Rozdział
4
Dwa
dni
Oświetlając
drogę latarką, Deck przedzierał się przez śnieg, gęste sosny i osiki. Miał pistolet
przy biodrze, latarkę w dłoni i pojemnik z gazem pieprzowym na drugim biodrze.
W
tych lasach były niedźwiedzie i gdyby jakiegoś spotkał, nie chciałby do niego strzelać.
Nie dlatego, że nie chciał, by słyszano strzały, ale dlatego, że zniszczenie
tak wspaniałej bestii byłoby zbrodnią przeciwko naturze.
Jednak
niedźwiedź przeżyłby dawkę gazu.
Telefon
zawibrował mu na tyłku, wyciągnął go i spojrzał na wyświetlacz.
Na miejscu.
Chace
się ustawił.
Odebrał
Chace’a w mieście. Chace wysadził go na drodze w dół od mieszkania Emme i
odjechał pickupem Decka. Zostawili Yukona Chace’a w mieście, ponieważ nie
chcieli zostawiać pojazdu na drodze w pobliżu domu Emme. Gdyby Chace zdołał
utrzymać ogon, wysłałby samochód po Decka, kiedy Deck zakończy swoją
działalność.
Kciuk
Decka przesunął się po ekranie i odesłał - Przyjąłem.
Już
miał schować telefon z powrotem do kieszeni, kiedy zawibrował mu w dłoni i
zobaczył, że na wyświetlaczu pojawił się napis „Emmanuelle dzwoni”.
Widząc
jej imię w telefonie, poczuł ciepło w wnętrznościach.
Zobaczenie
tego na swoim telefonie po dziesiątej wieczorem, kiedy zostawił ją jakieś pół
godziny temu i z całym tym gównem wokół niej, sprawiło, że poczuł ucisk w
żołądku.
Kurwa.
Zatrzymał
się, odebrał i przyłożył telefon do ucha.
-
Wszystko okej? - zapytał na powitanie.
-
Zapomniałam o Chace - odpowiedziała.
Na
jej słowa, jego ciało spięło się.
-
Co? - zapytał.
-
Przy tej całej rozmowie o życiu, moim domu, twoim domu, a nawiasem mówiąc,
którego, jeśli wkrótce nie dostanę zaproszenia, żeby zobaczyć i wypić twoje
domowe piwo, to będę zirytowana, i tobą robiącym mi przytyki na temat mojego
Bronco, zapomniałam zapytać o Chace’a - jej głos zniżył się - Jestem w tej
okolicy od jakiegoś czasu, Słonko. Słyszałam, co się działo z nim i jego
ówczesną dziewczyną, a teraz żoną. Czy oni są okej?
Jego
ciało rozluźniło się.
-
Od tego czasu są okej, a dowodem na to jest fakt, że Faye jest w zaawansowanej
ciąży, a Chace zachowuje się, jakby był pierwszym mężczyzną, który kiedykolwiek
zostanie tatusiem na tej Ziemi, innymi słowy, jest w cholernym siódmym niebie,
że zapłodnił swoją żonę. A robienie ci przytyków na temat tego pojazdu
bezczeszczącego dar Boży pojazdów dla całego rodzaju ludzkiego, czego
operatywną częścią było „ludzkość”, miało pierwszeństwo przed dyskusją o Chace
i Faye.
Usłyszał
jej niski, ponętny chichot, uśmiechnął się do telefonu i dalej szedł przez las,
ale robił to wolniej, dzięki czemu ciszej. Nie chciał, żeby usłyszała
skrzypienie śniegu czy łamanie gałązek.
Skupił
się z łatwością na kilku rzeczach, na bieżących i przywołaniu niedawnego
wspomnienia stania przed otwartymi drzwiami po stronie kierowcy jej Bronco po
tym, jak ją tam odprowadzili, kiedy opuścili Znak, drażniąc się z nią i
rozśmieszając ją.
Nie
mylił się, drażniąc się z nią. Ford Bronco był bez wątpienia męskim samochodem.
Fakt, że jej brązowy Bronco z 1995 r. miał wytłoczone kucyki na dźwigni zmiany
biegów, błyszczącego motyla zwisającego z lusterka wstecznego, pod którym
widniał napis „Free to Fly”, a do podsufitki nad lusterkiem wstecznym
przyczepione było zdjęcie Raylana Givensa z programu telewizyjnego Justified,
wylegującego się na plecach na krześle, z jedną nogą zgiętą, a drugą
wyprostowaną w kowbojskim bucie, z pistoletem w górze, z kowbojskim kapeluszem
opuszczonym nisko na czoło. Nie wspominając o tym, że auto było wypucowane na błysk.
Niektórzy
mężczyźni, widząc to, mogliby zostać poruszeni, by wyrwać to gówno i zabrać je
na szaloną jazdę, by oddać tak zabłocone, zakurzone i brudne, jak to tylko
możliwe.
Niektórzy
mężczyźni, widząc Emme i wiedząc, że to jej pickup, mogliby zostać poruszeni do
zrobienia tego przed lub po przerzuceniu jej przez kolano za popełnienie
takiego bluźnierstwa.
Deck
odkrył, że jest tym drugim typem.
Jej
słowa wtrąciły się w myśli, które sprawiały, że nawet Deck stracił
koncentrację.
-
Żona Chace’a jest w ciąży? - zapytała.
-
Zaawansowanej - odpowiedział.
-
To dobrze - powiedziała cicho - Ja... no, po tym wszystkim, co się wydarzyło,
wiesz, po tym, jak została uratowana i pojawiła się wiadomość, że była
pochowana żywcem, a Chace znów był w gazetach, poszłam do biblioteki, żeby ją
obejrzeć.
Żona
Chace’a, Faye, była bibliotekarką w Bibliotece Carnal.
Deck
nic nie powiedział. Nadal trudno mu było myśleć o tamtej nocy. Nocy, którą
spędził z przyjacielem, który przechodził tortury, wiedząc, że jego kobieta
została pochowana pod ziemią. Więc trzymał się faktu, że wyciągnęli Faye z tej
skrzyni oddychającą, rok później patrzył, jak związują się z jego chłopcem, a
teraz budowali rodzinę w więcej niż tylko oni i dwa poważnie jak cholera
brzydkie koty, które Faye uwielbiała.
-
Ona jest naprawdę ładna - powiedziała mu Emme.
-
Tak - zgodził się Deck, wciąż się poruszając.
-
Idealna dla Chace’a.
-
Tak - powtórzył Deck, tym razem z większym uczuciem.
-
Wiedząc, że był w pobliżu, pomyślałam, no wiesz, by zrobić podejście, dać mu
znać, że mieszkam blisko. Ale nie wiedziałam z tym wszystkim, co się stało, czy
powinnam. Mam na myśli nie tylko Elsbeth i to, jak to mogłoby odbić się na
mnie, ale także Chace’a.
Jego
chłopcu było ciężko. A Deck był blisko ze swoim chłopcem, więc Emme wiedziała,
że Elsbeth kończąca sprawy nie uczyniła Elsbeth ani nikogo z jej bliskich
ulubieńcem Chace’a.
To
znowu była czysta Emme, myślała o nich. Wszystkich.
-
Jasne, że z przyjemnością ponownie zobaczy się z tobą.
-
Dobrze, więc może on i Faye przyjdą do twojego domu, kiedy będę piła twoje
domowe piwo. Chociaż Faye najwyraźniej nie może tego pić.
Znowu
uśmiechnął się do telefonu, widząc światło wpadające przez drzewa. Wyłączył
latarkę i dalej zbliżał się do jej domu.
-
Ustawię to. I to wkrótce - powiedział jej.
-
Dobrze, świetnie - odpowiedziała - Wtedy byłam tak zajęta gadaniem o mojej
dziewczynie, że zapomniałam zaprosić cię na jutrzejszą kolację.
Zadowolony,
że zaprasza go na kolację, Deck szedł w stronę światła, ale wciąż zwrócił się
do ważniejszej części tego, co powiedziała - Bronco nie jest dziewczyną. Bronco
to zdecydowanie facet.
-
Ma na imię Persefona.
Jezu.
Deck
stłumił śmiech i odpowiedział - Właśnie go przemianowałem, Elrod.
-
Persefona - odpaliła.
-
Nie podoba ci się Elrod, może być Cletus.
-
Nie zmieniam nazwy Persefony! - warknęła, ale w jej głosie było słychać
wesołość.
-
W porządku, maleńka - mruknął, uśmiechając się do telefonu, trzymając się
cienia, ale idąc w kierunku oświetlonej polany, wypatrzył przez drzewa.
Dostał
ciszę. Kompletną ciszę.
Więc
zawołał - Emme?
Nastąpiła
kolejna chwila ciszy - Przyjdziesz jutro wieczorem na kolację czy co?
Miał
pracę do wykonania, ważną pracę, pracę, która oznaczałaby uwolnienie jej od
tego dupka.
-
Tak - odpowiedział.
-
Dobrze. Tartak jest otwarty do szóstej, ale wcześnie zaczynam i wychodzę
wcześnie. Więc mogę mieć kolację na stole o szóstej. Ale piwo będzie dostępne
od piątej.
-
W takim razie mój tyłek będzie pod twoimi drzwiami o piątej - powiedział,
zatrzymał się w cieniu drzewa i skierował wzrok na jej dom.
Wyprostował
plecy i patrzył.
Jezu.
Kurwa.
To
nie był worek bez dna.
To
było takie, jak to opisał Chace.
Koszmar.
Widział,
że pod całym tym zrujnowanym bałaganem kryje się piękno. Niesamowite piękno.
Ale
miała przed sobą długą drogę, zanim przywróci go do tego stanu. Nie tylko
dlatego, że był to koszmar. To także dlatego, że był ogromny.
Kiedy
wodził po tym wzrokiem, zdecydował, że jego dziewczyna potrzebuje przede
wszystkim nowej izolacji. Tego dnia mieli słońce. Było zimno, ale słońce
Kolorado potrafiło spalić śnieg z dachu. Ale wszędzie wokół domu rosły wysokie
sosny. Przy krótkich dniach w lutym, ograniczonym słońcu i długim cieniu, który
dawały te drzewa, oznaczałoby to wszystko, że śnieg, który wczoraj mieli, nadal
powinien być na jej dachu - jeśli jej izolacja byłaby dobra.
Śnieg
zniknął.
Jej
izolacja była gówniana i traciła ciepło.
Prawdopodobnie
traciła też ciepło przez niektóre z tych zabitych deskami okien.
Kurwa.
-
Godzina piąta - powiedziała mu do ucha, ponownie zwracając jego uwagę - Teraz
oczekuję, że przed pójściem spać uklękniesz dziś wieczorem i pomodlisz się,
żeby mój piekarnik działał jutro, albo zostaniemy zredukowani do zamawiania
pizzy.
Po
wyglądzie jej domu, jeśli w środku coś przypominało zewnętrze, Deck nie miał
wątpliwości, że za każdym razem, gdy włączała piekarnik, była to loteria.
-
Jestem wielozadaniowy, teraz rozmawiam z Bogiem - powiedział jej i znów
usłyszał jej chichot.
-
Dobrze Słonko. Do zobaczenia jutro wieczorem.
-
Więc do zobaczenia, kotku.
-
Do widzenia.
-
Później.
Rozłączył
się, jego oczy przeskanowały jej dom, automatycznie ustalając priorytety.
Izolacja. Inspekcja dachu, prawdopodobnie nowe pokrycie. Zdecydowanie okna.
Podwójna szyba, ale z drewnianą ramą, aby współgrały z wyglądem domu, ale
trzymały ciepło.
To
byłby dopiero początek.
A
to kosztowałoby małą fortunę.
Kurwa.
Z
notatek śledczych wynikało, że mieszkała tam od prawie trzech lat. Rok, kiedy
była chora. Pozostały jednak dwa inne, a to miejsce wyglądało, jakby nie było
tknięte.
Odłożył
na bok myśli o jej domu, pochylił głowę do telefonu, wysłał SMS’a do Chace’a - Na pozycji, dostał - Odebrałem i schował telefon do tylnej
kieszeni.
Pięć
minut później dostał SMS’a z napisem - Nadjeżdża,
a minutę później zbliżyła się do niego odpicowana Sierra, zaparkowała na
zewnątrz przy Bronco Emme i wysiadł McFarland.
Deck
poczuł kłucie w gardle, gdy obserwował poufały sposób, w jaki McFarland zbliżał
się do domu.
Kłucie
zelżało, kiedy nie wszedł od razu do środka, tylko zapukał i czekał, aż Emme
otworzyła mu drzwi.
Wróciło,
kiedy patrzył, jak McFarland obejmuje ją w talii ramieniem, uśmiecha się do
niej i wsuwa ją do środka.
Drzwi
się zamknęły.
Deck
natychmiast zrewidował swój harmonogram.
Ten
facet nie zostanie odstrzelony od Emme w ciągu tygodnia.
Myślał
raczej o dwóch dniach.
Jego
telefon zawibrował i dostał SMS’a od Chace’a.
Mężczyzna w środku.
Deck
odpisał Widziałem. Przeprowadzam kontrolę
obwodową.
Chace
odesłał - Przyjąłem i Deck ukradkiem
poruszał się po posiadłości Emme.
Kiedy
to zrobił, zaczął to dostrzegać. Dlaczego wybrała to miejsce.
Nawet
by to rozważył, ale tylko wtedy, gdyby obejrzał to w dniu, w którym miałby
ochotę podjąć wyzwanie.
Była
tam oficyna, zbudowana za głównym domem i to niezbyt dobrze, a wyglądała, jakby
w pewnym momencie miała przechowywać samochody, ale, sądząc po tym, że Emme
trzymała Bronco przed domem, teraz nie była do tego wykorzystywana i mógł
zrozumieć, dlaczego. Była w gorszym stanie niż dom.
Z
tyłu znajdował się niezwykły ogród, tarasowany na górze, obejmujący osikę i
sosnę, prowadzący w dół do patio wykonanego z kostki betonowej ułożonej w
niezwykły wzór gwiazdy. Wszystko to zostało uprzątnięte, meble ogrodowe stały na
kamiennej płycie, co prawdopodobnie było bardzo ładne, ponieważ było teraz
przykryte na zimę. Ona tutaj wykonała pracę. Ogród wyglądał dobrze pokryty
śniegiem. Pomyślał, że będzie wyglądać niesamowicie wiosną i latem.
Poruszając
się wokół domu, widział wykusze, wieżyczki, atrakcyjne kamienne rzeźby na
fasadzie, a nawet rzygacze w rogach. Miał osobowość. Został wykonany z myślą o
rzemiośle i nie szczędzono na to wydatków.
Ale
miał ponad sto lat, ostatnie pięć czy sześć dekad nie był dobrze utrzymany i to
było widać.
Wrócił
na swoje miejsce i zobaczył tylko jedno światło w niezabitych deskami oknach. Drugie
piętro, drugie okno na lewo od drzwi wejściowych.
Kłucie
wróciło, ponieważ Deck uznał, że to jej sypialnia. Zazwyczaj główne apartamenty
znajdowały się z tyłu domu, aby uniknąć hałasu ulicznego. Ale tutaj, kiedy ten
dom był jedynym przy drodze, nie było hałasu z ulicy, więc główna sypialnie
byłaby z przodu.
To
dlatego, że tył miał widok na górę i drzewa. Tył mógł mieć również
spektakularny ogród, ale przód miał panoramę Gór Skalistych, doliny i Gnaw
Bone. Każdy przy zdrowych zmysłach chciałby tego widoku z okna sypialni.
Więc
byli w jej sypialni.
Czekał,
patrzył. Zostali w jej sypialni przy włączonym świetle.
Paliło
go gardło.
Światła
zgasły.
Deck
wziął głęboki oddech przez usta, pozwalając, by zimne górskie powietrze
złagodziło oparzenia.
Za
dwa dni odstrzeli go od niej.
Nie
dłużej.
Zdecydowanie.
Dziesięć
minut później otworzyły się frontowe drzwi. Deck wyprostował się zaalarmowany,
wyciągnął telefon i patrzył, jak McFarland rusza do swojego pickupa.
Wysłał
wiadomość Mężczyzna w drodze do
Chace’a.
Mam go
odesłał Chace.
McFarland
przejechał przez okrągły dziedziniec domu Emme i odjechał.
Oczy
Decka przesunęły się po frontowej części domu. Żadnych świateł oprócz
zewnętrznego. Nawet niewyraźne nie dobiegało z jej sypialni.
Dał
temu trochę czasu, nie za dużo, bo potrzebował go dużo na tę pokrakę, żeby tam przeprowadzić
przeszukanie, a nie miał pojęcia, czy i kiedy wróci McFarland.
Z
notatek śledczych wynika, że McFarland często odbywał nocne wycieczki do
nieznanych miejsc, pozostawiając Emme, ale wracał. To prawdopodobnie jedna z
tych czerwonych flag, których Emme nie mogła wskazać, jeśli McFarland był
ostrożny co do tego, dokąd jeździ.
Ale
Deck nie chciał wejść, dopóki nie wiedział, że Emme śpi.
Spojrzał
na zegarek. Powiedziała, że wcześnie szła do pracy, wcześnie wychodziła. Co
oznaczało, że pójdzie wcześnie spać. Właśnie minęła jedenasta.
Ich
kolacja skończyła się około dziesiątej. Wspinał się po górach do jej domu po
dziesiątej, rozmawiając z nią przez telefon. Oznaczało to, że McFarland wszedł
i wyszedł, pierwsze prawdopodobnie na dwa sposoby, w niecałą godzinę.
Co
sprawiło, że Deck zaczął się zastanawiać, nawet jeśli nie lubił się nad tym
zastanawiać, czy McFarland dał sobie wystarczająco dużo czasu, by dać Emme to,
czego potrzebowała.
Wątpił
z tą ilością czasu. Z kobietą taką jak Emme, chyba że nie miałeś czasu i byłeś
zmuszony do pieprzenia szybko, ale dobrze, nie spieszyłeś się.
Poświęcałeś
dużo czasu.
Odepchnął
te myśli na bok, przeszedł przez las otaczający dom, podszedł i wybrał zamek w
tylnych podwójnych drzwiach, które, jak sądził, prowadziły do kuchni.
Włączywszy
latarkę na słabsze światło, wszedł i nie zdziwił się, że kuchnia to niewąski
koszmar.
Wyraźnie
unowocześniona w latach 70, ale kiepsko i tak pozostawiona i, nawet w słabym świetle,
jej czysta brzydota kłuła go w oczy.
To
była cała brzydota, jaką można było znaleźć.
Po
przeszukaniu kuchni, gdy przechodził przez dom, Deck nie widział nic prócz
piękna.
Ekstremalne
piękno.
Widząc
to, w końcu zrozumiał, dlaczego wybrała to miejsce, co skłoniło ją do
odrestaurowania, przywrócenia tego piękna, pokazania temu domowi, że jest
kochany.
To
nie był bałagan w trakcie renowacji. Wymagało to pracy, ale było czysto,
schludnie, coś, co wyglądało jak akry żarzącego się pięknego drewna.
Na
podłodze wejścia był kolejny rozbłysk gwiazdy, masywny, okrągły i
spektakularny, wykonany z różnych gatunków drewna, nad którym wisiał ogromny
żyrandol, a wokół ścian były rozległe zaokrąglone schody.
Zdecydowanie
miała pracę do wykonania i zauważył, że była w trakcie kilku projektów.
Ale
był zadowolony, widząc długie, ziejące dziury w ścianach, które ujawniły, że
miała już całe okablowanie elektryczne, ale jeszcze go nie otynkowała. Nowe
włączniki światła. Nowe puszki. Ściemniacze.
Musiała
trochę zagipsować. Tynkowanie. Malowanie. I zobaczył, że była w trakcie
czyszczenia żyrandola w wielkim pokoju z przodu. Podłogi, stolarka i ściany
były już zrobione, meble przykryte prześcieradłami, tylko żyrandol pozostał do
zrobienia. Leżał na prześcieradle na stole, ale setki kryształów usunięto z
wielką ostrożnością, zachowując ich układ nietknięty, nawet jeśli były ułożone
na innym prześcieradle na podłodze. Dzięki temu, po ich wyczyszczeniu, mogła je
ponownie przymocować w miejscu, w którym powinny być.
Jego
Emma. Diablo inteligentna.
Ale
kiedy poruszał się w środku, nawet ze ścianami nie załatanymi po pracach
elektrycznych, widział, że był to dom. Był umeblowany mieszanką antyków i
nowoczesności, które pięknie współgrały, choć umeblowanie było skąpe. Ale z tym
miejscem zapełnienie go meblami zajęłoby lata.
Na
górze było mniej więcej tak samo, tyle że wiele pokoi było zamkniętych, osłony
przeciwwiatrowe leżały na progach, grzejniki były tam wyłączone, więc pokoje były
mroźne; brak było mebli, czy nawet skrzynek w tych pokojach.
Z
wyjątkiem jednego pokoju, pokoju gościnnego, który został całkowicie odnowiony.
Łazienka przy nim tak samo. Były to jedyne pomieszczenia, z tych które widział,
które były kompletne. Wszystko zgodne z jej wystrojem, ale w tych pokojach,
głównie antyki, czarno-biała mozaikowa podłoga w łazience, wanna na nóżkach,
skośne lustra, ciężkie drewniane łóżko typu queen-size z mnóstwem poduszek i
skromną, ale atrakcyjną pościelą.
Nadal
poruszał się po domu.
Brak
skradzionego mienia.
Brak
centrum dowodzenia gangiem włamywaczy.
Tylko
dom. Duży. Popieprzony, który pewnego dnia będzie czystym pięknem. Ale dom.
Ostatnim
pokojem, do którego poszedł, był pokój, o którym wiedział, że jest jej
sypialnią. Było mało prawdopodobne, żeby coś tam znalazł, ale Deck zawsze był
dokładny.
Ale
było coś poza dokładnością, co go tam przyciągnęło. Coś, o czym będzie myślał
później, po odstrzeleniu od niej McFarlanda.
Ostrożnie,
cicho przekręcił gałkę zamkniętych drzwi i miał nadzieję, że nie skrzypnie. Z
drugiej strony, ani deska podłogowa, ani drzwi nie skrzypiały, gdy poruszał się
po domu, więc ktoś wiedział, jak używać WD-40.
Drzwi
otworzyły się cicho.
Wyłączył
latarkę, wszedł i stanął jak wryty.
Duże
okna miały zasłony, ale nie były zaciągnięte. W pokoju było ciepło.
A
światło księżyca oświetlało Emme w łóżku.
Leżała
na boku i widział jej plecy.
Jej
nagie plecy.
Kołdra
była podciągnięta do bioder, ale nie wysoko. Widział krzywiznę jej bioder,
górną część jej tyłka.
Bez
majtek.
Tylko
cała ta gładka skóra na plecach, ramionach, bokach, jej włosy rozrzucone ciemną
masą na jasnym prześcieradle.
Kurwa.
Kurwa.
Jego
ciało zareagowało, jego umysł był zaangażowany, i widząc ją, pamiętając, czym
była dla niego, wiedząc, że się nie zmieniło, nigdy, spędzając z nią czas tej
nocy, Jacob Decker podjął natychmiastową decyzję.
Zaczął
też wycofywać się z pokoju.
Oderwał
oczy od nagiej, właśnie-wyruchanej-przez-innego-faceta Emme w łóżku. Jego umysł
był pochłonięty tym, co zdecydował i wszystkim, co czuł, wiedząc, że pieprzony
Dane pieprzony McFarland miał na niej ręce, usta, a jego kutas był w niej,
kiedy zauważył małe, otwarte pudełko jubilerskie na jej szafce nocnej, które
prawie przegapił.
Ale
zobaczył to, zatrzymał się i skupił na tym wzrok.
Ukradkiem
podszedł do łóżka i spojrzał na pudełko z pierścionkiem w środku.
Szybko
podniósł to, cicho wyszedł z pokoju, poszedł korytarzem i wyciągnął telefon.
Zrobił zdjęcie dużego owalnego rubinu otoczonego diamentami i oprawionego w
białe złoto.
Równie
szybko wrócił, odłożył to, wyszedł z pokoju i zamknął drzwi.
Potem
wyszedł w cholerę z domu z palącym gardłem, ściskaniem w żołądku,
przeszywającym bólem przeszywającym jego mózg.
Wyciągnął
telefon i napisał do Chace’a - Wychodzę.
Zgubiłeś go?
Nie. Jestem na nim. Ma spotkanie.
Wyślę samochód.
Dobra -
wpisał Deck.
Nowy facet. Nie znam go. Mam zdjęcia -
odpisał Chace.
Dobrze
- odpowiedział Deck, ale nie powiedział nic o pierścionku. Zrobi to osobiście
jutro, kiedy będzie mógł jasno powiedzieć wszystkim zaangażowanym, jak zamierzają
postępować.
Schował
telefon z powrotem do kieszeni i ruszył przez las.
Stał
i czekał, ukryty pod drzewem, i wyszedł dopiero, gdy Jeff Jessup podjechał
swoim SUV-em.
Jessup
zabrał Decka do Yukona Chace’a, a gdy to zrobił, Deck nie zapraszał do dyskusji.
Jessup, ani trochę nie głupi, nie naciskał. Jessup miał też bardzo ładną żonę i
nowe dziecko, więc nie miał czasu na kręcenie tego gówna. Deck wiedział, że
mężczyzna po prostu chciał wrócić do domu.
Jessup
wysadził go przy Yukonie i Deck wskoczył do pojazdu Chace’a. Chace i Deck jutro
zamienią się autami.
Deck
pojechał do domu.
Kiedy
tam dotarł, wyciągnął akta, przeglądając je i znajdując to.
Zdjęcie
zrobione dla firmy ubezpieczeniowej.
Wyjął
telefon i wyciągnął zdjęcie pierścionka.
Spojrzał
między telefonem a zdjęciem.
McFarland
dał Emme skradziony pierścionek z rubinem.
Głupi
pieprzony kretyn.
I
mieli pieprzonego durnia, ale mieli go z owocami z trującego drzewa. Dostał
zdjęcie przeszukując dom Emme bez nakazu, a Deck jeszcze nie został zaprzysiężony
jako zastępca.
To
był niedopuszczalny dowód, biorąc pod uwagę, że dostał go zasadniczo podczas
włamywania się i wtargnięcia.
Nie
mogli tego użyć.
-
Kurwa - syknął Deck.
Nie
mając innego wyjścia, jak poczekać do następnego dnia, odłożył teczkę z
powrotem, przygotował się do snu i wsunął się między prześcieradła.
Nie
znalazł snu.
Nie
było to niezwykłe. Od dziecka spał głęboko, ale nigdy nie spał długo. Odkąd
pamiętał, potrzebował czterech godzin snu, nie więcej. To powodowało, że jego
mama i tata powoli tracili rozum. Elsbeth nienawidziła tego, narzekała przez
cały czas i odmawiała rozważania możliwości trzymania go blisko siebie, żeby
mógł czytać lub robić inne rzeczy, kiedy budził się wcześnie. Więc kiedy się budził,
zostawiał ją w łóżku i spędzał wczesne godziny w innym miejscu.
Ale
tej nocy nie było tak, że nie mógł spać, bo to była norma.
Nie
znalazł snu, ponieważ czterdzieści kilometrów dalej Emme, jego pieprzona Emme, leżała naga w łóżku w rozpadającej się
rezydencji, która wyglądała dobrze, ale potrzebowała masy gównianej pracy,
która jej samej zajęłoby to o wiele cholernie dłużej niż półtorej dekady, w
łóżku, w którym zerżnął ją przestępca, ze skradzionym pierścionkiem za dziesięć
tysięcy dolarów leżącym na jej szafce nocnej.
-
Kurwa - warknął Deck i przetoczył się.
Godzinę
później, wciąż nie mogąc zasnąć, wyskoczył z łóżka.
Nie
wiedząc dlaczego, poszedł do kalejdoskopu na kominku. Złapał go, jego pudełko i
zabrał je do swojej sypialni.
Położył
to na swojej szafce nocnej i patrzył na jej cień w ciemności.
Pięć
minut później znalazł sen.
Dziękuję 😘😘😘
OdpowiedzUsuńDziękuję 💙
OdpowiedzUsuńDziekuje❤ i krateczki zniknely 🤗
OdpowiedzUsuńW starszych postach są, więc to chyba była zła czcionka. Dla mnie informacja na przyszłość. 😋
UsuńDziękuję :) Zaczyna się robić ciekawie i czekam z niecierpliwościa na więcej.
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje. No cóż. Deck ma racje, facet jest idiotą.
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
OdpowiedzUsuń