czym dodał - Buford to pies myśliwski. Jest
słodki. Kocha wszystkich, ale, wiesz, zabiera mi całą kołdrę.
Zaczęłam
chichotać.
Potem
zapytałam - Donna?
-
Sąsiadka. Zagląda do Buforda, kiedy wyjeżdżam.
-
Och - wymamrotałam i przestałam chichotać, myśląc o Donnie, sąsiadce mężczyzny,
który był tym wszystkim, czym był Jacob, i o tym, jak bym się opiekowała
nieznanym Bufordem, gdy Jacoba nie było, a nawet zaproponowała, że zrobiłabym
to, gdyby on był.
-
Wyszła również za mąż za byłego obrońcę Bronco - kontynuował, mówiąc mi, że
wie, dlaczego przestałam się śmiać.
Wrócił
chichot i przez niego powtórzyłam - Och.
A
potem zapytałam - Nazwałeś psa myśliwskiego Buford?
Na
to, z uśmiechem w jego głosie, dostałam - Nazywasz Bronco Elrod lub Cletus. Nazywasz
ogara Buford. Takie jest prawo.
To
sprawiło, że znów zachichotałam i wciąż słyszałam uśmiech w jego głosie, kiedy
powiedział - Teraz muszę iść. Będę dziś po południu z kluczami, wskazówkami i
kodem bezpieczeństwa.
-
Dobrze, Jacob.
-
Trzymaj się z dala od McFarlanda - zażądał.
To
nie byłoby trudne. To było już na mojej trasie na ten dzień.
-
Masz to.
Kolejny
uśmiech w jego głosie, kiedy powiedział - Później, Emme.
-
Pa, Słonko.
Rozłączyliśmy
się. Odłożyłam telefon i złapałam kartkę, na której bazgrałam, zanim do niego
zadzwoniłam. Wykreśliłam tortille, ser, mieloną wołowinę i smażoną fasolę, a
dodałam przekąski i mix na brownie.
Potem
wróciłam do pracy.
*****
Siedem godzin później…
Z
czarno-brązowym ogarem Bufordem podążającym za mną, wędrowałam po przestrzeni
życiowej Jacoba.
Miałam
przez cały ten czas rozchylone usta, duże oczy i byłam zszokowana do głębi.
Zatrzymałam
się w jego obniżonym wielkim pokoju, a widok z jego dwupiętrowych
panoramicznych okien był niesamowity. I to była nie tylko niczym nieskrępowana
wizja purpurowego majestatu gór, które widziałam zarysowane na czarno na tle
błękitu rozgwieżdżonego nieba.
Ale
także basen, który był podgrzewany, jeśli wydobywająca się z niego para była
czymś, po czym można było tak sądzić i był podświetlany światłem, które
sprawiało, że jego spokojne wody powoli przechodziły przez różne kolory, w tym
fioletowy, niebieski, zielony i różowy.
A
do tego wchodziło się przez kamienne patio z niesamowitymi meblami ogrodowymi.
To
było niesamowite.
Jacob
może nie otrzymywał wcześniej dużo pieniędzy za jakiekolwiek tajemnicze
transakcje, z którymi miał do czynienia, ale wyraźnie przesunął się w górę
łańcucha pokarmowego.
O
wiele wyżej.
Mokry
nos Buforda dotknął mojej dłoni i spojrzałam na jego uroczą, czarno-brązową mordę
z obwisłymi uszami, obwisłą skórą i wywieszonym różowym językiem.
Potem
powiedziałam mu - Nie znałeś jej, ale uwierz mi, Elsbeth była naprawdę, naprawdę głupia.
Buford
machał ogonem.
Podrapałam
go w głowę za zgadzającego się ze mną psiaka.
Zadzwonił
mój telefon w torebce.
Wykopałam
go i zobaczyłam, że wyświetlacz mówi „Jacob dzwoni”.
Odebrałam
telefon, ogłaszając - Mieszkasz widowiskowo.
-
Co? - zapytał.
-
Twój dom jest ogromny i piękny.
-
Kotku…
-
I masz niezakłócony widok na góry.
-
Ty też.
Zignorowałam
to i kontynuowałam.
-
I masz podgrzewany basen.
-
Em…
-
Z kołem pięknych światełek.
-
Kochanie…
-
Nie powiedziałeś mi, że powinnam zabrać kostium kąpielowy.
-
Śpisz w moim łóżku po raz pierwszy beze mnie. Nie wejdziesz po raz pierwszy do
tego basenu beze mnie.
I
znowu spazm całego ciała.
-
Jacob…
-
Rozumiem, że jesteś w domu i zadomowiłaś się - powiedział, wyjaśniając dzwonienie.
-
Buford ma obwisłą mordkę i jest słodki - powiedziałam jako potwierdzenie,
patrząc w dół na jego psa, który ponownie machał ogonem.
-
Jesteś w domu i zadomowiłaś się - mruknął, a potem głośniej - muszę iść.
-
Okej, Słonko.
-
Jedz, co chcesz. Mam dużo płyt DVD. Cokolwiek. Tak?
-
Okej.
-
Śpij dobrze.
-
Okej, bądź bezpieczny.
-
Racja. Później, Emme.
-
Później Jacob.
Rozłączyliśmy
się.
Spojrzałam
na Buforda.
-
Sprawdźmy sypialnię Jacoba - zaproponowałam.
Wstał
z siedzenia, jakby wiedział, co mówię.
Sprawdziliśmy
sypialnię Jacoba.
Ona.
Była. Niesamowita.
Stałam
pośrodku jego niesamowitości, lekko pochylona, drapiąc Buforda w głowę,
wpatrując się w (nie zasłane, ale wciąż fantastyczne) ogromne łóżko z kremową
kołdrą z czarną lamówką, czarną pościelą i kremową narzutą (z czarną lamówką).
Ta kolorystyka została zastosowana w całym pomieszczeniu, nadając mu niemałą
ilość poważnego męskiego uroku.
Mój
wzrok padł na kalejdoskop na jego szafce nocnej.
Trzymał
go przy łóżku.
Poczułam,
jak moje usta się wykrzywiają.
Potem
skomentowałam Buforda - Myślę, że jesteś dobry. Nie ma mowy, żebyś zgarnął całą
tę kołdrę.
Buford
nie miał odpowiedzi.
Pięć
godzin później dowiedziałam się, że się myliłam.
*****
Dziewiętnaście godzin później…
-
Wszystko okej?
Wybuchnąłem
śmiechem.
-
Kotku - zawołał Jacob przez mój śmiech.
Zapanowałam
nad tym, a kiedy to zrobiłam, zobaczyłam stosy zwiniętej izolacji, które teraz
wypełniały moje dwa pokoje na piętrze, kiedy stałam w drzwiach jednego z nich.
-
Dzwonię tylko, żeby potwierdzić dostawę - powiedziałam mu.
-
Dobrze. A teraz wracaj do mojego domu - rozkazał.
-
Jacob…
-
Bez kostiumu kąpielowego.
-
Jaco…
-
Muszę iść.
Przestałam
próbować wydobyć jego imię, ponieważ wydawało mi się, że był w trakcie czegoś
ważnego i powiedziałam - Okej, Słonko. Do zobaczenia jutro.
-
Napisz do mnie, kiedy dotrzesz do mojego domu - odpowiedział wtedy - i tak,
kochanie. Jutro. Ale z tym jak się sprawy mają, jest duża szansa, że dziś
wieczorem będę w domu.
Dziś
wieczorem?
Ale
dziś wieczorem ja będę w jego domu.
Z
nim tam!
Zanim
zdążyłam rozpocząć dyskusję na ten temat, Jacob powiedział - Później, Emme.
Wiedziałam,
że był w trakcie czegoś ważnego (lub zgadywałam), więc jedyne, co mogłam
zrobić, to powiedzieć - Pa.
Rozłączyłam
się i powędrowałam do schodów, nie mogąc się doczekać spędzenia więcej czasu z
Bufordem i wylegiwania się w dużym domu Jacoba, gdzie można szukać godzinami i
nie znaleźć niczego, nad czym trzeba by pracować.
Również
wariowałam, ponieważ Jacob byłby ze mną w tym domu (może) i po raz pierwszy
bylibyśmy razem jako inny rodzaj nas (z wyjątkiem jego pospiesznego przelotu do
mojego biura, aby dać mi klucze, co obejmowało to, że ponownie pocałował mnie w
czoło - co było bardzo miłe - ale to wszystko, co obejmowało) i nie wiedziałam,
czy jestem na to gotowa.
Byłam.
Nie mogłam się doczekać. Niespokojna. Podekscytowana.
Tylko
również nie byłam. Głównie dlatego, że myślałam o tym spanikowana.
Schodziłam
po schodach, myśląc o tym, kiedy zobaczyłam radiowóz przez moje własne niezbyt
panoramiczne, ale mimo to bajecznie wytrawione okna, które na szczęście nigdy
nie zostały wybite i które znajdowały się po bokach moich ogromnych drzwi
wejściowych.
Nie
zamierzałam więc jechać do domu Jacoba w najbliższym czasie.
Nie.
Ale
nie miałam pojęcia, że sprawy zmienią się dramatycznie w sposób, którego nikt
by się nie spodziewał.
Nawet
kiedy obserwowałby radiowóz wjeżdżający pod swój podjazd.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję, nie mogę się doczekać następnych części 😘😘😘
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Już czekam co się będzie działo bo zaczyna się ciekawie.
OdpowiedzUsuńDziękuje
OdpowiedzUsuńDzięki, że zabrałaś się za część o Deckerze. Facer jest tajemniczy i fascynujący, a do tego geniusz😊 taka mieszanka to recepta na sukces.
OdpowiedzUsuńJa to mam dylemat, czytać po jednym rozdziale, czy czekać na więcej 😁 Dziękuję za tłumaczenie
OdpowiedzUsuńdziękuje
OdpowiedzUsuń