Rozdział
6
Dziwne (cz.1)
Godzina i dwie minuty później…
Leżałam
na plecach w łóżku, wpatrując się niewidzącym wzrokiem w sufit i raz po raz
wspominając w myślach ostatnie dwa dni.
Nie
ma mowy, żebym mogła spać.
Nie
ma mowy.
Potoczyłam
się więc, zapaliłam światło i zobaczyłam na nocnym stoliku pierścionek, który
dostałam od Dane’a poprzedniego wieczoru.
Pudełko
było otwarte.
Zamknęłam
je i włożyłam do szuflady nocnej szafki.
Dane
dał mi to, co mnie zdziwiło, ale był to rodzaj gestu, w którym nie robiłaś miny
„fuj” i nie rzucałaś tym przez pokój.
Więc
po tym, jak próbowałam odmówić delikatnie mówiąc, że to za dużo, a on stanowczo
i wielokrotnie odmawiał mojej odmowy, poddałam się, podziękowałam mu i
pocałowałam go.
Zrobił
to, co zawsze robił, kiedy go pocałowałam. Eskalował rzeczy i kochał się ze
mną.
Miałam
w życiu dwóch kochanków i stwierdzenie, że Dane był lepszy od pierwszego, było
ogromnym niedomówieniem.
Mimo
to czytałam wystarczająco dużo, oglądałam wystarczająco dużo telewizji i
filmów, słyszałam wystarczająco dużo koleżanek rozmawiających o tym, więc wiedziałam,
że czegoś mi brakuje.
Nawet
od Dane’a.
Wiedziałam
o tym, ponieważ nigdy nie miałam orgazmu z partnerem. Nigdy.
Udawałam
je.
To
nie było dobre, ale w końcu wszystko toczyło się dalej, stawało się nudne i
musiałam zrobić to, co musiałam, aby to zakończyć, aby móc się trochę przespać.
Myślenie
o tym przypomniało mi wspomnienia tego, czym Elsbeth nie dzieliła się często,
ale dzieliła się. A dzieliła się tym, że Jacob nie miał problemów w tym dziale.
Zaczęli swój związek w młodym wieku i byli razem od pięciu lat. Elsbeth i ja
byłyśmy w tym samym wieku, a ona miała dwadzieścia lat, kiedy zaczynali. On miał
dwadzieścia trzy lata. Nie była dziewicą, ale wtedy miała swój pierwszy orgazm-podczas-seksu.
Według
Elsbeth, kiedy Jacob wziął to szczególne dziewictwo, zrobił to spektakularnie,
a następnie dawał jej je często i niezawodnie.
Teraz
miałam trzydzieści cztery lata, dwóch kochanków i żadnych orgazmów, które dawałby
mi ktoś inny oprócz mnie.
I
miałam wiedzę seksualną o mężczyźnie, który tamtej nocy powiedział mi, że jest
mną zainteresowany i zamierza coś z tym zrobić.
Więc
chociaż było późno, ja byłam sobą, on był Jacobem, a ja psychopatką.
Nie
wspominając o tym, że te myśli tłumiły radość, którą czułam wcześniej, a tak
bardzo mi się to nie podobało.
Wstałam
więc z łóżka, powędrowałam przez ciemność do kuchni i złapałam telefon.
Zadzwoniłam
do niego, gdy wracałam do mojego pokoju przez ciemność.
-
Wszystko w porządku? - odpowiedział.
-
Powiem tylko, że gdyby nie było, chociaż masz nadludzką siłę i nietypowe IQ,
prawdopodobnie nadal zadzwoniłabym pod 911.
-
Kotku - odpowiedział.
Czekałam,
ale on tego nie ciągnął.
Więc
zapytałam - Kotku, co?
-
Kotku... - tym razem w jego głosie był uśmiech - …zajmij się tym, z czym dzwonisz.
-
Racja - mruknęłam, wchodząc zaokrąglonymi schodami, to był trzeci powód, dla
którego kupiłam ten dom. Powodem pierwszym był widok, który widziałam z
okrągłego podjazdu. Powodem drugim jest niezwykła drewniana gwiazda
inkrustowana na podłodze w przedpokoju.
-
Emme - zawołał.
-
Przepraszam - odpowiedziałam - Myślałam o moim rozbłysku gwiazdy.
-
Co?
-
Nic - powiedziałam szybko - Czy już za późno, żeby zadzwonić?
-
Nie, ale powiem tylko, że żaden czas nie jest zły, żeby cię wysłuchać.
Dobra
odpowiedź. Tak dobra, że poczułam się w środku jak papka.
Bezpieczna
z tym uczuciem, przyznałam - Nie mogę spać.
-
Emme…
W
moim imieniu była troska i wskazówka, że Jacob był tym, kim był ostatnio.
Zdeterminowany, aby iść pełną parą do przodu, robić większość gadania, w tym to
gadanie, które zrobił, rozsadzając mój umysł.
Więc
mu przerwałam.
-
Nie, proszę, Jacob, wysłuchaj mnie.
Nic
nie powiedział.
Szłam
korytarzem w kierunku światła wychodzącego z mojego pokoju, próbując znaleźć
odwagę, by powiedzieć to, co musiałam powiedzieć.
Wchodząc
do mojego pokoju i widząc piękno, które wykonałam własnymi rękami, przy pomocy kilku
filmów z YouTube i dużo smaru na łokciach, znalazłam odwagę.
-
To dziwne - powiedziałam cicho, kierując się do łóżka - Wiem o tobie różne
rzeczy.
-
Dziewczęce plotki - mruknął, a ja wiedziałam, że wie, o czym mówię.
-
Tak - zgodziłam się, wchodząc do łóżka i siadając na nim ze skrzyżowanymi
nogami.
-
Złe gówno? - spytał i poczułam szarpnięcie głowy.
-
Złe gówno? - powtórzyłam.
-
Zrzędziła na mnie?
Nie
zrobiła tego. Nigdy. Nie wiedziałam nawet, czy kiedykolwiek kłócili się.
Boże,
była taka głupia.
-
Czy było złe gówno? - zapytałam z wahaniem.
-
Nie myślałem tak, dopóki mnie nie rzuciła - odpowiedział i poczułam, że się
uśmiecham.
-
To przyszło niespodziewanie dla wszystkich, Słonko - powiedziałam mu - nie
tylko dla ciebie.
-
Racja - odpowiedział, a to słowo wyraźnie skłaniało do kontynuowania tego.
Więc
to zrobiłam.
-
Tylko to, że prowadzimy tę rozmowę, jest dziwne, Jacob.
-
Dlaczego?
-
Byłeś kiedyś chłopakiem mojej najlepszej przyjaciółki.
-
Więc? - zapytał.
-
Więc to nie jest rzecz, którą robią dziewczyny.
-
Nie rozmawiałaś z nią od dziewięciu lat, a zaznaczę, Emme, to było cholerne
dziewięć lat, a to bardzo długo.
-
Związałeś się z nią tego lata.
-
Więc?
Nie
miałam odpowiedzi na to „więc”.
Kiedy
nic nie powiedziałam, zapytał - Co mówiła?
-
Słucham?
-
Elsbeth. Dziewczęce plotki. Co powiedziała?
Nie
byłam psycholką. Byłam idiotką.
Nie
mogłam mu tego powiedzieć.
Dlatego
nigdy nie powinnam była do niego dzwonić.
Nawet
nie wiedziałam, dlaczego to zrobiłam, z wyjątkiem tego, że był Jacobem i zawsze
mogłam z nim porozmawiać o wszystkim. Problem z tym polegał na tym, że tak
naprawdę nigdy nie miałam nic tak głębokiego i osobistego do omówienia.
Teraz
to miałam, ale to głęboko i osobiście dotyczyło jego.
Nie
byłam idiotką. Byłam psycho-idiotką.
Przypomniało
mi to, że zostawiłam wszystkie moje dziewczyny w Denver i nie zastąpiłam ich w
Gnaw Bone. Przypomniało mi to również, że wszyscy moi przyjaciele w Gnaw Bone
byli facetami, którzy pracowali w tartaku. I to przywodziło na myśl fakt, że
żaden z nich nie był kandydatem do rozmowy o potencjalnym nowym chłopaku, którego
miałam się przed pozbyciem się mojego
starego, który akurat był jednym z ich braci i wszystkimi rzeczami, które
musiałam przedyskutować.
Przede
wszystkim, że nigdy nie miałam orgazmu podczas seksu i martwiłam się, że to ja,
a nie moi partnerzy.
A
nie chciałam zawieść Jacoba. Bo gdybym to zrobiła, byłby to koniec dla niego i
dla mnie. Nie nowych dobrych rzeczy, które moglibyśmy mieć. Starych świetnych
rzeczy, do których właśnie wróciliśmy.
Potrzebowałam
rady dziewczyny.
Nie
podzieliłam się tym z Jacobem.
-
To nie ma znaczenia. Po prostu to jest… - przerwałam i dokończyłam - Nie chcę
stracić tego, co mamy.
Tracił
cierpliwość z powodu moich wykrętów i wiedziałam o tym, gdy zapytał - Emme. Co.
Ona. Powiedziała?
-
Ja…
-
Okej, Słonko - przerwał mój protest, wiedząc, że będzie - wiem, że dziś
wieczorem zrzuciłem na ciebie bombę, nie ukrywałaś tego. Również nie próbowałaś
przed tym uciec. A to co mamy, zaczęliśmy od tego, że poznałem cię przez nią.
Żadne z nas nie może przed tym uciec. Ale myślę, że jak będziesz kopała
głęboko, dowiesz się, że to między nami rosło. Nie wiem, czy to czułaś. Po
prostu wiem, że ja nie czułem. Wiem też, że czuła to Elsbeth i położyła temu
kres. Teraz to widzę, czuję to i zamierzam zbadać. Więc domyślam się, że to
jest zmiana i trzeba o niej mówić, o tej zmianie, jak zaczęliśmy. I dam ci to
późno w nocy, z samego rana, o każdej porze. Ale żeby o tym porozmawiać, po
prostu, kochanie, naprawdę musisz mówić.
-
Wiem o tobie osobiste rzeczy - powiedziałam mu.
-
Jak co? Że chrapię? - zapytał, a moje serce gwałtownie się załamało, ponieważ
Dane chrapał, a ja tego nienawidziłam.
-
Chrapiesz? - zapytałam.
-
Nic o tym nie wiem - odpowiedział.
-
Więc dlaczego o to pytasz? - pchnęłam.
W
jego głosie pojawił się śmiech, kiedy odpowiedział - Ponieważ nie dajesz mi
gówna, kotku, więc staram się to wyciągnąć. Nie mam pojęcia, co ci powiedziała,
więc zgaduję.
-
Nie chodziło o to, że chrapiesz, a żebyś wiedział, nie dzwoniłabym późno w
nocy, żeby porozmawiać z tobą o chrapaniu. Chociaż, także tak, żebyś wiedział,
naprawdę mam nadzieję, że tego nie zrobisz.
-
Mam nadzieję, że ty też nie - odpowiedział.
-
Nie chrapię! - warknęłam.
Więcej
śmiechu z jego strony - Dobrze, że się rozumiemy.
-
Jacob…
-
Porozmawiaj ze mną, Emme.
-
Nie mogę…
-
Emme, leżę w łóżku i patrzę na twój kalejdoskop na mojej szafce nocnej,
wiedząc, że jesteś ze mną codziennie od dziewięciu lat. Co oznacza, że chciałem,
żebyś była ze mną każdego dnia, nawet gdy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Co
oznacza, że coś dla mnie znaczysz i to nie coś małego. Myślisz, że zagrałbym tak
dziś wieczorem, gdybym pomyślał, że zrobienie tego może nas spieprzyć?
-
Nie - szepnęłam, bo tak nie myślałam. On by tego nie zrobił.
Nigdy.
I
leżał w łóżku i był tam mój kalejdoskop.
Litości.
-
Więc podjąłem decyzję i wykonałem ją, ale wiem, o co toczy się gra, i zamierzam
zwalić sobie tyłek, żeby prowadzić to ostrożnie, delikatnie, żeby się nie
spieprzyło. Wiem, że to szybko, ale odtąd nie musimy iść szybko. Musimy tylko
iść do przodu. I musimy to zrobić uczciwie. Więc mów do mnie.
-
Wiem, że jesteś dobrym kochankiem - wypaliłam.
Jacob
nic nie powiedział.
Więc
zawołałam - Jacob?
-
I spinasz się na myśl, że byłem intymnie z Elsbeth - powiedział.
-
Nie - zaprzeczyłam.
-
Nie? - zapytał.
-
Cóż… nie.
Przez
chwilę nic więcej od Jacoba, a potem - Wprowadź mnie w to.
-To
po prostu dziwne - podzieliłam się.
-
To dziwne - powiedział.
-
Nie sądzisz?
Znowu
nic, dopóki nie wymamrotał, ale było to bardzo intensywnie wymamrotane - Pieprz
mnie.
-
Co? - zapytałam.
-
Nic, kochanie - powiedział szybko - Masz rację. To jest dziwne. Nie wiem, ile ci
mówiła, ale to, że słyszałaś, że to dziwne. Ale to nie ja i ona. To ja i ty. A
my nawet się nie pocałowaliśmy, Emme. Więc, Słonko, nie daj się wciągnąć w to
gówno. Powiedziałaś krok po kroku z McFarlandem, więc tak to zrobimy.
Poprowadzę nas, ale powiedz mi prędkość. Chcesz wolno, tak pójdziemy. Tak będzie
dobrze dla ciebie?
-
Nie chcę, żeby się między nami schrzaniło - powiedziałam mu.
-
Więc zrobimy to powoli - powiedział mi.
-
Nie chcę cię znowu stracić.
Jacob
zamilkł.
-
Tęskniłam za tobą - szepnęłam.
-
Jak bardzo? - odszepnął w odpowiedzi.
-
Nie pozwoliłam sobie o tym myśleć, tak bardzo.
-
Kochanie…
-
Może powinniśmy być po prostu sobą - zasugerowałam.
-
A może to byliśmy my, którymi zawsze mieliśmy być i powinniśmy nimi być.
Na
jego słowa, słowa, które przemówiły do mnie głęboko, moje ramiona szarpnęły się
do przodu z siłą płuc.
-
Emme, jesteś ze mną? - wezwał.
Zacisnęłam
mocno oczy, położyłam czoło na dłoni, łokieć na kolanie i szepnęłam - A co,
jeśli nie podoba ci się sposób, w jaki całuję?
-
Spodoba mi się sposób, w jaki całujesz - odszepnął.
-
A co, jeśli nie?
-
Jesteś najmądrzejszą kobietą, jaką znam, kochanie, nauczysz się dawać mi to, co
lubię.
To
była doskonała odpowiedź.
-
A co, jeśli nie podoba ci się sposób, w jaki robię inne rzeczy? - nacisnęłam.
-
Spodoba.
-
Jaco…
-
Nauczysz się i tylko wiedz, kochanie, ja też.
Nie
z mojego doświadczenia.
-
To ważna część nas, gdy robimy to powoli - kontynuował - Powiedziałem to
wcześniej, obiecuję to teraz, Emme, pójdziemy z twoją prędkością. Ale chcę,
żebyśmy w końcu poszli tam, gdzie zawsze prowadziło to, co otrzymaliśmy.
-
Naprawdę tak uważasz? - zapytałam.
-
Kochanie, czy przeprowadzalibyśmy tę rozmowę, gdybym tak nie uważał?
Nie.
Absolutnie.
Otworzyłam
oczy, usiadłam i przyznałam - Jestem psychopatką.
-
Zależy ci na mnie, masz przez chwilę, nie chcesz mnie stracić. To nie jest
psychopatyczne, Emme. To prawdziwe. I jest mądre. I to wiele dla mnie znaczy.
To, co musisz wyciągnąć z tego, co mówię, to to, że tak wiele dla mnie znaczy, że
zajmę się tym ostrożnie. Po prostu musisz we mnie wierzyć.
-
Ty wierzysz we mnie? - zapytałam i nic nie dostałam, więc poczułam ściskanie
serca.
A
potem coś dostałam.
I
było to ogromne.
-
Emme, ja rozumiem, o co się martwisz. Lubię to. To jest słodkie. To ty. Ale
poza nami torującymi sobie do tego naszą drogę, odkrywając tę część związku,
który będziemy mieć, nic innego w tobie nie sprawia, że choćby przez sekundę
nie wierzę w to, co mogę mieć z tobą. To coś innego, co musisz pojąć. Brakowało
mi tego. Przez lata. Na tym świecie są trzy osoby, którym ufam we wszystkim:
mój ojciec, Chace i ty. I w końcu doszedłem do wniosku, że nie daję ci tego
dlatego, że jesteś moją dziewczyną, ale dlatego, że zawsze w pewnym sensie
byłaś moją dziewczyną. Poczułem to
ponownie zeszłej nocy. Ty też to czujesz. Po prostu musisz to przyznać, a potem
zajmiemy się resztą.
Nadeszła
moja kolej, by nic nie mówić.
-
Emme, kochanie, mów do mnie.
-
Chcę tego - szepnęłam.
I
chciałam. Bardzo. I mogłam tego chcieć od bardzo, bardzo długiego czasu. Po
prostu nie pozwoliłam sobie o tym myśleć, kiedy był z moją przyjaciółką, a na
pewno nie po tym, jak go straciłam.
-
Dobrze. Masz to. Od niedzieli - odpowiedział natychmiast.
-
Są rzeczy, które musisz o mnie wiedzieć - przyznałam.
-
Powiesz mi i to także zrobisz w swoim tempie.
Boże,
był taki miły.
-
W porządku - zgodziłam się.
-
Teraz będziesz spać? - zapytał.
Nie
ma mowy.
-
Tak - odpowiedziałam.
-
Pieprzenie - mruknął z uśmiechem w głosie.
-
Uch, przypomnę ci, Jacob, minęły nieco ponad dwadzieścia cztery godziny od
naszego spotkania w mieście i sprawy potoczyły się z prędkością światła.
Ponieważ jestem pierwszą istotą ludzką w historii, która podróżuje z taką prędkością,
myślę, że to w porządku, że pozwalam sobie na chwilę przetworzenia tego
uczucia.
-
Rozumiem cię, ale nie chcę, żebyś przez to straciła sen.
Tak
miło!
-
Nie jestem pewien, czy możesz coś z tym zrobić - powiedziałam mu - Ale nic mi
nie będzie.
-
Faye będzie miała chłopca - oznajmił, a ja zamrugałam.
Potem
zapytałam - Słucham?
-
Jesteś w łóżku? - zapytał w odpowiedzi.
-
Tak trochę. Siedzę na nim.
-
Wchodź pod kołdrę, Emme.
Jego
głęboki głos mówiący, że ten puls zaczął bić w tym niesamowitym miejscu i
zrobiłam to, co mi kazano.
-
Zgaś światło - rozkazał.
To
też zrobiłam.
-
Jesteś? - zapytał.
-
Tak, ale…
-
Nazwą go moim imieniem.
-
O Boże! - zawołałam - To takie słodkie.
-
Tak - odpowiedział.
I
wtedy Jacob rozmawiał ze mną o wielu rzeczach, żadna z nich nie była ciężka,
żadna z nich nie wstrząsała ziemią, wszystkie były takie, jakie zawsze mieliśmy,
z wyjątkiem słodszych i robił to przez długi czas. Robił to, aż usłyszał, że
mój głos staje się senny.
Potem
powiedział cicho - Pozwolę ci teraz odejść, kochanie.
-
Dobrze, Słonko.
-
Śpij dobrze.
-
Ty też.
-
Noc, Emme.
-
Noc, Jacob.
Rozłączyłam
się, położyłam telefon na nocnym stoliku i przez trzy sekundy wpatrywałam się w
niego w ciemności.
Potem
moje oczy zamknęły się i zasnęłam.
*****
Dziękuję 💙
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję 😘😘😘
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
OdpowiedzUsuń