sobota, 13 listopada 2021

4 - Dwa dni

 

Rozdział 4

Dwa dni 

 

 

 

Oświetlając drogę latarką, Deck przedzierał się przez śnieg, gęste sosny i osiki. Miał pistolet przy biodrze, latarkę w dłoni i pojemnik z gazem pieprzowym na drugim biodrze.

W tych lasach były niedźwiedzie i gdyby jakiegoś spotkał, nie chciałby do niego strzelać. Nie dlatego, że nie chciał, by słyszano strzały, ale dlatego, że zniszczenie tak wspaniałej bestii byłoby zbrodnią przeciwko naturze.

Jednak niedźwiedź przeżyłby dawkę gazu.

Telefon zawibrował mu na tyłku, wyciągnął go i spojrzał na wyświetlacz.

Na miejscu.

Chace się ustawił.

Odebrał Chace’a w mieście. Chace wysadził go na drodze w dół od mieszkania Emme i odjechał pickupem Decka. Zostawili Yukona Chace’a w mieście, ponieważ nie chcieli zostawiać pojazdu na drodze w pobliżu domu Emme. Gdyby Chace zdołał utrzymać ogon, wysłałby samochód po Decka, kiedy Deck zakończy swoją działalność.

Kciuk Decka przesunął się po ekranie i odesłał - Przyjąłem.

Już miał schować telefon z powrotem do kieszeni, kiedy zawibrował mu w dłoni i zobaczył, że na wyświetlaczu pojawił się napis „Emmanuelle dzwoni”.

Widząc jej imię w telefonie, poczuł ciepło w wnętrznościach.

Zobaczenie tego na swoim telefonie po dziesiątej wieczorem, kiedy zostawił ją jakieś pół godziny temu i z całym tym gównem wokół niej, sprawiło, że poczuł ucisk w żołądku.

Kurwa.

Zatrzymał się, odebrał i przyłożył telefon do ucha.

- Wszystko okej? - zapytał na powitanie.

- Zapomniałam o Chace - odpowiedziała.

Na jej słowa, jego ciało spięło się.

- Co? - zapytał.

- Przy tej całej rozmowie o życiu, moim domu, twoim domu, a nawiasem mówiąc, którego, jeśli wkrótce nie dostanę zaproszenia, żeby zobaczyć i wypić twoje domowe piwo, to będę zirytowana, i tobą robiącym mi przytyki na temat mojego Bronco, zapomniałam zapytać o Chace’a - jej głos zniżył się - Jestem w tej okolicy od jakiegoś czasu, Słonko. Słyszałam, co się działo z nim i jego ówczesną dziewczyną, a teraz żoną. Czy oni są okej?

Jego ciało rozluźniło się.

- Od tego czasu są okej, a dowodem na to jest fakt, że Faye jest w zaawansowanej ciąży, a Chace zachowuje się, jakby był pierwszym mężczyzną, który kiedykolwiek zostanie tatusiem na tej Ziemi, innymi słowy, jest w cholernym siódmym niebie, że zapłodnił swoją żonę. A robienie ci przytyków na temat tego pojazdu bezczeszczącego dar Boży pojazdów dla całego rodzaju ludzkiego, czego operatywną częścią było „ludzkość”, miało pierwszeństwo przed dyskusją o Chace i Faye.

Usłyszał jej niski, ponętny chichot, uśmiechnął się do telefonu i dalej szedł przez las, ale robił to wolniej, dzięki czemu ciszej. Nie chciał, żeby usłyszała skrzypienie śniegu czy łamanie gałązek.

Skupił się z łatwością na kilku rzeczach, na bieżących i przywołaniu niedawnego wspomnienia stania przed otwartymi drzwiami po stronie kierowcy jej Bronco po tym, jak ją tam odprowadzili, kiedy opuścili Znak, drażniąc się z nią i rozśmieszając ją.

Nie mylił się, drażniąc się z nią. Ford Bronco był bez wątpienia męskim samochodem. Fakt, że jej brązowy Bronco z 1995 r. miał wytłoczone kucyki na dźwigni zmiany biegów, błyszczącego motyla zwisającego z lusterka wstecznego, pod którym widniał napis „Free to Fly”, a do podsufitki nad lusterkiem wstecznym przyczepione było zdjęcie Raylana Givensa z programu telewizyjnego Justified, wylegującego się na plecach na krześle, z jedną nogą zgiętą, a drugą wyprostowaną w kowbojskim bucie, z pistoletem w górze, z kowbojskim kapeluszem opuszczonym nisko na czoło. Nie wspominając o tym, że auto było wypucowane na błysk.

Niektórzy mężczyźni, widząc to, mogliby zostać poruszeni, by wyrwać to gówno i zabrać je na szaloną jazdę, by oddać tak zabłocone, zakurzone i brudne, jak to tylko możliwe.

Niektórzy mężczyźni, widząc Emme i wiedząc, że to jej pickup, mogliby zostać poruszeni do zrobienia tego przed lub po przerzuceniu jej przez kolano za popełnienie takiego bluźnierstwa.

Deck odkrył, że jest tym drugim typem.

Jej słowa wtrąciły się w myśli, które sprawiały, że nawet Deck stracił koncentrację.

- Żona Chace’a jest w ciąży? - zapytała.

- Zaawansowanej - odpowiedział.

- To dobrze - powiedziała cicho - Ja... no, po tym wszystkim, co się wydarzyło, wiesz, po tym, jak została uratowana i pojawiła się wiadomość, że była pochowana żywcem, a Chace znów był w gazetach, poszłam do biblioteki, żeby ją obejrzeć.

Żona Chace’a, Faye, była bibliotekarką w Bibliotece Carnal.

Deck nic nie powiedział. Nadal trudno mu było myśleć o tamtej nocy. Nocy, którą spędził z przyjacielem, który przechodził tortury, wiedząc, że jego kobieta została pochowana pod ziemią. Więc trzymał się faktu, że wyciągnęli Faye z tej skrzyni oddychającą, rok później patrzył, jak związują się z jego chłopcem, a teraz budowali rodzinę w więcej niż tylko oni i dwa poważnie jak cholera brzydkie koty, które Faye uwielbiała.

- Ona jest naprawdę ładna - powiedziała mu Emme.

- Tak - zgodził się Deck, wciąż się poruszając.

- Idealna dla Chace’a.

- Tak - powtórzył Deck, tym razem z większym uczuciem.

- Wiedząc, że był w pobliżu, pomyślałam, no wiesz, by zrobić podejście, dać mu znać, że mieszkam blisko. Ale nie wiedziałam z tym wszystkim, co się stało, czy powinnam. Mam na myśli nie tylko Elsbeth i to, jak to mogłoby odbić się na mnie, ale także Chace’a.

Jego chłopcu było ciężko. A Deck był blisko ze swoim chłopcem, więc Emme wiedziała, że Elsbeth kończąca sprawy nie uczyniła Elsbeth ani nikogo z jej bliskich ulubieńcem Chace’a.

To znowu była czysta Emme, myślała o nich. Wszystkich.

- Jasne, że z przyjemnością ponownie zobaczy się z tobą.

- Dobrze, więc może on i Faye przyjdą do twojego domu, kiedy będę piła twoje domowe piwo. Chociaż Faye najwyraźniej nie może tego pić.

Znowu uśmiechnął się do telefonu, widząc światło wpadające przez drzewa. Wyłączył latarkę i dalej zbliżał się do jej domu.

- Ustawię to. I to wkrótce - powiedział jej.

- Dobrze, świetnie - odpowiedziała - Wtedy byłam tak zajęta gadaniem o mojej dziewczynie, że zapomniałam zaprosić cię na jutrzejszą kolację.

Zadowolony, że zaprasza go na kolację, Deck szedł w stronę światła, ale wciąż zwrócił się do ważniejszej części tego, co powiedziała - Bronco nie jest dziewczyną. Bronco to zdecydowanie facet.

- Ma na imię Persefona.

Jezu.

Deck stłumił śmiech i odpowiedział - Właśnie go przemianowałem, Elrod.

- Persefona - odpaliła.

- Nie podoba ci się Elrod, może być Cletus.

- Nie zmieniam nazwy Persefony! - warknęła, ale w jej głosie było słychać wesołość.

- W porządku, maleńka - mruknął, uśmiechając się do telefonu, trzymając się cienia, ale idąc w kierunku oświetlonej polany, wypatrzył przez drzewa.

Dostał ciszę. Kompletną ciszę.

Więc zawołał - Emme?

Nastąpiła kolejna chwila ciszy - Przyjdziesz jutro wieczorem na kolację czy co?

Miał pracę do wykonania, ważną pracę, pracę, która oznaczałaby uwolnienie jej od tego dupka.

- Tak - odpowiedział.

- Dobrze. Tartak jest otwarty do szóstej, ale wcześnie zaczynam i wychodzę wcześnie. Więc mogę mieć kolację na stole o szóstej. Ale piwo będzie dostępne od piątej.

- W takim razie mój tyłek będzie pod twoimi drzwiami o piątej - powiedział, zatrzymał się w cieniu drzewa i skierował wzrok na jej dom.

Wyprostował plecy i patrzył.

Jezu.

Kurwa.

To nie był worek bez dna.

To było takie, jak to opisał Chace.

Koszmar.

Widział, że pod całym tym zrujnowanym bałaganem kryje się piękno. Niesamowite piękno.

Ale miała przed sobą długą drogę, zanim przywróci go do tego stanu. Nie tylko dlatego, że był to koszmar. To także dlatego, że był ogromny.

Kiedy wodził po tym wzrokiem, zdecydował, że jego dziewczyna potrzebuje przede wszystkim nowej izolacji. Tego dnia mieli słońce. Było zimno, ale słońce Kolorado potrafiło spalić śnieg z dachu. Ale wszędzie wokół domu rosły wysokie sosny. Przy krótkich dniach w lutym, ograniczonym słońcu i długim cieniu, który dawały te drzewa, oznaczałoby to wszystko, że śnieg, który wczoraj mieli, nadal powinien być na jej dachu - jeśli jej izolacja byłaby dobra.

Śnieg zniknął.

Jej izolacja była gówniana i traciła ciepło.

Prawdopodobnie traciła też ciepło przez niektóre z tych zabitych deskami okien.

Kurwa.

- Godzina piąta - powiedziała mu do ucha, ponownie zwracając jego uwagę - Teraz oczekuję, że przed pójściem spać uklękniesz dziś wieczorem i pomodlisz się, żeby mój piekarnik działał jutro, albo zostaniemy zredukowani do zamawiania pizzy.

Po wyglądzie jej domu, jeśli w środku coś przypominało zewnętrze, Deck nie miał wątpliwości, że za każdym razem, gdy włączała piekarnik, była to loteria.

- Jestem wielozadaniowy, teraz rozmawiam z Bogiem - powiedział jej i znów usłyszał jej chichot.

- Dobrze Słonko. Do zobaczenia jutro wieczorem.

- Więc do zobaczenia, kotku.

- Do widzenia.

- Później.

Rozłączył się, jego oczy przeskanowały jej dom, automatycznie ustalając priorytety. Izolacja. Inspekcja dachu, prawdopodobnie nowe pokrycie. Zdecydowanie okna. Podwójna szyba, ale z drewnianą ramą, aby współgrały z wyglądem domu, ale trzymały ciepło.

To byłby dopiero początek.

A to kosztowałoby małą fortunę.

Kurwa.

Z notatek śledczych wynikało, że mieszkała tam od prawie trzech lat. Rok, kiedy była chora. Pozostały jednak dwa inne, a to miejsce wyglądało, jakby nie było tknięte.

Odłożył na bok myśli o jej domu, pochylił głowę do telefonu, wysłał SMS’a do Chace’a - Na pozycji, dostał - Odebrałem i schował telefon do tylnej kieszeni.

Pięć minut później dostał SMS’a z napisem - Nadjeżdża, a minutę później zbliżyła się do niego odpicowana Sierra, zaparkowała na zewnątrz przy Bronco Emme i wysiadł McFarland.

Deck poczuł kłucie w gardle, gdy obserwował poufały sposób, w jaki McFarland zbliżał się do domu.

Kłucie zelżało, kiedy nie wszedł od razu do środka, tylko zapukał i czekał, aż Emme otworzyła mu drzwi.

Wróciło, kiedy patrzył, jak McFarland obejmuje ją w talii ramieniem, uśmiecha się do niej i wsuwa ją do środka.

Drzwi się zamknęły.

Deck natychmiast zrewidował swój harmonogram.

Ten facet nie zostanie odstrzelony od Emme w ciągu tygodnia.

Myślał raczej o dwóch dniach.

Jego telefon zawibrował i dostał SMS’a od Chace’a.

Mężczyzna w środku.

Deck odpisał Widziałem. Przeprowadzam kontrolę obwodową.

Chace odesłał - Przyjąłem i Deck ukradkiem poruszał się po posiadłości Emme.

Kiedy to zrobił, zaczął to dostrzegać. Dlaczego wybrała to miejsce.

Nawet by to rozważył, ale tylko wtedy, gdyby obejrzał to w dniu, w którym miałby ochotę podjąć wyzwanie.

Była tam oficyna, zbudowana za głównym domem i to niezbyt dobrze, a wyglądała, jakby w pewnym momencie miała przechowywać samochody, ale, sądząc po tym, że Emme trzymała Bronco przed domem, teraz nie była do tego wykorzystywana i mógł zrozumieć, dlaczego. Była w gorszym stanie niż dom.

Z tyłu znajdował się niezwykły ogród, tarasowany na górze, obejmujący osikę i sosnę, prowadzący w dół do patio wykonanego z kostki betonowej ułożonej w niezwykły wzór gwiazdy. Wszystko to zostało uprzątnięte, meble ogrodowe stały na kamiennej płycie, co prawdopodobnie było bardzo ładne, ponieważ było teraz przykryte na zimę. Ona tutaj wykonała pracę. Ogród wyglądał dobrze pokryty śniegiem. Pomyślał, że będzie wyglądać niesamowicie wiosną i latem.

Poruszając się wokół domu, widział wykusze, wieżyczki, atrakcyjne kamienne rzeźby na fasadzie, a nawet rzygacze w rogach. Miał osobowość. Został wykonany z myślą o rzemiośle i nie szczędzono na to wydatków.

Ale miał ponad sto lat, ostatnie pięć czy sześć dekad nie był dobrze utrzymany i to było widać.

Wrócił na swoje miejsce i zobaczył tylko jedno światło w niezabitych deskami oknach. Drugie piętro, drugie okno na lewo od drzwi wejściowych.

Kłucie wróciło, ponieważ Deck uznał, że to jej sypialnia. Zazwyczaj główne apartamenty znajdowały się z tyłu domu, aby uniknąć hałasu ulicznego. Ale tutaj, kiedy ten dom był jedynym przy drodze, nie było hałasu z ulicy, więc główna sypialnie byłaby z przodu.

To dlatego, że tył miał widok na górę i drzewa. Tył mógł mieć również spektakularny ogród, ale przód miał panoramę Gór Skalistych, doliny i Gnaw Bone. Każdy przy zdrowych zmysłach chciałby tego widoku z okna sypialni.

Więc byli w jej sypialni.

Czekał, patrzył. Zostali w jej sypialni przy włączonym świetle.

Paliło go gardło.

Światła zgasły.

Deck wziął głęboki oddech przez usta, pozwalając, by zimne górskie powietrze złagodziło oparzenia.

Za dwa dni odstrzeli go od niej.

Nie dłużej.

Zdecydowanie.

Dziesięć minut później otworzyły się frontowe drzwi. Deck wyprostował się zaalarmowany, wyciągnął telefon i patrzył, jak McFarland rusza do swojego pickupa.

Wysłał wiadomość Mężczyzna w drodze do Chace’a.

Mam go odesłał Chace.

McFarland przejechał przez okrągły dziedziniec domu Emme i odjechał.

Oczy Decka przesunęły się po frontowej części domu. Żadnych świateł oprócz zewnętrznego. Nawet niewyraźne nie dobiegało z jej sypialni.

Dał temu trochę czasu, nie za dużo, bo potrzebował go dużo na tę pokrakę, żeby tam przeprowadzić przeszukanie, a nie miał pojęcia, czy i kiedy wróci McFarland.

Z notatek śledczych wynika, że McFarland często odbywał nocne wycieczki do nieznanych miejsc, pozostawiając Emme, ale wracał. To prawdopodobnie jedna z tych czerwonych flag, których Emme nie mogła wskazać, jeśli McFarland był ostrożny co do tego, dokąd jeździ.

Ale Deck nie chciał wejść, dopóki nie wiedział, że Emme śpi.

Spojrzał na zegarek. Powiedziała, że wcześnie szła do pracy, wcześnie wychodziła. Co oznaczało, że pójdzie wcześnie spać. Właśnie minęła jedenasta.

Ich kolacja skończyła się około dziesiątej. Wspinał się po górach do jej domu po dziesiątej, rozmawiając z nią przez telefon. Oznaczało to, że McFarland wszedł i wyszedł, pierwsze prawdopodobnie na dwa sposoby, w niecałą godzinę.

Co sprawiło, że Deck zaczął się zastanawiać, nawet jeśli nie lubił się nad tym zastanawiać, czy McFarland dał sobie wystarczająco dużo czasu, by dać Emme to, czego potrzebowała.

Wątpił z tą ilością czasu. Z kobietą taką jak Emme, chyba że nie miałeś czasu i byłeś zmuszony do pieprzenia szybko, ale dobrze, nie spieszyłeś się.

Poświęcałeś dużo czasu.

Odepchnął te myśli na bok, przeszedł przez las otaczający dom, podszedł i wybrał zamek w tylnych podwójnych drzwiach, które, jak sądził, prowadziły do kuchni.

Włączywszy latarkę na słabsze światło, wszedł i nie zdziwił się, że kuchnia to niewąski koszmar.

Wyraźnie unowocześniona w latach 70, ale kiepsko i tak pozostawiona i, nawet w słabym świetle, jej czysta brzydota kłuła go w oczy.

To była cała brzydota, jaką można było znaleźć.

Po przeszukaniu kuchni, gdy przechodził przez dom, Deck nie widział nic prócz piękna.

Ekstremalne piękno.

Widząc to, w końcu zrozumiał, dlaczego wybrała to miejsce, co skłoniło ją do odrestaurowania, przywrócenia tego piękna, pokazania temu domowi, że jest kochany.

To nie był bałagan w trakcie renowacji. Wymagało to pracy, ale było czysto, schludnie, coś, co wyglądało jak akry żarzącego się pięknego drewna.

Na podłodze wejścia był kolejny rozbłysk gwiazdy, masywny, okrągły i spektakularny, wykonany z różnych gatunków drewna, nad którym wisiał ogromny żyrandol, a wokół ścian były rozległe zaokrąglone schody.

Zdecydowanie miała pracę do wykonania i zauważył, że była w trakcie kilku projektów.

Ale był zadowolony, widząc długie, ziejące dziury w ścianach, które ujawniły, że miała już całe okablowanie elektryczne, ale jeszcze go nie otynkowała. Nowe włączniki światła. Nowe puszki. Ściemniacze.

Musiała trochę zagipsować. Tynkowanie. Malowanie. I zobaczył, że była w trakcie czyszczenia żyrandola w wielkim pokoju z przodu. Podłogi, stolarka i ściany były już zrobione, meble przykryte prześcieradłami, tylko żyrandol pozostał do zrobienia. Leżał na prześcieradle na stole, ale setki kryształów usunięto z wielką ostrożnością, zachowując ich układ nietknięty, nawet jeśli były ułożone na innym prześcieradle na podłodze. Dzięki temu, po ich wyczyszczeniu, mogła je ponownie przymocować w miejscu, w którym powinny być.

Jego Emma. Diablo inteligentna.

Ale kiedy poruszał się w środku, nawet ze ścianami nie załatanymi po pracach elektrycznych, widział, że był to dom. Był umeblowany mieszanką antyków i nowoczesności, które pięknie współgrały, choć umeblowanie było skąpe. Ale z tym miejscem zapełnienie go meblami zajęłoby lata.

Na górze było mniej więcej tak samo, tyle że wiele pokoi było zamkniętych, osłony przeciwwiatrowe leżały na progach, grzejniki były tam wyłączone, więc pokoje były mroźne; brak było mebli, czy nawet skrzynek w tych pokojach.

Z wyjątkiem jednego pokoju, pokoju gościnnego, który został całkowicie odnowiony. Łazienka przy nim tak samo. Były to jedyne pomieszczenia, z tych które widział, które były kompletne. Wszystko zgodne z jej wystrojem, ale w tych pokojach, głównie antyki, czarno-biała mozaikowa podłoga w łazience, wanna na nóżkach, skośne lustra, ciężkie drewniane łóżko typu queen-size z mnóstwem poduszek i skromną, ale atrakcyjną pościelą.

Nadal poruszał się po domu.

Brak skradzionego mienia.

Brak centrum dowodzenia gangiem włamywaczy.

Tylko dom. Duży. Popieprzony, który pewnego dnia będzie czystym pięknem. Ale dom.

Ostatnim pokojem, do którego poszedł, był pokój, o którym wiedział, że jest jej sypialnią. Było mało prawdopodobne, żeby coś tam znalazł, ale Deck zawsze był dokładny.

Ale było coś poza dokładnością, co go tam przyciągnęło. Coś, o czym będzie myślał później, po odstrzeleniu od niej McFarlanda.

Ostrożnie, cicho przekręcił gałkę zamkniętych drzwi i miał nadzieję, że nie skrzypnie. Z drugiej strony, ani deska podłogowa, ani drzwi nie skrzypiały, gdy poruszał się po domu, więc ktoś wiedział, jak używać WD-40.

Drzwi otworzyły się cicho.

Wyłączył latarkę, wszedł i stanął jak wryty.

Duże okna miały zasłony, ale nie były zaciągnięte. W pokoju było ciepło.

A światło księżyca oświetlało Emme w łóżku.

Leżała na boku i widział jej plecy.

Jej nagie plecy.

Kołdra była podciągnięta do bioder, ale nie wysoko. Widział krzywiznę jej bioder, górną część jej tyłka.

Bez majtek.

Tylko cała ta gładka skóra na plecach, ramionach, bokach, jej włosy rozrzucone ciemną masą na jasnym prześcieradle.

Kurwa.

Kurwa.

Jego ciało zareagowało, jego umysł był zaangażowany, i widząc ją, pamiętając, czym była dla niego, wiedząc, że się nie zmieniło, nigdy, spędzając z nią czas tej nocy, Jacob Decker podjął natychmiastową decyzję.

Zaczął też wycofywać się z pokoju.

Oderwał oczy od nagiej, właśnie-wyruchanej-przez-innego-faceta Emme w łóżku. Jego umysł był pochłonięty tym, co zdecydował i wszystkim, co czuł, wiedząc, że pieprzony Dane pieprzony McFarland miał na niej ręce, usta, a jego kutas był w niej, kiedy zauważył małe, otwarte pudełko jubilerskie na jej szafce nocnej, które prawie przegapił.

Ale zobaczył to, zatrzymał się i skupił na tym wzrok.

Ukradkiem podszedł do łóżka i spojrzał na pudełko z pierścionkiem w środku.

Szybko podniósł to, cicho wyszedł z pokoju, poszedł korytarzem i wyciągnął telefon. Zrobił zdjęcie dużego owalnego rubinu otoczonego diamentami i oprawionego w białe złoto.

Równie szybko wrócił, odłożył to, wyszedł z pokoju i zamknął drzwi.

Potem wyszedł w cholerę z domu z palącym gardłem, ściskaniem w żołądku, przeszywającym bólem przeszywającym jego mózg.

Wyciągnął telefon i napisał do Chace’a - Wychodzę. Zgubiłeś go?

Nie. Jestem na nim. Ma spotkanie. Wyślę samochód.

Dobra - wpisał Deck.

Nowy facet. Nie znam go. Mam zdjęcia - odpisał Chace.

Dobrze - odpowiedział Deck, ale nie powiedział nic o pierścionku. Zrobi to osobiście jutro, kiedy będzie mógł jasno powiedzieć wszystkim zaangażowanym, jak zamierzają postępować.

Schował telefon z powrotem do kieszeni i ruszył przez las.

Stał i czekał, ukryty pod drzewem, i wyszedł dopiero, gdy Jeff Jessup podjechał swoim SUV-em.

Jessup zabrał Decka do Yukona Chace’a, a gdy to zrobił, Deck nie zapraszał do dyskusji. Jessup, ani trochę nie głupi, nie naciskał. Jessup miał też bardzo ładną żonę i nowe dziecko, więc nie miał czasu na kręcenie tego gówna. Deck wiedział, że mężczyzna po prostu chciał wrócić do domu.

Jessup wysadził go przy Yukonie i Deck wskoczył do pojazdu Chace’a. Chace i Deck jutro zamienią się autami.

Deck pojechał do domu.

Kiedy tam dotarł, wyciągnął akta, przeglądając je i znajdując to.

Zdjęcie zrobione dla firmy ubezpieczeniowej.

Wyjął telefon i wyciągnął zdjęcie pierścionka.

Spojrzał między telefonem a zdjęciem.

McFarland dał Emme skradziony pierścionek z rubinem.

Głupi pieprzony kretyn.

I mieli pieprzonego durnia, ale mieli go z owocami z trującego drzewa. Dostał zdjęcie przeszukując dom Emme bez nakazu, a Deck jeszcze nie został zaprzysiężony jako zastępca.

To był niedopuszczalny dowód, biorąc pod uwagę, że dostał go zasadniczo podczas włamywania się i wtargnięcia.

Nie mogli tego użyć.

- Kurwa - syknął Deck.

Nie mając innego wyjścia, jak poczekać do następnego dnia, odłożył teczkę z powrotem, przygotował się do snu i wsunął się między prześcieradła.

Nie znalazł snu.

Nie było to niezwykłe. Od dziecka spał głęboko, ale nigdy nie spał długo. Odkąd pamiętał, potrzebował czterech godzin snu, nie więcej. To powodowało, że jego mama i tata powoli tracili rozum. Elsbeth nienawidziła tego, narzekała przez cały czas i odmawiała rozważania możliwości trzymania go blisko siebie, żeby mógł czytać lub robić inne rzeczy, kiedy budził się wcześnie. Więc kiedy się budził, zostawiał ją w łóżku i spędzał wczesne godziny w innym miejscu.

Ale tej nocy nie było tak, że nie mógł spać, bo to była norma.

Nie znalazł snu, ponieważ czterdzieści kilometrów dalej Emme, jego pieprzona Emme, leżała naga w łóżku w rozpadającej się rezydencji, która wyglądała dobrze, ale potrzebowała masy gównianej pracy, która jej samej zajęłoby to o wiele cholernie dłużej niż półtorej dekady, w łóżku, w którym zerżnął ją przestępca, ze skradzionym pierścionkiem za dziesięć tysięcy dolarów leżącym na jej szafce nocnej.

- Kurwa - warknął Deck i przetoczył się.

Godzinę później, wciąż nie mogąc zasnąć, wyskoczył z łóżka.

Nie wiedząc dlaczego, poszedł do kalejdoskopu na kominku. Złapał go, jego pudełko i zabrał je do swojej sypialni.

Położył to na swojej szafce nocnej i patrzył na jej cień w ciemności.

Pięć minut później znalazł sen.

 


 

8 komentarzy: