poniedziałek, 29 listopada 2021

13 - Łamigłówka

 

Rozdział 13

Łamigłówka   

 

 

 

Dwa tygodnie i sześć dni później

Przeciągałam nóż przez płytę gipsowo-kartonową, kiedy usłyszałam dzwonek telefonu w kuchni.

Upuściłam nóż, wybiegłam z prowizorycznej stacji roboczej, którą ustawiłam w jadalni i złapałam go w samą porę, widząc, że na wyświetlaczu pojawia się „Jacob dzwoni”.

Przyłożyłam go do ucha - Hej Słonko.

- Gdzie jesteś?

Nie brzmiał na szczęśliwego.

Poczułam, że moje brwi się zsuwają i odpowiedziałam - W domu. Przycinam płyty gipsowo-kartonowe, aby łatać prace elektryczne - Zatrzymałam się, zanim kontynuowałam z uśmiechem - Mając Buforda w pobliżu, jestem teraz zdeterminowana, aby zostać mamą szczeniaka. I to takiego prawdziwego szczeniaka, jak na przykład takiego, który właśnie został odstawiony od piersi. Nie tylko psa, który wciąż jest dla mnie szczeniakiem, ale jest wystarczająco dorosły, by wiedzieć, że nie powinien już wszystkiego żuć. Więc muszę coś zrobić z tym odsłoniętym okablowaniem.

- Tniesz płyty gipsowo-kartonowe - stwierdził, wciąż brzmiąc na niezadowolonego, a ja nadal tego nie rozumiałam.

Cięłam płyty gipsowo-kartonowe, a nie gotowałam króliczki.

- Tak - potwierdziłam.

- Czy nie powinnaś być gdzieś indziej i robić coś innego?

Zamrugałam, przerzuciłam myśli, przypomniałam sobie i nie mogłam uwierzyć, że zapomniałam.

Ale to zrobiłam. Całkowicie. To nawet nie przyszło mi do głowy od przebudzenia do tej pory. Wszystkie moje myśli dotyczyły płyt kartonowo gipsowych i szczeniąt. Obudziłam się nawet, gdy Jacob mnie pocałował, zanim poszedł zrobić to, co robił ostatnio wczesnym rankiem, a potem wróciłam do snu.

Nie powiedział „do zobaczenia później”, ale prawdopodobnie nie sądził, że musi.

Jak to możliwe?

Moje oczy powędrowały do zegara w kuchence mikrofalowej, moje serce zamarło i czując nieszczęśliwe wibracje bijące we mnie przez telefon, wyszeptałam - O nie.

- Tak - warknął Jacob.

- Zajęłam się. Tak mi przykro. Muszę wziąć prysznic - powiedziałam - Ale szybki, zaraz będę.

- Byłoby dobrze - odpowiedział, wciąż zły.

- Czy już tam są?

- Właśnie dzwonił. Będą za dziesięć, piętnaście minut.

O nie!

- Pospieszę się - obiecałam.

- Racja - uciął - Później.

Potem się rozłączył.

Nigdy nie zakończył tak rozmowy.

Był bardzo zły.

Ale był powód, dla którego był zły. Jego rodzice przybyli do Denver trzy godziny temu. A ja miałam być u Jacoba pół godziny temu, żeby być tam, kiedy tam dotrą, abyśmy bez zwłoki mogli zacząć się poznawać.

Teraz, mając przed sobą prysznic, przygotowania do poznania rodziców i podróż, będę bardzo spóźniona. Innymi słowy, nie było czasu do stracenia, ponieważ w ogóle nie było czasu.

Więc zrobiłam to, co obiecałam.

Wbiegłam na górę i pospieszyłam się.

*****

Otworzyłam tylne drzwi Jacoba myśląc idiotycznie, że sądząc po SUV’ie, który widziałam na jego podjeździe, jego rodzice nie opierdalali się z wynajmem. Gdy tylko otworzyłam drzwi, zobaczyłam Buforda, który jak zwykle przyszedł mnie przywitać.

- Hej, pieseczku - wymamrotałam, pochylając się i głaszcząc go, co z konieczności musiało być szybkie, ponieważ musiałam wejść do domu, żeby spotkać rodziców Jacoba.

Podrapałam go dodatkowo w ucho, żeby to zrekompensować, wyprostowałam się i zobaczyłam Jacoba idącego korytarzem.

To nie wróżyło dobrze. Jacob nigdy nie spotkał mnie w tylnym holu.

Uśmiechnęłam się do niego z wahaniem - Hej Słonko. Przepraszam. Pospieszyłam się najlepiej, jak mogłam. Czy mieli dobrą podróż?

Zatrzymał się, obrzucił mnie wzrokiem od stóp do głów, nie odpowiedział na moje pytanie i zadał własne - Gdzie jest twoja torba?

- Moja co? - Zapytałam.

- Torba, Emme. Twoja torba na noc. Zostawiłaś to w Cletusie?

- Persefonie - poprawiłam automatycznie, ale nie uśmiechnął się jak zwykle, co pojawiało się szybko i łatwo, kiedy rozmawialiśmy o moim Bronco.

Zamiast tego zacisnął usta.

To było przerażające spojrzenie i wskazywało, że wciąż jest zły.

Nie wiedziałam, co z tym zrobić. Nie sądziłam, żeby Jacob kiedykolwiek był na mnie zły. Nie taki niezbyt zdenerwowany, bo niby kłóciliśmy się o kontrolę nad bronią, a jakby naprawdę nie obchodziło go to, co o tym myślę, po prostu lubił o to walczyć. Ale zamiast tego był na mnie zły.

Nie czułam się zbyt dobrze z tym, że się na mnie złościł. Wcale nie. Tym bardziej, że miał powód.

A poza tym nie rozumiałam, dlaczego pytał o moją torbę.

- Ja, cóż… nie przyniosłam torby - przyznałam.

Jego usta zacisnęły się.

Potem mruknął, gdy wyciągnął rękę i złapał mnie za rękę - To nie ma znaczenia. Masz dość gówna w łazience, żeby się wyszykować i możesz spać w jednej z moich koszulek.

Miałam dość „gówna” w jego łazience. To znaczy, jeśli miał na myśli szampon, krem nawilżający i takie tam. Podwoiłam kilka rzeczy, bym nie musiała ich cały czas dźwigać.

Ale spać w jednej z jego koszulek?

Nie zamierzałam spędzać tam nocy z jego rodzicami. Może zapomniałam o spotkaniu ich, ale nie zapomniałam, że nie planowaliśmy, że tu spędzę noc. Zapamiętałabym to, jakbyśmy to omawiali i odrzuciłabym tę opcję.

Jacob mógł spędzić noc w moim domu, kiedy mama i tata byli w pobliżu. Znali go.

Jego rodzice mnie nie znali.

Mogliby pomyśleć, że jestem puszczalska. Ostatnim wrażeniem, jakie dziewczyna chciałaby dać rodzicom mężczyzny, którego kochała po pierwszym spotkaniu z nimi, było to, że była puszczalska.

Chciałam pociągnąć za rękę, aby powstrzymać jego postęp, aby mu to wyjaśnić, gdy ciągnął mnie teraz korytarzem, ale nie sądziłam, że to poprawiłoby jego nastrój. Więc pozwoliłam mu się ciągnąć dalej.

Przeszliśmy przez wejście do dużego pokoju i zobaczyłam tatę Jacoba siedzącego na stołku przy barze i jego mamę stojącą za nim. Oboje popijali kawę.

Chociaż spotkałam ich tylko raz i spędziłam z nimi tylko dziesięć minut, pamiętałam ich żywo. To dlatego, że Jacob wiele dla mnie znaczył, więc spotkanie z jego rodzicami też miało znaczenie.

Było tak również dlatego, że byli niespodzianką.

Kolorystykę dostał od matki. Te same włosy, te same oczy, ten sam oliwkowy odcień skóry.

Była jednak stosunkowo drobna. Nie mogła mieć więcej niż metr sześćdziesiąt pięć. I była zaokrąglona. W przyjemny sposób, który najwyraźniej jej się podobał, ponieważ nie próbowała tego ukrywać. Nie trzymała się też, jakby nie czuła się z tym komfortowo.

Jego tata był jednak wielką niespodzianką.

Chociaż na twarzy Jacoba pojawił się ślad jego silnych, przystojnych rysów, Richard Decker wyglądał szlachetnie. Jego blond włosy wciąż były w większości blond, kiedy spotkałam go ponad dekadę temu. Teraz były srebrzystobiałe. Miał też niebieskie oczy. Był wysoki i dobrze zbudowany, teraz trochę miękki, a był trochę miękki w sposób, w jaki wyraźnie było widać, że lubił piwo, ponieważ miał stosunkowo duży brzuch piwny. Był o wiele wyższy od swojej żony, ale nie był tak wysoki jak Jacob. Miał może metr osiemdziesiąt dwa. Wiedziałam, że Jacob miał brata o imieniu Shane, którego nigdy nie spotkałam. Ale zawsze zastanawiałam się, czy Shane wyglądał jak jego tata lub mama, czy też był jak Jacob, mający najlepsze cechy z ich obojga, ale jeszcze lepsze w potomstwie.

- Cześć - przywitałam się, przypinając uśmiech do twarzy.

Kiedy odpowiadali na powitanie, zobaczyłam, że Karla Decker przygląda mi się uważnie, ale jej wyraz twarzy był przyjazny i gościnny. Nie odpowiadający na moje powitanie, Rich Decker również przyglądał mi się, robiąc to uważnie, ale w głębi jego oczu pojawiły się spekulacje. Nie chodziło o to, że nie wyglądał przyjaźnie. Po prostu jednym spojrzeniem wiedziałam, że jestem w trakcie przeglądu i muszę przejść kontrolę.

Aby to zrobić, wyciągnęłam rękę z Jacoba i najpierw podeszłam do jego ojca, ponieważ był najbliżej. Podniosłam rękę i poszerzyłam uśmiech.

- Naprawdę przepraszam za spóźnienie. Mam projekt, w środku którego jestem, a który do tej pory trwa trzy lata - próbowałam żartować. Rich nie uśmiechnął się. To mnie denerwowało, więc szłam dalej.

- Czasami, kiedy jestem w ferworze, tracę poczucie… no cóż… prawie wszystkiego - powiedziałam mu, wciąż się uśmiechając.

Rich wziął mnie za rękę, mocno ścisnął, a jego oczy nigdy nie spuszczały się z moich - Deck opowiedział nam o twoim domu, Emme. Ale dobrze, że w końcu udało ci się dotrzeć do jego.

To sformułowanie nie było najlepsze.

I nadal nie powiedział cześć ani nic zbliżonego do tego.

Nawet z tym niezbyt dobrym początkiem wytrwałam do chwili, kiedy pozwolił mi odejść. Zdjęłam torebkę z ramienia, rzuciłam ją na bar i podeszłam do Karli z podniesioną ręką.

- Cześć. Miło mi cię poznać. I jeszcze raz przepraszam - mruknęłam.

- W porządku, Słonko - odmruczała, jej oczy również nie spuszczały się z moich, a jej uścisk był cieplejszy - Ładny sweter - zauważyła, puszczając moją rękę.

Cóż, tak było lepiej.

- Dzięki - wymamrotałam, cofając się i wpadając na Jacoba.

Natychmiast objął moją klatkę piersiową w tym samym czasie, gdy poczułam mokry nos na dłoni. Jacob i jego pies, obaj rościli sobie do mnie prawo.

Natychmiast odsunęłam się od Jacoba, by pochylić się do Buforda, wyjaśniając - Biedny pieseczek. Kiedy tu przyjechałam, nie dostał swojej zwykłej porcji pieszczot. Najlepiej o to zadbamy.

Jeśli machanie ogonem było czymś, do czego mogłabym się odnieść, Buford zaaprobował mój wybór.

Jeśli spojrzenie, które zauważyłam, gdy spojrzałam przez ramię na Jacoba, gdy odsuwałam się od jego psa, było czymś, po czym mogłam wnioskować, popełniłam duży błąd.

Przygryzłam wargę, a ramię Jacoba znów mnie otoczyło, tym razem przy moim brzuchu, po czym zacisnęło się mocno, tak że moje plecy przylegały do jego przodu, więc zdecydowałam, że najlepiej będzie tak pozostać.

Spojrzałam między jego rodzicami.

- Jak wam minęła podróż? - zapytałam.

- Minęła - odpowiedział Rich, wpatrując się w ramię Jacoba obejmujące moją talię.

Spojrzał na moją twarz.

Posłałam mu kolejny uśmiech, ale był niepewny.

Nie odwzajemnił go.

- Cieszę się, że mieliśmy dobrą pogodę - zauważyła Karla i spojrzałam na nią.

Nie wyglądała na spekulującą ani złą. Spokojnie popijała kawę.

- Ja też - zgodziłam się.

Przestała popijać kawę i obdarzyła mnie szczerym uśmiechem, po czym powiedziała - Módlmy się po prostu, abyśmy zachowali to szczęście i nie mieli śniegu, kiedy tu jesteśmy. Niezbyt lubimy te białe rzeczy.

- Prognoza do tego jest dobra - podzieliłam się.

Znów się uśmiechnęła, po czym wzięła kolejny łyk kawy.

Wszyscy zamilkli.

To nie było wygodne. To było zaskakujące. Stało się tak dlatego, że Jacob normalnie tak robił, żeby wszystkim było wygodnie, w tym, a może przede wszystkim, mnie.

Nie denerwowałam się spotkaniem z Deckerami.

Teraz, ponieważ byłam idiotką, zdenerwowałam się.

Głupio postanowiłam przerwać ciszę.

- Czy wszyscy jedliście lunch?

- Czekaliśmy na ciebie - poinformował mnie Rich, po czym podniósł wzrok na syna - Umieram z głodu, chłopcze.

Na jego słowa szybko odskoczyłam od Jacoba, skierowałam się do lodówki i oznajmiłam - Racja. Lunch to moja domena. Jestem zabójcą z wędlinami, a Jacob zawsze ma zaopatrzenie. Będzie miał wszystko. Przyjmę zamówienia.

- Lunch to twoja domena? - zapytał Rich.

Zatrzymałam się z ręką na uchwycie lodówki i spojrzałam na niego - Jacob jest mistrzem w rzeczach, które wymagają garnków, patelni i pieczenia, więc robi kolacje. Średnio sobie radzę z mieszaniem, więc robię z wędlinami.

- Nie umiesz gotować? - zapytał Rich.

- Tato - mruknął Jacob.

- Uch… tak, umiem. Po prostu Jacob jest w tym lepszy - powiedziałam.

Chociaż myślałam, że to komplement dla jego syna, z wyrazu twarzy Richa jasno wynikało, że nie była to właściwa odpowiedź, ponieważ jego szczęka stwardniała, a wzrok skierował się na kubek z kawą na blacie.

- Właściwie, jeśli mamy tylko kanapki - wtrąciła się Karla, podchodząc do mnie - Mogę się tym zająć - Spojrzała mi w oczy - Ponieważ przez cały ranek pracowałaś nad swoim domem i w ogóle. Nie wiem, ale domyślam się, że to wyczerpujące.

- A ty spędziłaś poranek podróżując z południowej Kalifornii - przypomniałam jej - Nic mi nie jest, Karla, mogę zrobić lunch.

- A może ktoś wrzuci trochę mięsa między dwa kawałki chleba, żebyśmy wszyscy mogli jeść? - Rich zasugerował, dając wrażenie, że kanapki nie były jego ulubionym lunchem, ale w tym momencie wziąłby to, co mógł dostać.

- Tato - powtórzył Jacob, ale to nie był pomruk. To był warkot.

Można powiedzieć, że sprawy nie szły gładko.

Karla zbliżyła się i powiedziała cicho - Będziemy pracowały razem. Nakarmmy tych mężczyzn.

Uśmiechnęłam się do niej z ulgą i odpowiedziałam - Dobry pomysł.

Wyciągnęłam rzeczy z lodówki. Karla wyciągnęła chipsy z szafek. A kiedy byłam przy ladzie, zaryzykowałam spojrzenie na Jacoba.

Obserwował mnie badawczo, ale wydawał się pogrążony w myślach. Kiedy poczuł na sobie mój wzrok, skupił się, a ja posłałam mu nerwowy uśmiech.

Potem wyszeptałam, tak mi przykro.

Obserwował moje usta, a potem spojrzał mi w oczy.

Wreszcie obserwowałam, jak skóra wokół jego oczu staje się miękka, a kąciki ust unoszą się do góry. Lepiej, podszedł do mnie, pochylił się i dotknął swoimi ustami moich.

Kiedy cofnął się, wymamrotał - Wszystko spoko, kochanie. Tak?

Skinąłam głową.

Podniósł rękę do mojej szyi, przesunął kciukiem po mojej szczęce i odszedł.

Wzięłam oddech, wypuściłam powietrze i zauważyłam Richa, kiedy spojrzałam na paczki wędlin na ladzie.

Patrzył na mnie i nadal miał badawczy wzrok. Dobra wiadomość była taka, że teraz to nie wydawało się zirytowane. Po prostu zatroskane.

Spróbowałam kolejnego uśmiechu.

Zajęło mu to sekundę, ale odwzajemnił uśmiech.

Problem polegał na tym, że nie do końca docierał do jego oczu.

*****

Osiem godzin później…

Siedząc obok Jacoba i naprzeciwko swoich rodziców na kanapie Jacoba w wielkim pokoju, Jacob próbował przytulić mnie do siebie z ramieniem wokół moich ramion.

Nie udało mu się, bo zesztywniałam.

Dlatego Jacob zesztywniał.

Dość powiedzieć, że dzień nie był udany.

Wydawało się, że lunch uspokoił jego ojca i wpadliśmy krąg szczęścia, który trochę mnie odprężyło.

Sprawy uległy degeneracji, gdy usiedliśmy przy stole Jacoba do gry w Euchre, chłopcy przeciwko dziewczynom. Wtedy odkryłam, że Rich nie znosił rywalizacji, mimo że ani Jacob, ani Karla, ani ja nie robiliśmy tego.

Ludzie lubiący rywalizację zawsze ocierali się o mnie w niewłaściwy sposób i zwykle unikałam tych sytuacji.

Z tej nie miałam nadziei się wydostać, więc starałam się ją zignorować.

Było trudno, gdy Rich kwestionował prawie każdą kartę, którą rzuciłam, mimo że nie byłam jego partnerem i skończył piątą grę, którą wygrali (i na szczęście ostatnią, w którą graliśmy), mówiąc - Dzięki Ci Chryste, że tego nie przetasowaliśmy chłopak- dziewczyna, chłopak-dziewczyna.

Znaczenie jego słów nie umknęło mi.

Również Jacobowi.

Dobra wiadomość była taka, że jeśli Jacob nadal był na mnie zły za spóźnienie, to już teraz nie był.

Zła wiadomość była taka, że nie był już na mnie zły, ponieważ był wkurzony na swojego tatę.

Wiedziałam o tym, kiedy powiedział - Tato, mam ci coś do pokazania - w sposób, który oznaczał, że jego ojciec pójdzie z nim lub Jacob go tam zaciągnie.

Rich spojrzał na swoją żonę, która również patrzyła na niego, jakby nie był jej ulubioną osobą. Potem poszedł za swoim synem.

Kiedy wrócili, wpadliśmy w dość komfortową rozmowę, która została przerwana, gdy poszliśmy do Rosalindy na kolację i rozmowa zeszła na naszego obecnego prezydenta.

Podobnie jak jego syn, Rich i ja nie zgadzaliśmy się z człowiekiem, który piastował ten urząd.

W przeciwieństwie do jego syna, dyskutowanie z nim nie było zabawne. Doprowadziło to do tego, że czułam się coraz bardziej nieswojo, Rich coraz bardziej naciskał, aby zmusić mnie do wyjaśnienia mojej wyraźnie idiotycznej opinii (według niego), a ja coraz mocniej starałam się wyrwać z dyskusji.

Jacob był w tym moim skrzydłowym. Nie zgadzał się z moją opinią, ale starał się w uprzejmy sposób przenieść rozmowę na lżejsze tony.

Jego ojciec nic sobie z tego nie robił.

Dlatego Jacob zaczął się wkurzać. Zobaczyłam to, poczułam i w pewnym momencie, kiedy niski, krótki pomruk wyrwał mu się z gardła, usłyszałam to.

Nie byłam wkurzona.

Byłam przerażona.

Ten dzień był totalną katastrofą (częściowo z mojej winy), a ojciec Jacoba totalnie mnie znienawidził.

To Karla wkroczyła w to, przykuwając wzrok męża, mówiąc cicho, ale stanowczo - Dosyć, Richardzie - a następnie patrząc na mnie i równie stanowczo zmieniając temat.

Nie doszliśmy do siebie po tym i wróciliśmy do Jacoba. Jego tata, Jacob i ja, cieszyliśmy się szklanką piwa Jacoba, a jego mama kończyła wieczór lampką wina.

To była jedyna rzecz, jaka każdemu się podobała. Rozmowa była sztywna, a ja byłam nerwowym wrakiem.

Zauważyłam, że oczy Richa zwęziły się na mnie, kiedy usztywniłam się od jego syna, ale na szczęście zaraz potem wstał i ogłosił - Czas na trochę snu.

Nie mogłam stłumić westchnienia ulgi.

Nie skończyłam wzdychać, zanim usłyszałam, jak Jacob wydaje zirytowany dźwięk nisko w gardle, co powiedziało mi, że słyszał mój wydech, wiedział, że poczułam ulgę i nie podobało mu się to aż tak bardzo.

Aby to zakryć, wyskoczyłam i przypięłam sztuczny, jasny uśmiech na moją twarz trzytysięczny tego dnia, i skłamałam - Dzisiaj było wspaniale. Nie skłamałam, kiedy powiedziałam - Mam nadzieję, że będziecie dobrze spali.

- Oczywiście, kochanie - mruknęła Karla, posyłając mi ciepłe spojrzenie, a mężowi zimne, i jednocześnie wstając z kanapy.

Wymieniono życzenia dobrej nocy. Jacob dostał uścisk od swojej mamy. Ja dotyk w policzek. Jacob dostał od taty klapsa w ramię. Ja zobaczyłam roztargniony podbródek, który rzucił w moją stronę, kiedy był już prawie w wyjściu na korytarz.

Zniknęli.

Zamknęłam oczy.

- Mała.

Na wezwanie Jacoba otworzyłam oczy i oznajmiłam cichym głosem - Czas, żebym wracała do domu.

Wtedy właśnie oczy Jacoba się zwęziły.

Niedobry znak.

Najwyraźniej mój zły dzień jeszcze się nie skończył.

- Co? - zapytał.

- Powinnam wracać do domu. Teraz. - Następnie dla lepszego efektu dodałam - Jestem bardzo zmęczona.

- Śpisz tutaj - stwierdził, a ja pokręciłam głową.

- Myślę, że twoi rodzice będą chcieli mieć Strefę Wolną Od Emme, kiedy wstaną rano.

Podszedł bliżej i pochylił podbródek, by spojrzeć mi w oczy.

- Emme, śpisz tutaj.

Uniosłam rękę i położyłam ją na jego klatce piersiowej, opierając się o niego.

- Ważne jest dla mnie również, aby nie myśleli, że jestem puszczalska.

Głowa Jacoba drgnęła, nawet gdy powoli mrugnął.

Potem poinformował mnie - Wkroczyli w XXI wiek razem z nami, Emme. I nie rozmawiałem o tym z żadnym z nich, mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobię, ale nadal uważam, że wiedzą, że nie jestem prawiczkiem.

To było zabawne, więc uśmiechnęłam się do niego, pochylając się dalej.

- Dzisiaj nie było dobrze, Słonko - zauważyłam cicho - To moja wina, ale myślę, że może potrzebują trochę czasu z synem.

- Zdobędą go i dostaną go razem z kobietą swojego syna.

- Jaco…

Przerwał mi, aby powiedzieć - Nie spaliśmy osobno od tamtej pierwszej nocy, kiedy się spotkaliśmy. Nie zaczniemy teraz.

Podobało mi się, że to coś dla niego znaczyło i chciałam kontynuować nasz związek tak samo, jak mnie to przerażało.

Ale nie było mowy, żebym została.

- Dobrze, pozwól mi przeformułować - zaczęłam - Dzisiejszy dzień nie był dobry dla mnie. Twój tata nie jest moim największym fanem i…

Odciął mi - On to przetrawi.

Poczułam, że moje oczy stają się duże i pochyliłam się bliżej - Jacob, był totalnie wkurzony, że się spóźniłam. Nie przezwyciężył tego przez cały dzień i dawał mi o tym znać.

Powiedziałam to, ale nie powiedziałam, że chociaż niegrzecznie było się spóźnić, to nie było tak, że zapomniałam o nich, bo byłam w domu i wkładałam żyletki do wielkanocnych cukierków dla wszystkich dzieci z Gnaw Bones.

Schrzaniłam sprawę i ludzie to robili.

Również przeprosiłam.

Co oznaczało, że jego tata mnie nie lubił, ale też nie byłam jego wielką fanką.

- Ostatnią kobietą, do której podszedłem poważnie, była Elsbeth - zauważył.

Zamknęłam buzię i odchyliłam się nieco.

Jacob uniósł rękę, by owinąć się wokół boku mojej szyi i sprowadził mnie z powrotem, przysuwając twarz jeszcze bliżej.

- Wiesz, jak to się skończyło. Oni też - zakończył.

- Minęło dziewięć lat, a ja nie jestem Elsbeth - odpowiedziałem.

- Wisiałem na niej przez dziewięć lat, a ty nie jesteś Elsbeth, ale ją znałaś. Wiesz, że notorycznie spóźniała się na wszystko i, kurwa, wszędzie. Prawdopodobnie miał retrospekcję i gdybyś nie odsuwała się lub nie zachowywała się tak, jakby mój dotyk parzył za każdym razem, gdy się zbliżałem do ciebie, przezwyciężyłby to.

- Nie odsuwałam się ani nie zachowywałam się tak, jakby twój dotyk parzył - odpowiedziałam.

- Mała - stwierdził i nie powiedział więcej ani słowa, ale jego usta zacisnęły się, gdy skończył je wypowiadać.

Z drugiej strony, chociaż raz „mała” powiedziało wszystko. Roztrzęsiona i przerażona, właśnie to zrobiłam i oboje o tym wiedzieliśmy. Dlatego nie mogłam się z tym spierać.

- W porządku, a co powiesz na to? - zapytałam - Chcę iść do domu, bo ja potrzebuję przerwy. Muszę to przemyśleć i może przywieziesz ich jutro na wycieczkę po moim domu, a spróbuję ponownie.

- Co powiesz na to? - Jacob odpowiedział natychmiast - Śpisz tam, gdzie twoje miejsce, obok mnie, a wszyscy pojedziemy tam jutro, abyś mogła ich oprowadzić po lunchu.

- Słonko, czy nie możesz zrozumieć, co mi chodzi? - błagałem.

- Kochanie, mógłbym, gdybyś nie zapomniała, że moi pieprzeni rodzice przyjeżdżają do miasta. Coś, co wiesz od tygodni. Co do czego zrobiliśmy dokładne plany kilka dni temu. Coś, co musiałaś wiedzieć, że znaczyło coś dla wszystkich zaangażowanych. Potem pokazujesz się i nie zachowujesz się jak ty, co, skoro prowadzimy tę rozmowę, zaznaczę, że od jakiegoś czasu nie zachowywałaś się jak ty.

Zamrugałam na jego słowa, nie wspominając o jego podstępnym ataku, i pociągnęłam szyją jego dłoń.

Zacisnął ją, więc przestałam ciągnąć i zapytałam - Co?

- Odkąd Faye urodziła dziecko, odsuwałaś się.

- Nie odsunęłam - odpowiedziałam - Byłam sobą. A tak przy okazji, nie zachowywałam się dzisiaj jak ja, ponieważ Rich mnie w zdenerwował.

Zignorował moje drugie stwierdzenie i wrócił do swojego wcześniejszego tematu.

- Nie odbierasz moich telefonów, a nigdy nie ich przegapiałaś. Oddzwaniasz po godzinach, ale tylko jeśli zostawię wiadomość. Nigdy do mnie nie dzwonisz, co zwykłaś robić ot tak, bez powodu. I przychodzisz do mnie później i później albo piszesz do mnie prosząc, żebym pokazał się u ciebie później i później, bo podobno masz gówno do zrobienia.

- Mam mniej o jednego pracownika w tartaku i jestem w trakcie zatrudniania tymczasowego zastępcy, który w rzeczywistości nie będzie tymczasowym zastępcą, gdy Dane pójdzie siedzieć, więc musi być odpowiednim facetem do pracy - przypomniałam mu.

- Tniesz tarcicę? - zapytał.

- Nie - odpowiedziałam.

- W takim razie musisz umieścić ogłoszenie w gazecie i przesiać aplikacje, Emme. To nie tak, że jesteś w tartaku, pracując ramię w ramię ze swoimi chłopcami.

Poczułam, że moje plecy się prostują, a oczy się mrużą - Nie znasz wszystkich tajników mojej pracy, Słonko.

- Wiem, że zatrudnienie jednego faceta nie zajmuje pięciu dodatkowych godzin twojego dnia, mała.

- Nie powiedziałam, że to zajmuje to pięć dodatkowych godzin - odpaliłam.

- Więc dlaczego nagle jesteś niedostępna przez cały pieprzony dzień? - zapytał - Niedostępna, kiedy wcześniej zawsze cię miałem.

- Aklimatyzujemy się, Jacob. Wcześniej to, co mamy, dopiero się zaczynało. Było świeże. Nowe. Teraz jest częścią życia.

- Emmanuelle, widujemy się niecałe dwa miesiące. To wciąż dopiero się zaczyna. I mała, wiedz tylko, że wczesny etap związku jest najlepszy, więc może będziemy chcieli trzymać się tego tak długo, jak tylko możemy.

- Mam życie, Jacob. Muszę nim żyć i nas w nie wpasować.

Wiedziałam, że nie należało tego mówić.

A wiedziałam to, kiedy się odsunął, zabierając rękę z mojego karku i powiedział - Wybacz, mała. Nie miałem pojęcia, że trudno będzie ci mnie wpasować. Wpasuj się w poznanie moich rodziców. Włóż trochę wysiłku, żeby mój tata cię polubił. Powinnaś mieć na to ochotę.

Posunął się za daleko.

- Nie to miałam na myśli - warknęłam.

- Tak powiedziałaś – odpalił.

Wzięłam nierówny, zirytowany oddech.

Potem powiedziałam - Może powinniśmy to dokończyć, kiedy twoi rodzice wrócą do domu, a przynajmniej wtedy, gdy nie będą tylko korytarz dalej.

Potrząsnął głową i stwierdził dziwnie - Mówiłem ci, że kiedy to się zacznie dziać, Emme, ja to powstrzymam.

Poczułam, że moje brwi się ściągają i zapytałam - Powstrzymasz co?

- Twoje odłączanie.

Kolejny atak z zaskoczenia, na który zareagowałam fizycznie.

Zrobiłam pół kroku do tyłu i szepnęłam - Nie odłączam się.

- Całkowicie pieprzenie odłączasz - jego spojrzenie na mnie stało się intensywne i kontynuował - Po prostu nie rozumiem, co to popchnęło. Ale cokolwiek to było, położę temu kres.

- Jacob…

- I robię to, mówiąc, że spędzasz tu noc. Jak nie, to mamy problemy. A jutro przejdziesz to i spróbujesz jeszcze raz z moim tatą. Kiedy cię pozna, moją Emme, Emme, którą mi dajesz, kiedy się nie odsuwasz, pokocha cię. Potem, kiedy wyjadą, usiądziemy i porozmawiamy o różnych gównach.

Nic z tego nie zamierzałam robić i dlatego poinformowałam go - Nie zgadzam się z tym planem, Jacob.

- Mam to w dupie, Emmanuelle.

Zdecydowanie nadszedł czas, aby to rozłożyć, ale tego, co musiałam rozłożyć, nie dało się podsłuchać.

Podeszłam więc blisko i szepnęłam - W porządku, spóźniłam się. To było złe. Zapomniałam. To było gorsze. Nie powinnam była tego robić, ale przeprosiłam. Wiem, że go kochasz i jesteś blisko, ale to twój tata był dla mnie niefajny, Jacob. Cały dzień. A jeśli jesteś z nim tak blisko i nie mogłeś tego zauważyć, przypomnij sobie, jak zareagowała na to twoja mama. Nie była zadowolona, ponieważ wiedziała, tak jak ja, że to było niefajne.

- Chce, żeby jego syn był szczęśliwy, a kobieta, która nie przejmuje się spotkaniem z rodzicami na tyle, żeby o tym pamiętać, a potem zachowuje się tak, jakby wolała być gdziekolwiek indziej, powiedzmy, przybita do krzyża, nie będzie rodzajem kobiety, która mogłaby uszczęśliwić jego syna.

To było do bani, że potrafił być zabawny, kiedy się kłóciliśmy.

Przeszłam nad tym, że Jacob był zabawny.

- Uh… podkreślam, że chciałam być gdzie indziej, ponieważ twój tata nie był ze mną w porządku. A teraz chcę być gdzie indziej, widząc, że ty nie jesteś ze mną w porządku.

Jacob patrzył mi przez chwilę w oczy, spojrzał na swoje buty, potem spojrzał na mnie i wszczął kolejny podstępny atak.

- Kocham cię - wyszeptał.

Poczułam te słowa jak fizyczny cios i straciłam oddech.

Jak za pierwszym razem, gdy je powiedział.

To był jedyny raz, kiedy je powiedział.

- Kocham cię, Emme. Powiedziałem to raz, nie powiedziałem tego ponownie. Powiedziałaś to, nie usłyszałem tego ponownie. Więc wyjaśnię to. Kocham cię, kochanie, i czuję, że odłączasz się ode mnie. Kochasz mnie i mam nadzieję, że jak mówię ci, że to właśnie czuję, coś znaczy, wystarczająco dużo, żebyś posłuchała i pomogła mi to powstrzymać.

Mój głos był łagodniejszy, kiedy powiedziałam - Nie odłączam się, Słonko.

- Poczuj to, Emme.

Nie chciałam tego. Nigdy tego nie chciałam. Nigdy.

Aby to zatrzymać, wyszeptałam - Ja też cię kocham, Jacob.

Zamknął oczy, ulga przeniknęła przez jego przystojną twarz.

Taka ulga, że to mną wstrząsnęło.

Ta ulga sprawiła, że zadałam sobie pytanie, czy odłączałam się?

Zanim mój umysł zdołał odpowiedzieć na to pytanie, ruszył szybko. Podniósł obie ręce, położył je na mojej szyi, wsunął je we włosy i zbliżył się. Ale bardziej zbliżył twarz.

- Masz rację. Cały dzień mój tata był kutasem. Zapomniałaś, spóźniłaś się, to było rozczarowujące. Nie rozumiałem, ale przeprosiłaś. Rozmawiałem z nim, to nie pomagało na długo. Jak jutro znowu wyciągnie to gówno, będę cię wspierał. Ale Emme - w jego głosie brzmiało ostrzeżenie - Jak odbyliśmy pogawędkę, on mnie nie słyszał. Więc jutro, jeśli każe mi to zrobić jeszcze raz, nie zabiorę go na zewnątrz, żeby powiedział to, co mam do powiedzenia. Aby podkreślić, po prostu powiem to głośno. Dzisiaj miałem na uwadze, że nie byłaś sobą. Jutro zrobię to, co muszę. Musisz być na to przygotowana.

To nie brzmiało zabawnie.

Dlatego zasugerowałam - Może powinieneś dać mu bezpieczne miejsce i porozmawiać z nim rano, kiedy mnie nie będzie w pobliżu.

- A może powinniśmy złożyć oświadczenie, że skoro tu jesteś, to twoje bezpieczne miejsce, mój dom lub cokolwiek, co ma ze mną związek i on musi mieć to na uwadze.

Jego sugestia była lepsza.

A jego słowa były niesamowite.

W całej tej męczącej dyskusji wiedziałam kilka rzeczy na pewno. Gdyby to nie było ważne, Jacob by o tym nie wspomniał. Jeśli powiedział, że coś ode mnie wyczuwa, to czuł to. A jeśli coś czuł, może było coś do odczuwania.

Co zwróciło moją uwagę na fakt, że w gruncie rzeczy zapomniałam o spotkaniu z jego rodzicami. To było szalone. Miał rację. Od tygodni wiedziałam, że przyjadą i mieliśmy plany, o których nigdy nie powinnam była zapomnieć. Nigdy nie spotkałam rodziców chłopaka, ale to nie znaczyło, że nie wiedziałam, że to ważne.

Nie byłam lekkomyślna. Nie byłam zapominalska.

Nie wiedziałam, jak to się stało. Po prostu wiedziałam, że się stało.

A nie powinno.

Dlatego nadszedł czas, aby się wycofać.

Podniosłam ręce do jego klatki piersiowej, pochyliłam się i przyznałam - Spieprzyłam. Nie wiem, o czym myślałam. Jak wciągnęłam się w to, co robiłam i zapomniałam. Nawet nie wiem, dlaczego zaczęłam robić to, co mnie wciągnęło. Wiem tylko, że tak bardzo schrzaniłem, że się zdenerwowałam i dlatego nieciekawie się dzisiaj do ciebie odnosiłam - przyciszyłam głos - A im częściej twój tata mnie zaczepiał, tym bardziej się denerwowałam, tym gorzej było. Ale to nie chodziło o twojego tatę. Zaczęło się ode mnie i do tego naprawdę przepraszam, Słonko.

Oczy Jacoba zatrzymały mnie przez chwilę, robiły to intensywnie i nie było to komfortowe głównie dlatego, że czułam, jakby próbował spojrzeć przeze mnie, aby przeczytać słowa zapisane w mojej duszy.

Na szczęście minęła tylko chwila, po czym sięgnął po dotyk ust, co było naprawdę słodkie, ponieważ w ten sposób Jacob przyjął moje przeprosiny.

Odsunął się i jedna z jego rąk pozostała w moich włosach.

Druga zsunęła się po moim kręgosłupie i objął mnie ramieniem.

- Było, minęło - mruknął, ale jego wzrok nigdy nie opuścił mojego, gdy zapytał - Byłaś zdenerwowana spotkaniem z nimi?

Nie sądziłam, żebym była. Ludzie mnie lubili. Nie sądziłam, że jestem najwspanialszą osobą na świecie, ale nie byłam suką.

Ale może to było to. Może to były utajone nerwy, z którymi obudziłam się tego ranka i z tego powodu zablokowałam ich w pamięci i zachowywałam się jak idiotka. I może właśnie dlatego ostatnio zachowywałam się dziwnie, dając Jacobowi wrażenie, że go odpychałam.

Mam nadzieję, że to było to.

- Nie myślałam, ale może byłam - odpowiedziałam szczerze.

Skinął głową, a potem powiedział - Poważnie, mała, zwykle są bardzo spoko. Szczególnie tata.

Przycisnęłam swoje ciało do jego, objęłam go ramionami, ale zrobiłam to prostując swój kręgosłup z determinacją, zanim oświadczyłam - Jutro go zdobędę.

Zadeklarowałam to. Zamierzałam spróbować. Miałam tylko nadzieję, że dam radę.

Jacob w końcu się uśmiechnął i wtedy ogarnęła mnie ulga.

- Wiem, że tak zrobisz - powiedział cicho.

Potem pochylił się po kolejny dotyk ust.

Nachyliłam się do niego, ściskając go w ramionach i dotyk zmienił się w krótki, słodki pocałunek, po którym podniósł głowę i zaproponował - Chodźmy do łóżka.

Męcząca dyskusja skończona. Zły dzień się skończył.

Gotowe.

Dobre rzeczy nachodziły.

Tak było, więc uśmiechnęłam się.

*****

Pięć i pół godziny później…

Otworzyłam oczy i poczułam, że łóżko jest puste (oprócz Buforda).

Jacob nie spał, ale nie czytał.

Robił to niezbyt często, ale robił i powiedział mi, że kiedy się obudziłam on albo ćwiczył, poszedł pobiegać, albo trochę pracował. Więc kiedy to się stało i obudziłam się podczas tego, zwykle kładłam się z powrotem spać.

Ale tym razem nie zasnęłam, bo tym razem, po bardzo złym dniu, martwiłam się, że zostawił mnie z innych powodów.

Kocham cię kochanie i czuję, że odłączasz się ode mnie.

Nie sądziłam, że to robię, ale z tym, co powiedział, nie mylił się. Pozwalałam, by telefon dzwonił, nawet gdy dzwonił tuż obok mnie i widziałam jego imię na wyświetlaczu. Robiłam to, mówiąc sobie, że jestem zajęta i wrócę do niego, kiedy wcześniej, łapałam go, zanim zadzwonił dwa razy.

Dzwoniłam też zwykle z byle jakiego powodu - u mnie czy u ciebie, co jest na kolację, właśnie wydarzyła się ta denerwująca rzecz i muszę to z siebie wyrzucić - a on zawsze od razu odbierał. Ale teraz, nawet kiedy miałam coś do powiedzenia, mówiłam sobie, że jest zbyt zajęty, by odebrać ode mnie telefon.

Chociaż wydawało się, że dużo pracował, a ostatnio nawet więcej, nigdy nie był zbyt zajęty, żeby odebrać ode mnie telefon. Do diabła, powiedział mi nawet wprost, że nigdy nie będzie zbyt zajęty, żeby odebrać ode mnie telefon.

- Co się ze mną dzieje? - szepnęłam do poduszki.

Żadna odpowiedź nie przeszła przez mój mózg. Nie podobało mi się to, czułam się dziwnie, nie mając wystarczającego doświadczenia, by po prostu wiedzieć, że nie mogę pozwolić, by to trwało, więc wstałam z łóżka, zostawiając za sobą lekko chrapiącego Buforda i wędrując ciemnym korytarzem.

Znalazłam Jacoba w jego biurze, tyłem do mnie, twarzą do komputera.

Więc nie spał i pracował.

- Hej! - zawołałam, kiedy weszłam do drzwi, a on obrócił się fotelem twarzą do mnie.

Jego oczy natychmiast stały się ciepłe.

To był dobry znak.

- Hej - odpowiedział - Dlaczego wstałaś?

Podeszłam do niego i kiedy zatrzymałam się blisko, odpowiedziałam - Łóżko było puste.

Jego oczy zrobiły się cieplejsze i otoczył ramieniem moje biodra, przyciągając mnie do boku fotela i odchylając głowę do tyłu. Pochyliłam się na jego zaproszenie i dotknęłam ustami jego.

Odsunęłam się, nie zamierzając iść zbyt daleko, ale i tak nie mogłam, ponieważ jego druga ręka uniosła się i owinęła wokół mojej szyi.

Oparłam się i zapytałem - Pracujesz?

- Tak. Sprawa się nie układa. Coś jest nie tak. Nie mogę go zlokalizować.

To też był dobry znak. Zostawił mnie nie z powodu naszej męczącej dyskusji lub niepokoju z powodu tego, co się między nami dzieje, że ja go odpycham. Odszedł, bo miał na głowie coś innego, nad czym musiał popracować.

Na te wieści uśmiechnęłam się do niego i droczyłam - Ty, Potężny Jacob?

Odwzajemnił uśmiech i odpowiedział - Tak. Ja.

Wsunęłam rękę na jego klatkę piersiową i wyszeptałam - Poradzisz sobie.

- Tak - odszepnął.

- Masz łamigłówkę, której nie możesz rozwiązać, rozumiem, że chcesz się do tego zabrać - powiedziałam mu, a potem dodałam - Ale lubię budzić się z tobą.

Jego oczy zrobiły się jeszcze cieplejsze - Dam temu kilka godzin, wrócę i poczytam.

- Dziękuję, Słonko.

- Dla ciebie zawsze, kochanie.

Przesunęłam rękę dalej w górę, zatrzymując się, by zacisnąć ją wokół ciemnego zarostu na jego szczęce i ponownie pochyliłam się, by dotknąć ust.

Tym razem, kiedy się cofnęłam, zatrzymałam się, zatrzymałam jego wzrok i wyszeptałam - Kocham cię, Jacob.

Ciepło w oczach, łagodność na twarzy, kąciki ust uniesione, tak piękne, wszystko dla mnie, odszepnął - Też cię kocham, Emme.

Zsunęłam rękę w dół, przesunęłam kciukiem wzdłuż pofałdowanego grzbietu jego gardła, zapamiętałam wyraz jego twarzy i uśmiechnęłam się do niego.

Odsunęłam się i Jacob pozwolił mi odejść. Odwróciłam się do drzwi i zamarłam.

To dlatego, że Richard Decker stał w drzwiach w piżamie ze skrzyżowanymi ramionami, ramionami przy framugach i patrzył.

- Kurwa. Poważnie? - Jacob warknął.

On też widział swojego ojca.

Usłyszałam jego fotel, poczułam, jak odjeżdża, a potem poczułam, jak stoi obok mnie.

Czułam też, że był zły.

Wtedy poczułam, że moje ciało napina się.

No dobrze, oficjalnie to był następny dzień, więc to nie wróżyło dobrze, że będzie lepszy.

- Teraz to - oznajmił jego ojciec - …to właśnie lubię widzieć.

Odprężyłam się lekko, ale tylko dlatego, że mnie to zdezorientowało.

Nie zmyliło to Jacoba.

Wiedziałam o tym, kiedy wyrzucił z siebie - Tato. Nie. Cholernie. Fajne.

Rich całkowicie go zignorował i spojrzał na mnie - Dzisiaj, Emme, byłem dupkiem. Przepraszam. Byłaś zdenerwowana, to było oczywiste. Nadal byłem dupkiem. Za to też przepraszam. Wynagrodzę ci to jutro rano, robiąc ci moje słynne na całym świecie pancakes.

Może byłam w błędzie. Brzmiało to jak wskazówka, że dzisiejszy dzień będzie lepszy.

- Tato, twoje pancakes są do bani - odparł Jacob.

Moje oczy zrobiły się duże i odskoczyłam do tyłu, by zobaczyć, jak krzywo patrzy na swojego ojca.

Schrzanił potencjalnie dobry dzień!

Żeby przestał to robić, szturchnęłam go łokciem w żebra.

Zachowywał się, jakby tego nie czuł i wciąż krzywił się na swojego ojca.

- Zapomniałem. To Shane lubi moje pancakesy - wymamrotał Rich.

- To nie są pancakes. To naleśniki. A naleśniki są do bani - odparł Jacob.

Całkowicie schrzani to!

-  Jacob! - warknęłam.

Niestety nie skończył.

- Chyba że mają w sobie tę czekoladę z orzechami laskowymi, coś, czego ja nie mam.

- Masz sklep spożywczy - odparł Rich.

- W niedzielę rano nie pociągnę tyłka do sklepu spożywczego po czekoladę z orzechami laskowymi - odciął się Jacob.

- Więc przestań na to zrzędzić - rozkazał Rich.

- Nie zrzędzę. Mówię, że kupiłem mamie maślankę na jej pancakesy, które naprawdę lubię. I właśnie to będziemy mieć. A, nawiasem mówiąc, słyszysz jak ja zrzędzę, kiedy zamiast tego jestem wkurzony, że czaisz się i szpiegujesz Emme i mnie - stwierdził Jacob.

Zamknęłam oczy.

- Nie szpiegowałem - odpowiedział Rich.

Otworzyłam oczy, bo to było kłamstwo w żywe oczy.

Opierał się o drzwi, obserwując nas!

- Stałeś w moich drzwiach bez mojej wiedzy ani Emmy i słuchałeś? - Jacob wykazał mu kłamstwo.

- Tak, ale to nie jest szpiegowanie. Ukrywasz się, kiedy szpiegujesz. Nie ukrywałem się. Słuchałem.

Jacob spojrzał w sufit.

Prawdę mówiąc, miał rację. W zabawny sposób. Więc wybuchnęłam śmiechem.

Przełknęłam to, kiedy Jacob przestał patrzeć na sufit, żeby móc skierować swój gniewny wzrok na mnie.

- To nie jest zabawne - oświadczył - To wścibski drań. Zawsze tak było. To nie było w porządku, kiedy byłem nastolatkiem, który odbierał odczucia swojej dziewczyny oglądającej telewizję w naszej piwnicy. Zdecydowanie nie jest w porządku, kiedy jako trzydziestosiedmioletni mężczyzna spędzam chwilę z moją dziewczyną w moim własnym pieprzonym domu.

Jedyne, co mogłam pomyśleć po tym stwierdzeniu, to to, że cieszę się, że Jacob unikał normy i nie miałam się czego wstydzić, kiedy jego tata obserwował.

Mogłam tylko powiedzieć - Nie powinieneś nazywać swojego taty draniem.

- Emme, to była nasza chwila, nie jego - stwierdził Jacob.

- To prawda, ale nie planowaliśmy przejęcia znanego świata, więc teraz, kiedy już wie, musimy go zabić - zauważyłam.

Właśnie wtedy Rich wybuchnął śmiechem.

Spojrzałam na niego i poczułam, jak coś we mnie się rozluźnia. Mogło to mieć związek z faktem, że śmiech Richa był jedynym momentem, kiedy wyglądał bardzo podobnie do swojego syna, innymi słowy, był niezwykle przystojny, a nie zwyczajnie przystojny. Chodziło głównie o to, że on w ogóle to robił i to ja go do tego skłoniłam.

Nie chciałam być lizuską, ale uważałam, że to ważne, aby wykorzystać przewagę, więc kiedy przestał się śmiać, powiedziałam mu - Zjem rano twoje naleśniki, Rich.

Wciąż się uśmiechając, odpowiedział - To pancakes, Emme.

- Okej - szepnąłam.

- Czy możecie wyświadczyć mi przysługę i zawiązywać przyjaźń, kiedy nie będzie trzecia trzydzieści nad ranem? - zapytał Jacob.

Znowu to wszystko chrzanił.

Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam na niego.

Pochwycił moje spojrzenie, grymas opuścił jego twarz i uśmiechnął się do mnie.

Potem pochylił się i musnął moje usta ustami, odsunął się i powiedział - Buford jest samotny.

Nie miałem szansy odpowiedzieć, ponieważ Rich zaproponował - Odprowadzę cię do twojego pokoju, Emme.

Jacob i ja spojrzeliśmy na jego tatę.

- Jest w korytarzu, tato - zauważył Jacob - Myślę, że trafi tam sama bez pomocy.

- Tak. Ja wiem. Ona wciąż idzie tam ze mną - odpowiedział.

Nie byłam pewna, czy to dobrze, czy źle.

- Jak tam dotrze, niech znowu dobrze śpi - ostrzegał Jacob.

Najwyraźniej Jacob myślał, że to złe.

- Już ci powiedziałem, że skończyłem z byciem dupkiem - odparł Rich.

- Zobaczę, to prawda, kiedy moja dziewczyna będzie mogła spać spokojnie - rozkazał Jacob.

Nie było mi wtedy łatwo oddychać. Ojciec i syn wpatrywali się w siebie. Nie bardzo wiedziałam dlaczego, ponieważ wydawało mi się, że wszystko się ułożyło, więc nie wiedziałam dokładnie, co robić.

Wiedziałam tylko, że Jacob nie marnował czasu na „wspieranie mnie” przed jego tatą.

Co sprawiło, że poczułam się miękka w środku.

Ale ja, będąc mną, też nie pozwoliłam temu trwać przez czas, kiedy wydawało się, że będzie (to znaczy wieczność), więc włączyłam się w to.

- Zaczęłam dzień od kozłów, pił, noży do przycinania i płyt kartonowo gipsowych. Więc chyba powinnam odpocząć, żeby mieć energię, żeby jutro zjeść naleśniki w jakiejkolwiek formie, w jakiej do mnie przyjdą.

To zadziałało. Wpatrywanie się skończyło. Jacob objął mnie ramieniem w talii, uścisnął i pochylił się, żeby pocałować mnie w bok głowy, zanim mnie puścił.

Podeszłam do jego taty, zaglądając przez ramię i mówiąc - Noc, Słonko.

- Noc, Emme - mruknął Jacob, po czym jego oczy powędrowały do ojca. - Tato.

- Deck - odparł Rich, kąciki jego ust wykrzywiły się.

Dotarłam do drzwi. Zszedł mi z drogi i oboje ruszyliśmy korytarzem. Nie był to długi dystans, ale zrobiliśmy to w ciszy, więc czułam go jak boisko do piłki nożnej.

Zatrzymałam się przed drzwiami Jacoba i usłyszałam ciche chrapanie Buforda.

Dostałam przystojnego, wysokiego, silnego, czułego mężczyznę, który był geniuszem i nie chrapał.

Całkowite najwyższe trafienie.

Ale przyszedł z psem, który zabierał łóżko i chrapał, chociaż cicho.

To był remis. Zmuszało mnie to do przytulania się do Jacoba, ponieważ nie miałam miejsca do poruszania się, ale z drugiej strony nie miałam miejsca do poruszania się. A chrapanie - pies, człowiek, czy Marsjanin - nie było zabawne. Mimo to Buford był uroczy i lubił mnie, więc nie powinnam narzekać.

Odsunęłam te myśli na bok i zwróciłam się do Richa.

- No cóż, dzięki za odprowadzenie mnie - powiedziałam słabo.

Byliśmy w cieniu, ale wciąż widziałam biały błysk jego zębów, zanim odpowiedział - Noc, Emme.

- Noc, Rich - wymamrotałam, weszłam do pokoju, położyłam rękę na drzwiach i miałam je zamknąć, kiedy zatrzymałam się, widząc, że Rich wciąż tam stoi.

To wskazywało na to, że jeszcze nie skończyliśmy.

Przygotowałam się i to był dobry pomysł.

- Ta druga wycięła mu paskudny numer - powiedział cicho.

- Wiem - powiedziałam w ten sam sposób.

- Martwiłem się.

To było słodkie.

Wzięłam oddech, zmusiłam się do tego, co miałam nadzieję, że było moim ostatnim fałszywym uśmiechem na następny rok i powiedziałam - Przepraszam. I żałuję, że zrobiłam coś głupiego, że się martwiłeś.

Przyjął to skinieniem głowy, ale zauważył - Wy dwoje jedziecie szybko.

- Wiem.

- Tkwi w tym po uszy.

Tkwi w tym po uszy.

Nic nie powiedziałam, ale czułam wszystko. Za dużo. Za dużo, by oddychać.

- Deck nie lubi prostych rzeczy - kontynuował Rich - Nigdy nie lubił. Nie ma do tego cierpliwości. Lubi skomplikowane. Im bardziej skomplikowane, tym lepiej. Ale widzisz, Emme, kochanie, niektóre łamigłówki, nie mają rozwiązań. Ma szczęście, więc nigdy nie znalazł takiej, której nie mógł rozwiązać. Nie oznacza to, że jej nie znajdzie. A mój syn, jaki jest, sposób, w jaki pracuje jego umysł, jeśli to napotka, będzie szukał rozwiązania, dopóki nie doprowadzi go to do szaleństwa.

Nie wiedziałam, do czego zmierza, więc zgadłam - Ja… myślisz, że jestem łamigłówką, Rich?

- Myślę, że jest powód, dla którego mój chłopak tkwi tak głęboko. Myślę, że to dlatego, że jesteś skomplikowana. To nie znaczy, że nie będzie szczęśliwy, gdy znajdzie rozwiązanie. Mam tylko nadzieję, że cokolwiek to jest, można rozwiązać.

Potrząsnęłam głową - Nie jestem łamigłówką.

- Poznałem dzisiaj trzy dziewczyny, Emme. Jedna nie przejmowała się na tyle, żeby pamiętać o poznaniu rodziców jej mężczyzny. Jedna była sztywna i nerwowa. Jedna była miękka i słodka. To wszystko, co wiem. Nie znam się na łamigłówkach. Po prostu wiem, że to skomplikowane.

Nie chciałam znowu wspominać tego dnia. Nie chciałam też mu przypominać, że miał w tym swój udział.

Więc zamiast tego ostrzegłam go ostrożnie - Nie jestem pewna, czy ta dyskusja da mi słodkie sny.

W tym momencie pochylił się tak nagle, że mnie to oszołomiło.

- Bądź tą dziewczyną - szepnął zaciekle - Bądź tą dziewczyną, która właśnie dała mojemu chłopcu słodycze. Proszę, bądź tą dziewczyną, Emme.

Zaskoczona odszepnęłam - Jestem tą dziewczyną, Rich.

- Deck z tą drugą kobietą był tak cholernie głęboko. Podobnie jak jego tata, jak znajduje to, czego chce, daje z siebie wszystko. Nie była tego warta. Bądź dziewczyną, która sprawia, że warto.

To nie była jego sprawa, tak jak, niestety, była i nagle zaczęliśmy, niestety, intensywną rozmowę o ważnych sprawach, więc podzieliłam się - Jestem w nim zakochana.

- Tak jak była i ta druga - odpowiedział.

Moja ręka zacisnęła się na drzwiach. Jego komentarz tak bardzo irytujący i więcej niż trochę przesadzony, że nie byłam w stanie wymyślić, co powiedzieć.

Potem pomyślałam, co powiedzieć - Nie jestem Elsbeth. Ani trochę.

Odchylił się do tyłu, usłyszałam, jak wziął głęboki oddech, a jego głos był mniej surowy, kiedy powiedział - Jestem jego ojcem. Będę chciał dla niego jak najlepiej.

- A ja jestem kobietą, która go kocha. Oczywiście będę chciała tego samego. Ale bez obrazy, nie chcę, żeby jego tata dawał do zrozumienia, że to nie ja. Rozumiem, że go kochasz i chcesz go chronić. Ale popełniłam błąd. To zirytowało Jacoba. To ciebie zdenerwowało. Obaj mieliście prawo do takich reakcji, ponieważ był to duży błąd. Ale teraz to koniec. Czy mogę poprosić, żebyśmy jutro, kiedy się obudzimy, zaczęli od nowa?

Przyglądał mi się w ciemności przez długą chwilę, zanim się zgodził - Mogę to zrobić, Emme.

- Byłabym wdzięczna, Rich.

- Teraz, powiem tylko, że po prostu wyszedłem mocno i Deck ma rację, jestem wścibski, zwłaszcza gdy to, przy czym węszę, ma znaczenie. Ale właśnie zawarliśmy umowę. Nie wracam do tego, co mówiłem, więc chociaż mieliśmy te słowa, jutro, jak powiedziałem, zaczynamy od nowa. Więc chcę, żebyś spała spokojnie.

Tak by mogło się stać.

- Buford jest dobry w dotrzymywaniu mi towarzystwa - zapewniłam go łgarstwem. Był, po prostu nie wtedy, kiedy spał - Dam sobie radę. Ale i tak dziękuję za to, że to powiedziałeś.

Spojrzał mi w oczy, skinął głową i wymamrotał - Noc, kochanie. Jutro będzie lepszy dzień.

- Dzięki, Rich, na pewno tak. I dobranoc.

Zawahał się, zanim się oddalił.

Zamknęłam drzwi i podeszłam do łóżka.

Kiedy ułożyłam się, Buford obudził się na wystarczająco długo, by przewrócić się na drugi bok, przeciągnąć i znów zacząć chrapać.

Odwróciłam się tyłem do drzwi, oczy otwarte, zaczęłam wałkować przeżycia całego dnia. I znowu. I powtórnie.

To mnie niepokoiło.

Były oczywiste powody.

Były też takie, które nie były oczywiste.

Dlatego długo nie spałam, obracając to w głowie, próbując ulżyć niepokojowi.

Ale zasnęłam, zanim mogłam.

Na szczęście zrobiłam to, zanim dołączył do mnie Jacob.


 

10 komentarzy:

  1. Dziękuję za rozdział :)

    Takie coś znalazłam: "ponieważ Rich mnie w zdenerwował." niby nie wiele ale coś.

    Dziwny jest ten jego tato :( Nie podoba mi się taki czepialski mruk. Może dalej będzie lepiej.

    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super tłumaczenia. Jak zwykle nie moge sie doczekać kolejnych części.
    Monique - dzis pojawił się Dream Keeper na fredesc. Będziesz tłumaczyć ?

    OdpowiedzUsuń