Rozdział
8
Grupa
dziewczyn
Ślizgałam
się w górę i podczas schodzenia w dół wiedziałam, że to nadchodzi.
I
tak jak wczoraj wieczorem, zarówno przed, jak i po kanapkach, to mnie zaskoczyło.
Ale
tym razem jeździłam na Jacobie, więc nie wiedziałam, co robić, kiedy ujeżdżałam
mężczyznę i miałam orgazm.
W
końcu nie mogłam zrobić nic poza tym, co kazało mi zrobić moje ciało.
Czyli
mocno uderzyć w dół na jego kutasa i poczuć, jak to pulsuje przeze mnie,
promieniując wszędzie, potrząsając mną tak intensywnie, że wygięłam się w łuk i
musiałam usztywnić się, owijając dłoń wokół jego grubego, twardego uda.
To
było tak całkowicie lepsze niż nakłanianie się samej do dojścia, że to nie było
zabawne.
-
Kochanie, do jasnej cholery, nie przestawaj - warknął Jacob, jego dłonie na
moich biodrach zachęcały, ale byłam za daleko.
Tak
daleko, że ledwo poczułam, jak Jacob siada, ale poczułam, jak jego udo unosi
się, gdy podwijał kolana. Potem objął ramieniem moją talię, ciągnąc mnie w górę
i uderzając w dół.
Moja
głowa pochyliła się i rozchyliłam powieki tak daleko, jak tylko mogłam, czyli
około jednej czwartej.
-
Słonko - odetchnęłam, gdy podciągnął mnie i rzucił z powrotem.
To
było dobre i niski dźwięk wyrwał mi się z gardła, podniosłam ręce do jego
ramion, użyłam ich jako dźwigni i przejęłam kontrolę.
-
Pieprzone dzięki - mruknął, ale nie puścił mojej talii.
-
To jest fajne - szepnęłam, brzmiąc na lekko zaskoczoną, poruszając się po nim
szybko i mocno.
-
Będzie fajniej, jeśli mnie tam zabierzesz, może niedługo - odpowiedział.
Może
nie robiłam tego dobrze?
Przygryzłam
wargę i stałam się niepewna.
Oczy
Jacoba zwęziły się na mojej wardze.
Sekundę
później leżałam na plecach w jego łóżku, walił głęboko i miał między nami rękę,
kciuk przyciśnięty do mojej łechtaczki i można było powiedzieć, że wiedział,
jak używać kciuka.
-
Jacob! - sapnęłam.
-
Teraz to... - chrząknął, pchając - ... to, kochanie, jest fajne.
Mógł
to powtórzyć.
Nie
powtórzył.
Pocałował
mnie.
Kilka
sekund później doszłam ponownie.
Potem
on zrobił to samo minutę po mnie.
*****
-
Musimy iść, Słonko. Musisz zamocować izolację, a ja mam chipsy do nasypania do
misek - powiedziałam, gdy Jacob wrócił z łazienki, dołączył do mnie w łóżku, ułożył
się na plecach i przytulił mnie blisko siebie.
-
Możemy je zjeść z torebek - odpowiedział.
-
Dobrze, w takim razie muszę sprawdzić lodówkę i upewnić się, że działa, a jeśli
nie, to mam piwo do wepchnięcia w śnieg, żeby było zimne.
Jego
ciało zatrzęsło się od cichego śmiechu, zanim jego ramię zacisnęło się, gdy
próbowałam się odsunąć - Za minutę.
-
Jacob…
-
Lubię to.
Ja
też.
I
podobało mi się, że on to lubił. Jacob Decker, mój ponownie zjednoczony przyjaciel,
a teraz mój kochanek (i to wspaniały), chcący przytulić się w łóżku po seksie
ze mną.
Ale
to, że był Jacobem, wszystkim czym był i czym był dla mnie, to sprawiało, że
było jeszcze lepiej.
Więc
ułożyłam się.
Jedyną
dobrą rzeczą w Dane było to, że lubił spędzać ze mną noc. Seks z nim miał swoje
momenty, chociaż nigdy nie kulminowałam. Ale spanie z nim zawsze było miłe. Lubił
się przytulać i to mi też się podobało.
Mój
jedyny kochanek przed nim, Jerry, przytulał się trochę po fakcie, ale zawsze
wracał do domu do swojego łóżka lub oczekiwał, że pójdę do domu do mojego. Miałam
go, gdy Jacob był z Elsbeth, ale nigdy nikogo z nich nie spotkał, ponieważ nie
przetrwał długo i nigdy nie zrobiło się poważnie.
Między
Jerry’m a Danem, miałam długi okres suszy, który mi odpowiadał.
Jacob
też lubił się przytulać, ale przy jego długiej posturze, bo był tak duży i jego
wrodzonej władczości, różnił się od Dane’a. Dane spał na łyżki, ale jeśli się poruszyłam,
pozwalał mi iść własną drogą. Jacob spał, a ja spałam z nim, jednak jeśli do
tego doszło, że przeniosłam się, on przenosił mnie z powrotem lub przysuwał się
do mnie (przeważnie cofał mnie). Jeśli się ruszał, zabierał mnie ze sobą.
To
było dziwne i nie brzmiało, jakby było dobre.
Ale
ponieważ był Jacobem, wszystkim czym był i czym był dla mnie, to było
fantastyczne.
Myślenie
o tym doprowadziło mnie do myślenia, że przerażający- jedyną-rzeczą-dobrą-w-nim-było
przytulanie i mógł-być-słodki, ale był zbrodniczy Dane doprowadził mnie od razu
doprowadził mnie do ze-wszystkim-co-jest-nim-z wyjątkiem-że
-był-czasami-apodyktyczny Jacob i ta zmiana na lepszy model nie była do
niczego.
Ta
myśl była tak zabawna, że ja, ja,
Emmanuelle Holmes, trzydziestoczteroletnia i mająca tylko dwóch
krótkoterminowych chłopaków, przeniosłam się z jednego faceta, zbrodniarza lub
nie, na drugiego, i zamieniłam go na kogoś, kto był gorętszy, milszy,
śmieszniejszy, mądrzejszy, bogatszym i mającym możliwość dawania orgazmu za każdym
razem (czasem dwóch!) sprawił, że zaczęłam chichotać.
-
Co? - zapytał Jacob.
-
Nic - wykrztusiłam, chichocząc.
Ręka
Jacoba dotarła do mojego podbródka i delikatnie podniosła ją, aby mógł złapać
moje oczy.
Jego
uśmiechały się.
-
Co? - powtórzył.
-
Jestem dziwką - oznajmiłam, wciąż chichocząc, ale teraz mocniej. To był pełen
śmiech - W mgnieniu oka z przestępcy przechodzę do tajemniczego łowcy kryminalistów,
czy kimkolwiek jesteś - Zaczęłam się śmiać tak mocno, że zakaszlałam i wypchnęłam
- Zamiana na lepszy model.
Mój
śmiech zaczął cichnąć dopiero, gdy zauważyłam, że oczy Jacoba już się nie
uśmiechają.
-
Co? - zapytałam, kiedy opanowałam swoją wesołość.
-
Byłem spoko co do tej Emmy, ale uwaga, to spoko się kończy. Może znowu cię
znalazłem wtedy, kiedy z nim byłaś, ale od początku go nie lubiłem. Dziesięć
minut później dowiedziałem się, że jest wiele rzeczy do nielubienia. A teraz
jedyną dobrą częścią tego, że z nim byłaś, jest to, że byłaś na tyle sprytna,
by nie zagłębiać się za bardzo, a on odszedł. Ale nie wydaje mi się to zabawne.
Natychmiast
otrzeźwiałam i szepnęłam - Przepraszam.
-
A ty nie jesteś dziwką - stwierdził - Kobieta, która nigdy nie doszła z
mężczyzną z wyjątkiem jednego, z którym obecnie jest w łóżku, z definicji nie
jest dziwką.
-
Okej - zgodziłam się szybko, głównie z powodu wyrazu jego twarzy i tonu.
Normalnie
błagałbym, abym nie była, biorąc pod uwagę, że miałam niewyłącznego chłopaka, z
którym jeszcze oficjalnie nie zerwałam, a obecnie byłam naga w łóżku z Jacobem,
co z definicji uważałam za bycie na nie-wyłączność, co było dość zdzirowate.
Ale wyczuwałam (dokładnie), że teraz nie był czas na debatę na ten temat.
Z
drugiej strony, po wyrazie jego twarzy, było bardziej prawdopodobne, że nigdy
nie będzie czasu na dyskusję na ten temat.
-
Być może będziemy musieli porozmawiać o tym, skoro jesteś świadkiem, bo dał ci
ten pierścionek. Więc, jeśli oni się nie przyznają, a to gówno trafi na
rozprawę, to nie będzie koniec dla ciebie. Ale jeśli nie rozmawiamy o sprawie -
nie o nim, o sprawie - on w ogóle się nie pojawia. Dobrze?
Zgadzałam
się. To go denerwowało. Więc Jacob mógł być naprawdę apodyktyczny i apodyktycznie
poważny, drugi raz, kiedy mówiłam o moim kryminalnym, bardzo wkrótce oficjalnie
byłym chłopaku.
Więc
prawdopodobnie powinnam tego uniknąć.
-
Mogę to zrobić - powiedziałam mu.
-
Dobrze - mruknął.
-
Ogrzewasz swój basen - wypaliłam, żeby zmienić temat, a jego brwi się złączyły.
-
Co?
-
Mówisz, że ogrzewam moją górę. Ty swoje też ogrzewasz - poinformowałam go.
-
Tak. Różnica polega na tym, że mam pieniądze, aby sobie na to pozwolić.
Miał
swoją wielką, prawie rezydencję, która nie miała nic do naprawienia i była
idealna, więc pomyślałam, że się nie mylił.
-
To nie jest przyjazne dla środowiska - zauważyłam.
Spojrzał
na mnie, po czym wcisnął głowę do tyłu w poduszki i spojrzał na zagłówek,
mamrocząc - To się zaczyna.
-
Nie jest - nacisnęłam.
Spojrzał
na mnie - Kotku, mam to w dupie.
-
Cóż, ja nie. Powinieneś wyłączać ogrzewanie, kiedy go nie używasz.
-
Jak wyłączam ogrzewanie, a potem chcę go użyć, nagrzanie go zajmuje godziny, do
tego czasu nie mam ochoty go używać.
-
W takim razie powinieneś go przykrywać - kontynuowałam.
-
Nie wygląda tak dobrze z przykrywką - odpowiedział, a ja poczułam, że unoszą mi
się brwi, gdy podciągnęłam się i spojrzałam na niego.
-
Niszczysz środowisko w celach estetycznych? - zapytałam.
-
Tak - odpowiedział obojętnie.
-
To nieodpowiedzialne.
-
To moje pieniądze.
-
Jesteś obywatelem tej Ziemi, tak jak ja, Jacobie Decker. Nie chodzi o
pieniądze. Jesteś odpowiedzialny przed przyszłymi pokoleniami.
Uśmiechnął
się - To dużo ludzi, Emmanuelle. Mam nadzieję, że umrę, zanim mnie zamkną za nieodpowiedzialność
wyrażoną ogrzewaniem basenu, kiedy musiałbym stanąć przed rozzłoszczonym tłumem
obrońców środowiska.
Nienawidziłam
tego tak samo, jak kochałam (oczywiście druga część po tym, jak kończyliśmy),
kiedy Jacob zaczynał się drażnić, kiedy dyskutowaliśmy.
Ale
kiedy robiliśmy, wyłącznie to nienawidziłam.
-
Nie bądź nonszalancki - warknęłam.
-
Nie jestem. Po prostu czekam, aż zechcesz skorzystać z basenu, a wtedy nie
będziesz narzekać, że jest podgrzewany.
-
Nakrycie to dobry kompromis - zauważyłam.
-
Nie, jeśli nie podoba mi się, jak to wygląda.
Zamknęłam
się i spojrzałam na niego, wiedząc, że to mu się podobało. Dlatego mogło to trwać
godzinami, tak jak w przeszłości, więc nie doszłabym do niczego, jak to bywało
w przeszłości.
Dlatego,
kiedy znów się odezwałam, wszystko, co miałam do powiedzenia było - Nie kłóćmy
się.
Nagle
obrócił mnie tak, że był przyciśnięty do mojego boku, a także na mnie, a jego
przystojna twarz z porannym zarostem była blisko.
Boże,
był piękny. Jego ciało było ciężkie, mocne i ciepłe. I te rzęsy.
Niesamowite.
-
Nie, kochanie - mruknął, unosząc kąciki ust - Kłóćmy się, abyśmy mogli się
pogodzić.
To
nadało interesujący kierunek naszym czasami gorącym debatom, który nagle
zapragnęłam wypróbować.
Jego
ciało zaczęło się trząść, ale zanim mogłam zobaczyć jego śmiech na twarzy,
pochylił głowę i przesunął ustami w górę mojej szczęki do mojego ucha.
-
Muszę wziąć moją dziewczynę pod prysznic, żebym mógł zabrać ją do domu i
założyć jej izolację.
Mój
oddech przyspieszył, ale wciąż zdołałam powiedzieć - Buford jedzie ze mną.
Podniósł
głowę - Ty jedziesz ze mną, a Buford tu zostaje. Jak tam wyjdzie i poczuje
zapach czegoś w tych lasach wokół twojego domu, nie zobaczymy go przez rok.
Moja
głowa przekrzywiła się na poduszce - Naprawdę?
-
On jest psem myśliwskim, Emme. Tak. Naprawdę.
-
Czy to oznacza, że nigdy nie może przyjść do mnie?
-
Nie, to oznacza, że nie może przyjść, kiedy montuję izolację, i nie mogę
zwracać uwagi na to, co robi, kiedy nie ma go w pobliżu.
-
O.
Jacob
uśmiechnął się - Uwielbiam to, że lubisz mojego psa.
Spojrzałam
w bok i zobaczyłam łapy Buforda wyciągnięte na podłodze obok łóżka Jacoba,
reszty nie mogłam zobaczyć. Przestał dreptać po łóżku, kiedy Jacob obudził
mnie, żeby się ze mną kochać. Teraz wydawało się, że drzemał.
Spojrzałam
z powrotem na Jacoba.
-
Daje się lubić.
Uśmiechnął
się, pochylił głowę i pocałował mnie. Nie robił tego długo, ale smakował i czułam
go fantastyczne. Trochę jak za pierwszym razem (i za każdym razem), z wyjątkiem
tego, że nie traciłam rozumu i kontroli i nie uprawiałam najlepszego seksu w
moim życiu (zdecydowanie).
Kiedy
podniósł głowę, zapytałam - Dlaczego ja jadę z tobą?
-
Bo śpisz tu dziś w nocy, a skoro tak, nie ma powodu, abyśmy brali dwa pojazdy.
Moje
serce podskoczyło. Chciał, żebym tu wróciła. I to wkrótce. Co oznaczałoby
więcej seksu z Jacobem. I to wkrótce. I trochę więcej czasu razem. I to wiele.
Lubiłam
to.
-
Wracam?
-
Buford potrzebuje towarzystwa, a nie może iść, więc ty wracasz.
-
Okej - zgodziłam się.
-
Jutro wieczorem, po tym, jak wyjdziemy na prawdziwą randkę, nadal jak skończymy,
zabieramy mojego psa i idziemy do ciebie lub nie zabieramy go i zostajemy u
mnie.
Prawdziwa
randka. To też mi się podobało. Nie miałam ich wielu i żadnej z Jacobem.
I
jeszcze więcej czasu razem.
To
mi się bardziej podobało.
I
miejmy nadzieję, skoro spędzaliśmy noc u jednego lub drugiego, że więcej seksu.
-
Okej - powtórzyłam.
Przyjrzał
mi się, zanim zauważył - Jesteś potulna rano, kiedy nie mówisz o basenach.
Mylił
się. Zazwyczaj rano byłam trochę zrzędliwa.
Ale
byłam rano potulna, kiedy miałam orgazmy, których nie musiałam dawać sobie sama.
I, nawiasem mówiąc, nigdy nie miałam orgazmów jeden po drugim, a gdybym je
miała, przypuszczałam, że sprawiłyby, że każdy byłby potulny.
-
Nie rozmawiajmy o basenach - zasugerowałem i dostałam kolejny uśmiech.
Potem
dostałam kolejny pocałunek.
Potem
zostałam wyciągnięta z łóżka, przez pokój i pod prysznic.
*****
Dwie godziny później…
Siedziałam
w swoim pokoju rodzinnym otoczona kobietami z dodatkiem rozkołysanych dzieci.
To
dlatego, że na moim strychu pracowało dziewięciu mężczyzn i jedna kobieta. Tymi
mężczyznami oprócz Jacoba, byli Chace (jego przynajmniej znałam), Max, Tate,
Ty, Reece[1], Deke, Bubba i Wood. Tamta
kobieta nazywała się Twyla.
Wszyscy
byli krzepcy (zwłaszcza Ty, ten gość był ogromny;
i nie w złośliwy sposób, ale trzeba powiedzieć, że Twyla też była krzepka).
Wszyscy byli przystojni (nie tak przystojni jak Jacob, ale zdecydowanie
znajdowali się na apetycznym końcu spektrum przystojnych dla kobiet, a nawet ta
męska kobieta, Twyla, była miła do oglądania, jeśli nie liczyć jej cech damskich).
I
było ich sporo, więc prawdopodobnie montaż izolacji pod dachem rozległej
posiadłości zajmie około godziny.
Chodziło
o to, że przywieźli ze sobą swoje kobiety.
Nie
wiedziałam, że to się stanie. A kiedy pickupy i SUV-y zaczęły wjeżdżać na mój
ogromny okrągły podjazd (coś, co miałam szczęście mieć, zważywszy, że było
niezbędne na te wszystkie pickupy i SUV-y), zauważyłam, że Jacob, stojący obok
mnie z ramieniem zaciśniętym wokół moich ramion też nie wiedział, że ci
mężczyźni zamierzali przyprowadzić swoje kobiety.
I
mu się to nie podobało.
Na
początku myślałam, że to dziwne.
Potem
pomyślałam, że to było cudowne.
Pomyślałam
to, kiedy Faye i Lauren zeskoczyły z SUV-ów swoich mężów (czyli Chace’a Keatona
i Tate’a Jacksona), usta Jacoba znalazły moje ucho i powiedział - Powiedz
słowo, a porozmawiam i wyprowadzę kobiety. Wiem, że nie jesteś bardzo towarzyska,
a mam złe przeczucia, bo ma być więcej mężczyzn, którzy mogą przyjść z kobietami.
Jak nie chcesz towarzystwa, zajmę się tym.
Kochałam
to, że znał mnie i kochałam to, że był gotów ruszyć, by mnie chronić.
Ale
nie chodziło o to, że nie lubiłam towarzystwa. Chodziło o to, że nie byłam zbyt
dobra w plotkowaniu. Pusta gadka nic dla mnie nie robiła. Paplanie w niejasny
sposób, który nie miał sensu, pozostawiało mnie zimną. To dlatego, kiedy Jacob
był z Elsbeth, on i ja prawie zawsze na przyjęciu lub po kolacji (lub podczas
kolacji, nawet z ludźmi wokół nas) kończyliśmy, chowając się z dala od
wszystkich innych lub skupiając się na sobie nawzajem, będąc głęboko w środku
rozmowy lub w ferworze gorącej debaty.
To
wspomnienie uderzyło mnie, że Jacob miał rację, co uderzyło mnie w taki sposób,
jak nie uderzyło mnie, kiedy o tym mówił. Był z Elsbeth, ale nigdy nie
widziałam go pogrążonego w rozmowie z nią i zdecydowanie nie w ferworze debaty.
Ich związek był bliski, czuły i pełen miłości (bolesne wspomnienie, które nawet
teraz nie było mniej bolesne), ale były części tego, które nie były głębokie.
Te
części Jacob miał, o ile mogłam powiedzieć, tylko ze mną.
Miałam
też bliskie, czułe i kochające części. Po prostu nie w taki sposób, w jaki
Elsbeth je miała (do tej pory). Ta myśl sprawiła, że bałam się niespodzianki, bycia
gospodynią grupy kobiet, których nie znałam (chociaż chciałam poznać Faye,
ponieważ Chace był naprawdę dobrym facetem, którego zawsze lubiłam) o wiele
mniej.
Odwróciłam
głowę, spojrzałam mu w oczy i wyszeptałam - Dziękuję, Słonko, ale będzie dobrze.
-
Jesteś pewna?
Boże.
Tak
miło!
-
Tak - zapewniłam go.
Ścisnął
mnie ramieniem wokół moich ramion.
Więcej
samochodów pojawiło się na moim podjeździe.
Więc
teraz mężczyźni (i jedna kobieta) byli na moim strychu, a ja siedziałam w moim,
na szczęście dużym, pokoju rodzinnym z grupą kobiet, których nie znałam,
chociaż trochę tak jakbym znała. A przynajmniej niektóre z nich.
Najpierw
była Lexie Walker, wspaniała brunetka poślubiona Ty Walkerowi. Pracowała w spa,
do którego poszłam w Carnal, żeby zrobić sobie włosy. Robiła maseczki lub coś
na zapleczu (robiłam sobie maseczki z moją przyjaciółką Eriką w Denver). Nie poznałam
jej, ale widziałem ją w spa i przywitałam się. Znałam ją też, odkąd ona i Ty pojawili
się w ogólnokrajowych wiadomościach, kiedy ujawniono, że został on wrobiony w
morderstwo, którego nie popełnił, przez rasistowskiego palanta, byłego-już-nieżyjącego
szefa policji w Carnal (Ty był w połowie czarny).
Wśród
innych znalazła się Lauren Jackson, blondynka poślubiona Tate’owi Jacksonowi.
Zarówno Tate, jak i Lauren również byli sławni, ponieważ pojawili się również w
ogólnokrajowych wiadomościach, kiedy ona została uprowadzona przez seryjnego
mordercę, a jej mąż ją uratował.
Powiedzmy
tylko, że w hrabstwie, w którym gang złodziei włamywał się do domów i
wykorzystywał do tego uczniów szkół średnich, było to niestety jedną z wielu
przerażających rzeczy, które miały miejsce. Pomyślałam więc, że to jest powód, dla
którego wezwali Jacoba. Nie wiedziałam, czy policja to zrobiła, ale biorąc pod
uwagę, że wszyscy zostali aresztowani, a Jacob nie zajmował się tym bardzo
długo, był to oczywiście dobry plan.
Również
w moim salonie była rudowłosa Faye Keaton, żona Chace’a w bardzo zaawansowanej ciąży.
I
Nina Maxwell, żona Maxa. Mieszkała w Gnaw Bone. Znałam Maxa, ponieważ był
właścicielem firmy budowlanej i był klientem składu drewna. Poznałam nawet jego
dzieci, skoro przywoził jedno, drugie lub oba, kiedy robił lub odbierał
zamówienie. Ale to był biznes. Nigdy nie spotkałam Niny. Widziałam ją i Maxa
kilka razy w mieście, ale chociaż uśmiechałam się i machałam, a on kiwał mi brodą,
nigdy nie podchodziłam głównie dlatego, że zawsze byli tak zakochani w sobie,
że wydawało mi się to być ingerencją. Albo mieli dzieci, a więc mieli pełne
ręce roboty.
Potem
była Zara Reece, kolejna blondynka, żona Grahama Reece’a. Ona też była w ciąży,
ale nie tak zaawansowanej jak Faye. Właśnie ponownie otworzyła swój sklep,
Karma, sklep, który często odwiedzałam, zanim została zmuszona do jego
zamknięcia i rozmawiałam z nią bezosobowo, kiedy tam byłam. Więc też ją znałam.
Trzeba powiedzieć, że cieszyłam się, że ponownie otworzyła swój sklep, ponieważ
był niesamowity.
I
wreszcie była Krystal Briggs, kobieta z bardzo dużą klatką piersiową i bardzo
atrakcyjnymi włosami, o których nigdy bym nie pomyślała, że mogłyby być
atrakcyjne, ponieważ była to mieszanka płomiennej czerwieni z blond pasemkami à
la Ginger Spice w czasach świetności Spice Girls. Ale jej to pasowało. Była
żoną faceta, którego wszyscy nazywali Bubbą, który był prawie tak wielki jak
Ty.
Było
też czworo dzieci, od małego dziecka po niemowlaka, mocujących się na moim
dywaniku. Dwójka należała do Niny. Dwójka należała do Lexie.
Powiedziały
mi, że żona Wooda, Maggie, nie dała rady się wyrwać.
Za
to ukryłam swoją wdzięczność.
One
wystarczyły.
Nie
chodziło o to, że nie były przyjazne. Były.
Nie
dlatego, że nie ukrywały swojej ciekawości na mój temat. Rozumiałam to.
Rozumiałam
to, ponieważ Chace i Jacob byli blisko, Faye wyszła za Chace’a, a te kobiety
były sobie bliskie. Wiedziałam, że kobiety plotkują, więc byłam obiektem
fascynacji, gdy Jacob namawiał swoich mężczyzn do montażu izolacji, co mówiło
wszystko o tym, jak mężczyzna czuł się w stosunku do kobiety, której izolację zakładał.
Dziewczęta wcześniej podzieliły się podczas rozdawania kubków kawy i
rozsiadania, że wszyscy ich mężczyźni pomogli znaleźć Faye podczas jej gehenny
i Jacob włączył się w to, a gdy coś takiego się wydarzało, było niechcianym,
ale zdecydowanym rytuałem wiążącym i ci mężczyźni związali się przez to.
Wyjątkiem
w tym miejscu był Graham Reece, którego wtedy nie było w pobliżu. Ale był
dobrym przyjacielem Maxa, więc, skoro Max uznał, że wiele rąk to lżejsza
robota, zwłaszcza jeśli te dłonie są połączone z muskularnym, gorącym facetem
(chociaż Max prawdopodobnie nie pomyślał o gorącej części), poprosił Reece’a,
żeby się pojawił.
Cieszyłam
się z pomocy, która kosztowała mnie tylko piwo, frytki i brownie (a wystarczyło
mi na to czasu i tyle szczęścia, że piekarnik pracował).
Ale
byłam przytłoczona, ponieważ te kobiety były sobie bliskie.
Nie
pasowałam tam. Miały swoją historię, dużo z tego było intensywne, a z mojego
doświadczenia wynikało, że osoba spóźniona może być mile widziana, ale nigdy
wchodziła w pełni do środka.
A
dawno temu zdecydowałam, właściwie już na studiach, kiedy ugryzło mnie kilka
dziewczyn, które były wrednymi dziewczynami i były dla mnie wredne, że mój czas
i energię w przyjaźniach należy oszczędzać tylko dla te, które na to zasłużyły.
Ponieważ lubiłam własną firmę i swoje życie, wypełniałam je ludźmi, na których
naprawdę mi zależało, którzy naprawdę dbali o mnie, pasowali do mojego życia.
Więc
nie wiedziałam, jak przekonać do siebie grupę dziewczyn. Z założenia nie miałam
z tym dużego doświadczenia. I bycie w gawędziarskim, blisko-siebie towarzystwie
we własnym domu, ale mimo to outsiderką nie było zbyt zabawne.
Nie
powiedziałabym tego Jacobowi. Martwiłby się, a może prosił, żeby wyszły.
Więc
musiałam to przeżyć i poradzić sobie.
Myślałam
o tym, kiedy wydarzyło się coś dziwnego.
A
to dziwne coś było, gdy z Krystal przewodzącą grupie, wszystkie postanowiły
uczynić mnie nie outsiderką, wprowadzić
mnie w drużynę i zrobić to szczerze, ale także uczciwie.
Krystal
zaczęła to, pytając - Jak sobie radzisz ze swoją uber-alfą?
Zamrugałam,
gapiłam się, ponieważ pomyślałam, że jej pytanie było dziwne, a potem zapytałam
- Przepraszam?
-
Potężni polegli - zauważyła Lexie, uśmiechając się do Lauren - Został tylko
Deke.
Deke,
zapomniałam wspomnieć, był dużym facetem z długimi blond włosami związanymi w
kucyk. I nie przyprowadził kobiety.
-
Więc, Emme, jak dajesz sobie radę? - powtórzyła Krystal.
-
Ja, cóż… - zaczęłam, ale urwałam, niepewna.
-
Tylko, żebyś wiedziała - Faye, która przyniosła kilka torebek herbaty ziołowej
i trzymała w ręku kubek, bo, na szczęście, moja kuchenka pracowała, żeby
zagotować czajnik wody, mówiła do mnie - Chace jest super szczęśliwy, że ty i
Deck ponownie połączyliście się. Powiedział, że zawsze cię lubił.
To
było miłe, ponieważ zawsze lubiłam Chace'a.
Wystarczająco
miłe, że odpowiedziałam - Tylko, żebyś wiedziała, Jacob jest bardzo szczęśliwy,
że Chace cię znalazł.
Uśmiechnęła
się do mnie.
-
Nazywasz go Jacobem? - zapytała Krystal, po czym spojrzała na Faye - Czy ktoś
nazywa go Jacob?
-
Nie, żebym o tym wiedziała - odpowiedziała Faye.
Krystal
spojrzała na mnie - Co jest z „Jacobem”?
Do
tej pory nie rozumiałam, że ja tak go nazwałam, bo nikt inny nie robił, z
wyjątkiem mojej mamy i taty, oprócz Elsbeth. Nazwałam go, że prawdopodobnie aby
być poza stadem. Nazwałam go tak, nieświadomie tworząc coś między nami,
intymność, której nie dzielił z nikim… oprócz mnie.
I
nigdy nie powiedział ani słowa.
To
sprawiło, że poczułam się miękka w środku.
-
Podoba mi się imię Jacob - powiedziałam jej i nie było to chrzanienie.
-
To ładne imię - mruknęła Faye, uśmiechając się do herbaty.
-
Dla twojej informacji - powiedziałam do Faye - Jacob jest również super
zaszczycony, że nadajesz jego imię swojemu synowi.
Faye
znów się do mnie uśmiechnęła.
-
Tak, to słodkie, Faye - wtrąciła Lauren.
-
Okej, czy to tylko ja, czy ktoś zauważył, że Emme nie odpowiedziała na pytanie
Krys? - Lexie stwierdziła w tym momencie, a moje oczy powędrowały do niej.
-
To dlatego, że nie wiem dokładnie jak - przyznałam.
-
O rany - Krystal oparła się, patrząc na Lexie - to nie jest dobre.
Mój
wzrok powędrował na nią - Dlaczego?
Nachyliła
się do mnie i ostrzegła - Nie pozwól temu mężczyźnie wejść sobie na głowę.
Zamrugałam.
Jacob
nigdy by tego nie zrobił. Nie wiedziałam nawet, dlaczego ona tak pomyślała. Nie
powiedziałam nic, co by ją do tego doprowadziło.
-
Ja… - zaczęłam.
Faye
zaczęła przede mną - Deck jest alfą, ale nigdy by tego nie zrobił.
Ulżyło
mi, że poczuła to samo i zwerbalizowała to.
-
Bzdura - powiedziała Krystal.
Moja
głowa drgnęła.
-
Nie zrobiłby tego - Faye odpowiedziała Krystal.
-
Oni wszyscy próbują - wtrąciła Lexie.
To
nie była dobra wiadomość.
-
Czy seks jest dobry? - zapytała mnie Krystal, a moja głowa znów się szarpnęła.
-
Ja, cóż… to… dopiero zaczęliśmy… - wyjąkałam, nie wiedząc nawet, dlaczego
jąkałam się, zamiast powiedzieć jej, że to nie jej sprawa.
-
Mam nadzieję, że jest dobry, ale nie świetny - zauważyła Krystal - Seks-niewolnica
alfy. Złe wieści.
Tym
razem moja głowa nie drgnęła. Znowu zamrugałam.
-
Jestem niewolnicą seksualną alfy i nie mam żadnych skarg - mruknęła Lauren,
uśmiechając się do Zary.
-
Ja też - odparła Zara, odwzajemniając uśmiech.
-
Mam swojego dłużej niż wy wszyscy - oznajmiła Nina - I jestem zdania, że nigdy
nie nadejdzie czas, żebym narzekała, głównie dlatego, że minęły lata, a Max nie
dał mi nic do narzekania.
-
Nie mów mi, że Tate Jackson nie jest uzależniony od tego wszystkiego -
powiedziała Krystal do Lauren, ignorując Ninę i wyrzucając rękę w górę, by
wskazać wszystko, czym była Lauren, a było tego wiele.
Musiała
być po czterdziestce, ale osiągnęła ten wiek w szczęśliwy sposób, mając dużo
włosów, wygląd jak biker baby, który uważałam za bombowy, bajeczną figurę. Tate
Jackson był wyjątkowo przystojny, ale trafił w dziesiątkę ze swoją żoną i jeśli
nie był głupi, czego nie przypuszczałam, wiedział o tym.
-
W tym miejscu rzeczy są interesujące - oświadczyła Lexie - Myślałam, że trudno
będzie, szczególnie tutaj bez wielkiego wyboru, aby Deck znalazł swoją druga
połówkę, ale tak się stało. Mam na myśli, że to nie jest tak, że wokół jest
banda zdzir, dziewczyny z gór mają to, to robią, ale nie są kalibru Jacoba
Deckera, żeby to się działo - jej oczy przyszpiliły mnie - To dla ciebie dobra
wiadomość, Słonko.
-
Słucham? - zapytałam.
-
Ty. Jesteś. Gorąca - stwierdziła Krystal, odpowiadając na moje pytanie do Lexie
- Ten duszny, nie-dbam-o-to, nie-potrzebuję-mężczyzny, egzotyczny rodzaj gorącej.
Kolejne
mrugnięcie - Jestem?
-
Kotku, całkowicie. Dlatego się martwię. Jak stracisz tę przewagę, masz przerąbane
- odpowiedziała Krystal.
Wtedy
nagle moje usta podzieliły się (i nie wiedziałam dlaczego) - Wydaje mi się, że
wczoraj wieczorem powiedziałam mu w środku tyrady, że byłam samotna.
-
O kurwa - mruknęła Krystal.
-
Byłaś samotna? - zapytała Zara, w jej ciepłych brązowych oczach pojawił się
ślad zatroskania.
-
Cóż, zachorowałam jakiś czas temu, tak naprawdę byłam chora, musiałam być w szpitalu - obserwowałam,
jak wszystkie kobiety stały się zaniepokojone, więc szybko powiedziałam - Już wszystko
jest w porządku. Całkowicie w porządku. Wszystko jest w porządku, ale nie było
fajnie przechodzić przez to samej.
-
Założę się - mruknęła Lauren.
-
Bycie bardzo chorą samej jest okropne
- oświadczyła Nina i uśmiechnęła się - Chorowanie w pobliżu alfy jest o wiele
mniej okropne.
Ten
komentarz wydał mi się intrygujący.
Ona
i Max byli razem przez jakiś czas, więc było prawdopodobne, że przynajmniej
przeziębiła się albo coś, żeby wiedziała. Ale Max nie wydał mi się typem
faceta, który troszczył się o swoją-chorą-żonę-z-dobrocią-i-uwielbieniem. Raczej
wyglądał dla mnie na typ ona-sobie-z-tym-poradzi a ja zamierzam-posiekać-drzewa-na-drewno-na-opał.
-
Cieszę się, że jest ci lepiej - powiedziała cicho Faye - Ale przykro mi, że byłaś
chora.
-
Tak, to jest do bani - zgodziła się Lexie.
-
Już jest w porządku - zapewniłam je.
-
Możemy to zobaczyć, każdy może to
zobaczyć - powiedziała Krystal, a oczy przesunęły się wzdłuż mnie na moim fotelu,
a następnie wróciły do moich - Deck wie, że byłaś chora?
Przytaknęłam.
-
I wie, że nie lubiłaś przechodzić tego sama? - zapytała.
Znowu
skinęłam głową.
Usiadła
wygodnie, mrucząc - Nie wiem, co z tym zrobić.
W
tym momencie zaczęłam myśleć, że ta rozmowa była strasznie dziwna.
-
Nie mogłam tego przed nim ukryć. Byłam chora przez rok, a zaczynamy związek -
powiedziałam jej.
-
Rok? - zapytała Zara.
-
Tak - odpowiedziałam.
-
Kicha - odparła Zara.
-
Teraz wszystko w porządku - stwierdziłam.
-
Krys - zawołała Laura, a Krystal spojrzała na nią - Nie rozumiem, dokąd
zmierzasz. To nie tak, że nie siedzisz w pokoju pełnym kobiet, które są związane
z twardzielami, którzy robią trochę dużo rzeczy w porządku.
Cieszyłam
się, że Lauren też uważała to za dziwne.
-
Tak, wiem - odpowiedziała Krystal - Ale, A, trzeba było walić głową, dużo gówna
i pieprzonych emocji, żeby cię tu sprowadzić. I, B, bez obrazy, Laurie, ale
Emme tutaj - wyciągnęła do mnie rękę - jest inna.
-
Jest? - Lexie zapytała w tym samym momencie, w którym zapytałam - Jestem?
Krystal
spojrzała na mnie, jej twarz była zwykle twarda, ale widziałam, że jej oczy
były teraz łagodne.
Była
bardzo, bardzo ładna.
Z
tym spojrzeniem w jej oczach była powalająca.
-
Kotku - powiedziała cicho - Deck to dobry facet. Nie mogę powiedzieć, że znam
go aż tak dobrze, ale wiem, że zrobiłby wszystko dla Chace’a i Faye i to udowodnił.
Jak mężczyzna może być dobrym przyjacielem, najlepszym rodzajem dobrego
przyjaciela, oznacza to, że jest dobrym człowiekiem. Ale nie jesteś jak
normalne kobiety, a widziałam wiele kobiet i najbardziej lubię to w twoim
gatunku. Masz życie. Masz misję, ten dom. Masz swój świat i swój sposób na
robienie rzeczy. A mężczyzna taki jak Deck może wkroczyć w to życie i zrobić z
nim wszystko, po prostu będąc Deckiem. Nie zrobiłby tego celowo. Z siłą swojej
osobowości po prostu by to zrobił.
Nie
wiedziałam, jak domyśliła się tego wszystkiego o mnie. Może miała niesamowite
zdolności umysłowe jak Jacob. Pochyliła się przez bok kanapy, przy której
siedziała w moją stronę, po czym kontynuowała.
-
Jest w tobie zadurzony, a, mówiąc wprost, jest z powodu wszystkiego, co masz.
Nie trać tego z powodu tego, kim on jest, jaki jest lub z tego, że może ci to
dać tak, jak lubisz. Nie trać tego dla siebie. I nie zgub tego, bo możesz jego
stracić.
Strach
ścisnął moje wnętrzności, gdy mój umysł cofnął się, zastanawiając się, czy
nawet w tym wczesnym momencie to się już stało.
-
Krys, przerażasz ją - mruknęła Faye.
Całkowicie
mnie przerażała.
-
Dobrze - stwierdziła Krystal, opierając się - Będzie uważała na to wszystko i
nie pozwoli, aby tak się stało.
-
Wszystko bezie dobrze. Deck będzie okej. Krys jest tylko trochę cyniczna -
powiedziała mi Lauren - Nie martw się, Emme.
Za
późno. Martwiłam się.
Tak
zmartwiona, że poczułam ogromną ulgę, gdy usłyszałam dzwonek mojej komórki w
kuchni, a to oznaczało, że miałam pretekst, by wymamrotać przeprosiny i
pospiesznie wyjść z pokoju.
Niestety
tak bardzo chciałam odebrać, że odebrałam, mimo że na wyświetlaczu pojawił się
napis „Nieznany numer”.
-
Halo?
-
Em.
O
nie. To był Dane.
Nic
nie powiedziałam.
-
Ja… Em… wiesz, gdzie jestem?
-
Wiem, gdzie jesteś - szepnęłam.
-
Tak myślałem. Powiedzieli, że mają twój pierścionek.
Mój pierścionek?
To
nie był mój pierścionek. Nie chciałam
nawet, żeby to był mój pierścionek,
kiedy nie wiedziałam, że to pierścionek skradziony. Ale to był skradziony
pierścionek, który nigdy nie był moim
pierścionkiem.
Znowu
nic nie powiedziałam, ale zaczęłam się wściekać.
On
coś powiedział.
-
To mój jedyny telefon. Czekałem, żeby to zrobić, by cię nie obudzić czy coś.
Ja… rzeczy nie są dobre i spieprzyłem ten pierścionek. Dużo spieprzyłem. Wiem,
że prawdopodobnie jesteś przerażona, ale muszę z tobą porozmawiać. Kochanie,
proszę, możesz wejść na posterunek? Mogę mieć odwiedzających.
Chciał,
żebym przyszła na posterunek policji, gdzie był więziony, i pogadała z nim?
Czy
on był szalony?
-
Dzisiaj miałam z tobą zerwać - poinformowałam go.
-
Cholera - wyszeptał.
Wiedział
o tym.
Nie
podobało mu się to.
I
zgadywałam, że gdyby obecnie nie przebywał w areszcie, próbowałby mi to
wyperswadować.
-
Więc nie. Nie mogę wejść na posterunek, ponieważ skończyliśmy, a teraz jesteśmy tak całkowicie skończeni, że
przedefiniowaliśmy słowo „skończone”.
-
Em, to jest popieprzone. Nie mają racji. Chodzi mi o to, że tak, w części tego,
ale inne części…
Przerwałam
mu - Proszę, nie dzwoń do mnie ponownie, Dane.
-
Emme, kochanie…
- Nigdy.
Potem
się rozłączyłam.
Stałam
tam, wpatrując się w telefon w mojej dłoni, próbując dowiedzieć się, co czuję.
Poza
tym, że czułam się całkowicie głupio, że zgodziłam się na randkę, nadal umawiałam
się na randki i wpuściłam tego mężczyznę do mojego łóżka, zdałam sobie sprawę,
że nie czuję nic innego. Poza tym, że poczułam ulgę, nie musiałam z nim zrywać
twarzą w twarz i mogłam to zrobić przez telefon podczas jego jedynej rozmowy
telefonicznej po aresztowaniu. To było dziwne, szalone i sprawiło, że poczułam
się dziwacznie strasznie.
Ale
przynajmniej to było skończone.
-
Emme?
Odwróciłam
głowę i zobaczyłam stojącą tam Faye, przyglądającą mi się uważnie.
-
Hej - odpowiedziałam - Potrzebujesz więcej herbaty?
-
Kto to był? - zapytała, wciąż mnie uważnie obserwując.
-
Nikt - odpowiedziałam - Herbata?
Nachyliłam
głowę do kubka, który wciąż trzymała.
Podeszła
bliżej - Chace nie może wiele powiedzieć, ale właściwie wiem, co się dzieje.
Nic
nie mówiłam.
Kontynuowała
- To, cóż, wszystkie, ponieważ kuchnia jest tuż obok salonu, wszystkie to słyszałyśmy,
więc wiem, że to nie był nikt.
Wszystkie
to słyszały, ponieważ wszystkie słuchały. Nie niespodziewane ani irytujące.
Pomyślałam, że to prawo dla dziewczyn.
-
Jest okej - powiedziałam jej - To koniec. Jestem okej.
Podeszła
jeszcze bliżej, a jej krystalicznie niebieskie oczy (które były naprawdę ładne)
nie opuściły moich.
-
Skoro on dzwoni - powiedziała cicho, może po to, żeby inne dziewczyny nie
usłyszały, może po to, żeby sprawdzić mój stan umysłu - Powinnaś powiedzieć
Deckowi.
Nie
ma mowy. Jacob traktował Dane’a apodyktycznie poważnie i nie chciał już o nim
rozmawiać. Właśnie poznawałam go jako Jacoba, mężczyznę, który dawał mi orgazmy
podczas seksu, ale wiedziałam wystarczająco, by wiedzieć, że postradałby
zmysły, gdyby wiedział, że Dane wykorzystał swój jedyny telefon, żeby do mnie
zadzwonić.
Nie
wspominając, że Krystal miała rację. Byłam kobietą z własną wolą, która przez
długi czas sama dbała o siebie. To nie była wielka sprawa. Mogłam poradzić
sobie z tym małym utrapieniem, jakim była, i nie musiałam wciągać Jacoba w
problem z moim byłym chłopakiem, o którym nie lubił rozmawiać.
-
Naprawdę, Faye - powiedziałam jej - Wszystko jest dobrze.
Podeszła
jeszcze bliżej, wyciągnęła rękę i wzięła moja dłoń.
-
W porządku, to będzie wydawać się dziwne. Nie znam ciebie, ale te kobiety,
które tam są, znam ich historie i mam swoją. Wiem, że dzieją się różne rzeczy.
A niektóre z nich nie są dobre. I znam mężczyzn przywiązanych do tych kobiet,
jakimi są mężczyznami, sama mam takiego. I wreszcie, znam Decka. Znam sposób, w
jaki widziałam go trzymającego cię i patrzącego na ciebie, kiedy szliśmy do
twojego domu. Wiem, że odkąd go znam, nigdy nie widziałam, żeby tak patrzył lub
trzymał inną kobietę.
To
było naprawdę dobre. Na przykład, by rozwaliło mój umysł, sprawiło, żebym
chciała biegać dookoła śpiewając i tańcząc, albo lepiej, znaleźć Jacoba i mocno
go pocałować.
Mówiła
dalej.
-
Więc wiem dwie rzeczy. Po pierwsze, ważne jest, aby on wiedział o wszystkim, co złego może się dziać wokół ciebie, nie tylko
z powodu szansy, że może się to pogorszyć, aby mógł to powstrzymać, zanim się
zacznie. A po drugie, jak mężczyzna nazywa kobietę swoją, nie jest dobrze
ukrywać to przed nim, bo to z pewnością obróci się w złe.
Wtedy
dostrzegłam mądrość robienia wszystkiego, co w mojej mocy, aby zgromadzić grupę
dziewczyn, która wiedziała, jak radzić sobie z „uber-alfami”, ponieważ mogły
dzielić się swoją mądrością.
I
ponieważ miłe było to, że zależało jej na tyle, by poświęcić czas, aby mi doradzić.
Ale
w sumie nie myliła się.
W
tym hrabstwie widziano seryjnych morderców, niewinnych mężczyzn wrabianych w
morderstwa, a kobiety grzebano żywcem.
Do
diabła, facet, który był właścicielem tartaku przed tatą, zamordował grupę
ludzi i skutecznie spiskował w celu zamordowania innego faceta. Jeśli wierzyć
miejskiej tradycji, Nina i Max byli w to zamieszani w zły sposób, Nina prawie
była ofiarą, a Max uratował ją kilka sekund przed tym, jak to się stało.
Chociaż nigdy nie pytałam o to Maxa, ponieważ - Czy to prawda, że twój były przyjaciel, były właściciel tartaku, prawie
zabił twoją żonę? - nie było próżną pogawędką.
Teraz
banda złodziei, która była gorsza niż przeciętni codzienni złodzieje, wpadała w
amok w całym hrabstwie. A ja chodziłam z jednym. Tym, który zadzwonił do mnie z
aresztu po tym, jak został aresztowany za bieganie w amoku.
Może
powinnam powiedzieć Jacobowi, że dzwonił Dane.
-
Pójdę powiedzieć Jacobowi - zdecydowałam.
-
Dobry pomysł - odpowiedziała Faye z uśmiechem i uściskiem dłoni.
Ścisnęłam
jej rękę i zdałam sobie sprawę, że to może być moja szansa na posiadanie szczerych,
rzeczywistych, prawdziwych przyjaciółek blisko domu (i to wielu, szokujące!).
Dały wszystkie znaki i nawet jeśli byłam spóźnialską, nadal mnie wpuszczały do
swojego grona.
Lubiłam
to.
Puściłam
jej rękę, odłożyłam telefon, przeszłam przez mój dom i weszłam dwa piętra
schodów do otworu, który prowadził na mój strych.
Schody
były zawalone. Były też dwa tuziny ogromnych rolek izolacji wyściełającej hall.
A na końcu korytarza ogromny stos starej izolacji, która nie wyglądała ładnie,
puszysto, różowo i czysto jak nowa.
Właściwie
poczułam, że moje rachunki za ogrzewanie maleją, a ciepło przepłynęło przeze
mnie, że Jacob to dla mnie robił, kiedy zawołałam po schodach - Jacob? Słonko?
-
Tak? - odkrzyknął.
-
Mogę z tobą chwilę porozmawiać?
-
Czy to może chwilę poczekać, kotku?
-
No, nie bardzo! - krzyknęłam.
Minęło
pięć sekund i zobaczyłam, jak jego głowa pojawia się w otworze, palce w
skórzanych rękawiczkach owijają się wokół boku. To właśnie wtedy zauważyłam,
nawet po prostu widząc jego głowę i palce w roboczych rękawiczkach, a może
dlatego, że jego palce były zamknięte w roboczych rękawiczkach, że Jacob Decker
był wszelkiego rodzaju gorący.
-
Wszystko okej? - zapytał.
-
Możesz zejść?
Przesunął
spojrzeniem po mojej twarzy.
Potem
jego głowa zniknęła, ale całe jego ciało pojawiło się, gdy schodził po
drabinie.
To
było. Dowód. Jacob Decker był bardzo gorący i nie chodziło o rękawice robocze.
Miał
wspaniałe uda. Były grube. Czysty mięsień. To była dobra myśl, aby się jej
trzymać (i dobra wizualnie), kiedy czekałam i patrzyłam, jak dociera na dół i
odwraca się do mnie.
-
Co tam? - zapytał.
-
Dane wykorzystał swój jedyny telefon, żeby do mnie zadzwonić - odparłam.
Po
tym, jak to powiedziałam, cofnęłam się o krok.
To
dlatego, że jego twarz zmieniła się w kamień, ale jego piwne oczy zaczęły
błyszczeć w sposób, który mnie przeraził. To było spojrzenie, którego nigdy nie
widziałam. To było dziwnie seksowne. To było również całkowicie przerażające.
Potem
zagrzmiał - Chace!
-
Słonko… - wyszeptałam, ale nie odpowiedział ani nawet na mnie nie spojrzał.
Jego
głowa była przechylona do otworu na strych.
Pojawiła
się tam głowa Chace’a.
-
Jezu, co się dzieje? - spytał Chace jednym spojrzeniem na swojego przyjaciela.
Jacob
zdejmował rękawiczki, mówiąc - Zejdź. Musimy podjechać na posterunek. McFarland
użył swojego jedynego telefonu, żeby zadzwonić do Emme i potrzebuję go w
pokoju, w którym będę mógł wyjaśnić, że Emme przestała dla niego istnieć w
chwili, gdy jego pieprzone palce zanurzyły się w atramencie.
Chace
nic nie powiedział, ale jego głowa zniknęła. Słyszałam, jak rozmawiał z
chłopakami, gdy pojawiło się jego ciało i zszedł po drabinie.
Muszę
powiedzieć, że też miał ładne uda.
Nie
zastanawiałam się nad tym zbyt mocno. Podeszłam do Jacoba i położyłam rękę na
jego klatce piersiowej.
Skierował
na mnie oczy.
Wciąż
się błyszczały.
-
Naprawdę, przedstawiłam mu swój punkt widzenia przez telefon - powiedziałam mu.
-
A ja przedstawię swój punkt widzenia osobiście - powiedział mi.
-
Jaco…
Jego
ręka uniosła się i objęła moją szczękę, a jego twarz wypełniła moje pole
widzenia.
Jego
głos był przerażający, kiedy powiedział - Emme. Nie. Przyjmij do wiadomości to
teraz. Nie. Znam tego faceta. Umawiałaś
się z nim przez cztery miesiące i nie znasz tego faceta. Ale ja znam tego faceta. I muszę osobiście przekazać mu mój punkt
widzenia. Tak?
Moją
pierwszą myślą po tym oświadczeniu było: Co
zrobiłaby Faye?
I
po jego przerażająco błyszczących oczach, jego kamiennej twarzy i jeszcze bardziej
przerażającym głosie zdecydowałam, że Faye poradziłaby mi po prostu skinąć
głową i zgodzić się - Tak.
Więc
to właśnie zrobiłam.
Skinął
głową, cofnął się i opuścił rękę z mojej szczęki.
Chace
włamał się do naszej wymiany zdań, mówiąc (także twardym, trochę przerażającym
głosem) - Chodźmy.
To
było to. Miałam rację, że ustąpiłam. Nawet Chace uważał, że to było
wystarczająco ważne, aby to zrobić i zrobić to teraz, cokolwiek to było.
-
No cóż... powodzenia - powiedziałam, patrząc od Jacoba na Chace’a.
Chace
patrzył na mnie gniewnie, ale na moje słowa uśmiechnął się uśmiechem, który na
szczęście dotarł do jego oczu.
Dłoń
Jacoba wróciła do mojej szczęki, jego palce wbiły się i zostałam zmuszona do wspięcia
się na palce u nóg, co było dobre, ponieważ oznaczało to, że jego głowa miała
mniej dystansu do przebycia, gdy jego usta mocno wylądowały na moich. Pocałował
mnie z zamkniętymi ustami, krótko, ale niezaprzeczalnie z wściekłością.
Mimo
to nadal to było dobre.
Podniósł
się i mruknął - Wracamy wkrótce, kotku.
Skinąłam
głową.
Opuścił
rękę i odszedł.
Chace
podszedł i powiedział - Chłopcy będą dalej pracować.
-
Dobrze - odpowiedziałam - Dzięki.
Chace
podniósł brodę i odszedł.
Westchnęłam,
odchyliłam głowę do tyłu i zawołałam - Czy ktoś czegoś potrzebuje?
-
Piwo! - odkrzyknął głęboki głos, którego nie rozpoznałam. Ale z drugiej strony,
zostałam przedstawiona tylko krótko, zanim Jacob zmusił ich wszystkich do
pracy.
-
Kurwa, Deke, jest dopiero jedenasta - powiedział inny głęboki głos.
Więc
to był Deke.
-
Pocę się, ilekroć się pocę, to piję piwo - odpowiedział Deke.
-
Piwo, raz, jest! - krzyknęłam, myśląc, że to nie jest zły sposób na życie.
Zbiegłam
na dół, wzięłam kilka piw i kilka butelkowanych wód.
Potem
wróciłam do dziewczyn i miałam nadzieję, że Jacob nie zamierza wkrótce wytrzeć
podłogi Danem w pokoju przesłuchań na komisariacie Gnaw Bone i tym samym mieć
pobranych odcisków palców, tak jak Dane.
Dziewczyny
wiedziały, że tego się boję i dodatkowo udowodniły swoją autentyczność, kiedy przyłożyły
się do tego i oderwały mój umysł od tych myśli.
Więc
tak.
Grupa
dziewczyn.
Może
nie będzie tak źle.
Dziękuję 🙂 pytanie, które pojawia się chyba przy każdej książce, ile będzie rozdziałów? Dziękuję raz jeszcze 🙂
OdpowiedzUsuń19+epilog :)
UsuńDziękuję 🙂
UsuńDziękuję, trochę nie wiem co mam myśleć o tej części, niby wszystko gra, ale jest tak jak w części z Lauri, jestem rozdział trzyma w napięciu a kolejne dwa są wyciszające.
OdpowiedzUsuńDziękuję 😊
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńSuper rozdział :) Grupka lasek już ją wchłonęła i na pewno będzie jeszcze lepiej :) Dziękuję i czekam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
OdpowiedzUsuń