czwartek, 11 listopada 2021

2 - Kalejdoskop

 

Rozdział 2

Kalejdoskop  

 

 

 

Deck stał przy stole w jadalni, z opuszczoną brodą, patrząc na rzeź na zdjęciu na górze stosu bałaganu papierów rozłożonych na jego stole, który kiedyś składał się z trzech grubych, ale uporządkowanych akt policyjnych.

Dziecko. Chłopak. Siedemnaście lat. Zbyt długie włosy.

Ubrania źle dopasowane z założenia. Oderwało mu czubek głowy po tym, jak wsunął lufę pistoletu pod brodę i pociągnął za spust.

Został zwolniony dwie godziny wcześniej. Naciskali, by go złamać i skazać jako dorosłego. Robili to, ponieważ w ciągu sześciu miesięcy włamania zdarzały się coraz częściej w całym hrabstwie, a on był pierwszym, którego złapali.

Nie pierwszym, którego widziano. Było jeszcze dwóch innych, obaj chłopcy, opisani jako młodzi, ale ponieważ włamania miały miejsce w środku nocy, były używane pojazdy kradzione, a później porzucone, bez odcisków palców, nie dokonano żadnych dopasowań tożsamości. Ale obaj inni widziani mieli nie więcej niż osiemnaście lat.

Mieli nadzieję, że ten, którego złapali, będzie przestraszony i zacznie mówić. Uzyskał prawnika, jego rodzina go opłaciła, ale kiedy gliniarze dali jasno do zrozumienia, że sprawy potoczą się z nim gładko, ten zamienił się w szczura.

Dwie godziny później chłopak wydostał broń swojego taty i, zamiast mówić, odebrał sobie życie.

Złe gówno.

Ciemne gówno.

Intensywne.

I nie ma mowy, żeby Dane McFarland tak przeraził dzieciaka, że zamiast gadać, urwał sobie w ramach ucieczki czubek głowy.

I nie ma mowy, żeby taki jak Dane McFarland mógł sprawić, by dzieciak poszedł za nim na ciemną stronę.

Odsunął papiery i zdjęcia na bok i znalazł niechlujny stos, który sam ułożył. Przewrócił je, przyglądając się im uważnie, nawet jeśli sprawiło mu to mrowienie w gardle.

Emme. Nowa, piękna, stylowa Emme z McFarlandem.

Nie mógł się przyzwyczaić do oglądania jej takiej, nawet jeśli wielokrotnie studiował te zdjęcia. Gdyby nie było dołeczka, nie wierzyłby, że to ona. I gdyby nie było jej zdjęć bez okularów, żeby mógł zobaczyć jej oczy. Oczy, które zawsze uważał za egzotyczne. Idealne migdały, po bokach wygięte w górę, wtedy zdecydowanie najbardziej jej atrakcyjna cecha (poza dołeczkiem). Teraz było to dyskusyjne.

Jeff miał rację. Ona i McFarland spędzali razem dużo czasu. A McFarland chciał, żeby było wszystkim wiadomo, że ona jest jego. Robił to, dotykając jej cały czas. Dłoń do jej biodra, talii, krzyża. Ramię wokół jej ramion. Ona w jego ramionach, z jego ustami przyciśniętymi do jej ust. Publiczne okazywanie uczuć i to dużo.

Gdyby Deck jej nie znał, a miałby ten dołeczek w łóżku, te jasnobrązowe oczy, które mógłby tańczyć, prawdopodobnie robiłby to samo.

Ale nie podobało mu się to z McFarlandem. To nie było tylko zaborcze. To wcale nie było ochronne. To było oświadczenie i to było przerażające.

Nie rozumiał, jak Emme to znosiła.

I nie podobało mu się, że to robiła.

Musiał ją odstrzelić od tego faceta.

Widział tylko to, co powiedział Chace. Cokolwiek sprawiło, że dokonała zmiany, zapuściła włosy, znalazła swój styl, schudła, mogło oznaczać, że w końcu wyszła poza to, co jej się przydarzyło i chciała wejść do gry, znaleźć mężczyznę. A może po tym, jak nie miała go tak długo, jak on ją znał, wcześniej (jeśli to, co powiedziała Elsbeth, było prawdą) i prawdopodobnie przez jakiś czas później, mogło to sprawić, że pomyślała, że trafiła na żyłę złota z wysokim, przystojnym, dobrze zbudowanym facetem, który okazywał jej mnóstwo uwagi. To mogło sprawić, że znosiła masę gówna, które mogło wysłać czerwone flagi, a które zignorowałaby tylko po to, by zwracać na siebie uwagę, jakiej nigdy nie miała.

Jego oczy powędrowały do kominka i długiego, wypolerowanego, pięknie rzeźbionego drewnianego pudełka, które tam leżało.

Patrząc na to pudełko, znowu nie rozumiał, jak Emme to znosi.

Co więcej, McFarland spróbował z nią tych zaborczych bzdur przed Deckiem, a ona skończyła to w sekundę.

Był pod pantoflem. To nie ona miała zamydlone oczy. On ją miał i wciąż miał ochotę na więcej. To sprawiło, że Decka jeszcze bardziej swędziało w gardle, ponieważ, gdyby nie znał Emme, a widziałby to, co widział, zmieniłby zdjęcia na tej tablicy.

McFarland prawy dolny róg, Emme, na środku u góry.

Ale kiedy jego oczy skierowane były na to pudełko, znał ją.

To gówno nie mogło być.

Spojrzał w dół, odsuwając zdjęcia na bok i przeglądając raporty.

Rozumiał, dlaczego wskazali na McFarlanda jako szefa. Miał siostrę, która była nauczycielką chemii w liceum w Carnal. Miał brata, który był nauczycielem historii w szkole średniej w Gnaw Bone. Nauczycielem historii zmarłego dzieciaka. Czarne linie od McFarlanda do obu. Siostra miała czerwoną linię między nią a jej chłopakiem, znanym dilerem, który pracował w trójkącie Carnal/Gnaw Bone/Chantelle. Kolejna czerwona linia od tego dealera do McFarlanda, ponieważ byli najlepszymi przyjaciółmi od czasów liceum.

Ale Emme była czysta na papierze. Obfite rozpoznanie wskazywało, że spędziła noc z McFarlandem, ale on głównie z nią spędzał noce. Jej ojciec kupił miejscowy skład drewna kilka lat po tym, jak ostatni właściciel został uwięziony za morderstwo. Emme go dla niego prowadziła.

Kupiła też miejsce o nazwie Canard Mansion.

Deck sprawdził je w Internecie i był to letni dom zbudowany dla mieszkających w Denver milionerów srebrnego boomu w 1899 roku. Kupili go od nich różnego rodzaju milionerzy w latach dwudziestych XX wieku. Przez całe lata dwudzieste widziało to różne dobre czasy, ale przepadło w trudnych czasach, podobnie jak reszta narodu, kiedy jego właściciele zbankrutowali przez Kryzys. Kilku kolejnych właścicieli robiło co w ich mocy, aby ten dwudziestopokojowy dom wyszedł z chwały, by stać się pensjonatem i tak pozostał przez lata 70 i 80. Właściciel stracił żonę, stał się samotnikiem, mieszkał w tym wielkim stosie przez następne dwie dekady i zmarł bez testamentu. Jego rodzina walczyła o to przez pół dekady, zanim Emme kupiła go za bezcen.

To była prawdopodobnie ruina.

Domyślił się tego na podstawie swoich poszukiwań w Internecie i faktu, że raporty stwierdzały, że kiedy Emme nie pracowała, nie układała włosów, nie jechała do Denver, by odwiedzić rodzinę i przyjaciół lub do pieprzonego McFarlanda, pracowała w swoim domu.

Na własną rękę.

Nie miała czasu na pracę dla lub kierowanie ekipą włamywaczy.

McFarland jednak często znikał, kręcąc ogonem w taki sposób, że grupa zadaniowa była stosunkowo pewna, że wiedział, że go ma. Co oznaczało, że miał powód, aby go mieć i go strząsnąć.

Emme nie. Jeśli zauważyła ogon, nie próbowała nim potrząsać. Żyła otwarcie.

Wrócił wzrokiem do pudełka na kominku w chwili, gdy zadzwonił telefon.

Wyciągnął go, zobaczył wyświetlacz i odebrał telefon.

- Hej, stary - powiedział do Chace’a.

- Zgaduję, że nie zwlekasz z wizytą u Emme - zauważył dokładnie Chace.

- Ona i ja jesteśmy na kolacji, a potem obserwujemy jej dom. Jak McFarland spóźnia się, żeby zrobić to, co robi, ty go śledzisz i starasz się go nie zgubić. Ja wchodzę i przeszukuję jej dom.

- Jezu, Deck, nie możesz włamać się do jej domu i go przeszukać. Wcale, ale zwłaszcza nie wtedy, gdy ona tam cholernie jest - uciął Chace.

– Poczekam, aż zaśnie – powiedział mu Deck.

– W ogóle nie wejdziesz. Próbowałem śledzić McFarlanda. Stracił mnie dwukrotnie. Jesteś nowy w zespole i nie jesteś znanym funkcjonariuszem. W ciemności może nie zobaczyć twojego pojazdu. Więc ty jesteś na ogonie. Ja obserwuję dom.

– Przeszukuję jej dom, Chace, i nie czekam na nakaz.

– W ogóle nie wejdziesz.

– Jest wolna od tego gówna i wkrótce. Oczyszczam jej dom, nie będziemy potrzebować nakazu.

- Jezu, Deck, słuchaj mnie, stary. W ogóle nie wchodzisz.

- Ona jest czysta – Deck warknął, tracąc cierpliwość.

Chace milczał.

Potem stwierdził - Zajrzałem do niej.

Deck nie był zaskoczony i wiedział, co znalazł Chace.

- To nie było ukryte - powiedział Chace’owi.

- Więc wiesz - odparł Chace.

- Elsbeth mi powiedziała.

Chace znowu zamilkł na dłuższą chwilę, zanim powiedział - To nie jest dla ciebie dobre gówno.

- Elsbeth odeszła. Emme nie. Najlepszą częścią tego wszystkiego była Emme. Zajęło mi trochę czasu, aby to zrozumieć. Teraz mam szansę ją odzyskać. Ale tak, wiedziałem o jej historii. I tak, częścią tego, aby uwolnić ją od McFarlanda i to szybko, jest to, że nie potrzebuje więcej gówna w swoim życiu. Nie po tym.

- Myślisz, że dlatego była taka, jaka była? - zapytał Chace.

- Jak najbardziej - odpowiedział Deck.

- Teraz ją widziałeś i zauważyłeś, że była jedyną, która była warta twojego czasu w tym bałaganie, więc się wściekłeś, żeby spławić McFarlanda, żeby mieć swój strzał?

Ten dołeczek w jego łóżku.

Te tańczące oczy.

Te włosy, teraz długie i lśniące, a nie zakręcone do podbródka i nieatrakcyjne, niezbyt dobre dla urody twarzy z tymi oczami i tym uśmiechem.

Jej ciało było prawdopodobnie lepsze wcześniej. Był względnie pewien, że miała krągłości. Po prostu ukrywała je pod gównianymi ubraniami.

Wciąż miała krągłości, tylko nie tak dużo. Coś łatwego do załatwienia z kupą lodów z mrożonymi żółwiami i pieguskami czekoladowymi, jej słabościami.

Kurwa.

- Nie - odpowiedział.

- Bzdura - wyszeptał Chace - Nie tylko widziałem zdjęcia, stary, ale zajmuję się tą sprawą już od miesięcy. Widziałem ją w akcji. Jest w twoim typie od stóp do głów.

- Porozmawiamy później o tym, że zachowałeś dla siebie fakt, że Emme mieszka tutaj. W tej rozmowie jest najlepszą przyjaciółką Elsbeth i myślę, że żadne z nas nie będzie chciało w to wchodzić. Ale to nie znaczy, że nie mogę mieć jej tak, jak ją miałem, i będę ją mieć taką. Nie powinienem był czekać tak długo na ponowne połączenie. Kurwa, to było czyste szczęście, że w ogóle na nią wpadłem. Nie przepuszczam szczęścia, stary, i ty o tym wiesz.

Chace milczał. Wiedział o tym.

A potem zakończył milczenie - Nie wejdziesz bez nakazu.

Deck ściszył głos - Wiesz, że wejdę. Chcesz, żebym go śledził dziś wieczorem, zrobię to. Ale wiesz, że znajdę czas, by pójść i że ten czas będzie szybko, bo wiesz też, że się nie pieprzę. Więc weź mojego pickupa, śledź go, będzie mniejsza szansa, że zostaniesz zauważony. Robię to, co muszę, czyli to, co zamierzam zrobić bez względu na wszystko. Jeszcze nie jestem zastępcą. Jutro zobaczymy, czy będę grał według zasad.

Usłyszał westchnienie przyjaciela.

Potem Chace stwierdził - Nie odbyliśmy tej rozmowy.

Deck uśmiechnął się do telefonu i wymamrotał - Racja.

- Zwykle on chodzi do niej - powiedział mu Chace coś, co już zrobiły raporty - To miejsce to pieprzony koszmar, a on mieszka w ładnym mieszkaniu poza miastem, ale i tak idzie do niej.

- Wyślę ci SMS-a, kiedy skończymy z kolacją. Wejdę przez las. Bierzesz moje auto i śledzisz go.

- Zrobione - mruknął Chace - Uważaj, Deck. Emme nigdy nie była głupia.

Nie, Emme nigdy nie była głupia. Chociaż dokonywała złych wyborów wśród przyjaciół, ale kobiety robiły to cały czas.

- Racja - odparł Deck.

- Później.

- Później, stary.

Rozłączyli się i Deck spojrzał z powrotem na raporty, przeglądając je, zanim pudło na kominku ponownie go zawołało.

Tym razem zrobiło to w taki sposób, że się do niego przeniósł.

Miał to od dziewięciu lat. Zabierał je ze sobą wszędzie.

Traktował je ostrożnie, bo to, co zawierało, było kruche, a także z innych powodów.

Nie studiował tego. Zamiast tego podniósł je, otworzył wieko i ostrożnie wyciągnął to, co było w środku.

Długa tuba z przepięknego witrażu przedzielona pięcioma dyskami, również wykonanymi z witraży.

Kalejdoskop.

Jeśli przyłożysz go do oka, wycelujesz w światło i przekręcisz tarcze, na drugim końcu będziesz mógł znaleźć szereg pięknych obrazów, tak wyraźnych, że wstrzymasz oddech.

Myślisz, że utraciłeś piękno, Jacob, ale tak się nie stało. Ten dołeczek. Ten pieprzony dołeczek. Tym razem mówiła ze smutnymi oczami, gdy wyszeptała Po prostu przekręć tarczę.

Deck wciągnął powietrze. Sięgnął do góry, zatrzasnął wieko pudełka i ostrożnie położył na wierzchu kalejdoskop, wystawiony teraz, a nie ukryty, jak to było przez dziewięć lat.

Kiedy to zrobił, sięgnął do kieszeni, wyciągnął telefon i wykonał połączenie.

Zadzwoniło mu do ucha dwa razy, zanim usłyszał - Nightingale.

- Lee, chcesz, żebym był ci winien przysługę? - spytał Deck Lee Nightingale’a, właściciela i najlepszego twardziela Nightingale Investigations, wiodącej prywatnej agencji śledczej w Denver.

Była tylko chwila wahania, zanim Lee zaprosił - Mów do mnie.

Deck mówił i nic nie powiedział o Dane McFarlandzie, a dużo o Emmanuelle Holmes.

Kiedy przestał mówić, Lee stwierdził - Jesteśmy na tym.

Rozłączyli się. Deck wrócił do swojego stołu i spojrzał na zdjęcia Emme, które nie synchronizowały się ze wspomnieniami.

Potem spojrzał na zegarek, zebrał akta, bezpiecznie schował je do swojego sejfu i wyszedł na kolację z nią.

 


 

4 komentarze: