piątek, 3 grudnia 2021

16 - Potwierdź, że to ona

 

Rozdział 16

Potwierdź, że to ona   

 

 

 

Trzy dni później…

Co ja tu robiłam?

Usłyszałam otwierające się drzwi do kawiarni, podniosłam głowę, żeby spojrzeć w ich kierunku i zobaczyłam ją.

Elsbeth.

Boże, wciąż była piękna.

- Co ja tu robię? - mruknęłam do siebie.

Poprosiłam i otrzymałam jej e-maila od wciąż obopólnej koleżanki. Wysłałam jej e-maila. Poprosiłam ją, żeby spotkała się ze mną na lunchu.

Powiedziała tak. Wzięłam więc dzień wolny od pracy i pojechałam do Denver.

Teraz miałam zjeść lunch z moją byłą najlepszą przyjaciółką, byłą dziewczyną mojego być-może-wciąż-chłopaka.

I nie miałam pojęcia dlaczego.

Poza tym, że dowody sugerowały, że to dobra możliwość, byłam totalnie popieprzoną wariatką.

Zatrzymała się przy stole.

- Emme, łał, wyglądasz… wyglądasz niesamowicie.

Ona też. Ale zawsze tak było. Dużo blond włosów. Ciepłe zielone oczy. Wspaniała figura. Fantastyczny strój.

- Witaj, Elsbeth - powiedziałam.

- Uh… cześć - odpowiedziała.

Skierowałam głowę na siedzenie naprzeciwko mnie - Usiądziesz?

Spojrzała niepewnie na siedzenie, a potem na mnie.

Podjęła decyzję i nie wiedziałam, czy była dobra, czy zła i usiadła. Sądząc po wyrazie jej twarzy, czuła to samo.

Zdjęła kurtkę, zawiesiła torebkę na oparciu krzesła i spojrzała na mnie.

- Deck powiedział ci, że rozmawialiśmy - domyśliła się.

- Tak jest - potwierdziłam.

- Ja, hm… powiedział mi, że wiesz… - urwała.

- Wiem wszystko - zweryfikowałam to, czego nie powiedziała dokładnie.

- Zawsze był szczery w różnych sprawach - mruknęła.

Oczywiście mieszkała z nim przez lata, mając go dłużej niż ja (w pewnym sensie), więc wiedziała o tym.

A ja nie potrzebowałam przypomnienia, że tak było.

Znowu, co ja tu robiłam?

Przyszła kelnerka. Miałam już dietetyczną colę. Elsbeth zamówiła wodę gazowaną.

Nie, Elsbeth się nie zmieniła. Piękno. Klasa. Nawet zamówienie wody gazowanej sprawiało, że wydawała się wyrafinowana i fajna.

Kelnerka wyszła i spojrzenie Elsbeth wróciło na mnie.

- Cieszę się, że przysłałaś e-mail.

- A więc to prawda, co powiedział Jacob - powiedziałam jej - Naprawianie relacji.

Skinęła głową, nie patrząc na mnie tak, jakby patrzyła na mnie, ale jakby mnie obserwowała.

- Wiem, wydaje mi się dziwne, że… no cóż, dowiedziałam się o was dwojgu, a to by… - Pokręciła głową i nie dokończyła myśli. Zamiast tego powiedziała - Właśnie to zrobiłam. Ale przecież zawsze tak było między naszą trójką.

To było interesujące stwierdzenie.

- A to w jaki sposób?

- Po prostu pasowaliśmy do siebie.

Wpatrywałam się w nią.

Może ona była wariatką.

- Nie wydaje mi się - zauważyłam.

Patrzyłam, jak prostuje ramiona, zanim powiedziała - To dziwne, ale tak.

- Zechcesz to wyjaśnić? - poprosiłam.

Nie odpowiedziała od razu. Patrzyła na mnie, jakby mnie obserwowała.

Po tym, jak zrobiła to przez chwilę, powiedziała - Okej, Emme, nie chcę, żeby to było brzydkie, a teraz w moim życiu, szczerze, nie mogę tego znieść. Więc powinnaś wiedzieć, że jeśli takie się stanie, odejdę. Ale powinnaś też wiedzieć, że byłam szczęśliwa, że przysłałaś e-mail i miałam nadzieję, że doprowadzi to do dobrych rzeczy, niezależnie od tego, jak doszło do tego. Wiedziałam, jak się sprawy mają, że może to być trudne lub denerwujące, ale miałam nadzieję, że poradzimy sobie z tym, bo to dla mnie tyle znaczy. I w końcu miałam nadzieję, że nawet jeśli to dziwne, nasza historia, sprawy z Deckiem, może my połączymy się ponownie.

- Według Jacoba nie jestem zbyt dobra w kontaktowaniu się - podzieliłam się.

- Deck ma zawsze rację - odpowiedziała natychmiast, a ja zamrugałam.

- Co?

- Byłaś najlepszą przyjaciółką, jaką kiedykolwiek miałam - oznajmiła.

Na to znowu się gapiłam.

Elsbeth kontynuowała.

- Jesteś mądra. Jesteś zabawna. Jesteś lojalna. Jesteś troskliwa. Wiedziałaś, że byłam pokręcona, młoda, głupia, niedojrzała, ale byłaś na tyle wrażliwa, by nie wyjawiać mi tego. Wiedziałaś, że mam idiotyczny pomysł na życie, które miałam prowadzić i próbowałaś mnie z tego wyprowadzić. Nadal nawaliłam. Ale nie straciłam cię, bo byłaś zła, że zerwałam z Deckiem. Straciłam cię, bo za bardzo się do mnie zbliżyłaś. Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Byłaś odłączona przez cały czas i to nie tylko z powodu Decka. Więc znalazłaś swoje powody, żeby mnie zeskrobać i ruszyć dalej. Potem znalazłaś swoje powody, by zdrapać wszystkich innych i przenieść się do jakiegoś szalonego górskiego miasteczka, oddalonego o kilka godzin, gdzie nie znałaś absolutnie nikogo. Wracając do Denver na szybkie wizyty z przyjaciółmi, które nic nie znaczą. Następnie udawać się do swojego górskiego miasta, gdzie możesz być tym, kim potrzebujesz. Tylko z Emmą.

Nienawidziłam tego przyznać, ale to, co powiedziała, miało sens i było do dupy.

Spojrzałam na stół.

- Emme - zawołała.

Przełknęłam i spojrzałam na nią.

- Tęskniłam za tobą - szepnęła.

Moje gardło się zamknęło.

Jej oczy zalśniły, ale nie odsunęły się ode mnie.

- Ja wiedziałam. Wiedziałam wtedy, że mu się podobałaś. Ale nie mógł być w tobie zakochany, bo wmówił sobie, że jest we mnie zakochany. A ja wiedziałam, że w sposób, w jaki sobie na to pozwalałaś, ty też byłaś w nim. Nie wiem, dlaczego nie kochałam was oboje na tyle, by odsunąć się na bok. Może dlatego, że miałam dwadzieścia pięć lat i byłam samolubna. Może dlatego, że Deck był dla mnie wszystkim, po prostu tego nie widziałam ani nie rozumiałam, że nie byłam i nigdy nie będę dla niego wszystkim. Ale żyłam z dupkiem przez osiem lat, żebym mogła mieć pokojówkę i mercedesa, a jak kobieta dokonuje takiego wyboru, tracąc wszystko, co było cokolwiek warte, jeśli jest mądra, uczy się nie dokonywać więcej takich wyborów.

- Nie mogę… ja… - wyjąkałam, zebrałam się w sobie i zabrałam się za to - Szczerze, Elsbeth, bardzo się cieszę, że dokonałaś tych przemyśleń. Myślę, że to dobrze. Jacob mówi, że spędzasz czas z sobą samą i mam nadzieję, że dowiesz się tego, co wiedziałam wiele księżyców temu. Że jesteś tą, z którą warto spędzać czas.

Uśmiechnęła się. To był mały, ale słodki uśmiech.

Mówiłam dalej.

- I nie wiedziałam, dlaczego poprosiłam cię o spotkanie na lunchu, ale teraz cieszę się, że to zrobiłam.

- Ja też.

Skinęłam głową. Potem przyznałam - Ale myślę, że to dlatego, że próbuję rozwiązać pewne rzeczy, dokonać moich własnych przemyśleń.

-  I myślę, że to dobrze - powiedziała cicho.

- Zerwałam z Jacobem - wypaliłam nagle.

Zamrugała.

Potem zapytała - Co?

- Tak do końca tego nie zaakceptował - podzieliłam się.

Nadeszła jej kolej, by się na mnie gapić.

Potem wybuchnęła śmiechem.

- To nie jest coś, co uważałabym za zabawne - powiedziałam do jej śmiechu.

Przełknęła to i skupiła się na mnie.

- Wiesz - zaczęła - Zawsze byłam taka zazdrosna, kiedy słyszałam, jak nazywasz go Jacob, a on ci pozwalał. Nie pozwolił nikomu tak się nazywać, z wyjątkiem jego mamy i ciebie. Nawet nie mi. I nienawidziłam, kiedy mówił: „Kotku, zadzwoń do Emme, zaproś ją na kolację”, a ja wiedziałam, że chce spędzić z tobą czas. I nienawidziłam, kiedy szliśmy do twojego mieszkania, kiedy jedliście, kłóciliście się i śmialiście, a ja czułam się, jakby mnie tam nie było.

Zrobiliśmy jej to. Nawet o tym nie wiedząc, zrobiliśmy to. Będąc na moim końcu tego trójkąta, nie widziałam tego. Jacob też nie.

Ale Jacob miał rację. Elsbeth to widziała.

- Elsbeth - szepnęłam.

- Tak - uśmiechnęła się - …mój chłopak całkowicie zdradzał mnie z moją najlepszą przyjaciółką i żadne z nich o tym nie wiedziało. Ale to wiedziałam.

- O mój Boże - wydyszałam.

Dyszałam, ponieważ płuca mnie paliły, a paliły mnie, bo to też robiliśmy.

- Wiele sposobów na zdradzanie - powiedziała mi, jej uśmiech zniknął - Zeszłego lata zrobiłam swój ostatni głupi czyn na Ziemi, przysięgam na Boga, Emme, i jestem pewna, że wiesz, co to było. Całkowicie porąbane. Ale tam właśnie była moja głowa. Potrzebowałam dowodu, że popełniłam błąd, musiałam to naprawić, a mianowicie podjąć decyzję o opuszczeniu męża, a żeby to zrobić, prześledziłam swoje kroki, aby dowiedzieć się, gdzie popełniłam błąd. Na nieszczęście dla Decka dał mi to otwarcie, wołając mnie.

- To nie było fajne - powiedziałam jej cicho.

- Absolutnie nie było - zgodziła się - To było samolubne, głupie i raniące. Ale to byłam stara ja. To była ostatnia rzecz, jaką sobie przyrzekłam, że zrobiłam jako stara ja. A robienie tego sprawiło, że zrozumiałam, że muszę pozbyć się starej mnie i znaleźć nową.

- Szkoda, że nie wyłączyłaś z tego Jacoba.

Wzięła oddech i odpowiedziała - Też żałuję. Ale nie mogę zmienić przeszłości. Mogę cię tylko zapewnić, że to się nie powtórzy.

Nie byłam podekscytowana tym, dokąd prowadzi nasza rozmowa, więc zauważyłam - To bardzo dziwna rozmowa.

- Tak - powiedziała cicho.

- Nie bardzo mi się to podoba - powiedziałam jej - To znaczy ta część.

 Wzięła kolejny oddech, zanim powiedziała - Rozumiem to, Emme. Lata temu schrzaniłam, zraniłam Decka, straciłam jego i straciłam ciebie. Znowu schrzaniłam, znowu zraniłam Decka, a, co za tym idzie, ciebie. Miałam nadzieję, że uda mi się naprawić, wyjaśnić, przeprosić, nie wiem, cokolwiek musiałabym zrobić, aby nie stracić Decka lub ciebie. Ale zrozumiem, jeśli stracę.

Przyglądałam się jej.

Potem stwierdziłam - Cieszę się, że zrozumiesz, bo nie mogę w to teraz wejść. Mam do czynienia z kilkoma sprawami, które muszę wyprostować. A to, co zrobiłaś, nie było fajne, kiedy z nim zerwałaś, czy zeszłego lata. Doceniam, że miałaś odwagę zadzwonić do Jacoba, wyjaśnić i przeprosić, a także przyjść i spotkać się ze mną. Ale nie widzę tego, dokąd dążymy, ty i ja, czy ty, ja i Jacob. Nie teraz. Może kiedyś.

Wzięłam oddech, złagodziłam głos i skończyłam.

- Ale sposób, w jaki zmieniła się nasza rozmowa, wskazuje, że zawsze to będzie między naszą trójką. I nie chcę cię skrzywdzić, ale szczerze mówiąc myślę, że mleko się już wylało. Obie jesteśmy bezpieczne po przeciwnych stronach. Może powinnyśmy tak pozostać.

Jej oczy wciąż na mnie patrzyły, mogłam powiedzieć, że jej się to nie podobało, ale wciąż powiedziała - Okej, Emme.

Pojawiła się jej woda gazowana.

Nalała go, obserwując, jak jej szklanka się napełnia, mówiąc - Może najlepiej, żebyśmy, hm… nie zjadły lunchu. Zostawię cię. - Odstawiła butelkę i spojrzała na mnie - Ale czy mogę powiedzieć jedno?

Nie wiedziałam, czy tego chcę. To było dziwne. W pewien sposób było to dobre dziwne. Ale też w inny było to bardzo dziwne. Ale cała sprawa była po prostu dziwna.

Jedynym powodem, dla którego mogłam pomyśleć, dlaczego robiłam to, co robiłam tego dnia, było to, że używając intuicji, gromadziłam wszystko, czego potrzebowałam, aby dowiedzieć się, co się ze mną dzieje.

Wtedy mogłam uporządkować dobre i złe i dowiedzieć się, co było we mnie, co najwyraźniej sprawiało, że powstrzymywałam się od bycia szczęśliwą.

To znaczy, podsumowując to, zerwałam z Jacobem (bezskutecznie) głównie dlatego, że był republikaninem.

I to nie wskazywało na wariactwo.

To po prostu było nim.

Z tego powodu na pytanie Elsbeth odpowiedziałam - Jasne.

- Nie pozwól mu odejść.

Wciągnęłam powietrze przez nos.

- Bardzo mu na tobie zależy, Emme. Tak było dawno temu i po sposobie, w jaki mówił o tobie, również widziałam to w zeszły weekend. Ty tego potrzebujesz. Każda dziewczyna potrzebuje. Jeśli pozwalasz, aby wszystko inne w twoim życiu prześlizgiwało ci się przez palce, gdy dążysz do tego, czego szukasz, jego się trzymaj.

Nie mogłam jej powiedzieć, że myśl o tym mnie przerażała. I nie chodziło o to, że nie mogłam jej powiedzieć, bo nie potrafiłam wyjaśnić dlaczego, chociaż to była prawda. Po prostu nie należała do niej.

Zamiast tego powiedziałam - Będę o tym pamiętała, Elsbeth.

Skinęła głową, wzięła swoją wodę i wypiła.

Podniosłam dietetyczną colę i zrobiłam to samo.

Potem chwyciła torebkę, położyła pieniądze na stole, włożyła kurtkę i wstała.

Zostałam na swoim miejscu, ale spojrzałam na nią.

- Bądź szczęśliwa, Słonko - powiedziała cicho.

- Ty też, Elsbeth.

Uśmiechnęła się delikatnie.

Potem odwróciła się i odeszła.

*****

Dwie godziny później…

- Więc to się właśnie wydarzyło - dokończyłam.

Harvey, siedzący ze mną przy jego kuchennym stole, wpatrywał się we mnie.

- Harvey? - zapytałam, kiedy nic nie powiedział i to trwało chwilę.

- Daj mi chwilę, Emme.

Zamknęłam się.

Harvey spojrzał na swoje kolana. Robił to przez długi czas.

Potem spojrzał na mnie.

- Okej, więc byłaś przez jakiś czas chora, nie wiedząc, co to jest. Wyzdrowiałaś, zebrałaś siły i zaczęłaś spotykać się z mężczyzną, o którym nie wiedziałaś, że jest przestępcą. Nie zerwałeś z nim oficjalnie, dlatego, że był przestępcą, ale dlatego, że cię przerażał i od razu związałaś się z innym mężczyzną, którego znałaś od lat. Mężczyzną, który zawsze się tobą interesował. Mężczyzną, który zawsze okazywał, że mu na tobie zależy. Mężczyzną, który nie marnował czasu i po tym, jak znów na siebie wpadliście, było bardzo oczywiste, że chce więcej. Potem spędza miesiące traktując cię w ten sam sposób, z troską i zainteresowaniem, mówiąc ci, że cię kocha i chce budować z tobą życie. A teraz zerwałaś z nim, bo, myślę, że pogubiłem się w tej części, jak on i twój tata kupili ci nowe okna. Ale tak naprawdę nie zerwałaś z nim, bo on tego nie akceptował.

- To wszystko podsumowuje - powiedziałam mu, po czym wyjaśniłam - z wyjątkiem części z nowymi oknami.

Spojrzał na mnie ponownie.

- Więc co o tym myślisz? - zapytałam, kiedy znowu nic nie powiedział.

- Co ja myślę? - zapytał z powrotem.

- Tak - odpowiedziałam.

- O czym? - zapytał.

- Wszystkim - odpowiedziałam - Wszystkim.

Harvey wziął głęboki oddech.

Potem powiedział - Myślę, że jest o wiele za wcześnie, po upływie zaledwie kilku miesięcy, abyście podzielili się ślubami miłości i zaczęli rozmawiać o budowaniu przyszłości z jakimkolwiek mężczyzną. Jakby moja córka powiedziała mi, że znalazła mężczyznę i robi to, byłbym bardzo zmartwiony.

- Okej - powiedziałam powoli, kiedy przestał mówić, ale wiedziałam, że było więcej.

- Myślę też, że żaden mężczyzna taki jak ten, którego opisałaś, nie zabiera wszędzie ze sobą kalejdoskopu i nie śpi z nim na szafce nocnej.

Wzięłam ostry oddech.

Tym razem Harvey mówił dalej.

- Co więcej, uważam, że dziewczyna taka jak ty nie powinna w żaden sposób sama mieszkać w rozpadającej się rezydencji na jakiejś górze.

- Harvey…

- I na koniec, Emme, i co najważniejsze, myślę, że nadszedł czas, abyś przestała istnieć i zaczęła żyć.

Oparłam się i nadeszła moja kolej na gapienie się.

Harvey nigdy tego nie wyłożył. Był delikatny pod każdym względem, także werbalnie.

- Teraz co ty myślisz o tym, co ja myślę? - zapytał.

- Myślę, że się w nim zakochałam - wyszeptałam.

- Wierzę w to. Kiedy mówisz jego imię, twoje oczy stają się dziwne. Smutne. Jakbyś go jakoś straciła, ale Słonko, wszystko, co musisz zrobić, aby go odzyskać, to zadzwonić.

Zamknęłam oczy.

- Emme - zawołał.

Otworzyłam je.

- Pomyślałem, że gdybym mógłbym zadzwonić, aby odzyskać żonę, mój palec by krwawił, wykręcając ten numer w kółko i w kółko.

Tym razem, kiedy łzy napłynęły mi do oczu, to Harvey płynął.

- Rozumiesz mnie, Słonko? - zapytał delikatnie.

Mogłam mu powiedzieć. Mogłam powiedzieć Harveyowi. Nie wiedziałam, dlaczego nie mogłam powiedzieć tego nikomu innemu.

Po prostu wiedziałam, że mogłam jemu to powiedzieć.

- On mnie przeraża - szepnęłam.

Pochylił się i chwycił moją dłoń, mocno ją trzymając - Ten mężczyzna cię nie przeraża, moja piękna Emme, robi coś innego. A teraz zwróć uwagę na to, co Bóg ci dał. Nie zaproponował ci słabego człowieka, który nie widziałby, przez co to wszystko prowadzi. Zaoferował ci silnego mężczyznę, który pomoże ci trzymać te obawy na wodzy, gdy będziesz sobie radzić z czymkolwiek musisz.

- Ale on jest tym, czego się boję - na wpół powtórzyłam.

- Dlaczego? - zapytał Harvey.

- Nie wiem - odpowiedziałam drżącym głosem.

- Powiedział ci, że chce doprowadzić cię do odpowiedzi. Pozwól mu - odparł Harvey.

- A jeśli on…?

Przestałam mówić, kiedy Harvey szarpnął moją ręką i pochylił się bliżej.

- Pozwól mu, Emme.

Nie wiedziałam, skąd się to wzięło, ale skądś pochodziło, bo moje usta to mówiły - Coś jest ze mną nie tak.

- Przestań robić to sama, oprzyj się na silnym mężczyźnie, który cię kocha i dowiedz się, co to jest. Potem pozwól mu pomóc ci to naprawić.

- Boję się tego.

Harvey patrzył mi w oczy, a moje były wodniste, ale jeśli się nie myliłam, jego też były wodniste.

- Ja też się boję - odpowiedział.

To mnie zdezorientowało.

- Dlaczego?

- Boję się o ciebie, Słonko.

To miało sens.

- Jedź do domu, jedź do niego - nalegał.

- Jesteś pewien?

- Nie ma mowy, żebym ci kiedykolwiek powiedział coś takiego, gdybym nie był absolutnie pewien, że to słuszne.

Uścisnęłam jego rękę.

- Kocham cię, Harvey.

Jego ręka zadrżała w mojej, coś ostrego i zranionego przeszło szybko przez jego twarz, zanim to ukrył i wyszeptał - Ja też cię kocham, moja piękna, Emme. A teraz wyjdź z kuchni tego starego faceta i znajdź swojego.

Słowo znowu drżało, kiedy się zgodziłam - Okej.

Wstał i trzymając rękę w mojej, poprowadził mnie ze sobą.

To ja, zawsze ja, przysuwałam się do uścisku.

Ale zawsze, ale to zawsze, Harvey odwzajemniał uścisk. Mocno, słodko i długo.

Tym razem zrobił to dłużej.

Potem czekał, aż złapałam kurtkę i torebkę i odprowadził mnie do Persefony.

Pomachałam, odjeżdżając.

Harvey odmachał.

*****

Dwie minuty wcześniej, w pokoju kontrolnym Nightingale Investigations…

- Potwierdź, że to ona - Luke Stark, prawa ręka Lee Nightingale, zażądał przez telefon od Jacka, człowieka, który najczęściej pracował w dyspozytorni.

A ogromną ilość czasu, jaką Jack spędził w tym pokoju, zwracał uwagę na duży zestaw monitorów.

- Potwierdzone. Złapałem ją wchodzącą, nie dostałem wyraźnego obrazu. Przyłapałem ją przy wyjściu i zobaczyłem jej pełną twarz. Mam zdjęcie, które dał nam Deck. To ona. Była tam godzinę. Lee jest offline, ale są rozkazy, że Deck dowie się, w chwili, gdy ją tam zobaczymy.

- Zadzwonię do Decka. Koniec - powiedział Luke.

Jack usłyszał rozłączenie.

Potem jego oczy wróciły do monitorów.


 

5 komentarzy:

  1. Dziękuję, nadal nie jestem fanką takiego zachowania. Gdzie te silne i niezależne kobiety. No ale zobaczymy co będzie dalej, mam nadzieję że Jakob się trochę nagimnastykuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, nie mam zdania. Czekam. Dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za rozdział :)
    Teraz Słonko musi dać sobie rade sama ze sobą.
    Kurde ten kalejdoskop. Emme musi Dekowi powiedzieć że go nie ma by mogli zacząć go szukać.
    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń