sobota, 27 listopada 2021

12 - Z całego serca (cz.1)

 

Rozdział 12

Z całego serca (cz.1)   

 

 

 

Dwa dni później…

- Tylko ty możesz grillować kotlety podczas pieprzonej śnieżycy.

Deck spojrzał z murowanego grilla na tylnym patio na Chace’a. Byli na zewnątrz. Mieli na sobie kurtki. Pili piwo, a Deck grillował kotlety. Rzeczywiście padał śnieg. Byli one jednak okryci okapem patio.

- Patrz na kotlety - rozkazał Deck. Chace spojrzał na grube kotlety wieprzowe na grillu, a potem na Decka i uśmiechnął się.

Deck odwzajemnił uśmiech i dokończył - Teraz skończ swoje zrzędzenie.

Chace wciąż się uśmiechał, a potem jego oczy powędrowały do ogromnych okien i nadal się uśmiechał, ale inaczej.

Deck też tam spojrzał i zobaczył Emme i Faye siedzące na jednej z jego kanap. Jak można się było spodziewać, Emme mówiła. Faye się uśmiechała.

Deck musiał przyznać, że Faye była bardzo ładna. Góralska dziewczyna z sąsiedztwa. Teraz jeszcze ładniejsza, cięższa od dziecka Chace’a, promienna, szczęśliwa, wyczekująca.

Ale Emme - w dopasowanym, stylowym swetrze, obcisłych dżinsach i z bosymi stopami, z palcami pomalowanymi na czerwień wina, z błyszczącymi włosami, grzywką opadającą jej w oczy, ożywioną twarzą - była oszałamiająca.

Spojrzał z powrotem na Chace’a - jestem zaskoczony, że tu jesteście, stary. Ile ona jest teraz? Dwa dni po terminie?

Chace oderwał oczy od żony i spojrzał na przyjaciela - Tak. Dwa. Ale musiała porozmawiać z Emme, Emme wspomniała, że chce nas u was, żebyś mógł grillować jedzenie, które sprawia, że Kogut wygląda jak Taco Bell, i mogą się stać jednym. Faye powiedziała, że nie ma czasu takiego jak obecny. Moja dziewczyna - potrząsnął głową - nic jej nie niepokoi. Mówi, że Jake przyjdzie, kiedy przyjdzie, i, że domyśla się, że nasz dzieciak nie chciałby, żeby kręciła się i nic nie robiła, czekając, aż to się stanie. Więc tego nie robi.

To brzmiało jak Faye.

A Deck uwielbiał to, że Chace nazywał po nim swojego pierworodnego. Tak bardzo mi się to podobało, że miał zamiar się odwdzięczyć. Może to sprawić zamieszanie, dzieciaki biegające dookoła z ich imionami, ale miał to w dupie.

To dużo mówiło.

To wiele znaczyło.

Więc zamierzał to zrobić.

- Poddałem się… - ciągnął Chace, a Deck skupił się na nim - głównie dlatego, że twój dom jest bliżej szpitala - Kolejny uśmiech a potem dodał - Jej torba jest w samochodzie.

Deck uśmiechnął się - Dobre myślenie. Dajesz jej to, czego ona chce, ale masz to, czego ty potrzebujesz.

- Tak - odparł Chace, popijając piwo. Kiedy skończył, zapytał - Wszystko w porządku z Emme?

Deck spojrzał z powrotem na kotlety, ale wiedział, że jego usta są wygięte w górę - Tak.

- Nie przeszkadza jej, że twoi rodzice przyjeżdżają do miasta?

To była najświeższa wiadomość.

Mama i tata Decka przyjeżdżali z wizytą.

Deck urodził się i wychował w Kolorado, na obrzeżach Aspen.

Wiele lat temu, kiedy Deck był w college’u, jego tata oświadczył, że skończył ze śniegiem i podjął pracę w San Diego. Po przejściu na emeryturę dwa lata temu, tam zostali. Nie odwiedzali się często, Deck zwykle do nich jeździł i nigdy nie przyjeżdżali zimą ani wiosną.

Ale zadzwoniła jego mama i Deck powiedział jej o Emme. Wtedy jego tata podszedł do telefonu.

Deck przypominał sobie, że kiedyś ją spotkali, w czasie jednego z wielu razy, kiedy Emme wpadła do domu Decka i Elsbeth. On pamiętał, ale oni nie. Prawdę powiedziawszy, kiedy Richard Decker usłyszał, jak Deck mówił o niej, zdecydował, że zjawią się z wizytą. W marcu. Kiedy zwykle unikali Kolorado co najmniej do czerwca.

Choć obawiał się, że tak się nie stanie, Emme przyjęła tę wiadomość ze spokojem. Wydawała się zupełnie nie mieć na nią wpływu. Ale Deck bacznie ją obserwował, na wypadek gdyby ukrywała zdenerwowanie.

Wszystko wskazywało na to, że nie ukrywała.

- Wygląda na to, że nie - Deck odpowiedział Chace’owi.

- To poza normą, że Rich i Karla przyjeżdżają, gdy na ziemi jest śnieg - zauważył Chace.

Deck skończył rzucać kotletami i spojrzał na swojego przyjaciela.

- Nie powiedziałem tego, gdzie jestem z Emmanuelle, ale znasz tatę. Słyszał to. Potem to wyłożył. Myśli, że Emme i ja jesteśmy razem krócej niż miesiąc i to jest za wcześnie. Więc szykuje się, żeby wszystko sprawdzić i zaoferować mądrość ojca.

- Jeśli to prawda, to dobrze - stwierdził cicho Chace i on by to wiedział.

Po tym, jak jego życie obróciło się w gówno, kiedy się odwróciło, połączył się z Faye, od samego początku nie dawał jej miejsca i od pierwszej nocy, kiedy miał ją w swoim łóżku, nigdy nie spał bez niej u swojego boku.

- Tata to tata, Chace. Znasz go - odparł Deck - Wsadza nos we wszystko, w co może, kiedy ma to do czynienia z jego chłopcami. Albo, jeśli o to chodzi, w pieprzone cokolwiek.

- Wiem, Deck, ale nie masz dwudziestu trzech lat i nie myślisz oczami i kutasem.

Teraz mówił o Elsbeth, a Deck nie obraził się. Obaj wiedzieli, że jest to szczera prawda z tym, co się z nią przydarzyło i obaj byli skłonni powiedzieć to jasno.

- Elsbeth była słodka, kiedy nie była warczącą suką, ale Emme, to czysta ty - kontynuował Chace, jego oczy powędrowały do okien i wymamrotał - Kurwa, jakby była dla ciebie stworzona.

Deck spojrzał w okna i patrzył, jak jego dziewczyna się uśmiecha, jej dołeczek pojawia się, gdy Faye wybucha śmiechem. Zobaczył Buforda, leżącego płasko na boku, przy jednej stopie, którą miała na podłodze. Jej druga noga była podwinięta pod nią. Była pochylona do Faye, z rękami w górze, wciąż gestykulując, nawet gdy Faye się śmiała.

Obserwując ją, nie mógł powiedzieć, że nie myślał oczami i kutasem. Po prostu tym razem nie zostały odłączone od jego mózgu.

- Racja - stwierdził Chace, a oczy Decka wróciły do niego.

- Jak odmrażam sobie tyłek i ślinię się na samo patrzenie, jak te kotlety się grillują, to równie dobrze możemy zająć ten czas, aby napełnić cię wiedzą bez kobiet w pobliżu.

Mówił o tej sprawie, że grupa zadaniowa wciąż pracuje nad ostatnimi szlifami dla DA.

- Daj mi to - zaprosił Deck.

- Ta załoga, którą pokonaliśmy, jest grzeczna. Nie kontaktują się ze sobą. Zameldowałem się u ich poręczycieli. Utrzymują nosy w czystości. Dane McFarland również trzyma głowę spuszczoną. Bardzo. Ma brata i siostrę uwiązanych w tym bałaganie, ale z daleka możemy powiedzieć, że zerwali więzy.

- Cieszę się, że masz go na oku, ale jak powiedziałem, to skurwysyn, Chace, ale nie jest przywódcą. Jego najlepszy przyjaciel, ten diler, Danny, wybrał cele - powiedział mu Deck.

Chace skinął głową, ale odpowiedział - Rozumiem, dlaczego tak myślisz. Ale mężczyzna, z którym McFarland spotkał się tej nocy, kiedy przeszukałeś mieszkanie Emme w nocy, zanim zostałeś zaprzysiężony na zastępcę przez Kentona, nie został znaleziony do przesłuchania. Nie był też wplątany w nic, co znalazłeś. Tablice, które spisałem z jego pickupa są z Carnal. Od tamtej pory byłem w jego domu kilkanaście razy. Nie ma go w domu, szef mówi, że jest na przedłużonym urlopie, nagły wypadek rodzinny, nie wiadomo, kiedy wróci. To podejrzane, Deck.

Tak było.

Był to również ślepy zaułek, w który natrafił Deck kilka tygodni temu.

- Nie było tropów świadczących o zaangażowaniu innej strony - przypomniał mu Deck.

- Wydaje się dziwne, że ten tajemniczy facet, który zniknął, wybrał późną noc na spotkanie z McFarlandem, nie sądzisz? - zapytał Chace.

- Sądzę. Ale zaglądałem też w różne dziury. Wiem, kim był ten facet, po prostu nie znalazłem nic, co mogłoby go związać z tą załogą. Nie znalazłem też w nim nic gorącego, żadnych akt, żadnych znanych skojarzeń. I na koniec odkryłem, że ma pilną sytuację rodzinną. Mama ma stwardnienie rozsiane i nie radzi sobie zbyt dobrze. Może kupował skradzioną własność, coś, co robiłbyś podczas tajnego spotkania, a sprzedawanie tego gówna to prawdopodobnie cała mentalna zdolność, jaką McFarland miał dać tej załodze. Kupowanie skradzionej własności nie jest legalne, ale w obecnej sytuacji nie masz dowodów, aby uzyskać nakaz przeszukania mieszkania tego tajemniczego faceta. To ślepy zaułek, Chace.

- Nie wyczuwam, żeby Danny, dealer, był prowodyrem - odpowiedział Chace, a Deck poczuł chwilę niepokoju, głównie dlatego, że nie był pewien, czy to prawda.

Najlepszy przyjaciel McFarlanda, „Danny, dealer” był o wiele mądrzejszy niż McFarland. Danny miał akta, które miały więcej niż kilka stron, ale nic w nich nie było przez ostatnie trzy lata, odkąd nauczył się być mądrym.

Danny był również przystojny w ten niebezpieczny sposób, który mógł zmusić licealistów, którzy, jak się spodziewali, byli narzędziami wybranymi przez tę załogę, do przejścia na ciemną stronę.

Ale było w nim coś nie tak, że nawet licealiści prawdopodobnie wyczuliby to i dlatego nie podążaliby za tym. Danny miał w sobie niebezpieczeństwo, a niebezpieczeństwo mogło być odurzające. Po prostu nie miał charyzmy.

- Masz coś na jakieś dzieciaki? - zapytał Deck.

- Mam trzech możliwych, jednego w Carnal, dwóch w Gnaw Bone. Inni nauczyciele twierdzą, że mieli niezwykłe więzi z nauczycielem McFarlandem, bratem lub siostrą Dane’a. Powiedzieli również, że dzieciaki często były w swoich pokojach, gdy klasa była poza szkołą, przed lekcjami lub po nich. Usiadłem i porozmawiałem z tymi dziećmi w szkole z dyrektorami i ich rodzicami. Nic nam nie dali, ale zrobili to ostrożnie, więc myślę, że coś mają. Mam nadzieję, że rodzice poczują to samo i nawrócą przynajmniej jednego, aby postępował dobrze. Ale dni mijają, wywieramy łagodny nacisk i nic.

- Wciąż macie dość, by zdjąć tę załogę - zauważył Deck - Bezpośrednie powiązania z magazynem, w którym przechowywali skradzione mienie. Odciski palców na tej nieruchomości. DNA w skradzionych samochodach, które widziano w domach, które dostało się tam w czasie, gdy popełniono przestępstwa. Doniesienia naocznych świadków o podejrzanych lub ich samochodach w pobliżu domów, gdy żaden z nich nie mieszka w pobliżu, wskazujące, że kryli ich przed wykryciem. Jak to zbliży się do procesu, Chace, znasz zasady. Zaczną wskazywać palcami i zawierać układy.

- Wciąż nie czuję się dobrze z tym, że umyka nam wszystko, co zrobiła ta ekipa, aby nakłonić dzieciaki do popełniania przestępstw - odpowiedział Chace.

- To gówno czerpie ze źródła, Chace. Jak odetniesz to źródło, to będzie głodowało i umrze.

- Te dzieciaki wciąż popełniały przestępstwa, Deck - odparł Chace.

- Świadkowie widzieli niewyraźne postacie, które uważali za młode. Innymi słowy, nie znamy nawet żadnych dzieci poza tym, które związało się z bronią jego taty.

Chace spojrzał w oczy Deckowi - Rozumiem cię. Również mam przeczucie.

Deck znał to uczucie. Miał je. Do diabła, miał je teraz w tej sprawie.

- Chcesz, żebym dalej kopał? - zapytał Deck.

- Skończyłeś kiedyś zadanie, o którym wiedziałeś w głębi duszy, że nie jest zrobione? - zapytał Chace w odpowiedzi.

Nie zrobił tego. Nigdy.

Kurwa.

Deck wziął głęboki oddech.

Chace mówił dalej, ale robił to cicho.

- Uszczęśliwia mnie, że ją znalazłeś, stary. Ona jest dla ciebie, to jest na niej wypisane, ale także wyrażone jasno za każdym razem, gdy jej oczy zwracają się do ciebie. Cieszę się, że masz taką kobietę, która tak patrzy na ciebie, jakbyś oświetlał jej świat.

Kurwa, Deckowi to się podobało.

Chace jeszcze nie skończył.

- Rozumiem, dlaczego skupiasz się na niej. Ale to gówno nie jest skończone, stary. Wiesz to. Czujesz to jak ja. Po prostu masz teraz dobre rzeczy w swoim życiu, więc nie masz czasu, aby się na tym skupić. Położyłeś kres temu bałaganowi, ale jest więcej rzeczy, które nie wyszły na jaw. Są głęboko zakopane. Tak głęboko, że nawet ty tego nie znalazłeś. A tam, gdzie jest głęboko, tam jest ciemno. Nasza praca jeszcze się nie skończyła.

- Mam inne prace, za które mi płacą, Chace, i gówno, które muszę załatwić z Emme - powiedział mu Deck i Chace zmarszczył brwi.

- Z nią wszystko okej? - zapytał.

- Na to wygląda - odpowiedział Deck - Po prostu zbyt okej. Zbyt wyregulowana. Zbyt pozbierana jak na kobietę, która przez lata była odłączona od życia. To gówno poszło z McFarlandem, a ona jest z tym spoko. Zakochuje się we mnie… - Potrząsnął głową - Nie miała wielu mężczyzn, Chace, ale mnie wpuściła i to głęboko. Czas spędzony przez nas razem jest dobry. Jest zabawna. Jest słodka. Wkurza mnie w sposób, który mi się podoba. Seks jest zajebisty. To tak, jakbyśmy byli razem od lat, a ona nie miałaby praktycznie zerowej praktyki z tym gównem. Rozmawialiśmy o tym, co się z nią stało, kiedy była dzieckiem i jest z tym całkowicie w porządku.

Chace wtrącił się niedowierzającym tonem - Całkowicie w porządku?

Deck skinął raz głową - Całkowicie. Wybacza facetowi. Nawet go broni. Jak wróciła do mojego życia, zadzwoniłem do przyjaciela w Denver, żeby mu się przyjrzał, po prostu sprawdził. Mężczyzna, który ją porwał, jest czysty. Żyje dobrze i uczciwie. Mimo to mam złe przeczucia w związku z tym, więc się nadal nim zajmuje.

- Jakie są twoje złe uczucia do tego faceta?

- Nie chodzi o niego. Chodzi o Emme. Po rzeczach, które powiedziała, myślę, że jest z nim związana, odkąd wyszedł z więzienia.

Broda Chace’a odskoczyła do tyłu - Nie pierdolisz gówna?

- Od tygodni miał na sobie oczy i uszy na telefonie. Nic. Po prostu uczucie. Ale, jak wiesz, rzadko się mylę.

- Jeśli ona to robi, to nie byłoby dobre, stary - zauważył Chace.

- Mówisz mi coś, co wiem - odparł Deck.

- Ofiary takiego gówna, zwłaszcza dzieci, mogą to sobie przekręcić.

Nie poprawiło mu to samopoczucia.

- Znowu mówisz mi coś, co wiem - powiedział Deck.

- Spędziłeś czas z jej rodzicami, pytałeś ich?

- Barry poruszył to, co się stało. On nie przeszedł nad tym. Nawet nie blisko. Myślę, że Maeve też ma mroczne wspomnienia. Więc jeśli nie jest to coś więcej niż przeczucie, nie chcę tego przywracać ani sprawiać, by się martwili.

Chace skinął głową - Więc mówisz, że zaglądasz do czegoś tak ważnego, że nie masz skupienia na toczącym się śledztwie.

- Mówię, że fundusze odłożone na kontrakt ze mną nie wystarczały. To jest do bani, co się działo. Mimo to, stary, jakby ten dzieciak nie odebrał sobie życia, nawet nie rozważyłby tej pracy. Skoro była zaangażowana Emme, to ją ograniczyło. Ale na pierwszy rzut oka praca wykonana, umowa wykonana. O ile grupa zadaniowa była zaniepokojona, dostali swojego mężczyznę, w tym przypadku czterech mężczyzn i jedną kobietę. Jak zrobię to, to za moje grosze, mój czas i wiesz o tym. Ani hrabstwo, ani miasto nie mają tego w swoim budżecie, aby mnie utrzymać, więc mogę kopać głębiej.

Wziął kolejny oddech, wiedząc, że coś jest nie tak, że zagadka nie została rozwiązana i równie dobrze wiedząc, bez względu na to, jak bardzo musiał skupić się na Emme, nadal nigdy nie będzie w stanie z tym żyć.

Więc podjął decyzję w ułamku sekundy i dokończył - Ale masz rację. W głębi duszy wiem, że czegoś nam brakuje. Więc zrobię to.

Chace uśmiechnął się i wymamrotał - Gratis.

Deck potrząsnął głową, ale nie była to negowanie. Nie miał wyboru. Chace był zaniepokojony, a Deck wiedział, że zagadka nie została rozwiązana. Deck nie lubił nierozwiązanych zagadek, nie było tam pieniędzy, więc był to gratis.

Potem powiedział - Potrzebuję nazwisk tych dzieciaków, stary.

- Masz to - odparł Chace.

Głos Emme dobiegł zza nich i obaj odwrócili się, by zobaczyć tylko jej górną część ciała wysuniętą przez otwarte francuskie drzwi, z bosymi stopami nadal daleko w środku pokoju.

- Cóż, drugim priorytetem będzie wezwanie serwisu sprzątającego, żeby wyczyścił twoją kanapę - Jej oczy przeniosły się na Chace’a, uśmiechnęła się słodkim uśmiechem, a jej głos stał się łagodny - Pierwszy priorytet to zabranie Faye do szpitala, ponieważ właśnie odeszły jej wody.

Oczy Decka powędrowały do Faye na kanapie. Wyglądała, jakby głęboko oddychała i miała rękę owiniętą wokół brzucha.

Spojrzała im w oczy, podniosła rękę i pomachała. Chace był w ruchu, a Deck patrzył, jak Emme, wciąż uśmiechająca się do Chace’a, odskakuje z drogi, gdy wbiegał do domu.

Emme spojrzała na Decka.

W tym samym czasie oboje się uśmiechnęli.

*****

5 komentarzy: