Rozdział
13
Łamigłówka
Dwa tygodnie i sześć dni później
Przeciągałam
nóż przez płytę gipsowo-kartonową, kiedy usłyszałam dzwonek telefonu w kuchni.
Upuściłam
nóż, wybiegłam z prowizorycznej stacji roboczej, którą ustawiłam w jadalni i
złapałam go w samą porę, widząc, że na wyświetlaczu pojawia się „Jacob dzwoni”.
Przyłożyłam
go do ucha - Hej Słonko.
-
Gdzie jesteś?
Nie
brzmiał na szczęśliwego.
Poczułam,
że moje brwi się zsuwają i odpowiedziałam - W domu. Przycinam płyty
gipsowo-kartonowe, aby łatać prace elektryczne - Zatrzymałam się, zanim
kontynuowałam z uśmiechem - Mając Buforda w pobliżu, jestem teraz zdeterminowana,
aby zostać mamą szczeniaka. I to takiego prawdziwego szczeniaka, jak na
przykład takiego, który właśnie został odstawiony od piersi. Nie tylko psa,
który wciąż jest dla mnie szczeniakiem, ale jest wystarczająco dorosły, by
wiedzieć, że nie powinien już wszystkiego żuć. Więc muszę coś zrobić z tym
odsłoniętym okablowaniem.
-
Tniesz płyty gipsowo-kartonowe - stwierdził, wciąż brzmiąc na niezadowolonego,
a ja nadal tego nie rozumiałam.
Cięłam
płyty gipsowo-kartonowe, a nie gotowałam króliczki.
-
Tak - potwierdziłam.
-
Czy nie powinnaś być gdzieś indziej i robić coś innego?
Zamrugałam,
przerzuciłam myśli, przypomniałam sobie i nie mogłam uwierzyć, że zapomniałam.
Ale
to zrobiłam. Całkowicie. To nawet nie przyszło mi do głowy od przebudzenia do
tej pory. Wszystkie moje myśli dotyczyły płyt kartonowo gipsowych i szczeniąt.
Obudziłam się nawet, gdy Jacob mnie pocałował, zanim poszedł zrobić to, co
robił ostatnio wczesnym rankiem, a potem wróciłam do snu.
Nie
powiedział „do zobaczenia później”, ale prawdopodobnie nie sądził, że musi.
Jak
to możliwe?
Moje
oczy powędrowały do zegara w kuchence mikrofalowej, moje serce zamarło i czując
nieszczęśliwe wibracje bijące we mnie przez telefon, wyszeptałam - O nie.
-
Tak - warknął Jacob.
-
Zajęłam się. Tak mi przykro. Muszę wziąć prysznic - powiedziałam - Ale szybki, zaraz
będę.
-
Byłoby dobrze - odpowiedział, wciąż zły.
-
Czy już tam są?
-
Właśnie dzwonił. Będą za dziesięć, piętnaście minut.
O
nie!
-
Pospieszę się - obiecałam.
-
Racja - uciął - Później.
Potem
się rozłączył.
Nigdy
nie zakończył tak rozmowy.
Był
bardzo zły.
Ale
był powód, dla którego był zły. Jego rodzice przybyli do Denver trzy godziny
temu. A ja miałam być u Jacoba pół godziny temu, żeby być tam, kiedy tam dotrą,
abyśmy bez zwłoki mogli zacząć się poznawać.
Teraz,
mając przed sobą prysznic, przygotowania do poznania rodziców i podróż, będę bardzo
spóźniona. Innymi słowy, nie było czasu do stracenia, ponieważ w ogóle nie było
czasu.
Więc
zrobiłam to, co obiecałam.
Wbiegłam
na górę i pospieszyłam się.
*****
Otworzyłam
tylne drzwi Jacoba myśląc idiotycznie, że sądząc po SUV’ie, który widziałam na
jego podjeździe, jego rodzice nie opierdalali się z wynajmem. Gdy tylko otworzyłam
drzwi, zobaczyłam Buforda, który jak zwykle przyszedł mnie przywitać.
-
Hej, pieseczku - wymamrotałam, pochylając się i głaszcząc go, co z konieczności
musiało być szybkie, ponieważ musiałam wejść do domu, żeby spotkać rodziców
Jacoba.
Podrapałam
go dodatkowo w ucho, żeby to zrekompensować, wyprostowałam się i zobaczyłam
Jacoba idącego korytarzem.
To
nie wróżyło dobrze. Jacob nigdy nie spotkał mnie w tylnym holu.
Uśmiechnęłam
się do niego z wahaniem - Hej Słonko. Przepraszam. Pospieszyłam się najlepiej,
jak mogłam. Czy mieli dobrą podróż?
Zatrzymał
się, obrzucił mnie wzrokiem od stóp do głów, nie odpowiedział na moje pytanie i
zadał własne - Gdzie jest twoja torba?
-
Moja co? - Zapytałam.
-
Torba, Emme. Twoja torba na noc. Zostawiłaś to w Cletusie?
-
Persefonie - poprawiłam automatycznie, ale nie uśmiechnął się jak zwykle, co
pojawiało się szybko i łatwo, kiedy rozmawialiśmy o moim Bronco.
Zamiast
tego zacisnął usta.
To
było przerażające spojrzenie i wskazywało, że wciąż jest zły.
Nie
wiedziałam, co z tym zrobić. Nie sądziłam, żeby Jacob kiedykolwiek był na mnie
zły. Nie taki niezbyt zdenerwowany, bo niby kłóciliśmy się o kontrolę nad
bronią, a jakby naprawdę nie obchodziło go to, co o tym myślę, po prostu lubił
o to walczyć. Ale zamiast tego był na mnie zły.
Nie
czułam się zbyt dobrze z tym, że się na mnie złościł. Wcale nie. Tym bardziej,
że miał powód.
A
poza tym nie rozumiałam, dlaczego pytał o moją torbę.
-
Ja, cóż… nie przyniosłam torby - przyznałam.
Jego
usta zacisnęły się.
Potem
mruknął, gdy wyciągnął rękę i złapał mnie za rękę - To nie ma znaczenia. Masz
dość gówna w łazience, żeby się wyszykować i możesz spać w jednej z moich
koszulek.
Miałam
dość „gówna” w jego łazience. To znaczy, jeśli miał na myśli szampon, krem
nawilżający i takie tam. Podwoiłam kilka rzeczy, bym nie musiała ich cały czas
dźwigać.
Ale
spać w jednej z jego koszulek?
Nie
zamierzałam spędzać tam nocy z jego rodzicami. Może zapomniałam o spotkaniu
ich, ale nie zapomniałam, że nie planowaliśmy, że tu spędzę noc. Zapamiętałabym
to, jakbyśmy to omawiali i odrzuciłabym tę opcję.
Jacob
mógł spędzić noc w moim domu, kiedy mama i tata byli w pobliżu. Znali go.
Jego
rodzice mnie nie znali.
Mogliby
pomyśleć, że jestem puszczalska. Ostatnim wrażeniem, jakie dziewczyna chciałaby
dać rodzicom mężczyzny, którego kochała po pierwszym spotkaniu z nimi, było to,
że była puszczalska.
Chciałam
pociągnąć za rękę, aby powstrzymać jego postęp, aby mu to wyjaśnić, gdy ciągnął
mnie teraz korytarzem, ale nie sądziłam, że to poprawiłoby jego nastrój. Więc
pozwoliłam mu się ciągnąć dalej.
Przeszliśmy
przez wejście do dużego pokoju i zobaczyłam tatę Jacoba siedzącego na stołku
przy barze i jego mamę stojącą za nim. Oboje popijali kawę.
Chociaż
spotkałam ich tylko raz i spędziłam z nimi tylko dziesięć minut, pamiętałam ich
żywo. To dlatego, że Jacob wiele dla mnie znaczył, więc spotkanie z jego
rodzicami też miało znaczenie.
Było
tak również dlatego, że byli niespodzianką.
Kolorystykę
dostał od matki. Te same włosy, te same oczy, ten sam oliwkowy odcień skóry.
Była
jednak stosunkowo drobna. Nie mogła mieć więcej niż metr sześćdziesiąt pięć. I
była zaokrąglona. W przyjemny sposób, który najwyraźniej jej się podobał,
ponieważ nie próbowała tego ukrywać. Nie trzymała się też, jakby nie czuła się
z tym komfortowo.
Jego
tata był jednak wielką niespodzianką.
Chociaż
na twarzy Jacoba pojawił się ślad jego silnych, przystojnych rysów, Richard
Decker wyglądał szlachetnie. Jego blond włosy wciąż były w większości blond,
kiedy spotkałam go ponad dekadę temu. Teraz były srebrzystobiałe. Miał też
niebieskie oczy. Był wysoki i dobrze zbudowany, teraz trochę miękki, a był
trochę miękki w sposób, w jaki wyraźnie było widać, że lubił piwo, ponieważ
miał stosunkowo duży brzuch piwny. Był o wiele wyższy od swojej żony, ale nie
był tak wysoki jak Jacob. Miał może metr osiemdziesiąt dwa. Wiedziałam, że
Jacob miał brata o imieniu Shane, którego nigdy nie spotkałam. Ale zawsze
zastanawiałam się, czy Shane wyglądał jak jego tata lub mama, czy też był jak
Jacob, mający najlepsze cechy z ich obojga, ale jeszcze lepsze w potomstwie.
-
Cześć - przywitałam się, przypinając uśmiech do twarzy.
Kiedy
odpowiadali na powitanie, zobaczyłam, że Karla Decker przygląda mi się uważnie,
ale jej wyraz twarzy był przyjazny i gościnny. Nie odpowiadający na moje powitanie,
Rich Decker również przyglądał mi się, robiąc to uważnie, ale w głębi jego oczu
pojawiły się spekulacje. Nie chodziło o to, że nie wyglądał przyjaźnie. Po
prostu jednym spojrzeniem wiedziałam, że jestem w trakcie przeglądu i muszę
przejść kontrolę.
Aby
to zrobić, wyciągnęłam rękę z Jacoba i najpierw podeszłam do jego ojca,
ponieważ był najbliżej. Podniosłam rękę i poszerzyłam uśmiech.
-
Naprawdę przepraszam za spóźnienie. Mam projekt, w środku którego jestem, a
który do tej pory trwa trzy lata - próbowałam żartować. Rich nie uśmiechnął się.
To mnie denerwowało, więc szłam dalej.
-
Czasami, kiedy jestem w ferworze, tracę poczucie… no cóż… prawie wszystkiego -
powiedziałam mu, wciąż się uśmiechając.
Rich
wziął mnie za rękę, mocno ścisnął, a jego oczy nigdy nie spuszczały się z moich
- Deck opowiedział nam o twoim domu, Emme. Ale dobrze, że w końcu udało ci się
dotrzeć do jego.
To
sformułowanie nie było najlepsze.
I
nadal nie powiedział cześć ani nic zbliżonego do tego.
Nawet
z tym niezbyt dobrym początkiem wytrwałam do chwili, kiedy pozwolił mi odejść.
Zdjęłam torebkę z ramienia, rzuciłam ją na bar i podeszłam do Karli z
podniesioną ręką.
-
Cześć. Miło mi cię poznać. I jeszcze raz przepraszam - mruknęłam.
-
W porządku, Słonko - odmruczała, jej oczy również nie spuszczały się z moich, a
jej uścisk był cieplejszy - Ładny sweter - zauważyła, puszczając moją rękę.
Cóż,
tak było lepiej.
-
Dzięki - wymamrotałam, cofając się i wpadając na Jacoba.
Natychmiast
objął moją klatkę piersiową w tym samym czasie, gdy poczułam mokry nos na
dłoni. Jacob i jego pies, obaj rościli sobie do mnie prawo.
Natychmiast
odsunęłam się od Jacoba, by pochylić się do Buforda, wyjaśniając - Biedny pieseczek.
Kiedy tu przyjechałam, nie dostał swojej zwykłej porcji pieszczot. Najlepiej o
to zadbamy.
Jeśli
machanie ogonem było czymś, do czego mogłabym się odnieść, Buford zaaprobował
mój wybór.
Jeśli
spojrzenie, które zauważyłam, gdy spojrzałam przez ramię na Jacoba, gdy
odsuwałam się od jego psa, było czymś, po czym mogłam wnioskować, popełniłam
duży błąd.
Przygryzłam
wargę, a ramię Jacoba znów mnie otoczyło, tym razem przy moim brzuchu, po czym
zacisnęło się mocno, tak że moje plecy przylegały do jego przodu, więc
zdecydowałam, że najlepiej będzie tak pozostać.
Spojrzałam
między jego rodzicami.
-
Jak wam minęła podróż? - zapytałam.
-
Minęła - odpowiedział Rich, wpatrując się w ramię Jacoba obejmujące moją talię.
Spojrzał
na moją twarz.
Posłałam
mu kolejny uśmiech, ale był niepewny.
Nie
odwzajemnił go.
-
Cieszę się, że mieliśmy dobrą pogodę - zauważyła Karla i spojrzałam na nią.
Nie
wyglądała na spekulującą ani złą. Spokojnie popijała kawę.
-
Ja też - zgodziłam się.
Przestała
popijać kawę i obdarzyła mnie szczerym uśmiechem, po czym powiedziała - Módlmy
się po prostu, abyśmy zachowali to szczęście i nie mieli śniegu, kiedy tu
jesteśmy. Niezbyt lubimy te białe rzeczy.
-
Prognoza do tego jest dobra - podzieliłam się.
Znów
się uśmiechnęła, po czym wzięła kolejny łyk kawy.
Wszyscy
zamilkli.
To
nie było wygodne. To było zaskakujące. Stało się tak dlatego, że Jacob
normalnie tak robił, żeby wszystkim było wygodnie, w tym, a może przede
wszystkim, mnie.
Nie
denerwowałam się spotkaniem z Deckerami.
Teraz,
ponieważ byłam idiotką, zdenerwowałam się.
Głupio
postanowiłam przerwać ciszę.
-
Czy wszyscy jedliście lunch?
-
Czekaliśmy na ciebie - poinformował mnie Rich, po czym podniósł wzrok na syna -
Umieram z głodu, chłopcze.
Na
jego słowa szybko odskoczyłam od Jacoba, skierowałam się do lodówki i
oznajmiłam - Racja. Lunch to moja domena. Jestem zabójcą z wędlinami, a Jacob
zawsze ma zaopatrzenie. Będzie miał wszystko. Przyjmę zamówienia.
-
Lunch to twoja domena? - zapytał Rich.
Zatrzymałam
się z ręką na uchwycie lodówki i spojrzałam na niego - Jacob jest mistrzem w
rzeczach, które wymagają garnków, patelni i pieczenia, więc robi kolacje. Średnio
sobie radzę z mieszaniem, więc robię z wędlinami.
-
Nie umiesz gotować? - zapytał Rich.
-
Tato - mruknął Jacob.
-
Uch… tak, umiem. Po prostu Jacob jest w tym lepszy - powiedziałam.
Chociaż
myślałam, że to komplement dla jego syna, z wyrazu twarzy Richa jasno wynikało,
że nie była to właściwa odpowiedź, ponieważ jego szczęka stwardniała, a wzrok
skierował się na kubek z kawą na blacie.
-
Właściwie, jeśli mamy tylko kanapki - wtrąciła się Karla, podchodząc do mnie - Mogę
się tym zająć - Spojrzała mi w oczy - Ponieważ przez cały ranek pracowałaś nad
swoim domem i w ogóle. Nie wiem, ale domyślam się, że to wyczerpujące.
-
A ty spędziłaś poranek podróżując z południowej Kalifornii - przypomniałam jej -
Nic mi nie jest, Karla, mogę zrobić lunch.
-
A może ktoś wrzuci trochę mięsa między dwa kawałki chleba, żebyśmy wszyscy
mogli jeść? - Rich zasugerował, dając wrażenie, że kanapki nie były jego
ulubionym lunchem, ale w tym momencie wziąłby to, co mógł dostać.
-
Tato - powtórzył Jacob, ale to nie był pomruk. To był warkot.
Można
powiedzieć, że sprawy nie szły gładko.
Karla
zbliżyła się i powiedziała cicho - Będziemy pracowały razem. Nakarmmy tych mężczyzn.
Uśmiechnęłam
się do niej z ulgą i odpowiedziałam - Dobry pomysł.
Wyciągnęłam
rzeczy z lodówki. Karla wyciągnęła chipsy z szafek. A kiedy byłam przy ladzie,
zaryzykowałam spojrzenie na Jacoba.
Obserwował
mnie badawczo, ale wydawał się pogrążony w myślach. Kiedy poczuł na sobie mój wzrok,
skupił się, a ja posłałam mu nerwowy uśmiech.
Potem
wyszeptałam, tak mi przykro.
Obserwował
moje usta, a potem spojrzał mi w oczy.
Wreszcie
obserwowałam, jak skóra wokół jego oczu staje się miękka, a kąciki ust unoszą
się do góry. Lepiej, podszedł do mnie, pochylił się i dotknął swoimi ustami
moich.
Kiedy
cofnął się, wymamrotał - Wszystko spoko, kochanie. Tak?
Skinąłam
głową.
Podniósł
rękę do mojej szyi, przesunął kciukiem po mojej szczęce i odszedł.
Wzięłam
oddech, wypuściłam powietrze i zauważyłam Richa, kiedy spojrzałam na paczki
wędlin na ladzie.
Patrzył
na mnie i nadal miał badawczy wzrok. Dobra wiadomość była taka, że teraz to nie
wydawało się zirytowane. Po prostu zatroskane.
Spróbowałam
kolejnego uśmiechu.
Zajęło
mu to sekundę, ale odwzajemnił uśmiech.
Problem
polegał na tym, że nie do końca docierał do jego oczu.
*****
Osiem godzin później…
Siedząc
obok Jacoba i naprzeciwko swoich rodziców na kanapie Jacoba w wielkim pokoju,
Jacob próbował przytulić mnie do siebie z ramieniem wokół moich ramion.
Nie
udało mu się, bo zesztywniałam.
Dlatego
Jacob zesztywniał.
Dość
powiedzieć, że dzień nie był udany.
Wydawało
się, że lunch uspokoił jego ojca i wpadliśmy krąg szczęścia, który trochę mnie
odprężyło.
Sprawy
uległy degeneracji, gdy usiedliśmy przy stole Jacoba do gry w Euchre, chłopcy
przeciwko dziewczynom. Wtedy odkryłam, że Rich nie znosił rywalizacji, mimo że
ani Jacob, ani Karla, ani ja nie robiliśmy tego.
Ludzie
lubiący rywalizację zawsze ocierali się o mnie w niewłaściwy sposób i zwykle unikałam
tych sytuacji.
Z
tej nie miałam nadziei się wydostać, więc starałam się ją zignorować.
Było
trudno, gdy Rich kwestionował prawie każdą kartę, którą rzuciłam, mimo że nie
byłam jego partnerem i skończył piątą grę, którą wygrali (i na szczęście
ostatnią, w którą graliśmy), mówiąc - Dzięki Ci Chryste, że tego nie przetasowaliśmy
chłopak- dziewczyna, chłopak-dziewczyna.
Znaczenie
jego słów nie umknęło mi.
Również
Jacobowi.
Dobra
wiadomość była taka, że jeśli Jacob nadal był na mnie zły za spóźnienie, to już
teraz nie był.
Zła
wiadomość była taka, że nie był już na mnie zły, ponieważ był wkurzony na
swojego tatę.
Wiedziałam
o tym, kiedy powiedział - Tato, mam ci coś do pokazania - w sposób, który
oznaczał, że jego ojciec pójdzie z nim lub Jacob go tam zaciągnie.
Rich
spojrzał na swoją żonę, która również patrzyła na niego, jakby nie był jej
ulubioną osobą. Potem poszedł za swoim synem.
Kiedy
wrócili, wpadliśmy w dość komfortową rozmowę, która została przerwana, gdy
poszliśmy do Rosalindy na kolację i rozmowa zeszła na naszego obecnego
prezydenta.
Podobnie
jak jego syn, Rich i ja nie zgadzaliśmy się z człowiekiem, który piastował ten
urząd.
W
przeciwieństwie do jego syna, dyskutowanie z nim nie było zabawne. Doprowadziło
to do tego, że czułam się coraz bardziej nieswojo, Rich coraz bardziej
naciskał, aby zmusić mnie do wyjaśnienia mojej wyraźnie idiotycznej opinii
(według niego), a ja coraz mocniej starałam się wyrwać z dyskusji.
Jacob
był w tym moim skrzydłowym. Nie zgadzał się z moją opinią, ale starał się w
uprzejmy sposób przenieść rozmowę na lżejsze tony.
Jego
ojciec nic sobie z tego nie robił.
Dlatego
Jacob zaczął się wkurzać. Zobaczyłam to, poczułam i w pewnym momencie, kiedy
niski, krótki pomruk wyrwał mu się z gardła, usłyszałam to.
Nie
byłam wkurzona.
Byłam
przerażona.
Ten
dzień był totalną katastrofą (częściowo z mojej winy), a ojciec Jacoba totalnie
mnie znienawidził.
To
Karla wkroczyła w to, przykuwając wzrok męża, mówiąc cicho, ale stanowczo - Dosyć,
Richardzie - a następnie patrząc na mnie i równie stanowczo zmieniając temat.
Nie
doszliśmy do siebie po tym i wróciliśmy do Jacoba. Jego tata, Jacob i ja, cieszyliśmy
się szklanką piwa Jacoba, a jego mama kończyła wieczór lampką wina.
To
była jedyna rzecz, jaka każdemu się podobała. Rozmowa była sztywna, a ja byłam
nerwowym wrakiem.
Zauważyłam,
że oczy Richa zwęziły się na mnie, kiedy usztywniłam się od jego syna, ale na
szczęście zaraz potem wstał i ogłosił - Czas na trochę snu.
Nie
mogłam stłumić westchnienia ulgi.
Nie
skończyłam wzdychać, zanim usłyszałam, jak Jacob wydaje zirytowany dźwięk nisko
w gardle, co powiedziało mi, że słyszał mój wydech, wiedział, że poczułam ulgę
i nie podobało mu się to aż tak bardzo.
Aby
to zakryć, wyskoczyłam i przypięłam sztuczny, jasny uśmiech na moją twarz trzytysięczny
tego dnia, i skłamałam - Dzisiaj było wspaniale. Nie skłamałam, kiedy
powiedziałam - Mam nadzieję, że będziecie dobrze spali.
-
Oczywiście, kochanie - mruknęła Karla, posyłając mi ciepłe spojrzenie, a mężowi
zimne, i jednocześnie wstając z kanapy.
Wymieniono
życzenia dobrej nocy. Jacob dostał uścisk od swojej mamy. Ja dotyk w policzek.
Jacob dostał od taty klapsa w ramię. Ja zobaczyłam roztargniony podbródek,
który rzucił w moją stronę, kiedy był już prawie w wyjściu na korytarz.
Zniknęli.
Zamknęłam
oczy.
-
Mała.
Na
wezwanie Jacoba otworzyłam oczy i oznajmiłam cichym głosem - Czas, żebym wracała
do domu.
Wtedy
właśnie oczy Jacoba się zwęziły.
Niedobry
znak.
Najwyraźniej
mój zły dzień jeszcze się nie skończył.
-
Co? - zapytał.
-
Powinnam wracać do domu. Teraz. - Następnie dla lepszego efektu dodałam -
Jestem bardzo zmęczona.
-
Śpisz tutaj - stwierdził, a ja pokręciłam głową.
-
Myślę, że twoi rodzice będą chcieli mieć Strefę Wolną Od Emme, kiedy wstaną
rano.
Podszedł
bliżej i pochylił podbródek, by spojrzeć mi w oczy.
-
Emme, śpisz tutaj.
Uniosłam
rękę i położyłam ją na jego klatce piersiowej, opierając się o niego.
-
Ważne jest dla mnie również, aby nie myśleli, że jestem puszczalska.
Głowa
Jacoba drgnęła, nawet gdy powoli mrugnął.
Potem
poinformował mnie - Wkroczyli w XXI wiek razem z nami, Emme. I nie rozmawiałem
o tym z żadnym z nich, mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobię, ale nadal
uważam, że wiedzą, że nie jestem prawiczkiem.
To
było zabawne, więc uśmiechnęłam się do niego, pochylając się dalej.
-
Dzisiaj nie było dobrze, Słonko - zauważyłam cicho - To moja wina, ale myślę,
że może potrzebują trochę czasu z synem.
-
Zdobędą go i dostaną go razem z kobietą swojego syna.
-
Jaco…
Przerwał
mi, aby powiedzieć - Nie spaliśmy osobno od tamtej pierwszej nocy, kiedy się
spotkaliśmy. Nie zaczniemy teraz.
Podobało
mi się, że to coś dla niego znaczyło i chciałam kontynuować nasz związek tak
samo, jak mnie to przerażało.
Ale
nie było mowy, żebym została.
-
Dobrze, pozwól mi przeformułować - zaczęłam - Dzisiejszy dzień nie był dobry dla mnie. Twój tata nie jest moim
największym fanem i…
Odciął
mi - On to przetrawi.
Poczułam,
że moje oczy stają się duże i pochyliłam się bliżej - Jacob, był totalnie
wkurzony, że się spóźniłam. Nie przezwyciężył tego przez cały dzień i dawał mi
o tym znać.
Powiedziałam
to, ale nie powiedziałam, że chociaż niegrzecznie było się spóźnić, to nie było
tak, że zapomniałam o nich, bo byłam w domu i wkładałam żyletki do
wielkanocnych cukierków dla wszystkich dzieci z Gnaw Bones.
Schrzaniłam
sprawę i ludzie to robili.
Również
przeprosiłam.
Co
oznaczało, że jego tata mnie nie lubił, ale też nie byłam jego wielką fanką.
-
Ostatnią kobietą, do której podszedłem poważnie, była Elsbeth - zauważył.
Zamknęłam
buzię i odchyliłam się nieco.
Jacob
uniósł rękę, by owinąć się wokół boku mojej szyi i sprowadził mnie z powrotem, przysuwając
twarz jeszcze bliżej.
-
Wiesz, jak to się skończyło. Oni też - zakończył.
-
Minęło dziewięć lat, a ja nie jestem Elsbeth - odpowiedziałem.
-
Wisiałem na niej przez dziewięć lat, a ty nie jesteś Elsbeth, ale ją znałaś.
Wiesz, że notorycznie spóźniała się na wszystko i, kurwa, wszędzie.
Prawdopodobnie miał retrospekcję i gdybyś nie odsuwała się lub nie zachowywała
się tak, jakby mój dotyk parzył za każdym razem, gdy się zbliżałem do ciebie,
przezwyciężyłby to.
-
Nie odsuwałam się ani nie zachowywałam się tak, jakby twój dotyk parzył -
odpowiedziałam.
-
Mała - stwierdził i nie powiedział więcej ani słowa, ale jego usta zacisnęły
się, gdy skończył je wypowiadać.
Z
drugiej strony, chociaż raz „mała” powiedziało wszystko. Roztrzęsiona i
przerażona, właśnie to zrobiłam i oboje o tym wiedzieliśmy. Dlatego nie mogłam
się z tym spierać.
-
W porządku, a co powiesz na to? - zapytałam - Chcę iść do domu, bo ja potrzebuję przerwy. Muszę to
przemyśleć i może przywieziesz ich jutro na wycieczkę po moim domu, a spróbuję
ponownie.
-
Co powiesz na to? - Jacob odpowiedział natychmiast - Śpisz tam, gdzie twoje
miejsce, obok mnie, a wszyscy pojedziemy tam jutro, abyś mogła ich oprowadzić
po lunchu.
-
Słonko, czy nie możesz zrozumieć, co mi chodzi? - błagałem.
-
Kochanie, mógłbym, gdybyś nie zapomniała, że moi pieprzeni rodzice przyjeżdżają do miasta. Coś, co wiesz od tygodni. Co do
czego zrobiliśmy dokładne plany kilka dni temu. Coś, co musiałaś wiedzieć, że znaczyło
coś dla wszystkich zaangażowanych. Potem pokazujesz się i nie zachowujesz się
jak ty, co, skoro prowadzimy tę rozmowę, zaznaczę, że od jakiegoś czasu nie
zachowywałaś się jak ty.
Zamrugałam
na jego słowa, nie wspominając o jego podstępnym ataku, i pociągnęłam szyją
jego dłoń.
Zacisnął
ją, więc przestałam ciągnąć i zapytałam - Co?
-
Odkąd Faye urodziła dziecko, odsuwałaś się.
-
Nie odsunęłam - odpowiedziałam - Byłam sobą. A tak przy okazji, nie zachowywałam
się dzisiaj jak ja, ponieważ Rich mnie w zdenerwował.
Zignorował
moje drugie stwierdzenie i wrócił do swojego wcześniejszego tematu.
-
Nie odbierasz moich telefonów, a nigdy nie ich przegapiałaś. Oddzwaniasz po
godzinach, ale tylko jeśli zostawię wiadomość. Nigdy do mnie nie dzwonisz, co
zwykłaś robić ot tak, bez powodu. I przychodzisz do mnie później i później albo
piszesz do mnie prosząc, żebym pokazał się u ciebie później i później, bo
podobno masz gówno do zrobienia.
-
Mam mniej o jednego pracownika w tartaku i jestem w trakcie zatrudniania
tymczasowego zastępcy, który w rzeczywistości nie będzie tymczasowym zastępcą,
gdy Dane pójdzie siedzieć, więc musi być odpowiednim facetem do pracy -
przypomniałam mu.
-
Tniesz tarcicę? - zapytał.
-
Nie - odpowiedziałam.
-
W takim razie musisz umieścić ogłoszenie w gazecie i przesiać aplikacje, Emme.
To nie tak, że jesteś w tartaku, pracując ramię w ramię ze swoimi chłopcami.
Poczułam,
że moje plecy się prostują, a oczy się mrużą - Nie znasz wszystkich tajników
mojej pracy, Słonko.
-
Wiem, że zatrudnienie jednego faceta nie zajmuje pięciu dodatkowych godzin
twojego dnia, mała.
-
Nie powiedziałam, że to zajmuje to pięć dodatkowych godzin - odpaliłam.
-
Więc dlaczego nagle jesteś niedostępna przez cały pieprzony dzień? - zapytał - Niedostępna,
kiedy wcześniej zawsze cię miałem.
-
Aklimatyzujemy się, Jacob. Wcześniej to, co mamy, dopiero się zaczynało. Było świeże.
Nowe. Teraz jest częścią życia.
-
Emmanuelle, widujemy się niecałe dwa miesiące. To wciąż dopiero się zaczyna. I mała, wiedz tylko, że wczesny etap związku
jest najlepszy, więc może będziemy chcieli trzymać się tego tak długo, jak
tylko możemy.
-
Mam życie, Jacob. Muszę nim żyć i nas
w nie wpasować.
Wiedziałam,
że nie należało tego mówić.
A
wiedziałam to, kiedy się odsunął, zabierając rękę z mojego karku i powiedział -
Wybacz, mała. Nie miałem pojęcia, że trudno będzie ci mnie wpasować. Wpasuj się
w poznanie moich rodziców. Włóż trochę wysiłku, żeby mój tata cię polubił.
Powinnaś mieć na to ochotę.
Posunął
się za daleko.
-
Nie to miałam na myśli - warknęłam.
-
Tak powiedziałaś – odpalił.
Wzięłam
nierówny, zirytowany oddech.
Potem
powiedziałam - Może powinniśmy to dokończyć, kiedy twoi rodzice wrócą do domu,
a przynajmniej wtedy, gdy nie będą tylko korytarz dalej.
Potrząsnął
głową i stwierdził dziwnie - Mówiłem ci, że kiedy to się zacznie dziać, Emme, ja
to powstrzymam.
Poczułam,
że moje brwi się ściągają i zapytałam - Powstrzymasz co?
-
Twoje odłączanie.
Kolejny
atak z zaskoczenia, na który zareagowałam fizycznie.
Zrobiłam
pół kroku do tyłu i szepnęłam - Nie odłączam się.
-
Całkowicie pieprzenie odłączasz - jego spojrzenie na mnie stało się intensywne
i kontynuował - Po prostu nie rozumiem, co to popchnęło. Ale cokolwiek to było,
położę temu kres.
-
Jacob…
-
I robię to, mówiąc, że spędzasz tu noc. Jak nie, to mamy problemy. A jutro przejdziesz
to i spróbujesz jeszcze raz z moim tatą. Kiedy cię pozna, moją Emme, Emme,
którą mi dajesz, kiedy się nie odsuwasz, pokocha cię. Potem, kiedy wyjadą,
usiądziemy i porozmawiamy o różnych gównach.
Nic
z tego nie zamierzałam robić i dlatego poinformowałam go - Nie zgadzam się z tym
planem, Jacob.
-
Mam to w dupie, Emmanuelle.
Zdecydowanie
nadszedł czas, aby to rozłożyć, ale tego, co musiałam rozłożyć, nie dało się
podsłuchać.
Podeszłam
więc blisko i szepnęłam - W porządku, spóźniłam się. To było złe. Zapomniałam.
To było gorsze. Nie powinnam była tego robić, ale przeprosiłam. Wiem, że go
kochasz i jesteś blisko, ale to twój tata był dla mnie niefajny, Jacob. Cały
dzień. A jeśli jesteś z nim tak blisko i nie mogłeś tego zauważyć, przypomnij
sobie, jak zareagowała na to twoja mama. Nie była zadowolona, ponieważ wiedziała,
tak jak ja, że to było niefajne.
-
Chce, żeby jego syn był szczęśliwy, a kobieta, która nie przejmuje się
spotkaniem z rodzicami na tyle, żeby o tym pamiętać, a potem zachowuje się tak,
jakby wolała być gdziekolwiek indziej, powiedzmy, przybita do krzyża, nie
będzie rodzajem kobiety, która mogłaby uszczęśliwić jego syna.
To
było do bani, że potrafił być zabawny, kiedy się kłóciliśmy.
Przeszłam
nad tym, że Jacob był zabawny.
-
Uh… podkreślam, że chciałam być gdzie
indziej, ponieważ twój tata nie był ze mną w porządku. A teraz chcę być gdzie
indziej, widząc, że ty nie jesteś ze
mną w porządku.
Jacob
patrzył mi przez chwilę w oczy, spojrzał na swoje buty, potem spojrzał na mnie
i wszczął kolejny podstępny atak.
-
Kocham cię - wyszeptał.
Poczułam
te słowa jak fizyczny cios i straciłam oddech.
Jak
za pierwszym razem, gdy je powiedział.
To
był jedyny raz, kiedy je powiedział.
-
Kocham cię, Emme. Powiedziałem to raz, nie powiedziałem tego ponownie.
Powiedziałaś to, nie usłyszałem tego ponownie. Więc wyjaśnię to. Kocham cię,
kochanie, i czuję, że odłączasz się ode mnie. Kochasz mnie i mam nadzieję, że jak
mówię ci, że to właśnie czuję, coś znaczy, wystarczająco dużo, żebyś posłuchała
i pomogła mi to powstrzymać.
Mój
głos był łagodniejszy, kiedy powiedziałam - Nie odłączam się, Słonko.
-
Poczuj to, Emme.
Nie
chciałam tego. Nigdy tego nie chciałam. Nigdy.
Aby
to zatrzymać, wyszeptałam - Ja też cię kocham, Jacob.
Zamknął
oczy, ulga przeniknęła przez jego przystojną twarz.
Taka
ulga, że to mną wstrząsnęło.
Ta
ulga sprawiła, że zadałam sobie pytanie, czy odłączałam się?
Zanim
mój umysł zdołał odpowiedzieć na to pytanie, ruszył szybko. Podniósł obie ręce,
położył je na mojej szyi, wsunął je we włosy i zbliżył się. Ale bardziej zbliżył
twarz.
-
Masz rację. Cały dzień mój tata był kutasem. Zapomniałaś, spóźniłaś się, to
było rozczarowujące. Nie rozumiałem, ale przeprosiłaś. Rozmawiałem z nim, to nie
pomagało na długo. Jak jutro znowu wyciągnie to gówno, będę cię wspierał. Ale
Emme - w jego głosie brzmiało ostrzeżenie - Jak odbyliśmy pogawędkę, on mnie
nie słyszał. Więc jutro, jeśli każe mi to zrobić jeszcze raz, nie zabiorę go na
zewnątrz, żeby powiedział to, co mam do powiedzenia. Aby podkreślić, po prostu powiem
to głośno. Dzisiaj miałem na uwadze, że nie byłaś sobą. Jutro zrobię to, co
muszę. Musisz być na to przygotowana.
To
nie brzmiało zabawnie.
Dlatego
zasugerowałam - Może powinieneś dać mu bezpieczne miejsce i porozmawiać z nim
rano, kiedy mnie nie będzie w pobliżu.
-
A może powinniśmy złożyć oświadczenie, że skoro tu jesteś, to twoje bezpieczne miejsce, mój dom lub
cokolwiek, co ma ze mną związek i on musi mieć to na uwadze.
Jego
sugestia była lepsza.
A
jego słowa były niesamowite.
W
całej tej męczącej dyskusji wiedziałam kilka rzeczy na pewno. Gdyby to nie było
ważne, Jacob by o tym nie wspomniał. Jeśli powiedział, że coś ode mnie wyczuwa,
to czuł to. A jeśli coś czuł, może było coś do odczuwania.
Co
zwróciło moją uwagę na fakt, że w gruncie rzeczy zapomniałam o spotkaniu z jego
rodzicami. To było szalone. Miał rację. Od tygodni wiedziałam, że przyjadą i
mieliśmy plany, o których nigdy nie powinnam była zapomnieć. Nigdy nie
spotkałam rodziców chłopaka, ale to nie znaczyło, że nie wiedziałam, że to
ważne.
Nie
byłam lekkomyślna. Nie byłam zapominalska.
Nie
wiedziałam, jak to się stało. Po prostu wiedziałam, że się stało.
A
nie powinno.
Dlatego
nadszedł czas, aby się wycofać.
Podniosłam
ręce do jego klatki piersiowej, pochyliłam się i przyznałam - Spieprzyłam. Nie
wiem, o czym myślałam. Jak wciągnęłam się w to, co robiłam i zapomniałam. Nawet
nie wiem, dlaczego zaczęłam robić to, co mnie wciągnęło. Wiem tylko, że tak
bardzo schrzaniłem, że się zdenerwowałam i dlatego nieciekawie się dzisiaj do
ciebie odnosiłam - przyciszyłam głos - A im częściej twój tata mnie zaczepiał,
tym bardziej się denerwowałam, tym gorzej było. Ale to nie chodziło o twojego
tatę. Zaczęło się ode mnie i do tego naprawdę przepraszam, Słonko.
Oczy
Jacoba zatrzymały mnie przez chwilę, robiły to intensywnie i nie było to komfortowe
głównie dlatego, że czułam, jakby próbował spojrzeć przeze mnie, aby przeczytać
słowa zapisane w mojej duszy.
Na
szczęście minęła tylko chwila, po czym sięgnął po dotyk ust, co było naprawdę
słodkie, ponieważ w ten sposób Jacob przyjął moje przeprosiny.
Odsunął
się i jedna z jego rąk pozostała w moich włosach.
Druga
zsunęła się po moim kręgosłupie i objął mnie ramieniem.
-
Było, minęło - mruknął, ale jego wzrok nigdy nie opuścił mojego, gdy zapytał -
Byłaś zdenerwowana spotkaniem z nimi?
Nie
sądziłam, żebym była. Ludzie mnie lubili. Nie sądziłam, że jestem
najwspanialszą osobą na świecie, ale nie byłam suką.
Ale
może to było to. Może to były utajone nerwy, z którymi obudziłam się tego ranka
i z tego powodu zablokowałam ich w pamięci i zachowywałam się jak idiotka. I
może właśnie dlatego ostatnio zachowywałam się dziwnie, dając Jacobowi wrażenie,
że go odpychałam.
Mam
nadzieję, że to było to.
-
Nie myślałam, ale może byłam - odpowiedziałam szczerze.
Skinął
głową, a potem powiedział - Poważnie, mała, zwykle są bardzo spoko. Szczególnie
tata.
Przycisnęłam
swoje ciało do jego, objęłam go ramionami, ale zrobiłam to prostując swój
kręgosłup z determinacją, zanim oświadczyłam - Jutro go zdobędę.
Zadeklarowałam
to. Zamierzałam spróbować. Miałam tylko nadzieję, że dam radę.
Jacob
w końcu się uśmiechnął i wtedy ogarnęła mnie ulga.
-
Wiem, że tak zrobisz - powiedział cicho.
Potem
pochylił się po kolejny dotyk ust.
Nachyliłam
się do niego, ściskając go w ramionach i dotyk zmienił się w krótki, słodki
pocałunek, po którym podniósł głowę i zaproponował - Chodźmy do łóżka.
Męcząca
dyskusja skończona. Zły dzień się skończył.
Gotowe.
Dobre
rzeczy nachodziły.
Tak
było, więc uśmiechnęłam się.
*****
Pięć i pół godziny później…
Otworzyłam
oczy i poczułam, że łóżko jest puste (oprócz Buforda).
Jacob
nie spał, ale nie czytał.
Robił
to niezbyt często, ale robił i powiedział mi, że kiedy się obudziłam on albo
ćwiczył, poszedł pobiegać, albo trochę pracował. Więc kiedy to się stało i
obudziłam się podczas tego, zwykle kładłam się z powrotem spać.
Ale
tym razem nie zasnęłam, bo tym razem, po bardzo złym dniu, martwiłam się, że
zostawił mnie z innych powodów.
Kocham cię kochanie i czuję, że
odłączasz się ode mnie.
Nie
sądziłam, że to robię, ale z tym, co powiedział, nie mylił się. Pozwalałam, by
telefon dzwonił, nawet gdy dzwonił tuż obok mnie i widziałam jego imię na
wyświetlaczu. Robiłam to, mówiąc sobie, że jestem zajęta i wrócę do niego,
kiedy wcześniej, łapałam go, zanim zadzwonił dwa razy.
Dzwoniłam
też zwykle z byle jakiego powodu - u mnie czy u ciebie, co jest na kolację,
właśnie wydarzyła się ta denerwująca rzecz i muszę to z siebie wyrzucić - a on
zawsze od razu odbierał. Ale teraz, nawet kiedy miałam coś do powiedzenia, mówiłam
sobie, że jest zbyt zajęty, by odebrać ode mnie telefon.
Chociaż
wydawało się, że dużo pracował, a ostatnio nawet więcej, nigdy nie był zbyt
zajęty, żeby odebrać ode mnie telefon. Do diabła, powiedział mi nawet wprost,
że nigdy nie będzie zbyt zajęty, żeby odebrać ode mnie telefon.
-
Co się ze mną dzieje? - szepnęłam do poduszki.
Żadna
odpowiedź nie przeszła przez mój mózg. Nie podobało mi się to, czułam się
dziwnie, nie mając wystarczającego doświadczenia, by po prostu wiedzieć, że nie
mogę pozwolić, by to trwało, więc wstałam z łóżka, zostawiając za sobą lekko
chrapiącego Buforda i wędrując ciemnym korytarzem.
Znalazłam
Jacoba w jego biurze, tyłem do mnie, twarzą do komputera.
Więc
nie spał i pracował.
-
Hej! - zawołałam, kiedy weszłam do drzwi, a on obrócił się fotelem twarzą do
mnie.
Jego
oczy natychmiast stały się ciepłe.
To
był dobry znak.
-
Hej - odpowiedział - Dlaczego wstałaś?
Podeszłam
do niego i kiedy zatrzymałam się blisko, odpowiedziałam - Łóżko było puste.
Jego
oczy zrobiły się cieplejsze i otoczył ramieniem moje biodra, przyciągając mnie do
boku fotela i odchylając głowę do tyłu. Pochyliłam się na jego zaproszenie i
dotknęłam ustami jego.
Odsunęłam
się, nie zamierzając iść zbyt daleko, ale i tak nie mogłam, ponieważ jego druga
ręka uniosła się i owinęła wokół mojej szyi.
Oparłam
się i zapytałem - Pracujesz?
-
Tak. Sprawa się nie układa. Coś jest nie tak. Nie mogę go zlokalizować.
To
też był dobry znak. Zostawił mnie nie z powodu naszej męczącej dyskusji lub
niepokoju z powodu tego, co się między nami dzieje, że ja go odpycham. Odszedł,
bo miał na głowie coś innego, nad czym musiał popracować.
Na
te wieści uśmiechnęłam się do niego i droczyłam - Ty, Potężny Jacob?
Odwzajemnił
uśmiech i odpowiedział - Tak. Ja.
Wsunęłam
rękę na jego klatkę piersiową i wyszeptałam - Poradzisz sobie.
-
Tak - odszepnął.
-
Masz łamigłówkę, której nie możesz rozwiązać, rozumiem, że chcesz się do tego
zabrać - powiedziałam mu, a potem dodałam - Ale lubię budzić się z tobą.
Jego
oczy zrobiły się jeszcze cieplejsze - Dam temu kilka godzin, wrócę i poczytam.
-
Dziękuję, Słonko.
-
Dla ciebie zawsze, kochanie.
Przesunęłam
rękę dalej w górę, zatrzymując się, by zacisnąć ją wokół ciemnego zarostu na
jego szczęce i ponownie pochyliłam się, by dotknąć ust.
Tym
razem, kiedy się cofnęłam, zatrzymałam się, zatrzymałam jego wzrok i wyszeptałam
- Kocham cię, Jacob.
Ciepło
w oczach, łagodność na twarzy, kąciki ust uniesione, tak piękne, wszystko dla
mnie, odszepnął - Też cię kocham, Emme.
Zsunęłam
rękę w dół, przesunęłam kciukiem wzdłuż pofałdowanego grzbietu jego gardła,
zapamiętałam wyraz jego twarzy i uśmiechnęłam się do niego.
Odsunęłam
się i Jacob pozwolił mi odejść. Odwróciłam się do drzwi i zamarłam.
To
dlatego, że Richard Decker stał w drzwiach w piżamie ze skrzyżowanymi
ramionami, ramionami przy framugach i patrzył.
-
Kurwa. Poważnie? - Jacob warknął.
On
też widział swojego ojca.
Usłyszałam
jego fotel, poczułam, jak odjeżdża, a potem poczułam, jak stoi obok mnie.
Czułam
też, że był zły.
Wtedy
poczułam, że moje ciało napina się.
No
dobrze, oficjalnie to był następny dzień, więc to nie wróżyło dobrze, że będzie
lepszy.
-
Teraz to - oznajmił jego ojciec - …to
właśnie lubię widzieć.
Odprężyłam
się lekko, ale tylko dlatego, że mnie to zdezorientowało.
Nie
zmyliło to Jacoba.
Wiedziałam
o tym, kiedy wyrzucił z siebie - Tato. Nie. Cholernie. Fajne.
Rich
całkowicie go zignorował i spojrzał na mnie - Dzisiaj, Emme, byłem dupkiem.
Przepraszam. Byłaś zdenerwowana, to było oczywiste. Nadal byłem dupkiem. Za to
też przepraszam. Wynagrodzę ci to jutro rano, robiąc ci moje słynne na całym
świecie pancakes.
Może
byłam w błędzie. Brzmiało to jak wskazówka, że dzisiejszy dzień będzie lepszy.
-
Tato, twoje pancakes są do bani - odparł Jacob.
Moje
oczy zrobiły się duże i odskoczyłam do tyłu, by zobaczyć, jak krzywo patrzy na
swojego ojca.
Schrzanił
potencjalnie dobry dzień!
Żeby
przestał to robić, szturchnęłam go łokciem w żebra.
Zachowywał
się, jakby tego nie czuł i wciąż krzywił się na swojego ojca.
-
Zapomniałem. To Shane lubi moje pancakesy - wymamrotał Rich.
-
To nie są pancakes. To naleśniki. A naleśniki są do bani - odparł Jacob.
Całkowicie
schrzani to!
- Jacob! - warknęłam.
Niestety
nie skończył.
-
Chyba że mają w sobie tę czekoladę z orzechami laskowymi, coś, czego ja nie
mam.
-
Masz sklep spożywczy - odparł Rich.
-
W niedzielę rano nie pociągnę tyłka do sklepu spożywczego po czekoladę z
orzechami laskowymi - odciął się Jacob.
-
Więc przestań na to zrzędzić - rozkazał Rich.
-
Nie zrzędzę. Mówię, że kupiłem mamie maślankę na jej pancakesy, które naprawdę
lubię. I właśnie to będziemy mieć. A, nawiasem mówiąc, słyszysz jak ja zrzędzę,
kiedy zamiast tego jestem wkurzony, że czaisz się i szpiegujesz Emme i mnie -
stwierdził Jacob.
Zamknęłam
oczy.
-
Nie szpiegowałem - odpowiedział Rich.
Otworzyłam
oczy, bo to było kłamstwo w żywe oczy.
Opierał
się o drzwi, obserwując nas!
-
Stałeś w moich drzwiach bez mojej wiedzy ani Emmy i słuchałeś? - Jacob wykazał
mu kłamstwo.
-
Tak, ale to nie jest szpiegowanie. Ukrywasz się, kiedy szpiegujesz. Nie
ukrywałem się. Słuchałem.
Jacob
spojrzał w sufit.
Prawdę
mówiąc, miał rację. W zabawny sposób. Więc wybuchnęłam śmiechem.
Przełknęłam
to, kiedy Jacob przestał patrzeć na sufit, żeby móc skierować swój gniewny
wzrok na mnie.
-
To nie jest zabawne - oświadczył - To wścibski drań. Zawsze tak było. To nie
było w porządku, kiedy byłem nastolatkiem, który odbierał odczucia swojej
dziewczyny oglądającej telewizję w naszej piwnicy. Zdecydowanie nie jest w porządku, kiedy jako
trzydziestosiedmioletni mężczyzna spędzam chwilę z moją dziewczyną w moim
własnym pieprzonym domu.
Jedyne,
co mogłam pomyśleć po tym stwierdzeniu, to to, że cieszę się, że Jacob unikał
normy i nie miałam się czego wstydzić, kiedy jego tata obserwował.
Mogłam
tylko powiedzieć - Nie powinieneś nazywać swojego taty draniem.
-
Emme, to była nasza chwila, nie jego
- stwierdził Jacob.
-
To prawda, ale nie planowaliśmy przejęcia znanego świata, więc teraz, kiedy już
wie, musimy go zabić - zauważyłam.
Właśnie
wtedy Rich wybuchnął śmiechem.
Spojrzałam
na niego i poczułam, jak coś we mnie się rozluźnia. Mogło to mieć związek z
faktem, że śmiech Richa był jedynym momentem, kiedy wyglądał bardzo podobnie do
swojego syna, innymi słowy, był niezwykle przystojny, a nie zwyczajnie
przystojny. Chodziło głównie o to, że on w ogóle to robił i to ja go do tego skłoniłam.
Nie
chciałam być lizuską, ale uważałam, że to ważne, aby wykorzystać przewagę, więc
kiedy przestał się śmiać, powiedziałam mu - Zjem rano twoje naleśniki, Rich.
Wciąż
się uśmiechając, odpowiedział - To pancakes, Emme.
-
Okej - szepnąłam.
-
Czy możecie wyświadczyć mi przysługę i zawiązywać przyjaźń, kiedy nie będzie trzecia
trzydzieści nad ranem? - zapytał Jacob.
Znowu
to wszystko chrzanił.
Odchyliłam
głowę do tyłu i spojrzałam na niego.
Pochwycił
moje spojrzenie, grymas opuścił jego twarz i uśmiechnął się do mnie.
Potem
pochylił się i musnął moje usta ustami, odsunął się i powiedział - Buford jest
samotny.
Nie
miałem szansy odpowiedzieć, ponieważ Rich zaproponował - Odprowadzę cię do
twojego pokoju, Emme.
Jacob
i ja spojrzeliśmy na jego tatę.
-
Jest w korytarzu, tato - zauważył Jacob - Myślę, że trafi tam sama bez pomocy.
-
Tak. Ja wiem. Ona wciąż idzie tam ze mną - odpowiedział.
Nie
byłam pewna, czy to dobrze, czy źle.
-
Jak tam dotrze, niech znowu dobrze śpi - ostrzegał Jacob.
Najwyraźniej
Jacob myślał, że to złe.
-
Już ci powiedziałem, że skończyłem z byciem dupkiem - odparł Rich.
-
Zobaczę, to prawda, kiedy moja dziewczyna będzie mogła spać spokojnie -
rozkazał Jacob.
Nie
było mi wtedy łatwo oddychać. Ojciec i syn wpatrywali się w siebie. Nie bardzo
wiedziałam dlaczego, ponieważ wydawało mi się, że wszystko się ułożyło, więc
nie wiedziałam dokładnie, co robić.
Wiedziałam
tylko, że Jacob nie marnował czasu na „wspieranie mnie” przed jego tatą.
Co
sprawiło, że poczułam się miękka w środku.
Ale
ja, będąc mną, też nie pozwoliłam temu trwać przez czas, kiedy wydawało się, że
będzie (to znaczy wieczność), więc włączyłam się w to.
-
Zaczęłam dzień od kozłów, pił, noży do przycinania i płyt kartonowo gipsowych.
Więc chyba powinnam odpocząć, żeby mieć energię, żeby jutro zjeść naleśniki w
jakiejkolwiek formie, w jakiej do mnie przyjdą.
To
zadziałało. Wpatrywanie się skończyło. Jacob objął mnie ramieniem w talii,
uścisnął i pochylił się, żeby pocałować mnie w bok głowy, zanim mnie puścił.
Podeszłam
do jego taty, zaglądając przez ramię i mówiąc - Noc, Słonko.
-
Noc, Emme - mruknął Jacob, po czym jego oczy powędrowały do ojca. - Tato.
-
Deck - odparł Rich, kąciki jego ust wykrzywiły się.
Dotarłam
do drzwi. Zszedł mi z drogi i oboje ruszyliśmy korytarzem. Nie był to długi
dystans, ale zrobiliśmy to w ciszy, więc czułam go jak boisko do piłki nożnej.
Zatrzymałam
się przed drzwiami Jacoba i usłyszałam ciche chrapanie Buforda.
Dostałam
przystojnego, wysokiego, silnego, czułego mężczyznę, który był geniuszem i nie
chrapał.
Całkowite
najwyższe trafienie.
Ale
przyszedł z psem, który zabierał łóżko i chrapał, chociaż cicho.
To
był remis. Zmuszało mnie to do przytulania się do Jacoba, ponieważ nie miałam
miejsca do poruszania się, ale z drugiej strony nie miałam miejsca do
poruszania się. A chrapanie - pies, człowiek, czy Marsjanin - nie było zabawne.
Mimo to Buford był uroczy i lubił mnie, więc nie powinnam narzekać.
Odsunęłam
te myśli na bok i zwróciłam się do Richa.
-
No cóż, dzięki za odprowadzenie mnie - powiedziałam słabo.
Byliśmy
w cieniu, ale wciąż widziałam biały błysk jego zębów, zanim odpowiedział - Noc,
Emme.
-
Noc, Rich - wymamrotałam, weszłam do pokoju, położyłam rękę na drzwiach i
miałam je zamknąć, kiedy zatrzymałam się, widząc, że Rich wciąż tam stoi.
To
wskazywało na to, że jeszcze nie skończyliśmy.
Przygotowałam
się i to był dobry pomysł.
-
Ta druga wycięła mu paskudny numer - powiedział cicho.
-
Wiem - powiedziałam w ten sam sposób.
-
Martwiłem się.
To
było słodkie.
Wzięłam
oddech, zmusiłam się do tego, co miałam nadzieję, że było moim ostatnim
fałszywym uśmiechem na następny rok i powiedziałam - Przepraszam. I żałuję, że
zrobiłam coś głupiego, że się martwiłeś.
Przyjął
to skinieniem głowy, ale zauważył - Wy dwoje jedziecie szybko.
-
Wiem.
-
Tkwi w tym po uszy.
Tkwi w tym po uszy.
Nic
nie powiedziałam, ale czułam wszystko. Za dużo. Za dużo, by oddychać.
-
Deck nie lubi prostych rzeczy - kontynuował Rich - Nigdy nie lubił. Nie ma do
tego cierpliwości. Lubi skomplikowane. Im bardziej skomplikowane, tym lepiej.
Ale widzisz, Emme, kochanie, niektóre łamigłówki, nie mają rozwiązań. Ma
szczęście, więc nigdy nie znalazł takiej, której nie mógł rozwiązać. Nie
oznacza to, że jej nie znajdzie. A mój syn, jaki jest, sposób, w jaki pracuje
jego umysł, jeśli to napotka, będzie szukał rozwiązania, dopóki nie doprowadzi
go to do szaleństwa.
Nie
wiedziałam, do czego zmierza, więc zgadłam - Ja… myślisz, że jestem łamigłówką,
Rich?
-
Myślę, że jest powód, dla którego mój chłopak tkwi tak głęboko. Myślę, że to
dlatego, że jesteś skomplikowana. To nie znaczy, że nie będzie szczęśliwy, gdy
znajdzie rozwiązanie. Mam tylko nadzieję, że cokolwiek to jest, można
rozwiązać.
Potrząsnęłam
głową - Nie jestem łamigłówką.
-
Poznałem dzisiaj trzy dziewczyny, Emme. Jedna nie przejmowała się na tyle, żeby
pamiętać o poznaniu rodziców jej mężczyzny. Jedna była sztywna i nerwowa. Jedna
była miękka i słodka. To wszystko, co wiem. Nie znam się na łamigłówkach. Po
prostu wiem, że to skomplikowane.
Nie
chciałam znowu wspominać tego dnia. Nie chciałam też mu przypominać, że miał w
tym swój udział.
Więc
zamiast tego ostrzegłam go ostrożnie - Nie jestem pewna, czy ta dyskusja da mi
słodkie sny.
W
tym momencie pochylił się tak nagle, że mnie to oszołomiło.
-
Bądź tą dziewczyną - szepnął zaciekle - Bądź tą dziewczyną, która właśnie dała
mojemu chłopcu słodycze. Proszę, bądź tą dziewczyną, Emme.
Zaskoczona
odszepnęłam - Jestem tą dziewczyną,
Rich.
-
Deck z tą drugą kobietą był tak cholernie głęboko. Podobnie jak jego tata, jak znajduje
to, czego chce, daje z siebie wszystko. Nie była tego warta. Bądź dziewczyną,
która sprawia, że warto.
To
nie była jego sprawa, tak jak, niestety, była i nagle zaczęliśmy, niestety,
intensywną rozmowę o ważnych sprawach, więc podzieliłam się - Jestem w nim
zakochana.
-
Tak jak była i ta druga - odpowiedział.
Moja
ręka zacisnęła się na drzwiach. Jego komentarz tak bardzo irytujący i więcej
niż trochę przesadzony, że nie byłam w stanie wymyślić, co powiedzieć.
Potem
pomyślałam, co powiedzieć - Nie jestem Elsbeth. Ani trochę.
Odchylił
się do tyłu, usłyszałam, jak wziął głęboki oddech, a jego głos był mniej
surowy, kiedy powiedział - Jestem jego ojcem. Będę chciał dla niego jak
najlepiej.
-
A ja jestem kobietą, która go kocha. Oczywiście będę chciała tego samego. Ale
bez obrazy, nie chcę, żeby jego tata dawał do zrozumienia, że to nie ja.
Rozumiem, że go kochasz i chcesz go chronić. Ale popełniłam błąd. To zirytowało
Jacoba. To ciebie zdenerwowało. Obaj mieliście prawo do takich reakcji,
ponieważ był to duży błąd. Ale teraz to koniec. Czy mogę poprosić, żebyśmy
jutro, kiedy się obudzimy, zaczęli od nowa?
Przyglądał
mi się w ciemności przez długą chwilę, zanim się zgodził - Mogę to zrobić, Emme.
-
Byłabym wdzięczna, Rich.
-
Teraz, powiem tylko, że po prostu wyszedłem mocno i Deck ma rację, jestem
wścibski, zwłaszcza gdy to, przy czym węszę, ma znaczenie. Ale właśnie
zawarliśmy umowę. Nie wracam do tego, co mówiłem, więc chociaż mieliśmy te
słowa, jutro, jak powiedziałem, zaczynamy od nowa. Więc chcę, żebyś spała
spokojnie.
Tak
by mogło się stać.
-
Buford jest dobry w dotrzymywaniu mi towarzystwa - zapewniłam go łgarstwem.
Był, po prostu nie wtedy, kiedy spał - Dam sobie radę. Ale i tak dziękuję za
to, że to powiedziałeś.
Spojrzał
mi w oczy, skinął głową i wymamrotał - Noc, kochanie. Jutro będzie lepszy
dzień.
-
Dzięki, Rich, na pewno tak. I dobranoc.
Zawahał
się, zanim się oddalił.
Zamknęłam
drzwi i podeszłam do łóżka.
Kiedy
ułożyłam się, Buford obudził się na wystarczająco długo, by przewrócić się na
drugi bok, przeciągnąć i znów zacząć chrapać.
Odwróciłam
się tyłem do drzwi, oczy otwarte, zaczęłam wałkować przeżycia całego dnia. I
znowu. I powtórnie.
To
mnie niepokoiło.
Były
oczywiste powody.
Były
też takie, które nie były oczywiste.
Dlatego
długo nie spałam, obracając to w głowie, próbując ulżyć niepokojowi.
Ale
zasnęłam, zanim mogłam.
Na
szczęście zrobiłam to, zanim dołączył do mnie Jacob.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję 😊
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńTakie coś znalazłam: "ponieważ Rich mnie w zdenerwował." niby nie wiele ale coś.
Dziwny jest ten jego tato :( Nie podoba mi się taki czepialski mruk. Może dalej będzie lepiej.
CZekam na kolejny rozdział.
Super tłumaczenia. Jak zwykle nie moge sie doczekać kolejnych części.
OdpowiedzUsuńMonique - dzis pojawił się Dream Keeper na fredesc. Będziesz tłumaczyć ?
Bardzo chcę
UsuńMam na pliku ściągnięte po angielsku , mogę podesłać na maila :)
UsuńPoproszę rbrzakala.monika@gmail.com
UsuńWysłane :)
UsuńDziękuję. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń