Rozdział
9
Harvey
Dziewięć i pół godziny później…
O
Boże, to było…
O
Boże.
-
Jacob - jęknęłam, wyciągając rękę spomiędzy nóg, gdzie rozszczepiłam palce,
żeby czuć, jak biorę jego dużego, szerokiego, twardego kutasa i rzuciłam nią,
by położyć dłoń płasko na wezgłowiu, aby ustabilizować moje podskakujące ciało,
które było na czworakach, przyjmując jego pchnięcia.
To
było ekstremalne.
Zbyt
wiele.
Ale
jakoś chciałam więcej.
-
Włóż rękę z powrotem między nogi, Emme - Jacob zachrypiał, wchodząc we mnie od
tyłu.
-
Nie mogę - wydyszałam.
Sekundę
później poczułam, jak się nade mną pochyla.
Owinął
rękę wokół moich żeber i podciągnął mnie do góry, nadzianą na jego penisa.
O
Boże. Wspaniałe.
Jego
przedramię pozostało wokół moich żeber, ale podniósł dłoń, by objąć pierś, jego
palec i kciuk znalazły mój sutek i przetoczył się wtedy, kiedy jego druga ręka
wbiła się między moje nogi. Jego środkowy palec znalazł mnie, mocno przycisnął
i zatoczył koło.
Moja
głowa opadła do tyłu na jego ramię. Odwróciłam ją, przycisnęłam czoło do jego
szyi i jęknęłam.
-
Kurwa. Truskawki - wyszeptał Jacob w moją skroń. Jego palec między nogami
zaczął drgać, a jego palce na moim sutku zaczęły ciągnąć. Moje biodra drgnęły,
poczułam, jak mój seks zaciska się mocno wokół jego kutasa, a on jęknął -
Pospiesz się, Słonko, muszę się ruszać w tej cipce.
O
Boże.
Zbyt
wiele.
-
To jest… to nie w porządku… - wyszeptałam.
-
Jest. Pospiesz się, Emme.
Kolejne
pociągnięcie, więcej szarpnięć.
O
Boże!
-
Pospiesz się, Emme.
-
Jacob… nie mogę… to jest… ja zaraz…
Nie
skończyłam, kiedy moje ręce poleciały do jego, gdy przeszył mnie, ogromny,
pozostawiając mnie surową.
Jacob
pochylił się do przodu, popychając mnie w dół. Poczułam jego dłoń między
łopatkami, więc przyłożyłam policzek do poduszki, obie jego ręce powędrowały do
moich bioder, ciągnąc mnie do tyłu, gdy wjeżdżał i brałam go, wciąż najeżdżającego,
pochłoniętego przez punkt kulminacyjny.
Otworzyłam
oczy, ręce ściskały jego poduszkę po bokach mojej głowy i poczułam jego
pchnięcia, moc jego ciała, pełnię jego inwazji i to wróciło.
Wsunęłam
rękę pod poduszkę, przyciskając ją do wezgłowia i wyginając się do tyłu.
-
Kurwa. Kurwa - warknął Jacob i
udowodnił to, co moim zdaniem było niemożliwe - jego zdolność do pieprzenia
mnie mocniej niż dotąd, ponieważ to zrobił.
Moja
głowa odskoczyła do tyłu, moje biodra uniosły się do góry i krzyknęłam, gdy
znowu mnie to przeszyło.
-
Ciągle mi to dawaj - burknął Jacob, wbijając się raz za razem - Daj mi to,
Emme.
-
Słonko - odetchnęłam, wciąż dochodząc, a potem słuchałam, jak chrząkał, a potem
jęczał poprzez pchnięcia, które nie były mniej mocne, ale nie miały już rytmu.
Były nie kontrolowane, on się nie kontrolował
i to było fantastyczne.
Znalazł
to.
Dałam
mu go w tym samym czasie, w którym on to wziął.
Kochałam
to. Uwielbiałam to, że dałam to Jacobowi.
Uwielbiałam
też wiedzieć, że to nie ja nie wiedziałam, co robię.
Po
prostu byłam z dwoma facetami, którzy nie wiedzieli, co robią.
Wiedziałam,
że to go opuszcza, kiedy wszedł do środka i pozostał tam, nie ruszając się,
chwytając rękoma moje biodra, wbijając opuszki palców i było coś w byciu
połączonym z nim w ten sposób, trzymaną przez niego w ten sposób, bez ruchu,
tylko to.
Wszystko,
co miał, było jego. Moja płeć. Moje biodra. Moje ciało na kolanach przed nim.
Tylko jego.
Należałam
do Jacoba.
Zadrżałam.
Jacob
wycofał się. Poczułam, jak jego usta przesuwają się po moich plecach, gdy
opuszki jego palców przesuwały się w dół mojego uda, zanim pochylił się nade
mną.
-
Teraz, kochanie, zwiń się pod kołdrą - powiedział mi delikatnie do ucha - Ale
chcę, żebyś wiedziała, że nadejdzie czas, kiedy będziesz do mnie
przyzwyczajona, że zostawię cię tak. Tak zostaniesz. Więc kiedy wrócę, będę mógł
wejść pod ciebie i zjeść ją mokrą, którą mi dasz.
Brzmiało
to dekadencko i ekscytująco, i trochę mnie to przestraszyło, ale chciałam to
zrobić teraz - Opadnij i zwiń się dla mnie, Emme.
Upadłam
na bok i zwinęłam się w kłębek.
Jacob
wyszarpnął spode mnie kołdrę i naciągnął ja na mnie. Odsunął mi włosy z szyi,
pocałował mnie w szczękę i poczułam, jak łóżko się rusza, gdy z niego
wychodził.
Kiedy
zniknął w swojej łazience (to byłaby bajeczna łazienka, masywna zatopiona wanna
z jacuzzi, udekorowana na kremowo i czarno z bogatym dodatkiem granatu
północy), oderwałam oczy od żarliwej kontemplacji, jak poruszają się jego
mięśnie, gdy on szedł i obserwowałam kalejdoskop leżący na rzeźbionej
drewnianej skrzynce stojącej na jego nocnym stoliku.
Nawet
gdy ten widok mnie rozgrzał, znając i widząc dowód, że Jacob trzymał mnie
blisko siebie, nie chciałam, aby mój umysł podążał tam, jak czułam się właśnie
wtedy, gdy mnie brał. Byłam nasycona. Doszłam dwa razy. Mocno. I byłam naga w
łóżku Jacoba Deckera, on był Jacobem i był też mężczyzną, który mógł sprawić,
żebym doszła podczas kochania się ze mną (dwa razy).
Ale
widząc kalejdoskop, który dałam Jacobowi tak blisko, mój umysł tam poszedł.
Byłam
szczęśliwa, żyjąc moim odłączonym życiem.
Do
tego dnia, kiedy oddałam ten kalejdoskop Jacobowi.
Zobaczyłam
go w sklepie i pomyślałam, że jest oszałamiający.
Nie
wiedziałam, co skłoniło mnie do powrotu tam i kupienia go, kiedy usłyszałam, co
się stało z Jacobem i Elsbeth. Po prostu poszłam, dowiedziałam się od wspólnego
znajomego, gdzie przebywa i zaniosłam mu to.
Kiedy
zapukałam do drzwi pokoju hotelowego, nie kazał mi czekać. Wiedziałem, że
widział mnie przez wizjer i nie musiał o tym myśleć, zanim mi je otworzył.
Bolało,
że mnie nie wpuścił, ale zrozumiałam. Podałam mu więc pudełko, patrzyłam, jak
je otwiera, wyciąga kalejdoskop i obchodzi się z nim ostrożnie, obracając w
wielkich dłoniach.
Pamiętam
też, że myślałam, kiedy patrzyłam, jak dotykał tego witrażu, że czułam to prawie
tak, jakby to mnie dotykał z taką troską.
Myślisz, że utraciłeś piękno, Jacob,
ale tak się nie stało. Powiedziałam i uśmiechnęłam się, z
pewnością nieco smutnym, ale głupim uśmiechem. Wystarczy przekręcić tarczę.
Chciałam,
żeby wiedział, że ona nie była dla niego wystarczająco dobra. Chciałam, żeby wiedział, że rozumiem, że ona
popełniła poważny błąd i że on był wart tego, co chciałby dać sobie. Chciałam,
żeby wiedział, że może i powinien znaleźć coś lepszego.
Chciałam
zabrać od niego ból.
Zawiodłam
w tym.
Nie
widziałam tego, czego żadne z nas nie widziało, ale wiedziała Elsbeth. Tuż pod
jej nosem znalazł lepsze.
Mnie.
Ale
kiedy pocałował mnie w policzek, powiedział do mnie słodkie słowa i zamknął
drzwi, odeszłam.
Nie
próbowałam wracać.
Nie
byłam szczęśliwa, żyjąc w oderwaniu, zwłaszcza od Jacoba. Po prostu nie
zdawałam sobie z tego sprawy i zaczęłam żyć tak, jak wcześniej, ukrywając fakt,
że znalazłam mężczyznę, który był dla mnie przeznaczony, i pozwoliłam mu
odejść.
Oczywiście
był chłopakiem mojej byłej najlepszej przyjaciółki.
Ale
wtedy nie był.
A
ja pozwoliłam mu odejść.
Właśnie
wtedy, patrząc na ten kalejdoskop, wiedziałam dlaczego.
Harvey
mi to zrobił.
Jacob
wyszedł z łazienki, ponownie zwracając moją uwagę, dając mi możliwość
zastanowienia się, czy jego przód jest lepszy niż jego plecy (przód wygrał,
ponieważ obejmował jego twarz, która miała kosmyk włosów, który opadł mu na
oko).
Dało
mi to również krótką, ale szczęśliwą chwilę, by przestudiować wszystko, czym
był on.
Pierwszy
raz obejrzałam go tej pierwszej nocy, kiedy się kochaliśmy, więc podniecona,
nie wiedziałam, że ktoś może się tak podniecić, patrząc na niego, jak w nogach
łóżka zdejmuje ubranie, ujawniając moc, którą ukrywał pod nim, co myślałam, że
było ledwie ukryte.
Ale
widząc to wszystko wiedziałam, że dużo ukrywał.
Wyglądało
na to, że kilometry zdefiniowanych mięśni, szerokie ramiona, prążkowany brzuch,
grube uda, ekspansywną gładką klatkę piersiową, masywne ramiona i to, jak był
wyposażony, największy, jakiego kiedykolwiek widziałam, a także najpiękniejszy.
Patrząc,
jak mi to pokazuje, podnieciłam się jeszcze bardziej.
I
nawet po dojściu dwa razy, kiedy obserwowałam, jak pokazuje mi tę moc właśnie
wtedy, znowu się nakręciłam.
Dołączył
do mnie w łóżku, przeciągając mnie na siebie, więc leżałam na górze,
rozprostowana.
Jego
oczy zbliżyły się do mnie, jego głowa lekko szarpnęła, a palce na moich
biodrach się wbiły.
-
Emme - szepnął.
Najwyraźniej
miałam swoje myśli na twarzy i to nie te o jego wielkim, pięknym ciele.
-
Jest coś, co musisz o mnie wiedzieć - oznajmiłam.
Jego
dłonie na moich biodrach przesunęły się w górę i dookoła, więc trzymał mnie
lekko, gdy jego oczy wpatrywały się w moje.
-
Powiedz mi - zachęcał, jego słowa były ciche, zainteresowane, zachęcające, ale
nie wymagające.
Taki
miły facet.
-
Kiedy miałam dwanaście lat - zaczęłam szybko, żebym nie cofnęła się przed
powiedzeniem tego - zostałam porwana.
Zamknął
oczy i jego ramiona zadrżały konwulsyjnie.
-
Był dobrym człowiekiem - oświadczyłam.
Oczy
Jacoba otworzyły się.
-
Miał na imię Harvey - podzieliłam się.
-
Em…
Szłam
dalej, mówiłam przez niego, żeby to wyrzucić.
-
Stracił córkę i żonę w wypadku samochodowym. Wyglądałam jak jego córka. Trochę
zwariował, co zrozumiałe, zobaczył mnie, wyrwał z przerwy w szkole i zabrał do
swojego domu. Miał mnie trzy dni. Odsiedział pięć lat w więzieniu przez trzy
dni.
-
Kochanie…
-
Poprosił mnie, żebym nosiła ubrania jego córki. Zrobiłam to. Byłam za młoda,
żeby wiedzieć, że to dziwne. Karmił mnie jej ulubionym jedzeniem. To było w
porządku, ponieważ jej było też moje. Nie pozwolił mi wyjść z domu ani zbliżyć
się do okien. I dużo płakał.
Jedno
z jego ramion owinęło się mocniej wokół mojej dolnej części pleców, jedna z
jego rąk wsunęła się na mój kręgosłup i we włosy, kiedy powiedział:
-
Emme, kochanie… - zaczął, ale ja szłam dalej.
-
Poza porwaniem mnie, co było przerażające, nie dotknął mnie. Nic złego się nie
stało. Nawet nie nazywał mnie jej imieniem. Wiedział, że nie jestem nią. Był po
prostu pomieszany. Smutny i pomieszany.
-
Kochanie, czy mogę powiedzieć…? - zaczął, ale mówiłam dalej.
-
W końcu wiedział, że postąpił źle i sam zabrał mnie na komisariat. Kiedy mama i
tata dotarli do mnie, to był jedyny raz, kiedy wiedziałam, że stało się coś
naprawdę złego. To znaczy wiedziałam, że rzeczy nie były w porządku, tęskniłam
za nimi i martwiłam się o nich, wiedząc, że będą się o mnie martwić, ale Harvey
w pewnym sensie się mną zaopiekował. Mama i tata wyszli z siebie. Wtedy tata
naprawdę się wściekł. Gdybym nie była taka młoda, porozmawiałabym z nimi.
Powiedziałabym im, żeby nie wnosili oskarżeń. Zachęciłabym ich, aby udzielili
mu potrzebnej pomocy. Byłam za młoda. Tata stracił opanowanie. Rzucił w niego
książką. A Harvey przyjął to, bo myślał, że na to zasłużył. Miał córkę. Gdyby
ktoś jej to zrobił, zrobiłby to samo.
Oczy
Jacoba były skupione na mnie, kiedy zapytał - Skąd to wiesz?
Nie
odpowiedziałam na jego pytanie.
Zamiast
tego podzieliłam się - Ale on mnie naznaczył.
Kolejne
konwulsyjne skurcze ramienia, ale tym razem się nie rozluźniło - To mógłby być
każdy.
-
Nie, Jacob, nie tak, jak mogłoby się wydawać. Widzisz, widząc go i jak bardzo
kochał swoją żonę, córkę, jak bardzo za nimi tęsknił, zmieniłam się. Uważałam
na to, by wpuszczać ludzi do mojego życia. Ludzi, których mogłabym stracić.
Ludzi, których strata mogłaby mnie skrzywdzić. Nawet od tych, których kochałam,
trzymałam się z daleka, więc jeślibym ich straciła, nie pozwoliłam sobie na to,
bym poczuła się tak zraniona. Nie bolałoby mnie tak, jak Harveya, który
przekroczył granicę zdrowego rozsądku. Jakikolwiek
ból.
Moje
oczy przesunęły się na kalejdoskop, a potem z powrotem na niego.
-
Jak wtedy, kiedy straciłam ciebie - dokończyłam.
Jego
oczy ponownie się zamknęły, jego ramiona zacisnęły się jeszcze bardziej i
obrócił mnie tak, że był na mnie, z ciężarem utrzymywanym przez przedramię w
łóżku, ale jego czoło spoczywało na moim.
Potem
otworzył oczy i były wszystkim, co mogłam zobaczyć.
Przejęte.
Ciepłe.
Piękne.
Litości.
Patrząc
mu w oczy w tym momencie, zdałam sobie sprawę, że byłam zakochana w Jacobie
Deckerze od czternastu lat.
Czternaście lat.
I
pozwoliłam mu zamknąć przede mną drzwi.
-
Wczoraj - zaczęłam szeptem - Byłam zła i powiedziałam, że to ty musiałeś
otworzyć drzwi, bo ja przypominałabym ci Elsbeth, więc to zależało od ciebie.
Myliłam się. Też mogłam otworzyć drzwi.
-
Emme, przestań mówić.
Zamknęłam
usta.
-
Wiedziałem to wszystko. Elsbeth mi powiedziała.
-
Słucham? - westchnęłam.
Jego
oczy zatrzymały się w moich, gdy podniósł głowę. Potem jego ręka uniosła się i
jego oczy patrzyły, jak odsuwał moją grzywkę z czoła, aby końce nie wskakiwały
mi do oczu.
Jego
spojrzenie wróciło do mnie.
-
Elsbeth podzieliła się tym, kochanie - powiedział łagodnie.
Poczułam,
jak zaciska mi się szczęka, zanim powiedziałam - To nie było jej do dzielenia.
-
Nie. Masz rację. Ale zrobiła to.
Poza
jej zerwaniem z Jacobem, co z opóźnieniem sadziłam, że było bardzo, bardzo
dobrą rzeczą, po raz pierwszy byłam na nią zła.
Naprawdę
zła.
Kurewsko
zła.
-
To nie było kurewsko jej, żeby się dzielić, Jacob - powtórzyłam w większości.
-
Cholera, ty przeklinasz - mruknął.
-
Cholerna prawda, że przeklinam! - warknęłam - Co do kurwy nędzy?
Jego
ręka dotarła do mojej szczęki - Emme, mówię tylko, że wiem o tym i wiem,
dlaczego byłaś odległa. Więc wiedząc o tym, to ja powinienem był otworzyć te
drzwi. Nie zrobiłem tego. Wziąłem ten kalejdoskop i zamknąłem drzwi w sposób,
którego nie można było źle zinterpretować, a nie otworzyłem ich, kotku. To ty podeszłaś
do mnie na ulicy i zaprosiłaś mnie na kolację. Dostałaś szansę, wzięłaś ją i
otworzyłaś te drzwi.
To
była prawda.
Odprężyłam
się pod nim i gniew ze mnie ustąpił.
Poczuł
to i kontynuował.
-
Teraz niektóre z tych gówien, którymi się podzieliłaś, sprawiają, że czuję się
nieswojo. Masz to w sobie, żeby to przejrzeć?
Nie
znałam na to odpowiedzi, ponieważ nie mogłam pojąć, dlaczego go to niepokoiło.
-
Dlaczego to cię niepokoi?
-
Ponieważ w wieku dwunastu lat zostałaś porwana z przerwy w szkole przez
nieznajomego mężczyznę, który kazał ci nosić ubrania jego zmarłej córki, jeść
jedzenie, które lubiła i trzymał cię z dala od rodziny, a ty nie wydajesz się zbytnio
tym przejęta.
Na
pierwszy rzut oka to brzmiało szalenie.
Po
prostu nie było.
-
Nie skrzywdził mnie - przypomniałam mu.
-
Był słodki - szepnęłam, a Jacob zamrugał - Był słodki i smutny i rozpaczał,
i... - moje ramiona wokół niego zacisnęły się mocno - ...dorośli przegapiają
wiele rzeczy, są tak zaangażowani w siebie, swoje życie, ich stresy, ich
obowiązki. Ale dzieci nie przegapiają za wiele. Wiedziałam, że nigdy mnie nie
skrzywdzi. Pomyślałam też, że w końcu pozwoli mi odejść. Wiedziałam, że cierpi.
To było dziwne i złe, ale był dla mnie miły, nie trwało to długo, a potem się
skończyło.
Przyglądał
mi się, a jego głos był bardzo delikatny, kiedy zapytał - Czy możesz poświęcić
chwilę na przemyślenie wszystkiego, co powiedziałaś i zobaczenie, dlaczego mnie
martwi?
-
Nie było cię tam, Słonko.
-
Nie poświęciłaś ani chwili, Emme.
Nie
musiałam.
Nie
wiedział, a po tej reakcji stało się jasne, że muszę znaleźć odpowiedni czas,
aby mu powiedzieć i właściwe słowa, aby to wyjaśnić, że teraz Harvey jest
częścią mojego życia. Wymieniliśmy e-maile. Odwiedzałam go. Odszukałam go,
ponieważ go nie zapomniałam, nigdy bym tego nie zrobiła, a on dotknął mojego
życia w sposób, który mógł być pokręcony, ale nie czułam tego w ten sposób.
Nie
chciał, żebym była częścią jego życia, nie dlatego, że go raniłam,
przypominając mu o jego córce i tym, co zrobił.
Ale
ponieważ martwił się o mnie.
Zmieniłam
zdanie.
Więc
zrozumiałam Harveya i dlaczego zrobił to, co zrobił. Zrozumiałam też ból, jakiego
doznał, ulgę, jaką czuł, płacąc za swoją „zbrodnię” i głębię uczucia, że mu
wybaczyłam. I wreszcie, poznałam piękno posiadania go w moim życiu, wiedząc, że
czuje to samo mając mnie w swoim.
Nie
jego córkę. Zawsze wiedział, że nie jestem nią.
Mnie.
Nie,
nie sądziłam, że w tym momencie Jacob to zrozumie.
Mimo
to mogłam się wycofać i zobaczyć, dlaczego go to martwi.
Po
prostu się mylił.
Tego
też mu nie powiem.
-
Rozumiem, dlaczego cię to martwi - powiedziałam mu.
-
Czy musimy cię zabrać do kogoś? - zapytał.
Nie
ma mowy.
Większość
z tego już rozwiązałam (oczywiście nie wszystko). A zrobiłam to z Harveyem.
-
Samodzielnie radzę sobie z niektórymi rzeczami - podzieliłam się.
-
Emme, profesjonalistka…
Przerwałam
mu - Pozwól, że o tym pomyślę - po czym zmieniłam temat - Czy możemy teraz
porozmawiać o tym, co wydarzyło się na posterunku?
Nie
rozmawialiśmy o tym. To dlatego, że kiedy on i Chace wrócili, były u mnie kobiety
do zabawiania i mężczyźni do pracy. Jacob i Chace natychmiast dołączyli do
chłopców na strychu.
I
nie myliłam się. Zainstalowanie mojej izolacji zajęło chłopakom ponad godzinę,
ale po południu cała praca była skończona.
Potem
Faye zasugerowała, żebyśmy wszyscy poszli na meksykańskie jedzenie do Rosalindy
w Chantelle, a ja uznałam, że to dobry pomysł, żebym mogła zapłacić i tym samym
odwdzięczyć się chłopcom za ich pomoc.
Poszliśmy.
Jacob
zdecydował, że on zapłaci.
Spieraliśmy
się.
Wszyscy
(i to wszyscy) myśleli, że to było zabawne, patrząc na nas Bubba wybuchnął
śmiechem i, co nie mniej ważne, Deke patrzący na Jacoba i uśmiechający się ogłosił
- Stary, masz tak wypieprzone.
Przestałam
się kłócić z Jacobem po komentarzu Deke’a, ale zaczęłam reagować szybciej.
Powiedziałam, że muszę przypudrować nos, po czym złapałam kelnerkę i dałam jej
swoją kartę kredytową.
Jacob
postradał zmysły (lekko).
Zignorowałam
to i powiedziałam mu, że jeśli dzięki temu poczuje się lepiej, może mi kupić
kolejną margaritę.
Krystal
skinęła mi głową z aprobatą.
Nina,
Lauren, Lexie, Faye i Zara spojrzały na siebie z niepokojem.
Jacob
zapłacił za margarity i piwa wszystkim dookoła (z wyjątkiem tego, że Faye miała
sok).
Mogłam
powiedzieć, że Jacob nadal był zirytowany w SUV’ie w drodze do domu. Więc kiedy
dotarliśmy do jego domu, skręciłam w korytarzu tuż przy garażu, wspięłam się na
palce i pocałowałam go.
Zabrał
mnie do łóżka.
Szybko
przezwyciężył irytację.
Co
zabiera nas do teraz.
-
Pozwolę ci tak zagrać - powiedział Jacob, odzyskując skupienie, odnosząc się do
zmiany tematu z dala od Harveya - …ponieważ jestem zmęczony, właśnie mocno doszedłem,
wyciągnąłem z ciebie dwa, więc nie chcę tam iść, ale co więcej, nie chcę cię
tam zabierać.
Przynajmniej
to było coś.
Potem
to zabrał.
-
Ale jeszcze o tym pomówimy - ostrzegł.
Spojrzałam
na jego podbródek, wiedząc, że nie pozwoli mi tak łatwo oderwać się od Harveya,
i wymamrotałam - Domyśliłam się.
-
Emme, spójrz na mnie.
Spojrzałam
na niego i przysunął się jeszcze bliżej.
-
To, co zrobił ten facet, nie było dobre, nie było właściwe i nie tylko dlatego,
że było niezgodne z prawem. Był porąbany. Zapłacił, co było słuszne. Martwi
mnie, że przekręciłaś to w swojej głowie, żeby wydawało się to w porządku. Nie
było. Nic z tego nie było. Byłaś za młoda, by to zrozumieć, ale teraz nie
jesteś za młoda. To dobrze i cieszę się, że poświęcasz czas na zastanowienie
się i odkręcenie rzeczy, żeby zobaczyć, jak to na ciebie wpłynęło. Ale
kochanie, musisz to przejrzeć.
Zgodziłam
się, ponieważ uważałam, że to był mój najlepszy sposób działania w tym
momencie.
-
Dobrze, Jacob.
-
Dobrze - odpowiedział.
-
Posterunek - podpowiedziałam, a Jacob tylko się na mnie gapił.
Potem
powiedział - Pieprz mnie.
-
Co? - Zapytałam.
-
Racja, cofnijmy się na chwilę, leżę na tobie, oboje nadzy w moim łóżku. Myślę,
że rozumiesz, że to, co właśnie zaczęliśmy, jest czymś, na czym chcę budować
nas, nawet jeśli zajęło to dużo czasu i zaczęło się trochę porąbanie. Widząc,
jak tu jesteś, naga w moim łóżku, domyślam się, że też chcesz na tym budować.
To, czego od ciebie potrzebuję, to nie tego, byś była ze mną i była odległą.
Albo jesteś ze mną, albo nie, a, kotku, ja postaram się zatrzymać cię przy
sobie.
Nie
rozumiałam, co miał na myśli.
-
Jacob, jestem z tobą.
-
Nie sądzisz, że ja wiem, że właśnie się zgodziłaś, a potem zmieniłaś temat, by
uciec przed czymś, w czym się ze mną nie zgadzasz?
W
tym momencie zdałam sobie sprawę, że posiadanie geniusza jako chłopaka może nie
być tylko zabawą i grą. Jasne, mógł zmierzyć potrzebną mi izolację na strychu
nie za pomocą taśmy mierniczej, ale siłą swojego umysłu.
Ale
innym razem to było do dupy.
-
Słonko…
Potrząsnął
głową - Tę grę też ci dam. Robię to tylko po to, żebym wiedziała, że ja wiem,
że pogrywasz.
Nigdzie
z tym nie zajdę i wiedziałam o tym.
Więc
mruknęłam - Och, w porządku.
-
I ostatnią rzeczą, jaką o tym powiem, jest to, że wiedziałem również wtedy, a
nawet bardziej teraz, że to gówno sprawiło, że życie oderwaną, za zasłoną, dawało
ci, ale powstrzymywało cię. Jak to gówno zacznie przeciekać z powrotem, to też
zamierzam powstrzymać.
-
Wiesz, teraz mnie denerwujesz - podzieliłam się.
-
Dobrze, to, że jesteś zirytowana oznacza, że coś czujesz, więc wezmę to -
odpowiedział.
Spojrzałam.
Przez
chwilę przyjął moje spojrzenie, po czym się uśmiechnął.
-
Posterunek! - warknęłam.
Jego
uśmiech stał się większy.
Moje
spojrzenie zwęziło się na nim, więc zobaczyłam, że jego usta zaczynają się
poruszać i wróciły do jego oczu.
-
McFarland mnie zrozumiał. Zrozumiał Chace’a. Zrozumiał też Micka Shaughnessy.
Chace podzielił się ze swoim najlepszym kumplem z posterunku Gnaw Bone, że
McFarland do ciebie dzwonił, a zanim się zorientowałaś, że cokolwiek z tego się
dzieje, podjęłaś decyzję, by go odstrzelić. Był z nami, kiedy dzieliliśmy się
naszym zrozumieniem, że z nim skończyłaś, więc będzie musiał również wykazać,
że to rozumie. Jeśli znowu go słyszysz, tak jak dzisiaj, mówisz mi natychmiast.
Ale zgaduję, że już nic od niego nie usłyszysz.
To
było bardzo dobre.
-
O co w tym wszystkim chodzi? - zapytałam, spodziewając się, że to zamknie, ale
mając nadzieję, że tego nie zrobi.
Nie
zrobił.
Powiedział
mi.
-
Niezależnie od dowodów, nie mamy zeznań i nikt nie dotyka przywódcy. Grupa jest
zwarta. Istnieją pewne oznaki, że McFarland jest słabym ogniwem, między innymi dlatego,
że ten kretyn dał ci skradziony pierścionek. Ich uwaga skupia się na nim. Pójdą
jutro na przesłuchanie w sprawie kaucji i możemy mieć nadzieję, że dostaną
wysoką i będą mogli złamać McFarlanda, zanim to się stanie. Zobaczymy.
Ze
względu na Dane’a, który potrafił być słodki, czułam się źle.
Ale
nie czułam wiele więcej.
Poświęciłam
chwilę na zastanowienie się nad tym, ponieważ spędziłam z nim trzy lata i
cztery miesiące umawiałam się z nim, a poza tym, że byłam przerażona, że robiłam
to drugie, nie czułam do niego zbyt wiele.
-
Emme, co masz w głowie? - spytał Jacob, a ja się skupiłam na nim.
-
Nie obchodzi mnie to - powiedziałam mu.
Jego
brwi złączyły się - Co?
-
O Dane’a. Wciąż jestem przerażona… - zawahałam się, gdy w jego oczach pojawiło
się mroczne spojrzenie, więc wybrałam słowa - No wiesz. Ale przede wszystkim
nie obchodzi mnie to i próbuję dowiedzieć się, czy to przez mój dystans, aby
nie zranić się lub nie czuć innych rzeczy, czy po prostu nie obchodzi mnie to.
-
Kochanie, wiele bym dla ciebie zrobił, bo jesteś moją Emmą, ale leżenie nago w
łóżku z tobą, aby uporządkować swoje uczucia do McFarlanda, nie jest na
szczycie tej listy.
To,
co powiedział, spowodowało, że zaśmiałam się głośno, trzymając się go mocno.
Kiedy
skończyłam, uśmiechał się do mnie.
Podobało
mi się to, więc zapytałam - Wiesz, co mi się w tym podoba?
-
Tym?
-
Nas.
-
Fakt, że mogę sprawić, że dojdziesz, kiedy cię pieprzę, czasami wielokrotnie? -
domyślił się Jacob.
Znowu
zaczęłam chichotać, ale potrząsnęłam głową - Nie. Chociaż to bonus. Chodzi o to,
że pracujemy nad rzeczami, znajdujemy drogę w nowy sposób, ale zawsze znajdujesz
sposób, aby poprowadzić nas z powrotem do tego, kim byliśmy. Zabierając mnie do
tego, co znałam. Dając mi znać, że tego nie stracę. A ja to kochałam. Straciłam
to raz, więc nie chcę tego już nigdy stracić. To jest to co lubię.
Nie
uśmiechał się, kiedy skończyłam mówić.
Patrzył
na mnie w taki sposób, że poczułam to niesamowite pulsowanie.
Potem
opadła mu głowa i całował mnie. Nie twardo i z zamkniętymi ustami. Nie wolno i
słodko.
Szorstkim,
głodnym i pełnym roszczeń pocałunkiem.
A
po tym, jak pocałował mnie szorstko i głodnym, i pełnym roszczeń pocałunkiem,
Jacob zrobił mi inne rzeczy, które były szorstkie i głodne i zawłaszczające.
I
doszłam, kiedy to robił.
Wielokrotnie.
dziękuje
OdpowiedzUsuńDziękuje
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję 💙
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :) Cudownie sobie radzą razem. Czekam na kolejny rozdział
OdpowiedzUsuń