piątek, 19 listopada 2021

7 - Więcej

 

Rozdział 7

Więcej   

 

 

 

Pięć godzin później

- Deck - ostrzegł nisko Chace, trzymając rękę w klatce piersiowej Decka, powstrzymując go od rzucenia się na Kentona Douglasa.

- Powiedz, że jaja ze mnie robisz - zażądał Deck, patrząc na Douglasa.

- Była w posiadaniu fizycznych dowodów, które łączyły Dane McFarlanda z grupą złodziei, którzy pracowali w tym hrabstwie od sześciu miesięcy, rekrutując bezbronnych uczniów szkół średnich do ich brudnej roboty - odpowiedział Douglas - Ten dowód musiał zostać zabrany, podobnie jak jej oświadczenie. Jezu, Decker, sam powiedziałeś nam o pierścionku. I wziąłem jej oświadczenie z zastępcą i miałeś rację. Potwierdziła twoje zgłoszenie, że myślała, że to prezent, który kupił i była wyraźnie oszołomiona wiadomością, że tak nie było. Oczywiste było, że nie wiedziała, co się działo. Tak jasne, że nawet nie poprosiliśmy jej, żeby poszła na posterunek.

Wiadomość, że Emme była „wyraźnie oszołomiona”, sprawiła, że Deck już nieszczęśliwy, był naprawdę cholernie nieszczęśliwy.

- Poszedłeś do niej, nie mówiąc mi o tym - odpalił Deck - A ja powiedziałem ci, kiedy mówiłem ci o pierścionku, że w żadnych kontaktach z Emme nie robisz gówna, nie mówiąc mi o tym.

- Nie prowadzisz tego śledztwa, Decker. Nie możemy siedzieć bezczynnie z wiadomościami o dowodach - odpowiedział Douglas.

- Godzinę po tym, jak ją odwiedziłeś, dałem ci wystarczająco dużo, by sprowadzić ich wszystkich bez tego pierdolonego pierścionka - warknął Deck.

- Ona nie może zatrzymać skradzionej własności - odparł Douglas.

- Nie powiedziałem, że to zatrzyma - burknął Deck - Kurwa, nawet tego nie chciała, kiedy myślała, że to prezent, który kupił jej McFarland. Ale ja chciałem być tym, który powie jej, że jej były chłopak był zamieszany w ten bałagan.

- Myślę, że może powinieneś był wyjawić, jak głębokie było twoje powiązanie z nią, zanim podpisałeś kontrakt - odpalił Douglas, obserwując go uważnie.

- To nie miało związku z śledztwem - odpowiedział Deck.

Brwi Douglasa uniosły się do góry i Deck wiedział dlaczego. To było pieprzenie i obaj o tym wiedzieli.

Po prostu miał to w dupie.

Deck kontynuował - Powiedziałem ci, że nie zniszczę twojego śledztwa. Powiedziałem ci też, że ją oczyszczę. Nie powiedziałem jej nic o śledztwie i oczyściłem ją w ciągu dwudziestu czterech godzin. Sam ją przesłuchiwałeś i wiesz, że jest niewinna na tym całym gównie, w przeciwnym razie zostałaby zaaresztowana, tak jak reszta z nich jest teraz. Nie masz ani jednego dowodu, ani nawet poszlak, które wiązałyby ją z tym popieprzonym gównem. Ale była moja, bym sobie z nią poradził. Wyjaśniłem to jasno, a ty odwiedziłeś ją w jej cholernym domu.

- Masz rację. Nie mamy na nią żadnych dowodów i dlatego nie jest jedną z pięciu osób aresztowanych dziś wieczorem - powiedział Douglas - Ale ten pierścionek jest dowodem i trzeba go było zdobyć dzisiaj, a nie wtedy, gdybyśmy do niego dotarli.

Deck warknął.

Chace powiedział - Kent, daj mi chwilę z Deckiem, dobrze?

Douglas spojrzał na Chace’a, a potem na Decka. Uniósł brodę i wyszedł z gabinetu Shaughnessy’ego, zostawiając dwóch mężczyzn samych.

Chace opuścił rękę i cofnął się, ale spojrzał w oczy Decka.

- Co się do cholery dzieje? - zapytał nisko.

- Emme jest moja - odpowiedział Deck i patrzył, jak Chace szarpie głową.

- Twoja?

- Moja - warknął Deck.

Zaświtało, więc Chace zaczął - Myślałem, że powiedziałeś...

Deck mu przerwał - Rzeczy się zmieniły.

Brwi Chace’a uniosły się - W ciągu siedemdziesięciu dwóch godzin?

Deck podszedł do tablicy, zerwał czarno-białe zdjęcie Emme i rzucił nim w Chace’a. Przecięło powietrze i wylądowało na podłodze obrazem do góry.

- To - wskazał na zdjęcie - jest wszystkim, czym jest Emme, a wszystko, co jest Emme, było Emme przez pieprzone lata. Jadłem z nią kolację dwa razy. Rozmawiałem z nią przez telefon wiele więcej. A więc tak, w ciągu siedemdziesięciu dwóch pieprzonych godzin i żałuję, że nie mam siedemdziesięciu jeden z nich z powrotem.

- Ona nie jest aresztowana, Deck - powiedział ostrożnie Chace - Jest oczyszczona. Nie jest nawet podejrzaną. Douglas i jego zastępca rozmawiali z nią niecałą godzinę. Powiedziałeś, że nie była blisko z tym facetem i że nawet z nim zrywa. To dla niej skończone. Co ta za wielka pieprzona sprawa?

- Wielka pieprzona sprawa polega na tym, że powinna być u mnie w domu i miała napisać do mnie, kiedy powinna dotrzeć tam cztery i pół godziny temu. Nie zrobiła tego. Zadzwoniłem. Odebrała, a potem rozłączyła się, nawet się nie witając. To zdarzyło się pięć pieprzonych razy. To wielka pieprzona sprawa.

- O cholera - mruknął Chace, wiedząc, co to znaczy.

- Tak. Douglas podzielił się i ona ma pomysły, bo ja i McFarland byliśmy prawdopodobnie jedynymi, którzy wiedzieli o tym pierścionku. Nie wie o mojej pracy, ale nie jest głupia. Nawet nie wiedząc, wie. Poprosiłem Maxa, żeby poszedł do niej, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku, nie było jej w domu. Brak Bronco. Podzwoniłem. Chłopcy rozglądają się wszędzie, nietrudno dostrzec brązowego Bronco z pierdolonym błyszczącym motylem wiszącym z lusterka wstecznego. Minęły godziny. Nic.

- Jakbyś powiedział mi, że wszystko się zmieniło, mógłbym to dla ciebie poprowadzić bardziej finezyjnie - powiedział mu Chace.

- Przepraszam, stary, byłem zbyt zajęty rozwiązywaniem w trzy dni sprawy, której ty i grupa twoich braci nie mogliście rozwiązać w sześć miesięcy. Powinienem był na bieżąco informować cię o tym, kogo zdecydowałem, że zabiorę się do łóżka. Zrobię to następnym razem.

- Nie bądź kutasem - uciął Chace - Wiesz, że twoja relacja z osobą zaangażowaną w śledztwo ma związek z tym śledztwem. Wiesz też, że współpraca z tobą w tym śledztwie jest bardzo ważna, a gdybyś się podzielił, mógłbym to poprowadzić bardziej finezyjnie.

Kurwa.

Miał rację.

A to było do dupy.

Deck nic nie powiedział.

Chace przyglądał się swojemu przyjacielowi.

Potem szepnął - Jezu, ona jest tym dla ciebie.

- Spójrz na zdjęcie, Chace - wskazał na zdjęcie na podłodze - Wszystko, co tu jest istnieje od czternastu lat, a ja tego nie widziałem. Pieprzyłem się, czepiając się pieprzonej Elsbeth i nie widziałem tego. Ukrywała to przede mną. Przed wszystkimi. Teraz z jakiegoś powodu wypuściła to. Ale co gorsza, była niedaleko, a ja o tym nie wiedziałem. Nie wiedziałem, że zdjęła zasłony. Dodam, że częściowo jest to spowodowane tym, że nie udostępniłeś tej informacji. Teraz mam ją bez nich od siedemdziesięciu dwóch godzin, a ona zniknęła.

- Znajdziesz ją.

- I jak myślisz, co znajdę? - zapytał Deck - Znasz jej historię. Znałeś ją wcześniej. Spróbowała tego z Danem, dowiedziała się, że została wyruchana. Chciała tam ze mną pójść, nie była chętna, przestraszona, ale ją tam zabrałem i myśli, że ją wykorzystałem. Co znajdę, Chace?

- Po prostu z nią porozmawiaj, stary.

- Takie gówno może zabrać ją z powrotem za zasłonę, za którą się chowała, odkąd to gówno przydarzyło jej się, gdy miała dwanaście lat.

Oczy jego przyjaciela zabłysły zrozumieniem, Chace przysunął się bliżej i jego głos cichł - Więc znajdź ją i porozmawiaj z nią, stary.

Deck spojrzał w oczy Chace’a, a potem przyszło mu do głowy, że Emme jest tam wkurzona, może zraniona, a on marnuje czas. Więc uniósł brodę.

Ale nie podszedł do drzwi.

Stwierdził - Kenton Douglas wiedział, że nie miał wziąć Emme. Wiedział, że była moja. On też nie jest głupi, więc wydaje mi się, że wiedział też, jak jest moja. Nie mógł się doczekać, aby odcisnąć swoje piętno. Myślę, że jest w nim dobro. Myślę, że zrobi dobre rzeczy dla biura. Ale ty, Henry, Shaughnessy, Carole, uważajcie. Taki entuzjazm może stać się zły.

- Wyszedł przed szereg, a Emme jest Micka, Deck. Nie znasz dobrze Micka, ale uważa, że jest osobiście odpowiedzialny za każdego obywatela Gnaw Bone. Nie było cię tutaj, kiedy Douglas wrócił z rozmowy z Emme, ale Mick nie był naprawdę zadowolony, bo Douglas nawet nie powiedział Mickowi, że tam jedzie po to. Mick rozumiał również, że jesteś z nią związany i jest typem człowieka, który powiedziałby ci, że on wyjeżdża radiowozem, więc byłbyś uprzedzony. Więc mówię, że to nie jest dla nas stracone.

Przez chwilę patrzyli sobie w oczy, zanim Deck mruknął - Muszę znaleźć moją dziewczynę.

- Potrzebujesz mojej pomocy? - zaproponował Chace.

- Jak masz ochotę objechać kilka ulic przed powrotem do domu do Faye, tak.

Deck znał odpowiedź, zanim Chace mu ją udzielił - Mogę to zrobić.

Deck skinął głową. Wyszli, a Deck unikał Douglasa, gdy to robił.

Nikt go nie powstrzymywał. Jego akta były dokładne. Funkcjonariusze wyszli po podejrzanych po przeczytaniu trzech stron. Byli zajęci śledzeniem tropów, które dał im Deck i dowodami, które dostarczył.

Ale praca Decka została wykonana.

Więc nadszedł czas, aby znaleźć Emme.

*****

Cztery i pół godziny później…

Gdy pickup Decka jechał ulicą do jego domu, wiedział, dlaczego ani on, ani żaden z jego chłopców, ani Chace, ani nikt, kogo wysłał, nie mógł znaleźć Emme.

Ponieważ była w jego domu.

Nie wiedział, czy to dobrze, czy źle.

Ale uznał, że to było złe.

Nacisnął pilot otwierania drzwi garażowych, przejechał obok niej Bronco na swoim podjeździe i zaparkował w garażu.

Na noc zapowiadano opady śniegu. Wprowadzi do garażu jej auto po rozmowie, o której sądził, że będą mieć.

Znalazł ją w swoim wielkim pokoju, bez kurtki, szalika, bez torebki. Była tak wkurzona, że prawdopodobnie nie złapała niczego poza kluczami.

Siedziała na jednej z jego kanap z dżinsowym obiciem, Buford siedział na podłodze obok niej, z głową na jej kolanie, a ona drapała go za uszami. Jego pies nie ruszał niczego poza wzrokiem na Decka, kiedy wchodził, tak bardzo lubił właśnie dokładnie to, co robiła. Do diabła, Deck uznał, że to mogły być ich pozycje przez ostatnie siedem godzin, tak bardzo Buford lubił, gdy drapano mu uszy.

Przestał się ruszać, spojrzeli sobie w oczy i, zanim zdążył powiedzieć słowo, zaczęła.

- Znałeś mnie przez pięć lat, nawet nie flirtowałeś. A potem… - uniosła ręce i zrobiła cudzysłów - …wpadłeś na mnie trzy dni temu, kiedy byłam z Danem, po dziewięciu latach niczego i masz dla mnie cały czas na świecie.

- Em…

Przerwała mu, mówiąc - Nawet nie zaczynaj. Cokolwiek masz do powiedzenia, będzie pełne gówna - Zrobił dwa kroki w jej stronę, ale zatrzymała go, sycząc - Nie kłopocz się. Wychodzę.

Dała Bufordowi ostatnią pieszczotę i wstała z kanapy, gdy mówił - Emme, posłuchaj mnie.

- Nie ma mowy - powiedziała do podłogi, patrząc na stopy, a te stopy poruszały się szybko.

Deck poruszał się szybciej.

Przeciął jej drogę, a ona spróbowała go okrążyć, więc przesunął się i znów ją odciął.

Zrobiła dwa kroki do tyłu i wyprostowała się, spoglądając z powrotem na jego.

- Pozwól mi przejść, Jacob - zażądała.

- Kochanie, musisz…

Nie dokończył tego. Z jakiegoś powodu jego słowa coś w niej trąciły i szybko się posunęła. Wbiła dłoń w jego pierś i mocno pchnęła. Zakołysał się do tyłu i złapał ją za nadgarstek.

- Emme…

- Tęskniłam za tobą.

Kurwa.

- Em…

Oparła się o niego i swoją rękę - Wykorzystałeś mnie.

Jego dłoń zacisnęła się na jej nadgarstku i warknął - Kurwa, nie zrobiłem tego.

- Gówno prawda - warknęła.

- Posłuchaj mnie.

- Pieprzyć to - odgryzła się - To gówno warte. Następnym razem, gdy będę wymiotowała i będę tak cholernie zmęczona, że będę chciała płakać, bo muszę wstać z łóżka, żeby dostać 7Up, żeby uspokoić żołądek, ale będę zbyt cholernie zmęczona, by nawet płakać, nie będę leżeć tam i myśleć, jakie to popieprzone, być tak cholernie samotną i tak cholernie samą. Bać się, że umrę, a nikogo to nie będzie obchodzić. Bez mężczyzny. Bez dzieci. Pieprzyć to. Będę leżeć, wiedząc, że wszystko, co mam i wszystko, na czym kiedykolwiek musiałam polegać, to ja i to mnie przeprowadzi.

Kurwa!

- Emme, skończ to i, kurwa, posłuchaj mnie - rozkazał.

- Nie ma mowy - syknęła - Puść moją rękę.

- Posłuchaj mnie.

- Puść! - wrzasnęła, wykręcając nadgarstek, by uciec.

Ale cofnął się o krok, jednocześnie ciągnąc ją za sobą. Potem zrobił krok do przodu, więc zderzyła się z jego ciałem. Jej druga ręka podniosła się, by powstrzymać jej upadek, więc kiedy puścił jej nadgarstek i objął ją obydwoma ramionami, utknęła, a jej ręce znalazły się między nimi.

Walczyła.

Jego ramiona zacisnęły się.

Przestała się szamotać, a jej głowa odskoczyła do tyłu - Pozwól mi odejść.

- Nie mogę mówić o mojej pracy.

- Tak - odrzuciła - Założę się, że jest jeszcze bardziej, gdy pogrywasz dla swojej pracy, pytając o wspomnianą pracę.

- Emme, nie byłaś celem. Szczerze mówiąc, byłem tak samo zaskoczony jak ty, kiedy spotkałem cię na ulicy i nie wiedziałem, że jesteś zaangażowana w śledztwo, na które mi zlecali, aż do dziesięciu minut po tym, jak umówiliśmy się na kolację.

- I założę się, że wtedy ucieszyłeś się, że umówiłeś się na tę randkę - odpaliła z ogromnym sarkazmem.

- Tak, kotku, ponieważ… - jego ramiona zacisnęły się i przysunął twarz bliżej - …ja też za tobą tęskniłem.

- No wiesz, skoro mieszkałeś niedaleko i masz niesamowite moce, to domyślam się, że gdybyś tak cholernie za mną tęsknił, mógłbyś coś z tym zrobić. To były drzwi, które ty musiałeś otworzyć, Jacob, i oboje o tym wiemy. Ale nie zrobiłeś tego. Nie, dopóki nie zaczęłam umawiać się z przestępcą, przeciwko któremu prowadziłeś śledztwo. Więc wybacz mi, jeśli uważam, że ten zbieg okoliczności był zbyt duży. Ale ja, kurwa, tak... - wstała na palcach, zmrużyła te cholernie piękne oczy, jej ogień tańczył w nich i skończyła - ...uważam.

Nie zamknęła się i nie słuchała?

Zamknąłby ją i porozumiewał się w inny sposób.

Tak też zrobił.

Przesunął jedną rękę, by objąć tył jej głowy, przechylił ją i przycisnął swoje usta do jej ust.

Walczyła, otwierając usta, by zaprotestować, a on wsunął język do środka.

Kurwa, pachniała truskawkami i smakowała również jak one. Świeże, chłodne i słodkie.

Na dotyk jego języka Emme znieruchomiała.

Deck wykorzystał swoją przewagę i pogłębił pocałunek, pijąc z jej ust, biorąc wszystko, co mógł.

Chryste. Nie do wiary.

Stało się bardziej niewiarygodne.

Ponieważ po dwóch sekundach… oszalała.

Zacisnęła palce na jego koszuli, przyciągając go do siebie, nawet gdy nie miał dokąd pójść, wspięła się wyżej na palcach, bardziej przechyliła głowę, wplątała się w jego język i przycisnęła wszystko, co miała głęboko, a jej jęk wypełnił mu usta.

Nie niewiarygodne.

Fenomenalne.

Nie puszczając ust, Deck cofnął się, by uwolnić jej ręce, a ona natychmiast je wyciągnęła, ale tylko po to, by zacisnąć palce w jego kurtce i szarpnąć ją w dół jego ramion.

Puścił ją i wzruszył ramionami. Usta mieli wciąż połączone, gdy jego kurtka spadła na podłogę, bo odrzucił ją do tyłu.

Jej ręce wróciły do jego koszuli po bokach, szarpiąc ją, wyciągając z jego dżinsów, a potem zanurkowały, skóra przy skórze. Czuł jej dotyk ciepły, lekki, nieco niepewny, zdecydowanie poszukujący, odkrywający.

Podtrzymał ją, obejmując ją w pasie, pochylając plecy, by zatrzymać jej usta, i poprowadził ją po trzech stopniach do swojego wielkiego pokoju, zanim przyciągnął ją do kanapy.

Wyciągnęła jedną rękę z jego koszuli i przesunęła ją w górę jego klatki piersiowej, zawinęła wokół boku jego szyi, a następnie wsunęła ją we włosy i przyłożyła jego usta do swoich.

Obrócił ich i opadł przez oparcie kanapy, zabierając ją ze sobą.

Wylądowała na jego ciele, a on natychmiast się przeturlał, przytrzymując ją pod sobą, cały czas trzymając ją przy ustach.

Nie odmówiła mu, jedną ręką wędrując, tracąc nieśmiałość, stając się pewną siebie, kolejne małe miauknięcie ześlizgnęło się w dół jego gardła, a jej paznokcie przesunęły się po skórze na jego kręgosłupie.

Oderwał swoje usta od jej ust, by wymamrotać - Kurwa, kochanie.

Zamknęła oczy, uniosła głowę i przycisnęła swoje usta do jego, tym razem jej język wsunął się do jego ust.

Warknął i wcisnął ją głębiej w kanapę. Przeniósł ręce do jej swetra i szarpnął.

Jej ramiona uniosły się i wygięła plecy w łuk. Zdjął go i pochylił się do niej. Przyłożył usta do jej szczęki, dotknął jej językiem, przesuwając się po słonej skórze, wąchając jej włosy, smakując jej szyję, w dół do jej klatki piersiowej, w dół, wyznaczając swoją ścieżkę.

- Wiesz, czego chcę, Emme - powiedział w jej skórę, a ona wiedziała. Wiedział o tym, kiedy jej palce zacisnęły się na miseczce stanika i ściągnęły ją w dół.

Jej piersi były równie wspaniałe jak reszta niej.

Zamknął usta na jej sutku i mocno wciągnął.

Jej plecy wygięły się w łuk, jej miękkie ocierało się o jego twarde i jęknęła seksownie jak cholera, co poczuł w swoim penisie.

Mocniej wciągnął jej sutek.

- Jacob - szepnęła, wsuwając palce w jego włosy.

- Drugi - rozkazał, po czym okrążył napięty pączek językiem i poczuł, jak ona drży.

Bez zwłoki uniosła drugą rękę, by ściągnąć drugą miseczkę stanika, a on zmienił strony.

Szarpnęła się pod nim.

Kurwa, tak cholernie gorąco, że musiał wiedzieć, co to z nią może zrobić i to musiał wiedzieć natychmiast.

Więc postanowił się dowiedzieć.

Obracając się tak, że znalazła się na górze, dźwignął się, rozpiął jej stanik i odsunął go, odrzucając na bok. Położył się, zabierając ją ze sobą. Znowu przetoczył się, wziął ją pod siebie, włożył ręce pod jej ramiona i szarpnął nią przez całą drogę na kanapę, tak że jej głowa znalazła się na podłokietniku. To seksowne westchnienie spowodowało, że poczuł również w swoim penisie.

Potem zsunął się, pociągnął zamki jej butów, ściągnął je, potem skarpetki, dżinsy, majtki - odrzucił wszystko.

- Rozłóż się - warknął.

Podczas kolejnego seksownego miauknięcia, Emme się rozłożyła.

Deck pochylił się  i zjadł.

Chryste. Gorąca. Namokła. Czyste piękno. Absolutnie.

Z rękami w jego włosach, jedną nogą przerzuconą przez oparcie kanapy, drugą przez jego ramię, wbijając piętę w jego plecy i zwijając się, oferowała swoją cipkę, szukając jego ust, żądając, by wziął wszystko, co miała.

Brał to, dopóki jej ruchy i odgłosy nie stały się zdesperowane.

Potem zsunął się z kanapy.

Jej głowa poruszyła się w jego stronę, te jej egzotyczne pieprzone oczy zamknęły się, ale otworzyła je, by zamrugać ze zdziwienia, a on sięgnął w dół i chwycił ją za ramię. Krzyknęła, a było to częściowo podniecone westchnienie, gdy szybko ją podniósł. Złapał ją nagą pod tyłek dłonią, drugą ręką wbił się w jej włosy i przysunął jej usta do swoich.

Poczuł, jak ściska mu się w żołądku, kiedy, mimo jej smaku w ustach, pozwoliła mu to wziąć, gdy owinęła ramiona wokół jego ramion i nogi wokół jego bioder.

Całując ją, zaniósł ją przez dom do swojego łóżka.

Kładąc kolano na łóżku, nachylił się, położył ją na poduszkach i odsunął się. Wyprostował się na końcu łóżka, sięgnął do guzików koszuli, gdy patrzyła na niego z łóżka. Miała leniwe oczy. Rumieniec na policzkach.

Odleciała.

Pieprzyć go.

- Jacob - szepnęła, zaczynając zamykać nogi.

- Zostań dla mnie rozłożona, kochanie.

Jej zęby odnalazły wargę, policzki zaróżowiły się, zawahała się, ale pozwoliła, by jej nogi się dla niego rozchyliły.

Chryste.

Na widok jej włosów na jego poduszce, jej seksu lśniącego, mokrego i wspaniałego, z jej smakiem wciąż na języku, widząc jej na wpół zamknięte oczy, a twarz zarumienioną, jego penis zaczął pulsować.

Nie marnował czasu, by zdjąć resztę ubrań i dołączyć do niej. Sięgając za nią do szafki nocnej, otworzył szufladę i zostawił ją otwartą po tym, jak chwycił prezerwatywę.

Klęcząc między jej rozwartymi nogami, patrzył jej w oczy, gdy ją rozwijał.

- Jesteś piękna, Emme - wyszeptał.

- Jacob…

Opadł do przodu i przykrył ją, z ustami przy jej ustach, przekręcił biodra i umieścił czubek swojego penisa w środku.

- Jestem duży, Słonko - mruknął przy jej ustach.

- Zauważyłam - szepnęła, obejmując go ramionami.

Wsunął się centymetr głębiej.

Ciasno.

Niebo.

Kurwa, chciał się zagrzebać w środku.

- Jakbyś nie mogła mnie wziąć, powiedz mi, albo jak nie mogłabyś mówić, ugryź mnie w ramię.

- Więcej - dyszała, unosząc biodra.

Pieprzone tak.

Wsunął się o centymetr głębiej.

Zamknął oczy i oparł czoło o jej.

Śliska. Zamknięta.

Pieprzone niebo.

- Więcej, Słonko - błagała.

Dał jej więcej, wysunął się i częściowo wrócił.

- Jacob…

- Idziemy powoli.

Dał jej więcej, wysunął się, a potem częściowo wsunął z powrotem.

Wierciła się pod nim, unosząc biodra.

Piękna.

Kurwa. Zabijała go.

- Jacob…

- Wolno.

- Boże - jęknęła, gdy dał jej więcej, wysunął się z powrotem, a potem wszedł.

Objęła go nogami, a jej paznokcie znów drapały mu plecy.

- Jacob…

Otworzył oczy - Wolno.

- Ale…

Wysunął się i wrócił.

- Jaco… - zaczęła.

- Wol… - zaczął powtarzać, ale ona przechyliła podbródek, złapała jego dolną wargę między zęby, spojrzała mu w oczy, puściła jego wargę i błagała - Proszę, Słonko, pieprz mnie.

Jej słowa, jej działania złamały jego kontrolę i nie mógł już dłużej się powstrzymywać. Wbił się dziko i zagrzebał się do korzenia.

Jej szyja wygięła się do tyłu, usta otwarły, wydała cichy jęk, biodra zadrżały konwulsyjnie, seks zafalował, wzięła go całego i spodobało jej się to.

Kurwa.

- Więcej - odetchnęła.

To było wszystko, czego potrzebował Deck.

Uderzył głęboko, patrzył i czuł, jak osiągnęła szczyt, chwyciła się i przesunęła przez bok, krzycząc, z wygiętą w łuk szyją, odsłoniętą elegancką linią szczęki, potem jej głowa wystrzeliła do przodu i ukryła twarz w jego szyi.

Jechał na niej mocno, mocniej, potem osadził się, a ogień Emme tańczył za jego oczami, Emme była całym jego wszechświatem i Deck eksplodował z długim, głębokim jękiem.

Po tym, jak go opuściło, poczuł, jak jej cipka była śliska i ciasna wokół jego kutasa, jej ciało miękkie i podatne pod jego ciałem, jej kończyny były owinięte wokół niego mocno, a jej twarz wciąż była ukryta w jego szyi.

Odwrócił głowę, żeby ustami znaleźć jej ucho, a kiedy to zrobił, wyszeptał - Jak już mówiłem, Emme, nie byłaś celem.

Jej ciało napięło się pod nim, jej kończyny zaczęły się rozluźniać.

Przycisnął biodra do niej, znieruchomiała, a on warknął - To poszło o wiele szybciej, niż sądzę, że byłaś gotowa, ale to nie ma znaczenia. Tu jesteśmy teraz i to jest początek. I nie wkurzaj mnie przez pozostawanie złą, kiedy teraz wiesz, że nie masz powodu i próbowanie mnie odepchnąć, mówiąc mi, że to nie było dla ciebie tak gorące i kurewsko wspaniałe, jak to było dla mnie, bo ci nie uwierzę.

Nic nie powiedziała.

Więc kontynuował.

- I kotku, jak jesteś wkurzona, masz niewyparzoną gębę.

Znowu poczuł napięcie jej ciała, zanim się rozluźniła.

- Ty cały czas przeklinasz - szepnęła.

- Mam pozwolenie. Jestem facetem.

Tym razem jej ciało szarpnęło, głowa odskoczyła do tyłu i jej oczy odnalazły jego.

Jej były syte, zdziwione, zdezorientowane i zirytowane.

To było gorące spojrzenie. To też było urocze.

Uśmiechnął się do niej.

Rozdrażnienie odeszło, miękkość weszła i wyszeptała - Dokuczasz mi.

- Tak.

Jej oczy przesunęły się po jego twarzy, wokół jego głowy, a potem z powrotem do jego oczy, zanim zapytała - Czy właśnie zrobiliśmy to, co właśnie zrobiliśmy?

Jego uśmiech stał się większy - O, tak.

- Nie jestem pewna, czy mogę ponownie zmierzyć się z Bufordem. Zobaczył mnie nago.

Urocza. Słodka.

Emmie.

Kurwa.

Był zagrzebany w Emme.

Słodko.

- To nie jest dobre, kotku, bo nie zamknę go na zewnątrz mojego pokoju, ponieważ to też jego pokój, więc zobaczy tego dużo.

Jej wyraz twarzy zmienił się w sposób, który mu się nie podobał i zaczęła - Jacob…

Miał wrażenie, że wpadają w zdezorientowaną część jej wcześniejszego wyglądu, co może oznaczać odwrót Emme.

Coś, na co nie miał pozwolić.

Nie po pięknie, które właśnie wypuściła i dała mu.

Aby to powstrzymać, opuścił głowę, by dotknąć jej ust, podniósł się i powiedział - Muszę się pozbyć tej prezerwatywy. Potem założę dżinsy i wykonam tuzin telefonów do facetów, których wysłałem na poszukiwania ciebie w całym hrabstwie. Muszę też zaparkować twojego Bronco do garażu, bo mamy zapowiedź śniegu, a ja mam garaż na trzy samochody, więc nie muszę skrobać przedniej szyby żadnego pojazdu. Przyniosę ci koszulkę. Zabierzesz tyłek do kuchni, bo nie jadłem kolacji, skoro szukałem cię po całej pieprzonej okolicy. Więc w ramach pokuty zrobisz mi kanapkę. Porozmawiamy, kiedy będę jeść.

 -Ty i kilku facetów szukaliście mnie? - zapytała, jej oczy były większe, jej spojrzenie było oszołomione.

- Kotku, nie musisz być geniuszem, żeby wiedzieć, że coś się działo, kiedy dzwonisz do mnie z byle powodu, żeby się połączyć, a nagle odkładasz słuchawkę po wizycie szeryfa w sprawie pierścionka, o którym mi powiedziałaś. Ale przypomnijmy, że ja jestem geniuszem, więc to rozgryzłem. Martwiłem się. Byłaś wkurzona. Prawdopodobnie zraniona. I nie w domu, więc oznaczało to zarówno to, jak i samochód. Więc wysłałem ludzi na poszukiwania.

- Nie wiem, czy się śmiać, bo jesteś zabawny. Przepraszać, że naraziłam cię na takie kłopoty. Albo być zranioną i złą, bo nie powiedziałeś mi, że Dane był poważnie złym facetem, a nie tylko dla mnie pracuje, ale też go widywałam.

Kurwa. Wyglądało na to, że rozwiązał jeden problem, doprowadzając ją do orgazmu, a teraz miał inny.

Pochylił głowę, musnął ustami jej szczękę i do ucha wyszeptał - Porozmawiamy przy kanapce.

Zawahała się, zanim się zgodziła - Okej.

Wyślizgnął się z niej i spodobał mu sposób, w jaki jej kończyny zacisnęły się wokół niego, gdy to robił. Potem przesunął ustami po jej klatce piersiowej, przesuwając ich po łóżku i w końcu wyciągnął ją z niego.

Postawił ją na nogi, złapał za rękę i poprowadził do swojej komody. Otworzył jedną z szuflad i wyciągnął koszulkę, ale jej nie podał. Wytrząsnął nią, zebrał w garść i wciągnął jej przez głowę.

Emme przepchnęła ręce i koszulka opadła jej do ud.

Ujął jej szczękę w dłonie i pochylił się.

- Chcesz, żebym poszedł po twoje majtki? - zapytał.

- Zdobędę je - szepnęła.

Skinął głową, uniósł się, pocałował ją w czoło, puścił i przeniósł się do łazienki.

Miał na sobie dżinsy, naciągnął sweter, trzymał telefon przy uchu i szedł przez dom do garażu, kiedy zobaczył Emme w swojej kuchni, odwróconą do niego plecami. Stała przy blacie z chlebem, przyprawami i rozłożonymi wokół niej pojemnikami z produktami.

Wszystko to było Emmanuelle Holmes w kuchni w swojej koszulce, robiącą mu kanapkę po tym, jak ją zerżnął i oboje mocno doszli.

To nie było do dupy.

Uśmiechnął się do swojego telefonu, kiedy mówił jednemu ze swoich chłopców, żeby wracał do domu.

Potem zobaczył jej dżinsy rzucone na kanapie, trafnie zgadł i znalazł jej klucze w kieszeni. Wyszedł i wprowadził Bronco. Bolało nawet przejechanie kilku metrów Bronco z motylem zwisającym z lusterka wstecznego, ale przeżył.

Kończył rozmowy przez telefon i, zanim wrócił do kuchni, miała kanapkę na talerzu z chipsami, piklami i otwartym piwem na jego barze, a on wykonywał ostatnią rozmowę.

- Dobrze. Dziękuję. Później - powiedział do telefonu, nie odrywając wzroku od niej, będącej całą szerokość kuchni dalej, twarzą do niego, tyłem do blatu, ramionami owiniętymi wokół jej brzucha, wpatrzoną w niego.

Rozłączył się i położył komórkę na barze.

Potem powiedział łagodnie - Chodź tu, Emme.

- Zrobiłam z pieczenią wołową i szwajcarską, bo pomyślałem, że je lubisz, skoro je masz. Ale nie wiedziałam, jakich przypraw użyć. Czy wolisz z majonezem. Czy z musztarda. Albo inne - poinformowała go.

- Chodź tutaj, Emme.

Niepewność przeszła przez jej rysy i wyszeptała - To mi się nigdy nie zdarzyło.

- Jest między nami chemia. Osobiście kotku, nie dziwię się - odpowiedział.

- Nie to - wciąż szeptała.

Zgadywał i poszedł do niej.

Był intensywny podczas seksu. Ich późna nocna rozmowa ostatniej nocy ujawniła, że ona ma obawy, czy go zadowoli, a on wywnioskował, że to dlatego, że nie była do końca doświadczona. To nie była niespodzianka. Ale to było coś, co mówił sobie, żeby mieć na uwadze. Kiedy oszalała dla niego, zapomniał o tym.

Zatrzymał się blisko niej, ale nie za blisko, zacisnął palce wokół jej bioder i pochylił twarz w jej kierunku.

- Racja, Słonko. To wymknęło się spod kontroli i zauważyłem twoje niezdecydowanie, kiedy kazałem ci się dla mnie odsłonić. Wiedz tylko, że ja wiem, co lubię w łóżku. Dostaję to, nawet jeśli to oznacza, że wydam rozkazy, aby to zdobyć. Ale miałem nadzieję, że poradzisz sobie z tym, co się właśnie wydarzyło, chociaż myślisz, że ja wszystko tam kontrolowałem, zawsze będę się o ciebie troszczyć i bez względu na to, o co poproszę lub zrobię, jesteś bezpieczna.

- Nie to - powtórzyła - Orgazm.

Cofnął brodę.

- Co?

- Ja… umm… nikt nigdy… - jej oczy powędrowały gdzieś poza jego. Potem, czysta Emme, nie mogła powstrzymać się dłużej niż kilka sekund, wróciły do jego - Martwiłam się, że to ja - dokończyła cicho.

Deck patrzył.

- Nie chrzanisz? - zapytał.

- Cóż… - urwała.

- Żaden mężczyzna nigdy cię nie doprowadził?

Przechyliła głowę na bok i wzruszyła ramionami.

Nie mógł w to uwierzyć.

- Poważnie, zapalasz się w ten sposób i żaden mężczyzna nigdy nie zabrał końca? - naciskał.

- Ja nie, cóż… normalnie tak się nie zapalam - Wzięła niepewny oddech i stwierdziła - Nie wiem, co mi się stało.

Deck to uwielbiał.

Zwalczył uśmiech, sugerując - Może dlatego, że to nigdy nie byłem ja?

Jej głowa drgnęła, oczy błysnęły i odpowiedziała - Dużo o sobie myślisz.

- Kotku, sama wyciągnęłaś dla mnie cycki. Rozłożyłaś się dla mnie na mojej kanapie. Otworzyłaś się dla mnie w moim łóżku. I błagałaś mnie, żebym cię przeleciał i doszłaś dla mnie mocno i szybko. Tak. Dlatego to robię.

Wrócił jej zirytowany wyraz twarzy.

- Nie potrzebuję przypominania sekunda po sekundzie, Jacob. Byłam tam - warknęła.

- Cóż, nie chcę, żebyś o tym wszystkim zapomniała, skoro ja nie zapomnę i ponownie odtworzymy ten scenariusz. Było tak gorąco, że może wielokrotnie.

- Jacob…

 Objął ją ramionami i przyciągnął do swojego ciała, jedną ręką wsuwając ją z tyłu je włosów.

Przestał się z nią pieprzyć i złagodził swój głos, kiedy powiedział - Emmanuelle, to było dobre. Wyjaśnij mi, dlaczego wydajesz się być rozdarta.

- Bo byłam na ciebie naprawdę zła, a potem byłam cała na tobie. Potem byłeś na mnie i podobało mi się to, a nie jestem pewna, czy seks w gniewie to zdrowy seks.

Tak. Zdecydowanie niedoświadczona. Seks w gniewie może być prawdopodobnie najlepszym seksem, jaki możesz mieć.

Drażniąc się, ale mając nadzieję, że zrozumie jego punkt widzenia i uspokoi to jej umysł, odpowiedział - Więc mam przejebane, bo z tobą seks w gniewie to cholernie świetny seks i mam nadzieję, że często się to będzie zdarzało.

- Mówię poważnie – szepnęła.

- Ja też - odpowiedział, a ona zamrugała.

- Ty też?

- Kotku, jesteś tutaj, w mojej koszulce, myślę, że rozumiesz, że cię nie wykorzystałem, więc wypracowaliśmy to - uścisnął ją - W dobry sposób. Więc nie narzekam. Pokłócimy się, a jak to będzie koniec kłótni, to nie będę narzekał.

Znowu patrzyła wszędzie tylko nie w jego oczy, a on jeszcze raz ją uścisnął.

- Mów - rozkazał.

Jej oczy wróciły do niego - Nie mam dużego doświadczenia.

- Wiem. Gdybyś miała, nie zadzwoniłabyś wtedy późnym wieczorem, by mi powiedzieć nie o tym, co Elsbeth powiedziała o mnie, ale to, że martwiłaś się, że mnie nie zadowolisz. Wtedy to zrozumiałem. Zrozumiałem coś, co mnie ucieszyło piętnaście minut temu. Co więcej, po raz pierwszy masz coś, co ciebie ucieszyło. - przysunął twarz bliżej i dokończył - Słonko, to wszystko jest dobre.

- Musisz zjeść kanapkę - poinformowała go, rażąco zmieniając temat.

Deck odmówił zmiany tematu - Nie, zanim mi powiesz, że wszystko okej.

- Jest okej… prawie.

Zwalczył kolejny uśmiech, po czym zażądał odpowiedzi - Wyjaśnij tę część prawie.

- Dane.

Zdecydowanie nadszedł czas, aby ostatecznie porozmawiać o tym kretynie. Więc Deck westchnął, odwrócił je, oparł o blat i przyciągnął ją do siebie, tak że jej ciało spoczęło na jego.

Pozwoliła na to, a on przemówił - Wiem, że słyszałaś to więcej niż raz, ale nie mogę mówić o mojej pracy.

Otworzyła usta. Potrząsnął głową.

- Daj mi chwilę, Emme.

Zamknęła usta.

 - W ciągu jednego dnia zdecydowałaś się z nim zerwać. Nie byłaś z tego powodu załamana. Nie spotykaliście się długo. Bardziej martwiłaś się o pracę z nim, kiedy to by się skończyło, niż o zranienie jego uczuć lub pielęgnowanie własnego bólu. Nie byłaś go pewna. Miałaś rację, że nie miałaś pewności. Miałaś to zakończyć. Pracowałem nad zakończeniem dla niego innych rzeczy. Więc nawet gdybym mógł mówić, nie było nic, co mógłbym ci powiedzieć. Gdybyś była z nim głęboko, to byłoby inaczej. Ale od razu tego pierwszego wieczoru stwierdziłaś, że nie jesteś. Piętnaście godzin później skończyłaś z nim. Wykonałaś za mnie moją pracę, bo wiedząc, co wiedziałem, a nie lubiłem faceta, nawet jeśli nie byłby przestępcą, chciałem, żebyś z nim skończyła. Tak czy inaczej, to się skończyło. Innymi słowy, kochanie, to jest kwestia sporna.

Spojrzała mu w oczy, po czym spojrzała na jego sweter. Kilka sekund później upadła na niego. Naparła na niego głęboko, z czołem do jego klatki piersiowej i wzięła wdech, który się zaciął, a jego ramiona zacisnęły się.

- Emme - szepnął.

- Był przerażający, ponieważ jest przerażający - powiedziała do jego klatki piersiowej, odrzuciła głowę do tyłu i zapłakała - Ten chłopak zastrzelił się z powodu rzeczy, w które zamieszany jest Dane! A ja spałam z nim!

Deck miał wielkie trudności z rozmową o tym facecie, wiedząc, że McFarland miał ją i to niedawno.

W przypadku Emme pozbierał się, żeby dalej sobie z tym radzić i podniósł rękę do jej włosów.

Przesunął przez nie palcami i wymamrotał - Wyczułaś to, chciałaś to zakończyć. Teraz wszystko skończone, Słonko.

Potrząsnęła głową, odwróciła ją na bok, jąkając się - Ja… ja… - Spojrzała z powrotem na niego - To obrzydliwe, Jacob.

- To przystojny facet, Emme. Dało się na to nabrać wiele kobiet. Jest kutasem. Jest przestępcą. Jest kłamcą. I dziś wieczorem dowiedziałem się, że jest gówniany w łóżku. Ale nic z tego nie ciąży na tobie. Wyczułaś to. Zrobiłaś ruchy, żeby to zakończyć.

- Nie sądzisz, że to na mnie rzutuje? - zapytała.

- Nie sądzę, że powinno cię obchodzić, co myślą ludzie - odpowiedział.

- Nie obchodzi mnie, co myślą ludzie. Pytam, bo zależy mi na tym, co ty myślisz.

To tyle dla niego znaczyło, że zastygł w bezruchu.

Była odizolowana i zawsze taka była. Jej grupka była mała i zwarta, a ona nieczęsto wpuszczała ludzi. Ale nawet jeśli cię wpuściła, mimo że była ciepła i czuła, co było dziwne, jakoś udało jej się zachować dystans. Dlatego nie zawsze, ale czasami z Emme trzeba było szukać wskazówek, że coś, co powiedziałeś lub zrobiłeś, coś znaczyło. A odkąd powiedział jej, dokąd ich zabierze, zaczął szukać. Dała mu to, ale musiał też tego szukać.

Z wyjątkiem sytuacji, gdy powiedziała mu, że za nim tęskniła, chciała zmiany w ich związku i właśnie teraz powiedziała mu, że obchodzi ją to, co on myśli.

- Więc myślisz, że to rzutuje na mnie? - pchnęła, czując napięcie w jego ciele, jej oczy wypełniły się troską, której nie ukrywała.

Zmusił swoje ciało do relaksu.

- Myślę, że dokonałaś zmiany i to dla mnie jest dobre - odpowiedział i przeszedł do zakończenia dyskusji na temat pieprzonego McFarlanda, mówiąc z ostatecznością - To właśnie myślę.

Przyglądała mu się przez chwilę, zanim jej ciało stopiło się z jego i uśmiechnęła się, pokazując dołeczek.

W końcu, kurwa.

- Czy mogę teraz zjeść kanapkę? - zapytał z uśmiechem.

- Widziałam kalejdoskop przy twoim łóżku - szepnęła.

- Tak - odszepnął.

- Przed chwilą i kiedy spędziłam poprzednią noc.

- Tak - powtórzył.

- Nie badałeś mnie.

Rozbłysła irytacja i uścisnął ją ostrzegawczo.

- Emme, mówiłem ci…

Przerwała mu - To tylko mój sposób na powiedzenie przepraszam, Słonko. Powinnam była pomyśleć o tym wcześniej i wiedzieć, że się myliłam. Ja po prostu... - wzruszyła ramionami - ...dostałam złe wieści, zareagowałam i mam na myśli to, że wystrzeliłam jak z procy. Przepraszam, że naraziłam cię na kłopoty i zgubiłam tak opanowanie - Jej głowa przekrzywiła się, a oczy zaświeciły - Chociaż może nie tak bardzo, biorąc pod uwagę, jak to się skończyło.

Martwił się wiele godzin.

Właśnie miał swoją dziewczynę, dał jej pierwszy orgazm podczas seksu, a teraz byli spoko.

Więc skończył z tym.

Zanim zdążył jej to powiedzieć, Emme podniosła się na palcach, dotknęła ustami jego ust, cofnęła się i zapytała - A teraz jesz majonez czy co?

Deck spojrzał w jej teraz tylko dociekliwie w oczy przez sekundę, zanim wybuchnął śmiechem.

Kiedy skończył, zobaczył, jak się do niego uśmiecha, pocałował ją krótko, wyczuwając truskawkowy zapach jej włosów, gdy to robił i lubił to. Odsunął ją od siebie i chwycił majonez w odpowiedzi na jej pytanie.

Poszedł po kanapkę.

Wyszła z otwartej kuchni, a on patrzył, jak idzie do ubrania na kanapie.

Potem patrzył, jak podnosi je i kieruje się do jego pokoju, a Buford za nią.

- Emme, gdzie idziesz?

Odwróciła się i spojrzała na niego - Ubieram się, a potem wracam do domu.

Przestał tryskać majonezem i poczuł, jak jego oczy się zwężają - Kotku, właśnie wprowadziłem Cletusa do garażu.

- Przepraszam, prawda, prawdopodobnie nie musiałeś tego robić. A ma na imię Persefona.

Deck zignorował to i stwierdził - Spędzisz tutaj noc.

Jej głowa przechyliła się na bok - Czemu? Dane jest za kratkami, więc mogę bezpiecznie wracać do domu.

Czemu?

- Emme, nie spędzisz tu nocy, bo chcę, żebyś była bezpieczna przed McFarlandem. Spędzisz tu noc, bo chcę cię w moim łóżku.

Jej ciało zamarło.

- Och - wyszeptała i zobaczył, jak jej usta układają się w to słowo, ale go nie usłyszał.

Urocze.

Niewielkie doświadczenie i żaden mężczyzna nawet nie skłonił jej do dojścia.

To do niego należało wejść tam i uczyć ją. Coś, co lubił. Coś, na co czekał.

Coś, co teraz zaczynał.

- Jadłaś kolację? - zapytał.

- Byłam zbyt zła, żeby jeść. Pomyślałam, że… cóż… - wyrzuciła rękę - …złapię coś, kiedy wrócę do domu.

- Nie jedziesz do domu, więc złap coś tutaj.

Stała nieruchomo, zanim powiedziała - Okej - i ruszyła się.

Buford poszedł za nią.

Zapewne też lubił zapach truskawek.

Rzuciła ubrania na kanapę, zrobiła kanapkę i usiadła na stołku obok niego przy barze.

Przełknął kęs, spojrzał na nią i delikatnie zapytał - Moja dziewczyna jest okej?

Trzymała kanapkę w ustach. Odsunęła ją, spojrzała na niego i odpowiedziała - Twoja dziewczyna jest okej, Słonko.

- Dobrze - mruknął, pochylił się, dotknął ust jej ustami, a potem ugryzła swoją, a on wrócił do resztek swojej kanapki.

 

11 komentarzy: