Rozdział
2
Kalejdoskop
Deck
stał przy stole w jadalni, z opuszczoną brodą, patrząc na rzeź na zdjęciu na
górze stosu bałaganu papierów rozłożonych na jego stole, który kiedyś składał
się z trzech grubych, ale uporządkowanych akt policyjnych.
Dziecko.
Chłopak. Siedemnaście lat. Zbyt długie włosy.
Ubrania
źle dopasowane z założenia. Oderwało mu czubek głowy po tym, jak wsunął lufę
pistoletu pod brodę i pociągnął za spust.
Został
zwolniony dwie godziny wcześniej. Naciskali, by go złamać i skazać jako
dorosłego. Robili to, ponieważ w ciągu sześciu miesięcy włamania zdarzały się
coraz częściej w całym hrabstwie, a on był pierwszym, którego złapali.
Nie
pierwszym, którego widziano. Było jeszcze dwóch innych, obaj chłopcy, opisani
jako młodzi, ale ponieważ włamania miały miejsce w środku nocy, były używane
pojazdy kradzione, a później porzucone, bez odcisków palców, nie dokonano
żadnych dopasowań tożsamości. Ale obaj inni widziani mieli nie więcej niż
osiemnaście lat.
Mieli
nadzieję, że ten, którego złapali, będzie przestraszony i zacznie mówić.
Uzyskał prawnika, jego rodzina go opłaciła, ale kiedy gliniarze dali jasno do
zrozumienia, że sprawy potoczą się z nim gładko, ten zamienił się w szczura.
Dwie
godziny później chłopak wydostał broń swojego taty i, zamiast mówić, odebrał
sobie życie.
Złe
gówno.
Ciemne
gówno.
Intensywne.
I
nie ma mowy, żeby Dane McFarland tak przeraził dzieciaka, że zamiast gadać, urwał
sobie w ramach ucieczki czubek głowy.
I
nie ma mowy, żeby taki jak Dane McFarland mógł sprawić, by dzieciak poszedł za
nim na ciemną stronę.
Odsunął
papiery i zdjęcia na bok i znalazł niechlujny stos, który sam ułożył.
Przewrócił je, przyglądając się im uważnie, nawet jeśli sprawiło mu to
mrowienie w gardle.
Emme.
Nowa, piękna, stylowa Emme z McFarlandem.
Nie
mógł się przyzwyczaić do oglądania jej takiej, nawet jeśli wielokrotnie studiował
te zdjęcia. Gdyby nie było dołeczka, nie wierzyłby, że to ona. I gdyby nie było
jej zdjęć bez okularów, żeby mógł zobaczyć jej oczy. Oczy, które zawsze uważał
za egzotyczne. Idealne migdały, po bokach wygięte w górę, wtedy zdecydowanie
najbardziej jej atrakcyjna cecha (poza dołeczkiem). Teraz było to dyskusyjne.
Jeff
miał rację. Ona i McFarland spędzali razem dużo czasu. A McFarland chciał, żeby
było wszystkim wiadomo, że ona jest jego. Robił to, dotykając jej cały czas.
Dłoń do jej biodra, talii, krzyża. Ramię wokół jej ramion. Ona w jego
ramionach, z jego ustami przyciśniętymi do jej ust. Publiczne okazywanie uczuć
i to dużo.
Gdyby
Deck jej nie znał, a miałby ten dołeczek w łóżku, te jasnobrązowe oczy, które
mógłby tańczyć, prawdopodobnie robiłby to samo.
Ale
nie podobało mu się to z McFarlandem. To nie było tylko zaborcze. To wcale nie
było ochronne. To było oświadczenie i to było przerażające.
Nie
rozumiał, jak Emme to znosiła.
I
nie podobało mu się, że to robiła.
Musiał
ją odstrzelić od tego faceta.
Widział
tylko to, co powiedział Chace. Cokolwiek sprawiło, że dokonała zmiany,
zapuściła włosy, znalazła swój styl, schudła, mogło oznaczać, że w końcu wyszła
poza to, co jej się przydarzyło i chciała wejść do gry, znaleźć mężczyznę. A
może po tym, jak nie miała go tak długo, jak on ją znał, wcześniej (jeśli to,
co powiedziała Elsbeth, było prawdą) i prawdopodobnie przez jakiś czas później,
mogło to sprawić, że pomyślała, że trafiła na żyłę złota z wysokim,
przystojnym, dobrze zbudowanym facetem, który okazywał jej mnóstwo uwagi. To mogło
sprawić, że znosiła masę gówna, które mogło wysłać czerwone flagi, a które
zignorowałaby tylko po to, by zwracać na siebie uwagę, jakiej nigdy nie miała.
Jego
oczy powędrowały do kominka i długiego, wypolerowanego, pięknie rzeźbionego
drewnianego pudełka, które tam leżało.
Patrząc
na to pudełko, znowu nie rozumiał, jak Emme to znosi.
Co
więcej, McFarland spróbował z nią tych zaborczych bzdur przed Deckiem, a ona
skończyła to w sekundę.
Był
pod pantoflem. To nie ona miała zamydlone oczy. On ją miał i wciąż miał ochotę
na więcej. To sprawiło, że Decka jeszcze bardziej swędziało w gardle, ponieważ,
gdyby nie znał Emme, a widziałby to, co widział, zmieniłby zdjęcia na tej
tablicy.
McFarland
prawy dolny róg, Emme, na środku u góry.
Ale
kiedy jego oczy skierowane były na to pudełko, znał ją.
To
gówno nie mogło być.
Spojrzał
w dół, odsuwając zdjęcia na bok i przeglądając raporty.
Rozumiał,
dlaczego wskazali na McFarlanda jako szefa. Miał siostrę, która była
nauczycielką chemii w liceum w Carnal. Miał brata, który był nauczycielem
historii w szkole średniej w Gnaw Bone. Nauczycielem historii zmarłego
dzieciaka. Czarne linie od McFarlanda do obu. Siostra miała czerwoną linię
między nią a jej chłopakiem, znanym dilerem, który pracował w trójkącie
Carnal/Gnaw Bone/Chantelle. Kolejna czerwona linia od tego dealera do
McFarlanda, ponieważ byli najlepszymi przyjaciółmi od czasów liceum.
Ale
Emme była czysta na papierze. Obfite rozpoznanie wskazywało, że spędziła noc z
McFarlandem, ale on głównie z nią spędzał noce. Jej ojciec kupił miejscowy
skład drewna kilka lat po tym, jak ostatni właściciel został uwięziony za
morderstwo. Emme go dla niego prowadziła.
Kupiła
też miejsce o nazwie Canard Mansion.
Deck
sprawdził je w Internecie i był to letni dom zbudowany dla mieszkających w
Denver milionerów srebrnego boomu w 1899 roku. Kupili go od nich różnego
rodzaju milionerzy w latach dwudziestych XX wieku. Przez całe lata dwudzieste
widziało to różne dobre czasy, ale przepadło w trudnych czasach, podobnie jak
reszta narodu, kiedy jego właściciele zbankrutowali przez Kryzys. Kilku
kolejnych właścicieli robiło co w ich mocy, aby ten dwudziestopokojowy dom
wyszedł z chwały, by stać się pensjonatem i tak pozostał przez lata 70 i 80.
Właściciel stracił żonę, stał się samotnikiem, mieszkał w tym wielkim stosie
przez następne dwie dekady i zmarł bez testamentu. Jego rodzina walczyła o to
przez pół dekady, zanim Emme kupiła go za bezcen.
To
była prawdopodobnie ruina.
Domyślił
się tego na podstawie swoich poszukiwań w Internecie i faktu, że raporty
stwierdzały, że kiedy Emme nie pracowała, nie układała włosów, nie jechała do
Denver, by odwiedzić rodzinę i przyjaciół lub do pieprzonego McFarlanda,
pracowała w swoim domu.
Na
własną rękę.
Nie
miała czasu na pracę dla lub kierowanie ekipą włamywaczy.
McFarland
jednak często znikał, kręcąc ogonem w taki sposób, że grupa zadaniowa była
stosunkowo pewna, że wiedział, że go ma. Co oznaczało, że miał powód, aby go
mieć i go strząsnąć.
Emme
nie. Jeśli zauważyła ogon, nie próbowała nim potrząsać. Żyła otwarcie.
Wrócił
wzrokiem do pudełka na kominku w chwili, gdy zadzwonił telefon.
Wyciągnął
go, zobaczył wyświetlacz i odebrał telefon.
-
Hej, stary - powiedział do Chace’a.
-
Zgaduję, że nie zwlekasz z wizytą u Emme - zauważył dokładnie Chace.
-
Ona i ja jesteśmy na kolacji, a potem obserwujemy jej dom. Jak McFarland
spóźnia się, żeby zrobić to, co robi, ty go śledzisz i starasz się go nie
zgubić. Ja wchodzę i przeszukuję jej dom.
-
Jezu, Deck, nie możesz włamać się do jej domu i go przeszukać. Wcale, ale zwłaszcza
nie wtedy, gdy ona tam cholernie jest - uciął Chace.
–
Poczekam, aż zaśnie – powiedział mu Deck.
–
W ogóle nie wejdziesz. Próbowałem śledzić McFarlanda. Stracił mnie dwukrotnie.
Jesteś nowy w zespole i nie jesteś znanym funkcjonariuszem. W ciemności może
nie zobaczyć twojego pojazdu. Więc ty jesteś na ogonie. Ja obserwuję dom.
–
Przeszukuję jej dom, Chace, i nie czekam na nakaz.
–
W ogóle nie wejdziesz.
–
Jest wolna od tego gówna i wkrótce. Oczyszczam jej dom, nie będziemy
potrzebować nakazu.
-
Jezu, Deck, słuchaj mnie, stary. W ogóle
nie wchodzisz.
-
Ona jest czysta – Deck warknął, tracąc cierpliwość.
Chace
milczał.
Potem
stwierdził - Zajrzałem do niej.
Deck
nie był zaskoczony i wiedział, co znalazł Chace.
-
To nie było ukryte - powiedział Chace’owi.
-
Więc wiesz - odparł Chace.
-
Elsbeth mi powiedziała.
Chace
znowu zamilkł na dłuższą chwilę, zanim powiedział - To nie jest dla ciebie
dobre gówno.
-
Elsbeth odeszła. Emme nie. Najlepszą częścią tego wszystkiego była Emme. Zajęło
mi trochę czasu, aby to zrozumieć. Teraz mam szansę ją odzyskać. Ale tak,
wiedziałem o jej historii. I tak, częścią tego, aby uwolnić ją od McFarlanda i to
szybko, jest to, że nie potrzebuje więcej gówna w swoim życiu. Nie po tym.
-
Myślisz, że dlatego była taka, jaka była? - zapytał Chace.
-
Jak najbardziej - odpowiedział Deck.
-
Teraz ją widziałeś i zauważyłeś, że była jedyną, która była warta twojego czasu
w tym bałaganie, więc się wściekłeś, żeby spławić McFarlanda, żeby mieć swój
strzał?
Ten
dołeczek w jego łóżku.
Te
tańczące oczy.
Te
włosy, teraz długie i lśniące, a nie zakręcone do podbródka i nieatrakcyjne, niezbyt
dobre dla urody twarzy z tymi oczami i tym uśmiechem.
Jej
ciało było prawdopodobnie lepsze wcześniej. Był względnie pewien, że miała
krągłości. Po prostu ukrywała je pod gównianymi ubraniami.
Wciąż
miała krągłości, tylko nie tak dużo. Coś łatwego do załatwienia z kupą lodów z
mrożonymi żółwiami i pieguskami czekoladowymi, jej słabościami.
Kurwa.
-
Nie - odpowiedział.
-
Bzdura - wyszeptał Chace - Nie tylko widziałem zdjęcia, stary, ale zajmuję się
tą sprawą już od miesięcy. Widziałem ją w akcji. Jest w twoim typie od stóp do
głów.
-
Porozmawiamy później o tym, że zachowałeś dla siebie fakt, że Emme mieszka
tutaj. W tej rozmowie jest najlepszą przyjaciółką Elsbeth i myślę, że żadne z
nas nie będzie chciało w to wchodzić. Ale to nie znaczy, że nie mogę mieć jej
tak, jak ją miałem, i będę ją mieć taką. Nie powinienem był czekać tak długo na
ponowne połączenie. Kurwa, to było czyste szczęście, że w ogóle na nią wpadłem.
Nie przepuszczam szczęścia, stary, i ty o tym wiesz.
Chace
milczał. Wiedział o tym.
A
potem zakończył milczenie - Nie wejdziesz bez nakazu.
Deck
ściszył głos - Wiesz, że wejdę. Chcesz, żebym go śledził dziś wieczorem, zrobię
to. Ale wiesz, że znajdę czas, by pójść i że ten czas będzie szybko, bo wiesz
też, że się nie pieprzę. Więc weź mojego pickupa, śledź go, będzie mniejsza
szansa, że zostaniesz zauważony. Robię to, co muszę, czyli to, co zamierzam
zrobić bez względu na wszystko. Jeszcze nie jestem zastępcą. Jutro zobaczymy, czy
będę grał według zasad.
Usłyszał
westchnienie przyjaciela.
Potem
Chace stwierdził - Nie odbyliśmy tej rozmowy.
Deck
uśmiechnął się do telefonu i wymamrotał - Racja.
-
Zwykle on chodzi do niej - powiedział mu Chace coś, co już zrobiły raporty - To
miejsce to pieprzony koszmar, a on mieszka w ładnym mieszkaniu poza miastem,
ale i tak idzie do niej.
-
Wyślę ci SMS-a, kiedy skończymy z kolacją. Wejdę przez las. Bierzesz moje auto
i śledzisz go.
-
Zrobione - mruknął Chace - Uważaj, Deck. Emme nigdy nie była głupia.
Nie,
Emme nigdy nie była głupia. Chociaż dokonywała złych wyborów wśród przyjaciół,
ale kobiety robiły to cały czas.
-
Racja - odparł Deck.
-
Później.
-
Później, stary.
Rozłączyli
się i Deck spojrzał z powrotem na raporty, przeglądając je, zanim pudło na
kominku ponownie go zawołało.
Tym
razem zrobiło to w taki sposób, że się do niego przeniósł.
Miał
to od dziewięciu lat. Zabierał je ze sobą wszędzie.
Traktował
je ostrożnie, bo to, co zawierało, było kruche, a także z innych powodów.
Nie
studiował tego. Zamiast tego podniósł je, otworzył wieko i ostrożnie wyciągnął
to, co było w środku.
Długa
tuba z przepięknego witrażu przedzielona pięcioma dyskami, również wykonanymi z
witraży.
Kalejdoskop.
Jeśli
przyłożysz go do oka, wycelujesz w światło i przekręcisz tarcze, na drugim
końcu będziesz mógł znaleźć szereg pięknych obrazów, tak wyraźnych, że
wstrzymasz oddech.
Myślisz, że utraciłeś piękno,
Jacob, ale tak się nie stało. Ten dołeczek. Ten
pieprzony dołeczek. Tym razem mówiła ze smutnymi oczami, gdy wyszeptała Po prostu przekręć tarczę.
Deck
wciągnął powietrze. Sięgnął do góry, zatrzasnął wieko pudełka i ostrożnie
położył na wierzchu kalejdoskop, wystawiony teraz, a nie ukryty, jak to było
przez dziewięć lat.
Kiedy
to zrobił, sięgnął do kieszeni, wyciągnął telefon i wykonał połączenie.
Zadzwoniło
mu do ucha dwa razy, zanim usłyszał - Nightingale.
-
Lee, chcesz, żebym był ci winien przysługę? - spytał Deck Lee Nightingale’a,
właściciela i najlepszego twardziela Nightingale Investigations, wiodącej
prywatnej agencji śledczej w Denver.
Była
tylko chwila wahania, zanim Lee zaprosił - Mów do mnie.
Deck
mówił i nic nie powiedział o Dane McFarlandzie, a dużo o Emmanuelle Holmes.
Kiedy
przestał mówić, Lee stwierdził - Jesteśmy na tym.
Rozłączyli
się. Deck wrócił do swojego stołu i spojrzał na zdjęcia Emme, które nie synchronizowały
się ze wspomnieniami.
Potem
spojrzał na zegarek, zebrał akta, bezpiecznie schował je do swojego sejfu i
wyszedł na kolację z nią.
Dziękuję 💙
OdpowiedzUsuńDziękuję.
OdpowiedzUsuńEmme wydaje się fajną dziewczyną mam nadzieje że jest poza schematem grupy.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń🙂
OdpowiedzUsuń