sobota, 20 listopada 2021

8 - Grupa dziewczyn

 

Rozdział 8

Grupa dziewczyn 

 

 

 

Ślizgałam się w górę i podczas schodzenia w dół wiedziałam, że to nadchodzi.

I tak jak wczoraj wieczorem, zarówno przed, jak i po kanapkach, to mnie zaskoczyło.

Ale tym razem jeździłam na Jacobie, więc nie wiedziałam, co robić, kiedy ujeżdżałam mężczyznę i miałam orgazm.

W końcu nie mogłam zrobić nic poza tym, co kazało mi zrobić moje ciało.

Czyli mocno uderzyć w dół na jego kutasa i poczuć, jak to pulsuje przeze mnie, promieniując wszędzie, potrząsając mną tak intensywnie, że wygięłam się w łuk i musiałam usztywnić się, owijając dłoń wokół jego grubego, twardego uda.

To było tak całkowicie lepsze niż nakłanianie się samej do dojścia, że to nie było zabawne.

- Kochanie, do jasnej cholery, nie przestawaj - warknął Jacob, jego dłonie na moich biodrach zachęcały, ale byłam za daleko.

Tak daleko, że ledwo poczułam, jak Jacob siada, ale poczułam, jak jego udo unosi się, gdy podwijał kolana. Potem objął ramieniem moją talię, ciągnąc mnie w górę i uderzając w dół.

Moja głowa pochyliła się i rozchyliłam powieki tak daleko, jak tylko mogłam, czyli około jednej czwartej.

- Słonko - odetchnęłam, gdy podciągnął mnie i rzucił z powrotem.

To było dobre i niski dźwięk wyrwał mi się z gardła, podniosłam ręce do jego ramion, użyłam ich jako dźwigni i przejęłam kontrolę.

- Pieprzone dzięki - mruknął, ale nie puścił mojej talii.

- To jest fajne - szepnęłam, brzmiąc na lekko zaskoczoną, poruszając się po nim szybko i mocno.

- Będzie fajniej, jeśli mnie tam zabierzesz, może niedługo - odpowiedział.

Może nie robiłam tego dobrze?

Przygryzłam wargę i stałam się niepewna.

Oczy Jacoba zwęziły się na mojej wardze.

Sekundę później leżałam na plecach w jego łóżku, walił głęboko i miał między nami rękę, kciuk przyciśnięty do mojej łechtaczki i można było powiedzieć, że wiedział, jak używać kciuka.

- Jacob! - sapnęłam.

- Teraz to... - chrząknął, pchając - ... to, kochanie, jest fajne.

Mógł to powtórzyć.

Nie powtórzył.

Pocałował mnie.

Kilka sekund później doszłam ponownie.

Potem on zrobił to samo minutę po mnie.

*****

- Musimy iść, Słonko. Musisz zamocować izolację, a ja mam chipsy do nasypania do misek - powiedziałam, gdy Jacob wrócił z łazienki, dołączył do mnie w łóżku, ułożył się na plecach i przytulił mnie blisko siebie.

- Możemy je zjeść z torebek - odpowiedział.

- Dobrze, w takim razie muszę sprawdzić lodówkę i upewnić się, że działa, a jeśli nie, to mam piwo do wepchnięcia w śnieg, żeby było zimne.

Jego ciało zatrzęsło się od cichego śmiechu, zanim jego ramię zacisnęło się, gdy próbowałam się odsunąć - Za minutę.

- Jacob…

- Lubię to.

Ja też.

I podobało mi się, że on to lubił. Jacob Decker, mój ponownie zjednoczony przyjaciel, a teraz mój kochanek (i to wspaniały), chcący przytulić się w łóżku po seksie ze mną.

Ale to, że był Jacobem, wszystkim czym był i czym był dla mnie, to sprawiało, że było jeszcze lepiej.

Więc ułożyłam się.

Jedyną dobrą rzeczą w Dane było to, że lubił spędzać ze mną noc. Seks z nim miał swoje momenty, chociaż nigdy nie kulminowałam. Ale spanie z nim zawsze było miłe. Lubił się przytulać i to mi też się podobało.

Mój jedyny kochanek przed nim, Jerry, przytulał się trochę po fakcie, ale zawsze wracał do domu do swojego łóżka lub oczekiwał, że pójdę do domu do mojego. Miałam go, gdy Jacob był z Elsbeth, ale nigdy nikogo z nich nie spotkał, ponieważ nie przetrwał długo i nigdy nie zrobiło się poważnie.

Między Jerry’m a Danem, miałam długi okres suszy, który mi odpowiadał.

Jacob też lubił się przytulać, ale przy jego długiej posturze, bo był tak duży i jego wrodzonej władczości, różnił się od Dane’a. Dane spał na łyżki, ale jeśli się poruszyłam, pozwalał mi iść własną drogą. Jacob spał, a ja spałam z nim, jednak jeśli do tego doszło, że przeniosłam się, on przenosił mnie z powrotem lub przysuwał się do mnie (przeważnie cofał mnie). Jeśli się ruszał, zabierał mnie ze sobą.

To było dziwne i nie brzmiało, jakby było dobre.

Ale ponieważ był Jacobem, wszystkim czym był i czym był dla mnie, to było fantastyczne.

Myślenie o tym doprowadziło mnie do myślenia, że przerażający- jedyną-rzeczą-dobrą-w-nim-było przytulanie i mógł-być-słodki, ale był zbrodniczy Dane doprowadził mnie od razu doprowadził mnie do ze-wszystkim-co-jest-nim-z wyjątkiem-że -był-czasami-apodyktyczny Jacob i ta zmiana na lepszy model nie była do niczego.

Ta myśl była tak zabawna, że ja, ja, Emmanuelle Holmes, trzydziestoczteroletnia i mająca tylko dwóch krótkoterminowych chłopaków, przeniosłam się z jednego faceta, zbrodniarza lub nie, na drugiego, i zamieniłam go na kogoś, kto był gorętszy, milszy, śmieszniejszy, mądrzejszy, bogatszym i mającym możliwość dawania orgazmu za każdym razem (czasem dwóch!) sprawił, że zaczęłam chichotać.

- Co? - zapytał Jacob.

- Nic - wykrztusiłam, chichocząc.

Ręka Jacoba dotarła do mojego podbródka i delikatnie podniosła ją, aby mógł złapać moje oczy.

Jego uśmiechały się.

- Co? - powtórzył.

- Jestem dziwką - oznajmiłam, wciąż chichocząc, ale teraz mocniej. To był pełen śmiech - W mgnieniu oka z przestępcy przechodzę do tajemniczego łowcy kryminalistów, czy kimkolwiek jesteś - Zaczęłam się śmiać tak mocno, że zakaszlałam i wypchnęłam - Zamiana na lepszy model.

Mój śmiech zaczął cichnąć dopiero, gdy zauważyłam, że oczy Jacoba już się nie uśmiechają.

- Co? - zapytałam, kiedy opanowałam swoją wesołość.

- Byłem spoko co do tej Emmy, ale uwaga, to spoko się kończy. Może znowu cię znalazłem wtedy, kiedy z nim byłaś, ale od początku go nie lubiłem. Dziesięć minut później dowiedziałem się, że jest wiele rzeczy do nielubienia. A teraz jedyną dobrą częścią tego, że z nim byłaś, jest to, że byłaś na tyle sprytna, by nie zagłębiać się za bardzo, a on odszedł. Ale nie wydaje mi się to zabawne.

Natychmiast otrzeźwiałam i szepnęłam - Przepraszam.

- A ty nie jesteś dziwką - stwierdził - Kobieta, która nigdy nie doszła z mężczyzną z wyjątkiem jednego, z którym obecnie jest w łóżku, z definicji nie jest dziwką.

- Okej - zgodziłam się szybko, głównie z powodu wyrazu jego twarzy i tonu.

Normalnie błagałbym, abym nie była, biorąc pod uwagę, że miałam niewyłącznego chłopaka, z którym jeszcze oficjalnie nie zerwałam, a obecnie byłam naga w łóżku z Jacobem, co z definicji uważałam za bycie na nie-wyłączność, co było dość zdzirowate. Ale wyczuwałam (dokładnie), że teraz nie był czas na debatę na ten temat.

Z drugiej strony, po wyrazie jego twarzy, było bardziej prawdopodobne, że nigdy nie będzie czasu na dyskusję na ten temat.

- Być może będziemy musieli porozmawiać o tym, skoro jesteś świadkiem, bo dał ci ten pierścionek. Więc, jeśli oni się nie przyznają, a to gówno trafi na rozprawę, to nie będzie koniec dla ciebie. Ale jeśli nie rozmawiamy o sprawie - nie o nim, o sprawie - on w ogóle się nie pojawia. Dobrze?

Zgadzałam się. To go denerwowało. Więc Jacob mógł być naprawdę apodyktyczny i apodyktycznie poważny, drugi raz, kiedy mówiłam o moim kryminalnym, bardzo wkrótce oficjalnie byłym chłopaku.

Więc prawdopodobnie powinnam tego uniknąć.

- Mogę to zrobić - powiedziałam mu.

- Dobrze - mruknął.

- Ogrzewasz swój basen - wypaliłam, żeby zmienić temat, a jego brwi się złączyły.

- Co?

- Mówisz, że ogrzewam moją górę. Ty swoje też ogrzewasz - poinformowałam go.

- Tak. Różnica polega na tym, że mam pieniądze, aby sobie na to pozwolić.

Miał swoją wielką, prawie rezydencję, która nie miała nic do naprawienia i była idealna, więc pomyślałam, że się nie mylił.

- To nie jest przyjazne dla środowiska - zauważyłam.

Spojrzał na mnie, po czym wcisnął głowę do tyłu w poduszki i spojrzał na zagłówek, mamrocząc - To się zaczyna.

- Nie jest - nacisnęłam.

Spojrzał na mnie - Kotku, mam to w dupie.

- Cóż, ja nie. Powinieneś wyłączać ogrzewanie, kiedy go nie używasz.

- Jak wyłączam ogrzewanie, a potem chcę go użyć, nagrzanie go zajmuje godziny, do tego czasu nie mam ochoty go używać.

- W takim razie powinieneś go przykrywać - kontynuowałam.

- Nie wygląda tak dobrze z przykrywką - odpowiedział, a ja poczułam, że unoszą mi się brwi, gdy podciągnęłam się i spojrzałam na niego.

- Niszczysz środowisko w celach estetycznych? - zapytałam.

- Tak - odpowiedział obojętnie.

- To nieodpowiedzialne.

- To moje pieniądze.

- Jesteś obywatelem tej Ziemi, tak jak ja, Jacobie Decker. Nie chodzi o pieniądze. Jesteś odpowiedzialny przed przyszłymi pokoleniami.

Uśmiechnął się - To dużo ludzi, Emmanuelle. Mam nadzieję, że umrę, zanim mnie zamkną za nieodpowiedzialność wyrażoną ogrzewaniem basenu, kiedy musiałbym stanąć przed rozzłoszczonym tłumem obrońców środowiska.

Nienawidziłam tego tak samo, jak kochałam (oczywiście druga część po tym, jak kończyliśmy), kiedy Jacob zaczynał się drażnić, kiedy dyskutowaliśmy.

Ale kiedy robiliśmy, wyłącznie to nienawidziłam.

- Nie bądź nonszalancki - warknęłam.

- Nie jestem. Po prostu czekam, aż zechcesz skorzystać z basenu, a wtedy nie będziesz narzekać, że jest podgrzewany.

- Nakrycie to dobry kompromis - zauważyłam.

- Nie, jeśli nie podoba mi się, jak to wygląda.

Zamknęłam się i spojrzałam na niego, wiedząc, że to mu się podobało. Dlatego mogło to trwać godzinami, tak jak w przeszłości, więc nie doszłabym do niczego, jak to bywało w przeszłości.

Dlatego, kiedy znów się odezwałam, wszystko, co miałam do powiedzenia było - Nie kłóćmy się.

Nagle obrócił mnie tak, że był przyciśnięty do mojego boku, a także na mnie, a jego przystojna twarz z porannym zarostem była blisko.

Boże, był piękny. Jego ciało było ciężkie, mocne i ciepłe. I te rzęsy.

Niesamowite.

- Nie, kochanie - mruknął, unosząc kąciki ust - Kłóćmy się, abyśmy mogli się pogodzić.

To nadało interesujący kierunek naszym czasami gorącym debatom, który nagle zapragnęłam wypróbować.

Jego ciało zaczęło się trząść, ale zanim mogłam zobaczyć jego śmiech na twarzy, pochylił głowę i przesunął ustami w górę mojej szczęki do mojego ucha.

- Muszę wziąć moją dziewczynę pod prysznic, żebym mógł zabrać ją do domu i założyć jej izolację.

Mój oddech przyspieszył, ale wciąż zdołałam powiedzieć - Buford jedzie ze mną.

Podniósł głowę - Ty jedziesz ze mną, a Buford tu zostaje. Jak tam wyjdzie i poczuje zapach czegoś w tych lasach wokół twojego domu, nie zobaczymy go przez rok.

Moja głowa przekrzywiła się na poduszce - Naprawdę?

- On jest psem myśliwskim, Emme. Tak. Naprawdę.

- Czy to oznacza, że nigdy nie może przyjść do mnie?

- Nie, to oznacza, że nie może przyjść, kiedy montuję izolację, i nie mogę zwracać uwagi na to, co robi, kiedy nie ma go w pobliżu.

- O.

Jacob uśmiechnął się - Uwielbiam to, że lubisz mojego psa.

Spojrzałam w bok i zobaczyłam łapy Buforda wyciągnięte na podłodze obok łóżka Jacoba, reszty nie mogłam zobaczyć. Przestał dreptać po łóżku, kiedy Jacob obudził mnie, żeby się ze mną kochać. Teraz wydawało się, że drzemał.

Spojrzałam z powrotem na Jacoba.

- Daje się lubić.

Uśmiechnął się, pochylił głowę i pocałował mnie. Nie robił tego długo, ale smakował i czułam go fantastyczne. Trochę jak za pierwszym razem (i za każdym razem), z wyjątkiem tego, że nie traciłam rozumu i kontroli i nie uprawiałam najlepszego seksu w moim życiu (zdecydowanie).

Kiedy podniósł głowę, zapytałam - Dlaczego ja jadę z tobą?

- Bo śpisz tu dziś w nocy, a skoro tak, nie ma powodu, abyśmy brali dwa pojazdy.

Moje serce podskoczyło. Chciał, żebym tu wróciła. I to wkrótce. Co oznaczałoby więcej seksu z Jacobem. I to wkrótce. I trochę więcej czasu razem. I to wiele.

Lubiłam to.

- Wracam?

- Buford potrzebuje towarzystwa, a nie może iść, więc ty wracasz.

- Okej - zgodziłam się.

- Jutro wieczorem, po tym, jak wyjdziemy na prawdziwą randkę, nadal jak skończymy, zabieramy mojego psa i idziemy do ciebie lub nie zabieramy go i zostajemy u mnie.

Prawdziwa randka. To też mi się podobało. Nie miałam ich wielu i żadnej z Jacobem.

I jeszcze więcej czasu razem.

To mi się bardziej podobało.

I miejmy nadzieję, skoro spędzaliśmy noc u jednego lub drugiego, że więcej seksu.

- Okej - powtórzyłam.

Przyjrzał mi się, zanim zauważył - Jesteś potulna rano, kiedy nie mówisz o basenach.

Mylił się. Zazwyczaj rano byłam trochę zrzędliwa.

Ale byłam rano potulna, kiedy miałam orgazmy, których nie musiałam dawać sobie sama. I, nawiasem mówiąc, nigdy nie miałam orgazmów jeden po drugim, a gdybym je miała, przypuszczałam, że sprawiłyby, że każdy byłby potulny.

- Nie rozmawiajmy o basenach - zasugerowałem i dostałam kolejny uśmiech.

Potem dostałam kolejny pocałunek.

Potem zostałam wyciągnięta z łóżka, przez pokój i pod prysznic.

*****

Dwie godziny później…

Siedziałam w swoim pokoju rodzinnym otoczona kobietami z dodatkiem rozkołysanych dzieci.

To dlatego, że na moim strychu pracowało dziewięciu mężczyzn i jedna kobieta. Tymi mężczyznami oprócz Jacoba, byli Chace (jego przynajmniej znałam), Max, Tate, Ty, Reece[1], Deke, Bubba i Wood. Tamta kobieta nazywała się Twyla.

Wszyscy byli krzepcy (zwłaszcza Ty, ten gość był ogromny; i nie w złośliwy sposób, ale trzeba powiedzieć, że Twyla też była krzepka). Wszyscy byli przystojni (nie tak przystojni jak Jacob, ale zdecydowanie znajdowali się na apetycznym końcu spektrum przystojnych dla kobiet, a nawet ta męska kobieta, Twyla, była miła do oglądania, jeśli nie liczyć jej cech damskich).

I było ich sporo, więc prawdopodobnie montaż izolacji pod dachem rozległej posiadłości zajmie około godziny.

Chodziło o to, że przywieźli ze sobą swoje kobiety.

Nie wiedziałam, że to się stanie. A kiedy pickupy i SUV-y zaczęły wjeżdżać na mój ogromny okrągły podjazd (coś, co miałam szczęście mieć, zważywszy, że było niezbędne na te wszystkie pickupy i SUV-y), zauważyłam, że Jacob, stojący obok mnie z ramieniem zaciśniętym wokół moich ramion też nie wiedział, że ci mężczyźni zamierzali przyprowadzić swoje kobiety.

I mu się to nie podobało.

Na początku myślałam, że to dziwne.

Potem pomyślałam, że to było cudowne.

Pomyślałam to, kiedy Faye i Lauren zeskoczyły z SUV-ów swoich mężów (czyli Chace’a Keatona i Tate’a Jacksona), usta Jacoba znalazły moje ucho i powiedział - Powiedz słowo, a porozmawiam i wyprowadzę kobiety. Wiem, że nie jesteś bardzo towarzyska, a mam złe przeczucia, bo ma być więcej mężczyzn, którzy mogą przyjść z kobietami. Jak nie chcesz towarzystwa, zajmę się tym.

Kochałam to, że znał mnie i kochałam to, że był gotów ruszyć, by mnie chronić.

Ale nie chodziło o to, że nie lubiłam towarzystwa. Chodziło o to, że nie byłam zbyt dobra w plotkowaniu. Pusta gadka nic dla mnie nie robiła. Paplanie w niejasny sposób, który nie miał sensu, pozostawiało mnie zimną. To dlatego, kiedy Jacob był z Elsbeth, on i ja prawie zawsze na przyjęciu lub po kolacji (lub podczas kolacji, nawet z ludźmi wokół nas) kończyliśmy, chowając się z dala od wszystkich innych lub skupiając się na sobie nawzajem, będąc głęboko w środku rozmowy lub w ferworze gorącej debaty.

To wspomnienie uderzyło mnie, że Jacob miał rację, co uderzyło mnie w taki sposób, jak nie uderzyło mnie, kiedy o tym mówił. Był z Elsbeth, ale nigdy nie widziałam go pogrążonego w rozmowie z nią i zdecydowanie nie w ferworze debaty. Ich związek był bliski, czuły i pełen miłości (bolesne wspomnienie, które nawet teraz nie było mniej bolesne), ale były części tego, które nie były głębokie.

Te części Jacob miał, o ile mogłam powiedzieć, tylko ze mną.

Miałam też bliskie, czułe i kochające części. Po prostu nie w taki sposób, w jaki Elsbeth je miała (do tej pory). Ta myśl sprawiła, że bałam się niespodzianki, bycia gospodynią grupy kobiet, których nie znałam (chociaż chciałam poznać Faye, ponieważ Chace był naprawdę dobrym facetem, którego zawsze lubiłam) o wiele mniej.

Odwróciłam głowę, spojrzałam mu w oczy i wyszeptałam - Dziękuję, Słonko, ale będzie dobrze.

- Jesteś pewna?

Boże.

Tak miło!

- Tak - zapewniłam go.

Ścisnął mnie ramieniem wokół moich ramion.

Więcej samochodów pojawiło się na moim podjeździe.

Więc teraz mężczyźni (i jedna kobieta) byli na moim strychu, a ja siedziałam w moim, na szczęście dużym, pokoju rodzinnym z grupą kobiet, których nie znałam, chociaż trochę tak jakbym znała. A przynajmniej niektóre z nich.

Najpierw była Lexie Walker, wspaniała brunetka poślubiona Ty Walkerowi. Pracowała w spa, do którego poszłam w Carnal, żeby zrobić sobie włosy. Robiła maseczki lub coś na zapleczu (robiłam sobie maseczki z moją przyjaciółką Eriką w Denver). Nie poznałam jej, ale widziałem ją w spa i przywitałam się. Znałam ją też, odkąd ona i Ty pojawili się w ogólnokrajowych wiadomościach, kiedy ujawniono, że został on wrobiony w morderstwo, którego nie popełnił, przez rasistowskiego palanta, byłego-już-nieżyjącego szefa policji w Carnal (Ty był w połowie czarny).

Wśród innych znalazła się Lauren Jackson, blondynka poślubiona Tate’owi Jacksonowi. Zarówno Tate, jak i Lauren również byli sławni, ponieważ pojawili się również w ogólnokrajowych wiadomościach, kiedy ona została uprowadzona przez seryjnego mordercę, a jej mąż ją uratował.

Powiedzmy tylko, że w hrabstwie, w którym gang złodziei włamywał się do domów i wykorzystywał do tego uczniów szkół średnich, było to niestety jedną z wielu przerażających rzeczy, które miały miejsce. Pomyślałam więc, że to jest powód, dla którego wezwali Jacoba. Nie wiedziałam, czy policja to zrobiła, ale biorąc pod uwagę, że wszyscy zostali aresztowani, a Jacob nie zajmował się tym bardzo długo, był to oczywiście dobry plan.

Również w moim salonie była rudowłosa Faye Keaton, żona Chace’a w bardzo zaawansowanej ciąży.

I Nina Maxwell, żona Maxa. Mieszkała w Gnaw Bone. Znałam Maxa, ponieważ był właścicielem firmy budowlanej i był klientem składu drewna. Poznałam nawet jego dzieci, skoro przywoził jedno, drugie lub oba, kiedy robił lub odbierał zamówienie. Ale to był biznes. Nigdy nie spotkałam Niny. Widziałam ją i Maxa kilka razy w mieście, ale chociaż uśmiechałam się i machałam, a on kiwał mi brodą, nigdy nie podchodziłam głównie dlatego, że zawsze byli tak zakochani w sobie, że wydawało mi się to być ingerencją. Albo mieli dzieci, a więc mieli pełne ręce roboty.

Potem była Zara Reece, kolejna blondynka, żona Grahama Reece’a. Ona też była w ciąży, ale nie tak zaawansowanej jak Faye. Właśnie ponownie otworzyła swój sklep, Karma, sklep, który często odwiedzałam, zanim została zmuszona do jego zamknięcia i rozmawiałam z nią bezosobowo, kiedy tam byłam. Więc też ją znałam. Trzeba powiedzieć, że cieszyłam się, że ponownie otworzyła swój sklep, ponieważ był niesamowity.

I wreszcie była Krystal Briggs, kobieta z bardzo dużą klatką piersiową i bardzo atrakcyjnymi włosami, o których nigdy bym nie pomyślała, że mogłyby być atrakcyjne, ponieważ była to mieszanka płomiennej czerwieni z blond pasemkami à la Ginger Spice w czasach świetności Spice Girls. Ale jej to pasowało. Była żoną faceta, którego wszyscy nazywali Bubbą, który był prawie tak wielki jak Ty.

Było też czworo dzieci, od małego dziecka po niemowlaka, mocujących się na moim dywaniku. Dwójka należała do Niny. Dwójka należała do Lexie.

Powiedziały mi, że żona Wooda, Maggie, nie dała rady się wyrwać.

Za to ukryłam swoją wdzięczność.

One wystarczyły.

Nie chodziło o to, że nie były przyjazne. Były.

Nie dlatego, że nie ukrywały swojej ciekawości na mój temat. Rozumiałam to.

Rozumiałam to, ponieważ Chace i Jacob byli blisko, Faye wyszła za Chace’a, a te kobiety były sobie bliskie. Wiedziałam, że kobiety plotkują, więc byłam obiektem fascynacji, gdy Jacob namawiał swoich mężczyzn do montażu izolacji, co mówiło wszystko o tym, jak mężczyzna czuł się w stosunku do kobiety, której izolację zakładał. Dziewczęta wcześniej podzieliły się podczas rozdawania kubków kawy i rozsiadania, że wszyscy ich mężczyźni pomogli znaleźć Faye podczas jej gehenny i Jacob włączył się w to, a gdy coś takiego się wydarzało, było niechcianym, ale zdecydowanym rytuałem wiążącym i ci mężczyźni związali się przez to.

Wyjątkiem w tym miejscu był Graham Reece, którego wtedy nie było w pobliżu. Ale był dobrym przyjacielem Maxa, więc, skoro Max uznał, że wiele rąk to lżejsza robota, zwłaszcza jeśli te dłonie są połączone z muskularnym, gorącym facetem (chociaż Max prawdopodobnie nie pomyślał o gorącej części), poprosił Reece’a, żeby się pojawił.

Cieszyłam się z pomocy, która kosztowała mnie tylko piwo, frytki i brownie (a wystarczyło mi na to czasu i tyle szczęścia, że piekarnik pracował).

Ale byłam przytłoczona, ponieważ te kobiety były sobie bliskie.

Nie pasowałam tam. Miały swoją historię, dużo z tego było intensywne, a z mojego doświadczenia wynikało, że osoba spóźniona może być mile widziana, ale nigdy wchodziła w pełni do środka.

A dawno temu zdecydowałam, właściwie już na studiach, kiedy ugryzło mnie kilka dziewczyn, które były wrednymi dziewczynami i były dla mnie wredne, że mój czas i energię w przyjaźniach należy oszczędzać tylko dla te, które na to zasłużyły. Ponieważ lubiłam własną firmę i swoje życie, wypełniałam je ludźmi, na których naprawdę mi zależało, którzy naprawdę dbali o mnie, pasowali do mojego życia.

Więc nie wiedziałam, jak przekonać do siebie grupę dziewczyn. Z założenia nie miałam z tym dużego doświadczenia. I bycie w gawędziarskim, blisko-siebie towarzystwie we własnym domu, ale mimo to outsiderką nie było zbyt zabawne.

Nie powiedziałabym tego Jacobowi. Martwiłby się, a może prosił, żeby wyszły.

Więc musiałam to przeżyć i poradzić sobie.

Myślałam o tym, kiedy wydarzyło się coś dziwnego.

A to dziwne coś było, gdy z Krystal przewodzącą grupie, wszystkie postanowiły uczynić mnie nie outsiderką, wprowadzić mnie w drużynę i zrobić to szczerze, ale także uczciwie.

Krystal zaczęła to, pytając - Jak sobie radzisz ze swoją uber-alfą?

Zamrugałam, gapiłam się, ponieważ pomyślałam, że jej pytanie było dziwne, a potem zapytałam - Przepraszam?

- Potężni polegli - zauważyła Lexie, uśmiechając się do Lauren - Został tylko Deke.

Deke, zapomniałam wspomnieć, był dużym facetem z długimi blond włosami związanymi w kucyk. I nie przyprowadził kobiety.

- Więc, Emme, jak dajesz sobie radę? - powtórzyła Krystal.

- Ja, cóż… - zaczęłam, ale urwałam, niepewna.

- Tylko, żebyś wiedziała - Faye, która przyniosła kilka torebek herbaty ziołowej i trzymała w ręku kubek, bo, na szczęście, moja kuchenka pracowała, żeby zagotować czajnik wody, mówiła do mnie - Chace jest super szczęśliwy, że ty i Deck ponownie połączyliście się. Powiedział, że zawsze cię lubił.

To było miłe, ponieważ zawsze lubiłam Chace'a.

Wystarczająco miłe, że odpowiedziałam - Tylko, żebyś wiedziała, Jacob jest bardzo szczęśliwy, że Chace cię znalazł.

Uśmiechnęła się do mnie.

- Nazywasz go Jacobem? - zapytała Krystal, po czym spojrzała na Faye - Czy ktoś nazywa go Jacob?

- Nie, żebym o tym wiedziała - odpowiedziała Faye.

Krystal spojrzała na mnie - Co jest z „Jacobem”?

Do tej pory nie rozumiałam, że ja tak go nazwałam, bo nikt inny nie robił, z wyjątkiem mojej mamy i taty, oprócz Elsbeth. Nazwałam go, że prawdopodobnie aby być poza stadem. Nazwałam go tak, nieświadomie tworząc coś między nami, intymność, której nie dzielił z nikim… oprócz mnie.

I nigdy nie powiedział ani słowa.

To sprawiło, że poczułam się miękka w środku.

- Podoba mi się imię Jacob - powiedziałam jej i nie było to chrzanienie.

- To ładne imię - mruknęła Faye, uśmiechając się do herbaty.

- Dla twojej informacji - powiedziałam do Faye - Jacob jest również super zaszczycony, że nadajesz jego imię swojemu synowi.

Faye znów się do mnie uśmiechnęła.

- Tak, to słodkie, Faye - wtrąciła Lauren.

- Okej, czy to tylko ja, czy ktoś zauważył, że Emme nie odpowiedziała na pytanie Krys? - Lexie stwierdziła w tym momencie, a moje oczy powędrowały do niej.

- To dlatego, że nie wiem dokładnie jak - przyznałam.

- O rany - Krystal oparła się, patrząc na Lexie - to nie jest dobre.

Mój wzrok powędrował na nią - Dlaczego?

Nachyliła się do mnie i ostrzegła - Nie pozwól temu mężczyźnie wejść sobie na głowę.

Zamrugałam.

Jacob nigdy by tego nie zrobił. Nie wiedziałam nawet, dlaczego ona tak pomyślała. Nie powiedziałam nic, co by ją do tego doprowadziło.

- Ja… - zaczęłam.

Faye zaczęła przede mną - Deck jest alfą, ale nigdy by tego nie zrobił.

Ulżyło mi, że poczuła to samo i zwerbalizowała to.

- Bzdura - powiedziała Krystal.

Moja głowa drgnęła.

- Nie zrobiłby tego - Faye odpowiedziała Krystal.

- Oni wszyscy próbują - wtrąciła Lexie.

To nie była dobra wiadomość.

- Czy seks jest dobry? - zapytała mnie Krystal, a moja głowa znów się szarpnęła.

- Ja, cóż… to… dopiero zaczęliśmy… - wyjąkałam, nie wiedząc nawet, dlaczego jąkałam się, zamiast powiedzieć jej, że to nie jej sprawa.

- Mam nadzieję, że jest dobry, ale nie świetny - zauważyła Krystal - Seks-niewolnica alfy. Złe wieści.

Tym razem moja głowa nie drgnęła. Znowu zamrugałam.

- Jestem niewolnicą seksualną alfy i nie mam żadnych skarg - mruknęła Lauren, uśmiechając się do Zary.

- Ja też - odparła Zara, odwzajemniając uśmiech.

- Mam swojego dłużej niż wy wszyscy - oznajmiła Nina - I jestem zdania, że nigdy nie nadejdzie czas, żebym narzekała, głównie dlatego, że minęły lata, a Max nie dał mi nic do narzekania.

- Nie mów mi, że Tate Jackson nie jest uzależniony od tego wszystkiego - powiedziała Krystal do Lauren, ignorując Ninę i wyrzucając rękę w górę, by wskazać wszystko, czym była Lauren, a było tego wiele.

Musiała być po czterdziestce, ale osiągnęła ten wiek w szczęśliwy sposób, mając dużo włosów, wygląd jak biker baby, który uważałam za bombowy, bajeczną figurę. Tate Jackson był wyjątkowo przystojny, ale trafił w dziesiątkę ze swoją żoną i jeśli nie był głupi, czego nie przypuszczałam, wiedział o tym.

- W tym miejscu rzeczy są interesujące - oświadczyła Lexie - Myślałam, że trudno będzie, szczególnie tutaj bez wielkiego wyboru, aby Deck znalazł swoją druga połówkę, ale tak się stało. Mam na myśli, że to nie jest tak, że wokół jest banda zdzir, dziewczyny z gór mają to, to robią, ale nie są kalibru Jacoba Deckera, żeby to się działo - jej oczy przyszpiliły mnie - To dla ciebie dobra wiadomość, Słonko.

- Słucham? - zapytałam.

- Ty. Jesteś. Gorąca - stwierdziła Krystal, odpowiadając na moje pytanie do Lexie - Ten duszny, nie-dbam-o-to, nie-potrzebuję-mężczyzny, egzotyczny rodzaj gorącej.

Kolejne mrugnięcie - Jestem?

- Kotku, całkowicie. Dlatego się martwię. Jak stracisz tę przewagę, masz przerąbane - odpowiedziała Krystal.

Wtedy nagle moje usta podzieliły się (i nie wiedziałam dlaczego) - Wydaje mi się, że wczoraj wieczorem powiedziałam mu w środku tyrady, że byłam samotna.

- O kurwa - mruknęła Krystal.

- Byłaś samotna? - zapytała Zara, w jej ciepłych brązowych oczach pojawił się ślad zatroskania.

- Cóż, zachorowałam jakiś czas temu, tak naprawdę  byłam chora, musiałam być w szpitalu - obserwowałam, jak wszystkie kobiety stały się zaniepokojone, więc szybko powiedziałam - Już wszystko jest w porządku. Całkowicie w porządku. Wszystko jest w porządku, ale nie było fajnie przechodzić przez to samej.

- Założę się - mruknęła Lauren.

- Bycie bardzo chorą samej jest okropne - oświadczyła Nina i uśmiechnęła się - Chorowanie w pobliżu alfy jest o wiele mniej okropne.

Ten komentarz wydał mi się intrygujący.

Ona i Max byli razem przez jakiś czas, więc było prawdopodobne, że przynajmniej przeziębiła się albo coś, żeby wiedziała. Ale Max nie wydał mi się typem faceta, który troszczył się o swoją-chorą-żonę-z-dobrocią-i-uwielbieniem. Raczej wyglądał dla mnie na typ ona-sobie-z-tym-poradzi a ja zamierzam-posiekać-drzewa-na-drewno-na-opał.

- Cieszę się, że jest ci lepiej - powiedziała cicho Faye - Ale przykro mi, że byłaś chora.

- Tak, to jest do bani - zgodziła się Lexie.

- Już jest w porządku - zapewniłam je.

- Możemy to zobaczyć, każdy może to zobaczyć - powiedziała Krystal, a oczy przesunęły się wzdłuż mnie na moim fotelu, a następnie wróciły do moich - Deck wie, że byłaś chora?

Przytaknęłam.

- I wie, że nie lubiłaś przechodzić tego sama? - zapytała.

Znowu skinęłam głową.

Usiadła wygodnie, mrucząc - Nie wiem, co z tym zrobić.

W tym momencie zaczęłam myśleć, że ta rozmowa była strasznie dziwna.

- Nie mogłam tego przed nim ukryć. Byłam chora przez rok, a zaczynamy związek - powiedziałam jej.

- Rok? - zapytała Zara.

- Tak - odpowiedziałam.

- Kicha - odparła Zara.

- Teraz wszystko w porządku - stwierdziłam.

- Krys - zawołała Laura, a Krystal spojrzała na nią - Nie rozumiem, dokąd zmierzasz. To nie tak, że nie siedzisz w pokoju pełnym kobiet, które są związane z twardzielami, którzy robią trochę dużo rzeczy w porządku.

Cieszyłam się, że Lauren też uważała to za dziwne.

- Tak, wiem - odpowiedziała Krystal - Ale, A, trzeba było walić głową, dużo gówna i pieprzonych emocji, żeby cię tu sprowadzić. I, B, bez obrazy, Laurie, ale Emme tutaj - wyciągnęła do mnie rękę - jest inna.

- Jest? - Lexie zapytała w tym samym momencie, w którym zapytałam - Jestem?

Krystal spojrzała na mnie, jej twarz była zwykle twarda, ale widziałam, że jej oczy były teraz łagodne.

Była bardzo, bardzo ładna.

Z tym spojrzeniem w jej oczach była powalająca.

- Kotku - powiedziała cicho - Deck to dobry facet. Nie mogę powiedzieć, że znam go aż tak dobrze, ale wiem, że zrobiłby wszystko dla Chace’a i Faye i to udowodnił. Jak mężczyzna może być dobrym przyjacielem, najlepszym rodzajem dobrego przyjaciela, oznacza to, że jest dobrym człowiekiem. Ale nie jesteś jak normalne kobiety, a widziałam wiele kobiet i najbardziej lubię to w twoim gatunku. Masz życie. Masz misję, ten dom. Masz swój świat i swój sposób na robienie rzeczy. A mężczyzna taki jak Deck może wkroczyć w to życie i zrobić z nim wszystko, po prostu będąc Deckiem. Nie zrobiłby tego celowo. Z siłą swojej osobowości po prostu by to zrobił.

Nie wiedziałam, jak domyśliła się tego wszystkiego o mnie. Może miała niesamowite zdolności umysłowe jak Jacob. Pochyliła się przez bok kanapy, przy której siedziała w moją stronę, po czym kontynuowała.

- Jest w tobie zadurzony, a, mówiąc wprost, jest z powodu wszystkiego, co masz. Nie trać tego z powodu tego, kim on jest, jaki jest lub z tego, że może ci to dać tak, jak lubisz. Nie trać tego dla siebie. I nie zgub tego, bo możesz jego stracić.

Strach ścisnął moje wnętrzności, gdy mój umysł cofnął się, zastanawiając się, czy nawet w tym wczesnym momencie to się już stało.

- Krys, przerażasz ją - mruknęła Faye.

Całkowicie mnie przerażała.

- Dobrze - stwierdziła Krystal, opierając się - Będzie uważała na to wszystko i nie pozwoli, aby tak się stało.

- Wszystko bezie dobrze. Deck będzie okej. Krys jest tylko trochę cyniczna - powiedziała mi Lauren - Nie martw się, Emme.

Za późno. Martwiłam się.

Tak zmartwiona, że poczułam ogromną ulgę, gdy usłyszałam dzwonek mojej komórki w kuchni, a to oznaczało, że miałam pretekst, by wymamrotać przeprosiny i pospiesznie wyjść z pokoju.

Niestety tak bardzo chciałam odebrać, że odebrałam, mimo że na wyświetlaczu pojawił się napis „Nieznany numer”.

- Halo?

- Em.

O nie. To był Dane.

Nic nie powiedziałam.

- Ja… Em… wiesz, gdzie jestem?

- Wiem, gdzie jesteś - szepnęłam.

- Tak myślałem. Powiedzieli, że mają twój pierścionek.

Mój pierścionek?

To nie był mój pierścionek. Nie chciałam nawet, żeby to był mój pierścionek, kiedy nie wiedziałam, że to pierścionek skradziony. Ale to był skradziony pierścionek, który nigdy nie był moim pierścionkiem.

Znowu nic nie powiedziałam, ale zaczęłam się wściekać.

On coś powiedział.

- To mój jedyny telefon. Czekałem, żeby to zrobić, by cię nie obudzić czy coś. Ja… rzeczy nie są dobre i spieprzyłem ten pierścionek. Dużo spieprzyłem. Wiem, że prawdopodobnie jesteś przerażona, ale muszę z tobą porozmawiać. Kochanie, proszę, możesz wejść na posterunek? Mogę mieć odwiedzających.

Chciał, żebym przyszła na posterunek policji, gdzie był więziony, i pogadała z nim?

Czy on był szalony?

- Dzisiaj miałam z tobą zerwać - poinformowałam go.

- Cholera - wyszeptał.

Wiedział o tym.

Nie podobało mu się to.

I zgadywałam, że gdyby obecnie nie przebywał w areszcie, próbowałby mi to wyperswadować.

- Więc nie. Nie mogę wejść na posterunek, ponieważ skończyliśmy, a teraz jesteśmy tak całkowicie skończeni, że przedefiniowaliśmy słowo „skończone”.

- Em, to jest popieprzone. Nie mają racji. Chodzi mi o to, że tak, w części tego, ale inne części…

Przerwałam mu - Proszę, nie dzwoń do mnie ponownie, Dane.

- Emme, kochanie…

- Nigdy.

Potem się rozłączyłam.

Stałam tam, wpatrując się w telefon w mojej dłoni, próbując dowiedzieć się, co czuję.

Poza tym, że czułam się całkowicie głupio, że zgodziłam się na randkę, nadal umawiałam się na randki i wpuściłam tego mężczyznę do mojego łóżka, zdałam sobie sprawę, że nie czuję nic innego. Poza tym, że poczułam ulgę, nie musiałam z nim zrywać twarzą w twarz i mogłam to zrobić przez telefon podczas jego jedynej rozmowy telefonicznej po aresztowaniu. To było dziwne, szalone i sprawiło, że poczułam się dziwacznie strasznie.

Ale przynajmniej to było skończone.

- Emme?

Odwróciłam głowę i zobaczyłam stojącą tam Faye, przyglądającą mi się uważnie.

- Hej - odpowiedziałam - Potrzebujesz więcej herbaty?

- Kto to był? - zapytała, wciąż mnie uważnie obserwując.

- Nikt - odpowiedziałam - Herbata?

Nachyliłam głowę do kubka, który wciąż trzymała.

Podeszła bliżej - Chace nie może wiele powiedzieć, ale właściwie wiem, co się dzieje.

Nic nie mówiłam.

Kontynuowała - To, cóż, wszystkie, ponieważ kuchnia jest tuż obok salonu, wszystkie to słyszałyśmy, więc wiem, że to nie był nikt.

Wszystkie to słyszały, ponieważ wszystkie słuchały. Nie niespodziewane ani irytujące. Pomyślałam, że to prawo dla dziewczyn.

- Jest okej - powiedziałam jej - To koniec. Jestem okej.

Podeszła jeszcze bliżej, a jej krystalicznie niebieskie oczy (które były naprawdę ładne) nie opuściły moich.

- Skoro on dzwoni - powiedziała cicho, może po to, żeby inne dziewczyny nie usłyszały, może po to, żeby sprawdzić mój stan umysłu - Powinnaś powiedzieć Deckowi.

Nie ma mowy. Jacob traktował Dane’a apodyktycznie poważnie i nie chciał już o nim rozmawiać. Właśnie poznawałam go jako Jacoba, mężczyznę, który dawał mi orgazmy podczas seksu, ale wiedziałam wystarczająco, by wiedzieć, że postradałby zmysły, gdyby wiedział, że Dane wykorzystał swój jedyny telefon, żeby do mnie zadzwonić.

Nie wspominając, że Krystal miała rację. Byłam kobietą z własną wolą, która przez długi czas sama dbała o siebie. To nie była wielka sprawa. Mogłam poradzić sobie z tym małym utrapieniem, jakim była, i nie musiałam wciągać Jacoba w problem z moim byłym chłopakiem, o którym nie lubił rozmawiać.

- Naprawdę, Faye - powiedziałam jej - Wszystko jest dobrze.

Podeszła jeszcze bliżej, wyciągnęła rękę i wzięła moja dłoń.

- W porządku, to będzie wydawać się dziwne. Nie znam ciebie, ale te kobiety, które tam są, znam ich historie i mam swoją. Wiem, że dzieją się różne rzeczy. A niektóre z nich nie są dobre. I znam mężczyzn przywiązanych do tych kobiet, jakimi są mężczyznami, sama mam takiego. I wreszcie, znam Decka. Znam sposób, w jaki widziałam go trzymającego cię i patrzącego na ciebie, kiedy szliśmy do twojego domu. Wiem, że odkąd go znam, nigdy nie widziałam, żeby tak patrzył lub trzymał inną kobietę.

To było naprawdę dobre. Na przykład, by rozwaliło mój umysł, sprawiło, żebym chciała biegać dookoła śpiewając i tańcząc, albo lepiej, znaleźć Jacoba i mocno go pocałować.

Mówiła dalej.

- Więc wiem dwie rzeczy. Po pierwsze, ważne jest, aby on wiedział o wszystkim, co złego może się dziać wokół ciebie, nie tylko z powodu szansy, że może się to pogorszyć, aby mógł to powstrzymać, zanim się zacznie. A po drugie, jak mężczyzna nazywa kobietę swoją, nie jest dobrze ukrywać to przed nim, bo to z pewnością obróci się w złe.

Wtedy dostrzegłam mądrość robienia wszystkiego, co w mojej mocy, aby zgromadzić grupę dziewczyn, która wiedziała, jak radzić sobie z „uber-alfami”, ponieważ mogły dzielić się swoją mądrością.

I ponieważ miłe było to, że zależało jej na tyle, by poświęcić czas, aby mi doradzić.

Ale w sumie nie myliła się.

W tym hrabstwie widziano seryjnych morderców, niewinnych mężczyzn wrabianych w morderstwa, a kobiety grzebano żywcem.

Do diabła, facet, który był właścicielem tartaku przed tatą, zamordował grupę ludzi i skutecznie spiskował w celu zamordowania innego faceta. Jeśli wierzyć miejskiej tradycji, Nina i Max byli w to zamieszani w zły sposób, Nina prawie była ofiarą, a Max uratował ją kilka sekund przed tym, jak to się stało. Chociaż nigdy nie pytałam o to Maxa, ponieważ - Czy to prawda, że twój były przyjaciel, były właściciel tartaku, prawie zabił twoją żonę? - nie było próżną pogawędką.

Teraz banda złodziei, która była gorsza niż przeciętni codzienni złodzieje, wpadała w amok w całym hrabstwie. A ja chodziłam z jednym. Tym, który zadzwonił do mnie z aresztu po tym, jak został aresztowany za bieganie w amoku.

Może powinnam powiedzieć Jacobowi, że dzwonił Dane.

- Pójdę powiedzieć Jacobowi - zdecydowałam.

- Dobry pomysł - odpowiedziała Faye z uśmiechem i uściskiem dłoni.

Ścisnęłam jej rękę i zdałam sobie sprawę, że to może być moja szansa na posiadanie szczerych, rzeczywistych, prawdziwych przyjaciółek blisko domu (i to wielu, szokujące!). Dały wszystkie znaki i nawet jeśli byłam spóźnialską, nadal mnie wpuszczały do swojego grona.

Lubiłam to.

Puściłam jej rękę, odłożyłam telefon, przeszłam przez mój dom i weszłam dwa piętra schodów do otworu, który prowadził na mój strych.

Schody były zawalone. Były też dwa tuziny ogromnych rolek izolacji wyściełającej hall. A na końcu korytarza ogromny stos starej izolacji, która nie wyglądała ładnie, puszysto, różowo i czysto jak nowa.

Właściwie poczułam, że moje rachunki za ogrzewanie maleją, a ciepło przepłynęło przeze mnie, że Jacob to dla mnie robił, kiedy zawołałam po schodach - Jacob? Słonko?

- Tak? - odkrzyknął.

- Mogę z tobą chwilę porozmawiać?

- Czy to może chwilę poczekać, kotku?

- No, nie bardzo! - krzyknęłam.

Minęło pięć sekund i zobaczyłam, jak jego głowa pojawia się w otworze, palce w skórzanych rękawiczkach owijają się wokół boku. To właśnie wtedy zauważyłam, nawet po prostu widząc jego głowę i palce w roboczych rękawiczkach, a może dlatego, że jego palce były zamknięte w roboczych rękawiczkach, że Jacob Decker był wszelkiego rodzaju gorący.

- Wszystko okej? - zapytał.

- Możesz zejść?

Przesunął spojrzeniem po mojej twarzy.

Potem jego głowa zniknęła, ale całe jego ciało pojawiło się, gdy schodził po drabinie.

To było. Dowód. Jacob Decker był bardzo gorący i nie chodziło o rękawice robocze.

Miał wspaniałe uda. Były grube. Czysty mięsień. To była dobra myśl, aby się jej trzymać (i dobra wizualnie), kiedy czekałam i patrzyłam, jak dociera na dół i odwraca się do mnie.

- Co tam? - zapytał.

- Dane wykorzystał swój jedyny telefon, żeby do mnie zadzwonić - odparłam.

Po tym, jak to powiedziałam, cofnęłam się o krok.

To dlatego, że jego twarz zmieniła się w kamień, ale jego piwne oczy zaczęły błyszczeć w sposób, który mnie przeraził. To było spojrzenie, którego nigdy nie widziałam. To było dziwnie seksowne. To było również całkowicie przerażające.

Potem zagrzmiał - Chace!

- Słonko… - wyszeptałam, ale nie odpowiedział ani nawet na mnie nie spojrzał.

Jego głowa była przechylona do otworu na strych.

Pojawiła się tam głowa Chace’a.

- Jezu, co się dzieje? - spytał Chace jednym spojrzeniem na swojego przyjaciela.

Jacob zdejmował rękawiczki, mówiąc - Zejdź. Musimy podjechać na posterunek. McFarland użył swojego jedynego telefonu, żeby zadzwonić do Emme i potrzebuję go w pokoju, w którym będę mógł wyjaśnić, że Emme przestała dla niego istnieć w chwili, gdy jego pieprzone palce zanurzyły się w atramencie.

Chace nic nie powiedział, ale jego głowa zniknęła. Słyszałam, jak rozmawiał z chłopakami, gdy pojawiło się jego ciało i zszedł po drabinie.

Muszę powiedzieć, że też miał ładne uda.

Nie zastanawiałam się nad tym zbyt mocno. Podeszłam do Jacoba i położyłam rękę na jego klatce piersiowej.

Skierował na mnie oczy.

Wciąż się błyszczały.

- Naprawdę, przedstawiłam mu swój punkt widzenia przez telefon - powiedziałam mu.

- A ja przedstawię swój punkt widzenia osobiście - powiedział mi.

- Jaco…

Jego ręka uniosła się i objęła moją szczękę, a jego twarz wypełniła moje pole widzenia.

Jego głos był przerażający, kiedy powiedział - Emme. Nie. Przyjmij do wiadomości to teraz. Nie. Znam tego faceta. Umawiałaś się z nim przez cztery miesiące i nie znasz tego faceta. Ale ja znam tego faceta. I muszę osobiście przekazać mu mój punkt widzenia. Tak?

Moją pierwszą myślą po tym oświadczeniu było: Co zrobiłaby Faye?

I po jego przerażająco błyszczących oczach, jego kamiennej twarzy i jeszcze bardziej przerażającym głosie zdecydowałam, że Faye poradziłaby mi po prostu skinąć głową i zgodzić się - Tak.

Więc to właśnie zrobiłam.

Skinął głową, cofnął się i opuścił rękę z mojej szczęki.

Chace włamał się do naszej wymiany zdań, mówiąc (także twardym, trochę przerażającym głosem) - Chodźmy.

To było to. Miałam rację, że ustąpiłam. Nawet Chace uważał, że to było wystarczająco ważne, aby to zrobić i zrobić to teraz, cokolwiek to było.

- No cóż... powodzenia - powiedziałam, patrząc od Jacoba na Chace’a.

Chace patrzył na mnie gniewnie, ale na moje słowa uśmiechnął się uśmiechem, który na szczęście dotarł do jego oczu.

Dłoń Jacoba wróciła do mojej szczęki, jego palce wbiły się i zostałam zmuszona do wspięcia się na palce u nóg, co było dobre, ponieważ oznaczało to, że jego głowa miała mniej dystansu do przebycia, gdy jego usta mocno wylądowały na moich. Pocałował mnie z zamkniętymi ustami, krótko, ale niezaprzeczalnie z wściekłością.

Mimo to nadal to było dobre.

Podniósł się i mruknął - Wracamy wkrótce, kotku.

Skinąłam głową.

Opuścił rękę i odszedł.

Chace podszedł i powiedział - Chłopcy będą dalej pracować.

- Dobrze - odpowiedziałam - Dzięki.

Chace podniósł brodę i odszedł.

Westchnęłam, odchyliłam głowę do tyłu i zawołałam - Czy ktoś czegoś potrzebuje?

- Piwo! - odkrzyknął głęboki głos, którego nie rozpoznałam. Ale z drugiej strony, zostałam przedstawiona tylko krótko, zanim Jacob zmusił ich wszystkich do pracy.

- Kurwa, Deke, jest dopiero jedenasta - powiedział inny głęboki głos.

Więc to był Deke.

- Pocę się, ilekroć się pocę, to piję piwo - odpowiedział Deke.

- Piwo, raz, jest! - krzyknęłam, myśląc, że to nie jest zły sposób na życie.

Zbiegłam na dół, wzięłam kilka piw i kilka butelkowanych wód.

Potem wróciłam do dziewczyn i miałam nadzieję, że Jacob nie zamierza wkrótce wytrzeć podłogi Danem w pokoju przesłuchań na komisariacie Gnaw Bone i tym samym mieć pobranych odcisków palców, tak jak Dane.

Dziewczyny wiedziały, że tego się boję i dodatkowo udowodniły swoją autentyczność, kiedy przyłożyły się do tego i oderwały mój umysł od tych myśli.

Więc tak.

Grupa dziewczyn.

Może nie będzie tak źle.


 



[1] Ham Reece jest bohaterem Jagged czyli cz. 5 Colorado Mountains (z Zara Cinders)

8 komentarzy:

  1. Dziękuję 🙂 pytanie, które pojawia się chyba przy każdej książce, ile będzie rozdziałów? Dziękuję raz jeszcze 🙂

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, trochę nie wiem co mam myśleć o tej części, niby wszystko gra, ale jest tak jak w części z Lauri, jestem rozdział trzyma w napięciu a kolejne dwa są wyciszające.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział :) Grupka lasek już ją wchłonęła i na pewno będzie jeszcze lepiej :) Dziękuję i czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń