wtorek, 16 listopada 2021

6 - Dziwne (cz.1)

 

Rozdział 6

Dziwne (cz.1)  

 

 

 

Godzina i dwie minuty później…

Leżałam na plecach w łóżku, wpatrując się niewidzącym wzrokiem w sufit i raz po raz wspominając w myślach ostatnie dwa dni.

Nie ma mowy, żebym mogła spać.

Nie ma mowy.

Potoczyłam się więc, zapaliłam światło i zobaczyłam na nocnym stoliku pierścionek, który dostałam od Dane’a poprzedniego wieczoru.

Pudełko było otwarte.

Zamknęłam je i włożyłam do szuflady nocnej szafki.

Dane dał mi to, co mnie zdziwiło, ale był to rodzaj gestu, w którym nie robiłaś miny „fuj” i nie rzucałaś tym przez pokój.

Więc po tym, jak próbowałam odmówić delikatnie mówiąc, że to za dużo, a on stanowczo i wielokrotnie odmawiał mojej odmowy, poddałam się, podziękowałam mu i pocałowałam go.

Zrobił to, co zawsze robił, kiedy go pocałowałam. Eskalował rzeczy i kochał się ze mną.

Miałam w życiu dwóch kochanków i stwierdzenie, że Dane był lepszy od pierwszego, było ogromnym niedomówieniem.

Mimo to czytałam wystarczająco dużo, oglądałam wystarczająco dużo telewizji i filmów, słyszałam wystarczająco dużo koleżanek rozmawiających o tym, więc wiedziałam, że czegoś mi brakuje.

Nawet od Dane’a.

Wiedziałam o tym, ponieważ nigdy nie miałam orgazmu z partnerem. Nigdy.

Udawałam je.

To nie było dobre, ale w końcu wszystko toczyło się dalej, stawało się nudne i musiałam zrobić to, co musiałam, aby to zakończyć, aby móc się trochę przespać.

Myślenie o tym przypomniało mi wspomnienia tego, czym Elsbeth nie dzieliła się często, ale dzieliła się. A dzieliła się tym, że Jacob nie miał problemów w tym dziale. Zaczęli swój związek w młodym wieku i byli razem od pięciu lat. Elsbeth i ja byłyśmy w tym samym wieku, a ona miała dwadzieścia lat, kiedy zaczynali. On miał dwadzieścia trzy lata. Nie była dziewicą, ale wtedy miała swój pierwszy orgazm-podczas-seksu.

Według Elsbeth, kiedy Jacob wziął to szczególne dziewictwo, zrobił to spektakularnie, a następnie dawał jej je często i niezawodnie.

Teraz miałam trzydzieści cztery lata, dwóch kochanków i żadnych orgazmów, które dawałby mi ktoś inny oprócz mnie.

I miałam wiedzę seksualną o mężczyźnie, który tamtej nocy powiedział mi, że jest mną zainteresowany i zamierza coś z tym zrobić.

Więc chociaż było późno, ja byłam sobą, on był Jacobem, a ja psychopatką.

Nie wspominając o tym, że te myśli tłumiły radość, którą czułam wcześniej, a tak bardzo mi się to nie podobało.

Wstałam więc z łóżka, powędrowałam przez ciemność do kuchni i złapałam telefon.

Zadzwoniłam do niego, gdy wracałam do mojego pokoju przez ciemność.

- Wszystko w porządku? - odpowiedział.

- Powiem tylko, że gdyby nie było, chociaż masz nadludzką siłę i nietypowe IQ, prawdopodobnie nadal zadzwoniłabym pod 911.

- Kotku - odpowiedział.

Czekałam, ale on tego nie ciągnął.

Więc zapytałam - Kotku, co?

- Kotku... - tym razem w jego głosie był uśmiech - …zajmij się tym, z czym dzwonisz.

- Racja - mruknęłam, wchodząc zaokrąglonymi schodami, to był trzeci powód, dla którego kupiłam ten dom. Powodem pierwszym był widok, który widziałam z okrągłego podjazdu. Powodem drugim jest niezwykła drewniana gwiazda inkrustowana na podłodze w przedpokoju.

- Emme - zawołał.

- Przepraszam - odpowiedziałam - Myślałam o moim rozbłysku gwiazdy.

- Co?

- Nic - powiedziałam szybko - Czy już za późno, żeby zadzwonić?

- Nie, ale powiem tylko, że żaden czas nie jest zły, żeby cię wysłuchać.

Dobra odpowiedź. Tak dobra, że poczułam się w środku jak papka.

Bezpieczna z tym uczuciem, przyznałam - Nie mogę spać.

- Emme…

W moim imieniu była troska i wskazówka, że Jacob był tym, kim był ostatnio. Zdeterminowany, aby iść pełną parą do przodu, robić większość gadania, w tym to gadanie, które zrobił, rozsadzając mój umysł.

Więc mu przerwałam.

- Nie, proszę, Jacob, wysłuchaj mnie.

Nic nie powiedział.

Szłam korytarzem w kierunku światła wychodzącego z mojego pokoju, próbując znaleźć odwagę, by powiedzieć to, co musiałam powiedzieć.

Wchodząc do mojego pokoju i widząc piękno, które wykonałam własnymi rękami, przy pomocy kilku filmów z YouTube i dużo smaru na łokciach, znalazłam odwagę.

- To dziwne - powiedziałam cicho, kierując się do łóżka - Wiem o tobie różne rzeczy.

- Dziewczęce plotki - mruknął, a ja wiedziałam, że wie, o czym mówię.

- Tak - zgodziłam się, wchodząc do łóżka i siadając na nim ze skrzyżowanymi nogami.

- Złe gówno? - spytał i poczułam szarpnięcie głowy.

- Złe gówno? - powtórzyłam.

- Zrzędziła na mnie?

Nie zrobiła tego. Nigdy. Nie wiedziałam nawet, czy kiedykolwiek kłócili się.

Boże, była taka głupia.

- Czy było złe gówno? - zapytałam z wahaniem.

- Nie myślałem tak, dopóki mnie nie rzuciła - odpowiedział i poczułam, że się uśmiecham.

- To przyszło niespodziewanie dla wszystkich, Słonko - powiedziałam mu - nie tylko dla ciebie.

- Racja - odpowiedział, a to słowo wyraźnie skłaniało do kontynuowania tego.

Więc to zrobiłam.

- Tylko to, że prowadzimy tę rozmowę, jest dziwne, Jacob.

- Dlaczego?

- Byłeś kiedyś chłopakiem mojej najlepszej przyjaciółki.

- Więc? - zapytał.

- Więc to nie jest rzecz, którą robią dziewczyny.

- Nie rozmawiałaś z nią od dziewięciu lat, a zaznaczę, Emme, to było cholerne dziewięć lat, a to bardzo długo.

- Związałeś się z nią tego lata.

- Więc?

Nie miałam odpowiedzi na to „więc”.

Kiedy nic nie powiedziałam, zapytał - Co mówiła?

- Słucham?

- Elsbeth. Dziewczęce plotki. Co powiedziała?

Nie byłam psycholką. Byłam idiotką.

Nie mogłam mu tego powiedzieć.

Dlatego nigdy nie powinnam była do niego dzwonić.

Nawet nie wiedziałam, dlaczego to zrobiłam, z wyjątkiem tego, że był Jacobem i zawsze mogłam z nim porozmawiać o wszystkim. Problem z tym polegał na tym, że tak naprawdę nigdy nie miałam nic tak głębokiego i osobistego do omówienia.

Teraz to miałam, ale to głęboko i osobiście dotyczyło jego.

Nie byłam idiotką. Byłam psycho-idiotką.

Przypomniało mi to, że zostawiłam wszystkie moje dziewczyny w Denver i nie zastąpiłam ich w Gnaw Bone. Przypomniało mi to również, że wszyscy moi przyjaciele w Gnaw Bone byli facetami, którzy pracowali w tartaku. I to przywodziło na myśl fakt, że żaden z nich nie był kandydatem do rozmowy o potencjalnym nowym chłopaku, którego miałam się przed pozbyciem się mojego starego, który akurat był jednym z ich braci i wszystkimi rzeczami, które musiałam przedyskutować.

Przede wszystkim, że nigdy nie miałam orgazmu podczas seksu i martwiłam się, że to ja, a nie moi partnerzy.

A nie chciałam zawieść Jacoba. Bo gdybym to zrobiła, byłby to koniec dla niego i dla mnie. Nie nowych dobrych rzeczy, które moglibyśmy mieć. Starych świetnych rzeczy, do których właśnie wróciliśmy.

Potrzebowałam rady dziewczyny.

Nie podzieliłam się tym z Jacobem.

- To nie ma znaczenia. Po prostu to jest… - przerwałam i dokończyłam - Nie chcę stracić tego, co mamy.

Tracił cierpliwość z powodu moich wykrętów i wiedziałam o tym, gdy zapytał - Emme. Co. Ona. Powiedziała?

- Ja…

- Okej, Słonko - przerwał mój protest, wiedząc, że będzie - wiem, że dziś wieczorem zrzuciłem na ciebie bombę, nie ukrywałaś tego. Również nie próbowałaś przed tym uciec. A to co mamy, zaczęliśmy od tego, że poznałem cię przez nią. Żadne z nas nie może przed tym uciec. Ale myślę, że jak będziesz kopała głęboko, dowiesz się, że to między nami rosło. Nie wiem, czy to czułaś. Po prostu wiem, że ja nie czułem. Wiem też, że czuła to Elsbeth i położyła temu kres. Teraz to widzę, czuję to i zamierzam zbadać. Więc domyślam się, że to jest zmiana i trzeba o niej mówić, o tej zmianie, jak zaczęliśmy. I dam ci to późno w nocy, z samego rana, o każdej porze. Ale żeby o tym porozmawiać, po prostu, kochanie, naprawdę musisz mówić.

- Wiem o tobie osobiste rzeczy - powiedziałam mu.

- Jak co? Że chrapię? - zapytał, a moje serce gwałtownie się załamało, ponieważ Dane chrapał, a ja tego nienawidziłam.

- Chrapiesz? - zapytałam.

- Nic o tym nie wiem - odpowiedział.

- Więc dlaczego o to pytasz? - pchnęłam.

W jego głosie pojawił się śmiech, kiedy odpowiedział - Ponieważ nie dajesz mi gówna, kotku, więc staram się to wyciągnąć. Nie mam pojęcia, co ci powiedziała, więc zgaduję.

- Nie chodziło o to, że chrapiesz, a żebyś wiedział, nie dzwoniłabym późno w nocy, żeby porozmawiać z tobą o chrapaniu. Chociaż, także tak, żebyś wiedział, naprawdę mam nadzieję, że tego nie zrobisz.

- Mam nadzieję, że ty też nie - odpowiedział.

- Nie chrapię! - warknęłam.

Więcej śmiechu z jego strony - Dobrze, że się rozumiemy.

- Jacob…

- Porozmawiaj ze mną, Emme.

- Nie mogę…

- Emme, leżę w łóżku i patrzę na twój kalejdoskop na mojej szafce nocnej, wiedząc, że jesteś ze mną codziennie od dziewięciu lat. Co oznacza, że chciałem, żebyś była ze mną każdego dnia, nawet gdy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Co oznacza, że coś dla mnie znaczysz i to nie coś małego. Myślisz, że zagrałbym tak dziś wieczorem, gdybym pomyślał, że zrobienie tego może nas spieprzyć?

- Nie - szepnęłam, bo tak nie myślałam. On by tego nie zrobił.

Nigdy.

I leżał w łóżku i był tam mój kalejdoskop.

Litości.

- Więc podjąłem decyzję i wykonałem ją, ale wiem, o co toczy się gra, i zamierzam zwalić sobie tyłek, żeby prowadzić to ostrożnie, delikatnie, żeby się nie spieprzyło. Wiem, że to szybko, ale odtąd nie musimy iść szybko. Musimy tylko iść do przodu. I musimy to zrobić uczciwie. Więc mów do mnie.

- Wiem, że jesteś dobrym kochankiem - wypaliłam.

Jacob nic nie powiedział.

Więc zawołałam - Jacob?

- I spinasz się na myśl, że byłem intymnie z Elsbeth - powiedział.

- Nie - zaprzeczyłam.

- Nie? - zapytał.

- Cóż… nie.

Przez chwilę nic więcej od Jacoba, a potem - Wprowadź mnie w to.

-To po prostu dziwne - podzieliłam się.

- To dziwne - powiedział.

- Nie sądzisz?

Znowu nic, dopóki nie wymamrotał, ale było to bardzo intensywnie wymamrotane - Pieprz mnie.

- Co? - zapytałam.

- Nic, kochanie - powiedział szybko - Masz rację. To jest dziwne. Nie wiem, ile ci mówiła, ale to, że słyszałaś, że to dziwne. Ale to nie ja i ona. To ja i ty. A my nawet się nie pocałowaliśmy, Emme. Więc, Słonko, nie daj się wciągnąć w to gówno. Powiedziałaś krok po kroku z McFarlandem, więc tak to zrobimy. Poprowadzę nas, ale powiedz mi prędkość. Chcesz wolno, tak pójdziemy. Tak będzie dobrze dla ciebie?

- Nie chcę, żeby się między nami schrzaniło - powiedziałam mu.

- Więc zrobimy to powoli - powiedział mi.

- Nie chcę cię znowu stracić.

Jacob zamilkł.

- Tęskniłam za tobą - szepnęłam.

- Jak bardzo? - odszepnął w odpowiedzi.

- Nie pozwoliłam sobie o tym myśleć, tak bardzo.

- Kochanie…

- Może powinniśmy być po prostu sobą - zasugerowałam.

- A może to byliśmy my, którymi zawsze mieliśmy być i powinniśmy nimi być.

Na jego słowa, słowa, które przemówiły do mnie głęboko, moje ramiona szarpnęły się do przodu z siłą płuc.

- Emme, jesteś ze mną? - wezwał.

Zacisnęłam mocno oczy, położyłam czoło na dłoni, łokieć na kolanie i szepnęłam - A co, jeśli nie podoba ci się sposób, w jaki całuję?

- Spodoba mi się sposób, w jaki całujesz - odszepnął.

- A co, jeśli nie?

- Jesteś najmądrzejszą kobietą, jaką znam, kochanie, nauczysz się dawać mi to, co lubię.

To była doskonała odpowiedź.

- A co, jeśli nie podoba ci się sposób, w jaki robię inne rzeczy? - nacisnęłam.

- Spodoba.

- Jaco…

- Nauczysz się i tylko wiedz, kochanie, ja też.

Nie z mojego doświadczenia.

- To ważna część nas, gdy robimy to powoli - kontynuował - Powiedziałem to wcześniej, obiecuję to teraz, Emme, pójdziemy z twoją prędkością. Ale chcę, żebyśmy w końcu poszli tam, gdzie zawsze prowadziło to, co otrzymaliśmy.

- Naprawdę tak uważasz? - zapytałam.

- Kochanie, czy przeprowadzalibyśmy tę rozmowę, gdybym tak nie uważał?

Nie. Absolutnie.

Otworzyłam oczy, usiadłam i przyznałam - Jestem psychopatką.

- Zależy ci na mnie, masz przez chwilę, nie chcesz mnie stracić. To nie jest psychopatyczne, Emme. To prawdziwe. I jest mądre. I to wiele dla mnie znaczy. To, co musisz wyciągnąć z tego, co mówię, to to, że tak wiele dla mnie znaczy, że zajmę się tym ostrożnie. Po prostu musisz we mnie wierzyć.

- Ty wierzysz we mnie? - zapytałam i nic nie dostałam, więc poczułam ściskanie serca.

A potem coś dostałam.

I było to ogromne.

- Emme, ja rozumiem, o co się martwisz. Lubię to. To jest słodkie. To ty. Ale poza nami torującymi sobie do tego naszą drogę, odkrywając tę część związku, który będziemy mieć, nic innego w tobie nie sprawia, że choćby przez sekundę nie wierzę w to, co mogę mieć z tobą. To coś innego, co musisz pojąć. Brakowało mi tego. Przez lata. Na tym świecie są trzy osoby, którym ufam we wszystkim: mój ojciec, Chace i ty. I w końcu doszedłem do wniosku, że nie daję ci tego dlatego, że jesteś moją dziewczyną, ale dlatego, że zawsze w pewnym sensie byłaś moją dziewczyną. Poczułem to ponownie zeszłej nocy. Ty też to czujesz. Po prostu musisz to przyznać, a potem zajmiemy się resztą.

Nadeszła moja kolej, by nic nie mówić.

- Emme, kochanie, mów do mnie.

- Chcę tego - szepnęłam.

I chciałam. Bardzo. I mogłam tego chcieć od bardzo, bardzo długiego czasu. Po prostu nie pozwoliłam sobie o tym myśleć, kiedy był z moją przyjaciółką, a na pewno nie po tym, jak go straciłam.

- Dobrze. Masz to. Od niedzieli - odpowiedział natychmiast.

- Są rzeczy, które musisz o mnie wiedzieć - przyznałam.

- Powiesz mi i to także zrobisz w swoim tempie.

Boże, był taki miły.

- W porządku - zgodziłam się.

- Teraz będziesz spać? - zapytał.

Nie ma mowy.

- Tak - odpowiedziałam.

- Pieprzenie - mruknął z uśmiechem w głosie.

- Uch, przypomnę ci, Jacob, minęły nieco ponad dwadzieścia cztery godziny od naszego spotkania w mieście i sprawy potoczyły się z prędkością światła. Ponieważ jestem pierwszą istotą ludzką w historii, która podróżuje z taką prędkością, myślę, że to w porządku, że pozwalam sobie na chwilę przetworzenia tego uczucia.

- Rozumiem cię, ale nie chcę, żebyś przez to straciła sen.

Tak miło!

- Nie jestem pewien, czy możesz coś z tym zrobić - powiedziałam mu - Ale nic mi nie będzie.

- Faye będzie miała chłopca - oznajmił, a ja zamrugałam.

Potem zapytałam - Słucham?

- Jesteś w łóżku? - zapytał w odpowiedzi.

- Tak trochę. Siedzę na nim.

- Wchodź pod kołdrę, Emme.

Jego głęboki głos mówiący, że ten puls zaczął bić w tym niesamowitym miejscu i zrobiłam to, co mi kazano.

- Zgaś światło - rozkazał.

To też zrobiłam.

- Jesteś? - zapytał.

- Tak, ale…

- Nazwą go moim imieniem.

- O Boże! - zawołałam - To takie słodkie.

- Tak - odpowiedział.

I wtedy Jacob rozmawiał ze mną o wielu rzeczach, żadna z nich nie była ciężka, żadna z nich nie wstrząsała ziemią, wszystkie były takie, jakie zawsze mieliśmy, z wyjątkiem słodszych i robił to przez długi czas. Robił to, aż usłyszał, że mój głos staje się senny.

Potem powiedział cicho - Pozwolę ci teraz odejść, kochanie.

- Dobrze, Słonko.

- Śpij dobrze.

- Ty też.

- Noc, Emme.

- Noc, Jacob.

Rozłączyłam się, położyłam telefon na nocnym stoliku i przez trzy sekundy wpatrywałam się w niego w ciemności.

Potem moje oczy zamknęły się i zasnęłam.

*****

5 komentarzy: