Rozdział
16
Potwierdź,
że to ona
Trzy dni później…
Co
ja tu robiłam?
Usłyszałam
otwierające się drzwi do kawiarni, podniosłam głowę, żeby spojrzeć w ich
kierunku i zobaczyłam ją.
Elsbeth.
Boże,
wciąż była piękna.
-
Co ja tu robię? - mruknęłam do siebie.
Poprosiłam
i otrzymałam jej e-maila od wciąż obopólnej koleżanki. Wysłałam jej e-maila.
Poprosiłam ją, żeby spotkała się ze mną na lunchu.
Powiedziała
tak. Wzięłam więc dzień wolny od pracy i pojechałam do Denver.
Teraz
miałam zjeść lunch z moją byłą najlepszą przyjaciółką, byłą dziewczyną mojego
być-może-wciąż-chłopaka.
I
nie miałam pojęcia dlaczego.
Poza
tym, że dowody sugerowały, że to dobra możliwość, byłam totalnie popieprzoną wariatką.
Zatrzymała
się przy stole.
-
Emme, łał, wyglądasz… wyglądasz niesamowicie.
Ona
też. Ale zawsze tak było. Dużo blond włosów. Ciepłe zielone oczy. Wspaniała figura.
Fantastyczny strój.
-
Witaj, Elsbeth - powiedziałam.
-
Uh… cześć - odpowiedziała.
Skierowałam
głowę na siedzenie naprzeciwko mnie - Usiądziesz?
Spojrzała
niepewnie na siedzenie, a potem na mnie.
Podjęła
decyzję i nie wiedziałam, czy była dobra, czy zła i usiadła. Sądząc po wyrazie
jej twarzy, czuła to samo.
Zdjęła
kurtkę, zawiesiła torebkę na oparciu krzesła i spojrzała na mnie.
-
Deck powiedział ci, że rozmawialiśmy - domyśliła się.
-
Tak jest - potwierdziłam.
-
Ja, hm… powiedział mi, że wiesz… - urwała.
-
Wiem wszystko - zweryfikowałam to, czego nie powiedziała dokładnie.
-
Zawsze był szczery w różnych sprawach - mruknęła.
Oczywiście
mieszkała z nim przez lata, mając go dłużej niż ja (w pewnym sensie), więc wiedziała
o tym.
A
ja nie potrzebowałam przypomnienia, że tak było.
Znowu,
co ja tu robiłam?
Przyszła
kelnerka. Miałam już dietetyczną colę. Elsbeth zamówiła wodę gazowaną.
Nie,
Elsbeth się nie zmieniła. Piękno. Klasa. Nawet zamówienie wody gazowanej
sprawiało, że wydawała się wyrafinowana i fajna.
Kelnerka
wyszła i spojrzenie Elsbeth wróciło na mnie.
-
Cieszę się, że przysłałaś e-mail.
-
A więc to prawda, co powiedział Jacob - powiedziałam jej - Naprawianie relacji.
Skinęła
głową, nie patrząc na mnie tak, jakby patrzyła na mnie, ale jakby mnie
obserwowała.
-
Wiem, wydaje mi się dziwne, że… no cóż, dowiedziałam się o was dwojgu, a to by…
- Pokręciła głową i nie dokończyła myśli. Zamiast tego powiedziała - Właśnie to
zrobiłam. Ale przecież zawsze tak było między naszą trójką.
To
było interesujące stwierdzenie.
-
A to w jaki sposób?
-
Po prostu pasowaliśmy do siebie.
Wpatrywałam
się w nią.
Może
ona była wariatką.
-
Nie wydaje mi się - zauważyłam.
Patrzyłam,
jak prostuje ramiona, zanim powiedziała - To dziwne, ale tak.
-
Zechcesz to wyjaśnić? - poprosiłam.
Nie
odpowiedziała od razu. Patrzyła na mnie, jakby mnie obserwowała.
Po
tym, jak zrobiła to przez chwilę, powiedziała - Okej, Emme, nie chcę, żeby to
było brzydkie, a teraz w moim życiu, szczerze, nie mogę tego znieść. Więc powinnaś
wiedzieć, że jeśli takie się stanie, odejdę. Ale powinnaś też wiedzieć, że byłam
szczęśliwa, że przysłałaś e-mail i miałam nadzieję, że doprowadzi to do dobrych
rzeczy, niezależnie od tego, jak doszło do tego. Wiedziałam, jak się sprawy
mają, że może to być trudne lub denerwujące, ale miałam nadzieję, że poradzimy
sobie z tym, bo to dla mnie tyle znaczy. I w końcu miałam nadzieję, że nawet
jeśli to dziwne, nasza historia, sprawy z Deckiem, może my połączymy się
ponownie.
-
Według Jacoba nie jestem zbyt dobra w kontaktowaniu się - podzieliłam się.
-
Deck ma zawsze rację - odpowiedziała natychmiast, a ja zamrugałam.
-
Co?
-
Byłaś najlepszą przyjaciółką, jaką kiedykolwiek miałam - oznajmiła.
Na
to znowu się gapiłam.
Elsbeth
kontynuowała.
-
Jesteś mądra. Jesteś zabawna. Jesteś lojalna. Jesteś troskliwa. Wiedziałaś, że byłam
pokręcona, młoda, głupia, niedojrzała, ale byłaś na tyle wrażliwa, by nie
wyjawiać mi tego. Wiedziałaś, że mam idiotyczny pomysł na życie, które miałam
prowadzić i próbowałaś mnie z tego wyprowadzić. Nadal nawaliłam. Ale nie
straciłam cię, bo byłaś zła, że zerwałam z Deckiem. Straciłam cię, bo za bardzo
się do mnie zbliżyłaś. Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Byłaś odłączona
przez cały czas i to nie tylko z powodu Decka. Więc znalazłaś swoje powody,
żeby mnie zeskrobać i ruszyć dalej. Potem znalazłaś swoje powody, by zdrapać
wszystkich innych i przenieść się do jakiegoś szalonego górskiego miasteczka,
oddalonego o kilka godzin, gdzie nie znałaś absolutnie nikogo. Wracając do
Denver na szybkie wizyty z przyjaciółmi, które nic nie znaczą. Następnie udawać
się do swojego górskiego miasta, gdzie możesz być tym, kim potrzebujesz. Tylko
z Emmą.
Nienawidziłam
tego przyznać, ale to, co powiedziała, miało sens i było do dupy.
Spojrzałam
na stół.
-
Emme - zawołała.
Przełknęłam
i spojrzałam na nią.
-
Tęskniłam za tobą - szepnęła.
Moje
gardło się zamknęło.
Jej
oczy zalśniły, ale nie odsunęły się ode mnie.
-
Ja wiedziałam. Wiedziałam wtedy, że mu się podobałaś. Ale nie mógł być w tobie
zakochany, bo wmówił sobie, że jest we mnie zakochany. A ja wiedziałam, że w
sposób, w jaki sobie na to pozwalałaś, ty też byłaś w nim. Nie wiem, dlaczego
nie kochałam was oboje na tyle, by odsunąć się na bok. Może dlatego, że miałam
dwadzieścia pięć lat i byłam samolubna. Może dlatego, że Deck był dla mnie
wszystkim, po prostu tego nie widziałam ani nie rozumiałam, że nie byłam i
nigdy nie będę dla niego wszystkim. Ale żyłam z dupkiem przez osiem lat, żebym
mogła mieć pokojówkę i mercedesa, a jak kobieta dokonuje takiego wyboru, tracąc
wszystko, co było cokolwiek warte, jeśli jest mądra, uczy się nie dokonywać
więcej takich wyborów.
-
Nie mogę… ja… - wyjąkałam, zebrałam się w sobie i zabrałam się za to -
Szczerze, Elsbeth, bardzo się cieszę, że dokonałaś tych przemyśleń. Myślę, że
to dobrze. Jacob mówi, że spędzasz czas z sobą samą i mam nadzieję, że dowiesz
się tego, co wiedziałam wiele księżyców temu. Że jesteś tą, z którą warto
spędzać czas.
Uśmiechnęła
się. To był mały, ale słodki uśmiech.
Mówiłam
dalej.
-
I nie wiedziałam, dlaczego poprosiłam cię o spotkanie na lunchu, ale teraz
cieszę się, że to zrobiłam.
-
Ja też.
Skinęłam
głową. Potem przyznałam - Ale myślę, że to dlatego, że próbuję rozwiązać pewne
rzeczy, dokonać moich własnych przemyśleń.
- I myślę, że to dobrze - powiedziała cicho.
-
Zerwałam z Jacobem - wypaliłam nagle.
Zamrugała.
Potem
zapytała - Co?
-
Tak do końca tego nie zaakceptował - podzieliłam się.
Nadeszła
jej kolej, by się na mnie gapić.
Potem
wybuchnęła śmiechem.
-
To nie jest coś, co uważałabym za zabawne - powiedziałam do jej śmiechu.
Przełknęła
to i skupiła się na mnie.
-
Wiesz - zaczęła - Zawsze byłam taka zazdrosna, kiedy słyszałam, jak nazywasz go
Jacob, a on ci pozwalał. Nie pozwolił nikomu tak się nazywać, z wyjątkiem jego
mamy i ciebie. Nawet nie mi. I nienawidziłam, kiedy mówił: „Kotku, zadzwoń do
Emme, zaproś ją na kolację”, a ja wiedziałam, że chce spędzić z tobą czas. I
nienawidziłam, kiedy szliśmy do twojego mieszkania, kiedy jedliście, kłóciliście
się i śmialiście, a ja czułam się, jakby mnie tam nie było.
Zrobiliśmy
jej to. Nawet o tym nie wiedząc, zrobiliśmy to. Będąc na moim końcu tego
trójkąta, nie widziałam tego. Jacob też nie.
Ale
Jacob miał rację. Elsbeth to widziała.
-
Elsbeth - szepnęłam.
-
Tak - uśmiechnęła się - …mój chłopak całkowicie zdradzał mnie z moją najlepszą
przyjaciółką i żadne z nich o tym nie wiedziało. Ale to wiedziałam.
-
O mój Boże - wydyszałam.
Dyszałam,
ponieważ płuca mnie paliły, a paliły mnie, bo to też robiliśmy.
-
Wiele sposobów na zdradzanie - powiedziała mi, jej uśmiech zniknął - Zeszłego
lata zrobiłam swój ostatni głupi czyn na Ziemi, przysięgam na Boga, Emme, i
jestem pewna, że wiesz, co to było. Całkowicie porąbane. Ale tam właśnie była
moja głowa. Potrzebowałam dowodu, że popełniłam błąd, musiałam to naprawić, a
mianowicie podjąć decyzję o opuszczeniu męża, a żeby to zrobić, prześledziłam
swoje kroki, aby dowiedzieć się, gdzie popełniłam błąd. Na nieszczęście dla
Decka dał mi to otwarcie, wołając mnie.
-
To nie było fajne - powiedziałam jej cicho.
-
Absolutnie nie było - zgodziła się - To było samolubne, głupie i raniące. Ale
to byłam stara ja. To była ostatnia rzecz, jaką sobie przyrzekłam, że zrobiłam
jako stara ja. A robienie tego sprawiło, że zrozumiałam, że muszę pozbyć się
starej mnie i znaleźć nową.
-
Szkoda, że nie wyłączyłaś z tego Jacoba.
Wzięła
oddech i odpowiedziała - Też żałuję. Ale nie mogę zmienić przeszłości. Mogę cię
tylko zapewnić, że to się nie powtórzy.
Nie
byłam podekscytowana tym, dokąd prowadzi nasza rozmowa, więc zauważyłam - To
bardzo dziwna rozmowa.
-
Tak - powiedziała cicho.
-
Nie bardzo mi się to podoba - powiedziałam jej - To znaczy ta część.
Wzięła kolejny oddech, zanim powiedziała -
Rozumiem to, Emme. Lata temu schrzaniłam, zraniłam Decka, straciłam jego i
straciłam ciebie. Znowu schrzaniłam, znowu zraniłam Decka, a, co za tym idzie,
ciebie. Miałam nadzieję, że uda mi się naprawić, wyjaśnić, przeprosić, nie
wiem, cokolwiek musiałabym zrobić, aby nie stracić Decka lub ciebie. Ale zrozumiem,
jeśli stracę.
Przyglądałam
się jej.
Potem
stwierdziłam - Cieszę się, że zrozumiesz, bo nie mogę w to teraz wejść. Mam do
czynienia z kilkoma sprawami, które muszę wyprostować. A to, co zrobiłaś, nie
było fajne, kiedy z nim zerwałaś, czy zeszłego lata. Doceniam, że miałaś odwagę
zadzwonić do Jacoba, wyjaśnić i przeprosić, a także przyjść i spotkać się ze
mną. Ale nie widzę tego, dokąd dążymy, ty i ja, czy ty, ja i Jacob. Nie teraz.
Może kiedyś.
Wzięłam
oddech, złagodziłam głos i skończyłam.
-
Ale sposób, w jaki zmieniła się nasza rozmowa, wskazuje, że zawsze to będzie
między naszą trójką. I nie chcę cię skrzywdzić, ale szczerze mówiąc myślę, że
mleko się już wylało. Obie jesteśmy bezpieczne po przeciwnych stronach. Może
powinnyśmy tak pozostać.
Jej
oczy wciąż na mnie patrzyły, mogłam powiedzieć, że jej się to nie podobało, ale
wciąż powiedziała - Okej, Emme.
Pojawiła
się jej woda gazowana.
Nalała
go, obserwując, jak jej szklanka się napełnia, mówiąc - Może najlepiej,
żebyśmy, hm… nie zjadły lunchu. Zostawię cię. - Odstawiła butelkę i spojrzała
na mnie - Ale czy mogę powiedzieć jedno?
Nie
wiedziałam, czy tego chcę. To było dziwne. W pewien sposób było to dobre
dziwne. Ale też w inny było to bardzo dziwne. Ale cała sprawa była po prostu
dziwna.
Jedynym
powodem, dla którego mogłam pomyśleć, dlaczego robiłam to, co robiłam tego
dnia, było to, że używając intuicji, gromadziłam wszystko, czego potrzebowałam,
aby dowiedzieć się, co się ze mną dzieje.
Wtedy
mogłam uporządkować dobre i złe i dowiedzieć się, co było we mnie, co
najwyraźniej sprawiało, że powstrzymywałam się od bycia szczęśliwą.
To
znaczy, podsumowując to, zerwałam z Jacobem (bezskutecznie) głównie dlatego, że
był republikaninem.
I
to nie wskazywało na wariactwo.
To
po prostu było nim.
Z
tego powodu na pytanie Elsbeth odpowiedziałam - Jasne.
-
Nie pozwól mu odejść.
Wciągnęłam
powietrze przez nos.
-
Bardzo mu na tobie zależy, Emme. Tak było dawno temu i po sposobie, w jaki
mówił o tobie, również widziałam to w zeszły weekend. Ty tego potrzebujesz.
Każda dziewczyna potrzebuje. Jeśli pozwalasz, aby wszystko inne w twoim życiu
prześlizgiwało ci się przez palce, gdy dążysz do tego, czego szukasz, jego się trzymaj.
Nie
mogłam jej powiedzieć, że myśl o tym mnie przerażała. I nie chodziło o to, że
nie mogłam jej powiedzieć, bo nie potrafiłam wyjaśnić dlaczego, chociaż to była
prawda. Po prostu nie należała do niej.
Zamiast
tego powiedziałam - Będę o tym pamiętała, Elsbeth.
Skinęła
głową, wzięła swoją wodę i wypiła.
Podniosłam
dietetyczną colę i zrobiłam to samo.
Potem
chwyciła torebkę, położyła pieniądze na stole, włożyła kurtkę i wstała.
Zostałam
na swoim miejscu, ale spojrzałam na nią.
-
Bądź szczęśliwa, Słonko - powiedziała cicho.
-
Ty też, Elsbeth.
Uśmiechnęła
się delikatnie.
Potem
odwróciła się i odeszła.
*****
Dwie godziny później…
-
Więc to się właśnie wydarzyło - dokończyłam.
Harvey,
siedzący ze mną przy jego kuchennym stole, wpatrywał się we mnie.
-
Harvey? - zapytałam, kiedy nic nie powiedział i to trwało chwilę.
-
Daj mi chwilę, Emme.
Zamknęłam
się.
Harvey
spojrzał na swoje kolana. Robił to przez długi czas.
Potem
spojrzał na mnie.
-
Okej, więc byłaś przez jakiś czas chora, nie wiedząc, co to jest. Wyzdrowiałaś,
zebrałaś siły i zaczęłaś spotykać się z mężczyzną, o którym nie wiedziałaś, że
jest przestępcą. Nie zerwałeś z nim oficjalnie, dlatego, że był przestępcą, ale
dlatego, że cię przerażał i od razu związałaś się z innym mężczyzną, którego
znałaś od lat. Mężczyzną, który zawsze się tobą interesował. Mężczyzną, który
zawsze okazywał, że mu na tobie zależy. Mężczyzną, który nie marnował czasu i
po tym, jak znów na siebie wpadliście, było bardzo oczywiste, że chce więcej.
Potem spędza miesiące traktując cię w ten sam sposób, z troską i
zainteresowaniem, mówiąc ci, że cię kocha i chce budować z tobą życie. A teraz
zerwałaś z nim, bo, myślę, że pogubiłem się w tej części, jak on i twój tata
kupili ci nowe okna. Ale tak naprawdę nie zerwałaś z nim, bo on tego nie akceptował.
-
To wszystko podsumowuje - powiedziałam mu, po czym wyjaśniłam - z wyjątkiem
części z nowymi oknami.
Spojrzał
na mnie ponownie.
-
Więc co o tym myślisz? - zapytałam, kiedy znowu nic nie powiedział.
-
Co ja myślę? - zapytał z powrotem.
-
Tak - odpowiedziałam.
-
O czym? - zapytał.
-
Wszystkim - odpowiedziałam - Wszystkim.
Harvey
wziął głęboki oddech.
Potem
powiedział - Myślę, że jest o wiele za wcześnie, po upływie zaledwie kilku
miesięcy, abyście podzielili się ślubami miłości i zaczęli rozmawiać o
budowaniu przyszłości z jakimkolwiek mężczyzną. Jakby moja córka powiedziała
mi, że znalazła mężczyznę i robi to, byłbym bardzo zmartwiony.
-
Okej - powiedziałam powoli, kiedy przestał mówić, ale wiedziałam, że było
więcej.
-
Myślę też, że żaden mężczyzna taki jak ten, którego opisałaś, nie zabiera
wszędzie ze sobą kalejdoskopu i nie śpi z nim na szafce nocnej.
Wzięłam
ostry oddech.
Tym
razem Harvey mówił dalej.
-
Co więcej, uważam, że dziewczyna taka jak ty nie powinna w żaden sposób sama
mieszkać w rozpadającej się rezydencji na jakiejś górze.
-
Harvey…
-
I na koniec, Emme, i co najważniejsze, myślę, że nadszedł czas, abyś przestała
istnieć i zaczęła żyć.
Oparłam
się i nadeszła moja kolej na gapienie się.
Harvey
nigdy tego nie wyłożył. Był delikatny pod każdym względem, także werbalnie.
-
Teraz co ty myślisz o tym, co ja
myślę? - zapytał.
-
Myślę, że się w nim zakochałam - wyszeptałam.
-
Wierzę w to. Kiedy mówisz jego imię, twoje oczy stają się dziwne. Smutne.
Jakbyś go jakoś straciła, ale Słonko, wszystko, co musisz zrobić, aby go
odzyskać, to zadzwonić.
Zamknęłam
oczy.
-
Emme - zawołał.
Otworzyłam
je.
-
Pomyślałem, że gdybym mógłbym zadzwonić, aby odzyskać żonę, mój palec by krwawił,
wykręcając ten numer w kółko i w kółko.
Tym
razem, kiedy łzy napłynęły mi do oczu, to Harvey płynął.
-
Rozumiesz mnie, Słonko? - zapytał delikatnie.
Mogłam
mu powiedzieć. Mogłam powiedzieć Harveyowi. Nie wiedziałam, dlaczego nie mogłam
powiedzieć tego nikomu innemu.
Po
prostu wiedziałam, że mogłam jemu to powiedzieć.
-
On mnie przeraża - szepnęłam.
Pochylił
się i chwycił moją dłoń, mocno ją trzymając - Ten mężczyzna cię nie przeraża,
moja piękna Emme, robi coś innego. A teraz zwróć uwagę na to, co Bóg ci dał.
Nie zaproponował ci słabego człowieka, który nie widziałby, przez co to
wszystko prowadzi. Zaoferował ci silnego mężczyznę, który pomoże ci trzymać te
obawy na wodzy, gdy będziesz sobie radzić z czymkolwiek musisz.
-
Ale on jest tym, czego się boję - na wpół powtórzyłam.
-
Dlaczego? - zapytał Harvey.
-
Nie wiem - odpowiedziałam drżącym głosem.
-
Powiedział ci, że chce doprowadzić cię do odpowiedzi. Pozwól mu - odparł
Harvey.
-
A jeśli on…?
Przestałam
mówić, kiedy Harvey szarpnął moją ręką i pochylił się bliżej.
-
Pozwól mu, Emme.
Nie
wiedziałam, skąd się to wzięło, ale skądś pochodziło, bo moje usta to mówiły - Coś
jest ze mną nie tak.
-
Przestań robić to sama, oprzyj się na silnym mężczyźnie, który cię kocha i
dowiedz się, co to jest. Potem pozwól mu pomóc ci to naprawić.
-
Boję się tego.
Harvey
patrzył mi w oczy, a moje były wodniste, ale jeśli się nie myliłam, jego też
były wodniste.
-
Ja też się boję - odpowiedział.
To
mnie zdezorientowało.
-
Dlaczego?
-
Boję się o ciebie, Słonko.
To
miało sens.
-
Jedź do domu, jedź do niego - nalegał.
-
Jesteś pewien?
-
Nie ma mowy, żebym ci kiedykolwiek powiedział coś takiego, gdybym nie był
absolutnie pewien, że to słuszne.
Uścisnęłam
jego rękę.
-
Kocham cię, Harvey.
Jego
ręka zadrżała w mojej, coś ostrego i zranionego przeszło szybko przez jego
twarz, zanim to ukrył i wyszeptał - Ja też cię kocham, moja piękna, Emme. A
teraz wyjdź z kuchni tego starego faceta i znajdź swojego.
Słowo
znowu drżało, kiedy się zgodziłam - Okej.
Wstał
i trzymając rękę w mojej, poprowadził mnie ze sobą.
To
ja, zawsze ja, przysuwałam się do uścisku.
Ale
zawsze, ale to zawsze, Harvey odwzajemniał uścisk. Mocno, słodko i długo.
Tym
razem zrobił to dłużej.
Potem
czekał, aż złapałam kurtkę i torebkę i odprowadził mnie do Persefony.
Pomachałam,
odjeżdżając.
Harvey
odmachał.
*****
Dwie minuty wcześniej, w pokoju
kontrolnym Nightingale Investigations…
-
Potwierdź, że to ona - Luke Stark, prawa ręka Lee Nightingale, zażądał przez
telefon od Jacka, człowieka, który najczęściej pracował w dyspozytorni.
A
ogromną ilość czasu, jaką Jack spędził w tym pokoju, zwracał uwagę na duży
zestaw monitorów.
-
Potwierdzone. Złapałem ją wchodzącą, nie dostałem wyraźnego obrazu. Przyłapałem
ją przy wyjściu i zobaczyłem jej pełną twarz. Mam zdjęcie, które dał nam Deck.
To ona. Była tam godzinę. Lee jest offline, ale są rozkazy, że Deck dowie się,
w chwili, gdy ją tam zobaczymy.
-
Zadzwonię do Decka. Koniec - powiedział Luke.
Jack
usłyszał rozłączenie.
Potem
jego oczy wróciły do monitorów.
Dziękuję 💙
OdpowiedzUsuńDziękuję, nadal nie jestem fanką takiego zachowania. Gdzie te silne i niezależne kobiety. No ale zobaczymy co będzie dalej, mam nadzieję że Jakob się trochę nagimnastykuje.
OdpowiedzUsuńHm, nie mam zdania. Czekam. Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję 😊
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuńTeraz Słonko musi dać sobie rade sama ze sobą.
Kurde ten kalejdoskop. Emme musi Dekowi powiedzieć że go nie ma by mogli zacząć go szukać.
CZekam na kolejny rozdział.