Rozdział
14
Zmienia
postać rzeczy
Tydzień później…
Siedziałam
na fotelu w salonie piękności z włosami w folii, zapomnianym magazynem
plotkarskim o celebrytach w dłoni, a oczami na mojej twarzy w lustrze.
To zmienia postać rzeczy, Emme.
Słowa
Jacoba z zeszłej nocy zaatakowały mój mózg i zamknęłam oczy.
Zmienia postać rzeczy, Emme.
Otworzyłam
oczy i podskoczyłam, kiedy poczułam lekki dotyk na ramieniu.
Odchyliłam
głowę do tyłu i spojrzałam na Dominika, stylistę praktycznie każdej kobiety, która
mieszkała w hrabstwie, miała pieniądze i dobry gust, żeby do niego pójść. Był
właścicielem Carnal Spa. To nie było zbyt daleko od Gnaw Bone, ale nawet jeśli podróż
tu trwałaby pięć godzin, co sześć tygodni odbywałabym podróż, aby on mi podciął
włosy i zrobił pasemka. Był tak dobry.
-
Wszystko w porządku, dziewczynko? - zapytał, jego wzrok przesuwał się po mojej
twarzy.
-
Świetnie, Dom - zapewniłam w całkowicie i skrajnie kłamiąc - Po prostu mam dużo
do zrobienia w ten weekend i ustalam w głowie priorytety.
To
było kolejne kłamstwo.
Dom
wiedział o tym, jak mogłam stwierdzić. Ale Dominic był gejem, który spędzał dni
z kobietami i ich problemami, więc po jednym spojrzeniu na moją twarz wiedział,
że lepiej nie naciskać.
Uśmiechnął
się, podniósł ręce do moich włosów, sprawdził folię i wymamrotał - Jeszcze pięć
minut, kochanie.
Potem
odszedł.
Spojrzałam
na tyły spa, gdzie Dom miał kilka pokoi, w których robili masaże, maseczki i
tak dalej. Wiedziałam, że Lexie była tam z klientką. Widziałam ją wcześniej.
Ona
też mnie widziała. Pogadałyśmy trochę między jej klientami, a potem zniknęła.
Żałowałam,
że nie miała wolnej pół godziny. W takich chwilach dziewczyna potrzebowała
członka swojej grupy dziewczyn. Nigdy nie miałam takiego czasu, a nadal
wiedziałam, że to był taki czas.
Zdecydowanie.
Zmienia postać rzeczy, Emme.
Gdy
jego słowa wypełniły moją głowę, wyraz jego twarzy wypełnił moją pamięć. Była w
niej zaskoczenie, również rozczarowanie, nieufność, a może nawet ból.
Nigdy
nie chciałam sprawić Jacobowi bólu.
Spojrzałam
z powrotem na siebie w lustrze, moje włosy były tam ze srebrem sterczącym dookoła.
Wyglądałam śmiesznie. Ale wiedziałam, że warto, bo wyniki będą zdumiewające.
Dlaczego,
skoro przez lata nie obchodziły mnie moje włosy, zależało mi na tym, żeby
wyniki były zdumiewające?
Co
się ze mną działo?
Odpychając
to przez całą noc i cały ranek, nagle niezdolna do walki, pozwoliłam, by mnie
obmyło.
Ostatni
tydzień był dobry. Jacob i ja odbyliśmy naszą męczącą dyskusję i wróciliśmy na
właściwe tory.
Zaczęło
się w niedzielę, gdy jego tata udowodnił, co obiecał. Dla niego umowa, była
umową. Był przyjazny. Był zabawny. To było niesamowite.
Jednak
Jacob miał rację, jego pancakesy były do niczego.
Prawdę
powiedziawszy, sprawy potoczyły się tak daleko na jasną stronę, że, kiedy z
wahaniem na prośbę Richa podzieliłam tę szczerą opinię, Rich śmiał się głośno przez
długi czas.
Sprawy
się nawet jeszcze poprawiły, kiedy poszliśmy do mojego domu.
Karla
wędrowała z nami podczas mojej wycieczki, próbując ukryć to, że wyglądała na
lekko przerażoną. Jej szeroko otwarte oczy, dłoń zatrzymująca się na jej gardle
i niezdecydowanie przed dotknięciem czegokolwiek oznaczały, że spektakularnie
zawiodła w ukrywaniu tego.
Rich
miał dokładnie odwrotną reakcję. Kochał mój dom i nie miał nic przeciwko
dzieleniu się ytm. Zwiedzanie, które zwykle trwało długo, biorąc pod uwagę, że
był to duży dom, trwało trzy razy dłużej, ponieważ był zainteresowany wszystkim,
co zrobiłam, co robiłam i co zamierzałam zrobić. Dawał sugestie. Dał
instrukcje.
A
jako emerytowany elektryk sprawdził okablowanie, które ułożyłam i dał mu swoją
pieczęć aprobaty.
Lepiej
było o tyle, że pod koniec wycieczki wiedziałam, że ta pieczęć była też dla
mnie. Rich był trochę zaskoczony, że podjęłam się tego rodzaju projektu i był
on tak duży, ale było jasne, że uważał go za godny podziwu.
A
ze mną bardziej zrelaksowaną i nie sztywną przy nich lub Jacobie, nasze
naturalne uczucie do siebie było czymś innym, co Rich lubił.
I
to pokazywał.
Więc
to wszystko było dobre i ogromna ulga. Dzień był wspaniały.
Jacob
miał rację, oboje jego rodzice byli fajni, a reszta wizyty przebiegła
pomyślnie. Musiałam ich zostawić, by jechać do pracy w poniedziałek i wtorek,
ale jedliśmy razem kolację, każdą noc spędzałam u Jacoba i świetnie się
bawiliśmy.
Wyjechali
w środę, a Jacob i ja wróciliśmy do dobra, które było nami, zanim się
zachwiałam. Dzwoniłam do niego z byle jakiego powodu. Odbierałam natychmiast,
kiedy dzwonił. A kiedy to robiłam, nie mogłam uwierzyć, że przestałam to robić.
Lubiłam być z nim skontaktowana, nawet jeśli chodziło mi tylko o dyskusję, czy
pójdziemy na posiłek, czy zrobimy coś w jednym z naszych domów.
I
nie było więcej powrotu do domu „później i później”.
Nie
umknęło mi to po tym, jak Jacob mi to wskazał, że tworzyłam atmosferę zapracowania,
aby trzymać się z dala od niego.
Martwiło
mnie to, a jedynym powodem, jaki mogłam wymyślić, dla którego miałabym to
zrobić, było to, że nigdy nie spotkałam rodziców chłopaka, a tym bardziej
rodziców mężczyzny, którego kochałam i z którym chciałam spędzić resztę życia.
Najwyraźniej zaprzeczałam mojemu lękowi przed ich zbliżającą się wizytą i robiłam
z tego powodu głupie rzeczy.
Cokolwiek
to było, zniknęło. Wróciło do dobrego.
Nie.
Jak wszystko z Jacobem, wróciło do piękna.
Do
ostatniej nocy.
Zmienia postać rzeczy, Emme.
Podskoczyłam
ponownie, kiedy Dom wrócił i położył rękę na oparciu mojego fotela.
Uśmiechnął
się do mnie w lustrze i stwierdził - Czas cię zmyć.
Odwzajemniłam
uśmiech, rozmawialiśmy w drodze do umywalki i rozmawialiśmy dalej, aż Dom
zaczął masować głowę, co zawsze robił, kiedy pozwalał odżywce działać.
Zwykle
doprowadzało mnie to do galaretki. Dom miał silne ręce.
Miałam
w życiu tylko jeden masaż głowy - ten, który zrobiła mi stylistka Eriki z
Denver, do której zabrała mnie Erika, aby nadać mi nowy wygląd. Ale Dom był o
wiele lepszy.
Ale
wtedy, kiedy zamknęłam oczy i próbowałam się zrelaksować, to przeze mnie przeleciało.
Nie chcesz dzieci?
Nie, Słonko.
Poważnie?
Wahanie.
Poważnie.
Wtedy
to spojrzenie. Ten wyraz jego twarzy, byliśmy tak blisko, nadzy, Jacob leżący
na mnie.
Ten
wyraz szoku.
Rozczarowanie.
Ból.
To
spojrzenie, które mnie zdruzgotało, ponieważ wiedziałam, że to, co
powiedziałam, zdruzgotało jego.
Właśnie
się kochaliśmy. Przytulaliśmy się, dotykaliśmy, szeptaliśmy, planowaliśmy.
Planowaliśmy nasze życie i to, jak wejdziemy w codzienność. Jak ani Jacob, ani
ja nie byliśmy szczęśliwi, że musiał jechać do Denver do pracy i miało go nie
być na weekend, aż do wtorku, co oznaczało, że mieliśmy być rozdzieleni po raz
pierwszy od naszego spotkania. Jak po tym, jak Jacob rozwiązałby tę sprawę,
która go trapiła, zamierzaliśmy zaplanować wakacje w ekscytującym miejscu.
Paryż. Londyn. Praga.
Potem
przeszliśmy do planowania naszego życia, do tego, co będzie później.
I
wtedy Jacob zapytał mnie, ile chcę mieć dzieci.
A
moja odpowiedź była nieoczekiwana.
I
niemile widziana.
Ani jednego?
Słonko.
Poczułam
piekące oczy, gdy Dom spłukiwał odżywkę z moich włosów.
To zmienia postać rzeczy, Emme.
Dom
owinął moje włosy ręcznikiem i oznajmił - Gotowe, kochanie. Usiądź prosto.
Zabierzmy cię z powrotem na moje stanowisko i uwolnijmy to piękno.
Spojrzałam
na niego przez ramię, uśmiechnęłam się i rozmawiałam z nim, gdy szliśmy na jego
stanowisko.
Dopiero
gdy suszył moje włosy i nie mogliśmy już pogadać, pozwoliłam by wróciły do
mnie.
Wspomnienia
tego ranka.
Zobaczyłam
Jacoba stojącego przede mną. Przycisnął mnie do boku mojego Bronco w swoim
garażu.
Ja
jechałam do Doma. On wybierał się do Denver.
Pocałował
mnie mocno, długo, niesamowicie, ale był też ślad czegoś innego.
Tęsknoty.
Ponurość
i tęsknota.
To
bolało.
Tak,
pocałunek bolał. Ale poczułam to i kiedy podniósł głowę, wiedziałam, że on też
to czuje.
-
Zadzwonię - szepnął, trzymając rękę na mojej szyi, kciukiem gładząc moją
szczękę - Ale porozmawiamy, kiedy wrócę do domu.
Wiedziałam,
że moje oczy były mokre, bo jego widok płynął, gdy powiedziałam - Okej, Słonko.
-
Rozwiążemy to, Emme - obiecał.
Chciałam
mu uwierzyć. Naprawdę, naprawdę chciałam mu uwierzyć.
Ale
mu nie wierzyłam.
-
Kocham cię, Jacob - wyszeptałam, a on się uśmiechnął.
To
też było ponure.
-
Ja też cię kocham, Emme.
Dał
mi kolejny pocałunek, a potem czekał, aż wspięłam się do Persefony, żeby mógł
zatrzasnąć za mną drzwi. Uśmiechnęłam się do niego przez przednią szybę, kolejny
raz fałszywie, gdy uderzył dłonią w maskę i odsunął się od auta.
Wyjechałam
z jego garażu i zrobiłam to z oczami przyklejonymi do niego. Stał w swoim
garażu, wysoki, silny, czysto męski, z rękami skrzyżowanymi na piersiach,
długimi, długimi nogami osadzonymi szeroko.
Moje.
Wszystko
moje.
Ani jednego?
Słonko.
Tylko jedno, Emme.
Nigdy nie chciałam mieć dzieci,
Jacob. To może być dziwne, ale to prawda. Po prostu… to po prostu nie ja. To
nigdy nie byłam ja.
Długa,
bolesna pauza, a potem To zmienia postać
rzeczy, Emme.
-
Voila!
Skupiłam
się na sobie w lustrze i zmusiłam się do kolejnego pieprzonego uśmiechu.
-
Jak zwykle, Dom, stworzyłeś arcydzieło - powiedziałam mu.
-
Każdy artysta, aby mógł to zrobić, musi mieć do dyspozycji najlepszy materiał -
powiedział mi.
Dominik.
Był takim fajnym facetem. I właśnie wtedy był fajny, ponieważ jego komplement
był szczery, a oczy miłe, ale zatroskane. To pierwsze wywołało u mnie szczery
uśmiech. To ostatnie po prostu czułam miło, bo mu zależało.
Zapłaciłam
i dawałam ogromny napiwek.
Zanim
wyszłam, uścisnęłam Doma, a jednocześnie dostałam wiadomość wyszeptaną mi do
ucha - Jak musisz kiedykolwiek porozmawiać, granica między stylistą a klientem
jest niewyraźna, kochanie. Po prostu zadzwoń do salonu, a oddzwonię tak szybko,
jak będę mógł.
Całkowicie
wiedział, że ze mną nie jest wszystko w porządku.
-
Dzięki, Dom - odszepnęłam, wiedząc, że nigdy, nawet za milion lat, tego nie
zrobię.
I
znowu zastanawiałam się, co było ze mną nie tak, że bym tego nie zrobiła.
Uścisnął
mnie.
Uśmiechnęłam
się do niego, gdy wyszłam i wsiadłam do Persefony.
To zmienia postać rzeczy, Emme.
Zacisnęłam
mocno oczy. Potem zmusiłam je do otwarcia i zajrzałam do torebki. Mój telefon
był w torebce. Jacob byłby już w Denver. Więc gdybym zadzwoniła, nie
rozmawiałby podczas jazdy.
Sięgnęłam
do telefonu, ale zatrzymałam się.
Prawda
była taka, że nie chciałam dzieci.
Chciałam
szczeniaka.
Później
też chciałam kota.
Chciałam,
żeby mój dom został naprawiony i nie przeszkadzało mi to, że kiedyś będę
włóczyła się po nim zupełnie sama.
Zawsze
nastąpi zmiana scenerii. Zawsze było coś do zrobienia w ogrodzie lub gdzieś na
terenie posesji.
Nigdy
o tym nie myślałam, nie zanim zachorowałam i tak naprawdę, nawet po tym. Ale
kiedy to zachorowałam, wiedziałam, że chcę mężczyzny. Partnera. Kogoś, z kim mogłabym
dzielić swój czas. Ale tylko dlatego, że niespodziewanie uderzyło mnie to, jak
bardzo byłam samotna.
Ale
nigdy nie myślałam o dzieciach.
Nie
okłamałam Jacoba. To po prostu nie byłam ja. Miałam trzydzieści cztery lata,
robiłam swoje i przez bardzo długi czas byłam odpowiedzialna tylko przed sobą.
Wpasowanie mężczyzny w moje życie zadziałało, a ponieważ tym mężczyzną był Jacob,
zadziałało spektakularnie. Było nam razem dobrze. Wpadliśmy w to łatwo.
Nie
wpasowywałaś w swoje życie dziecka.
Dzieciak
stawał się twoim życiem.
A
dzieci, w liczbie mnogiej, zjadały je.
Ale
Jacob chciał mieć dzieci.
A
to po prostu nie byłam ja.
Znowu
zapiekły mnie oczy, podniosłam głowę i spojrzałam na główną ulicę Carnal. Od czasu
przeprowadzki w góry spędzałam tam czas nie raz. Mieli niesamowitą kawiarnię o
nazwie La-La Land, która miała nie tylko świetne kawy, ale także niesamowite
ciasta i smakołyki. Mieli uroczy sklep z pamiątkami ze świetną ceramiką.
I
mieli bar Bubba’s.
A
Bubba’s należał do Krystal Briggs i Tate’a Jacksona. Tak więc, co za tym idzie,
był również własnością Lauren Jackson.
Dwóch
członkiń mojej grupy dziewczyn.
Poza
Faye, z którą regularnie rozmawiałam i odwiedzałam ją, odkąd imiennik Jacoba
pojawił się na tym świecie i Jacob wydawał się być pierwszym żywym wspomnieniem
małego Jake’a, nie spędzałam dużo czasu z moją nową ekipą dziewczyn.
Odbierałam
telefony. Nawet dzwoniłam. W porze lunchu wpadłam na rozmowę z Zarą i by zrobić
zakupy w Karmie. Jacob i ja wpadliśmy na Maxa i Ninę w Znaku, kiedy poszliśmy
tam na kolację i staliśmy przy ich stole i gadaliśmy o głupstwach przez pełne
dziesięć minut. I wpadłam na Lexie i Ty’a, kiedy odwiedzali Chace’a i Faye po
urodzeniu dziecka, kiedy Jacob i ja pokazaliśmy się, by robić to samo.
Wszystko
to było mile widziane, zarówno dla mnie, jak i dla nich.
Ale
nie łączyłam się w żaden prawdziwy sposób. Wraz z telefonami pojawiły się
zaproszenia.
Po
prostu ich nie przyjęłam. Zbyt zajęta.
Zawsze
zbyt zajęta.
O czym to świadczy, Emme?
Pytanie
uderzyło w mój mózg jak strzała i równie szybko je zignorowałam.
Ale
nawet ignorując to, otworzyłam drzwi, wyskoczyłam z Persefony i kopnęłam w Main
Street.
Miejsce
docelowe: Bubba’s.
Weszłam
i zobaczyłam, że są tam zarówno Krystal, jak i Lauren. Tak samo Bubba.
Bubba
był na jednym końcu baru, gadał o głupstwach z kilkoma klientami. Na drugim
końcu siedziała Lauren, rozmawiając ze starym facetem w czapce bejsbolowej.
Krystal była po środku.
Wszystkie
ich oczy skierowały się na mnie.
Z
uśmiechami i machaniem do Lauren i Bubby udałam się do Krystal.
Podciągnęłam
tyłek na stołek i spojrzałam na nią - Hej.
Spojrzała
na mnie.
Potem
oświadczyła - Houston, mamy problem.
Fantastycznie.
-
Czy to jest takie łatwe do odczytania? - zapytałam.
-
Kochanie, wyglądasz, jakbyś właśnie wyszła na ulicę i zbyt późno zauważyła
ciężarówkę Mack jadącą w twoją stronę.
Tak,
to było tak łatwe do odczytania, ponieważ dokładnie tak się czułam.
-
Ja… - zawahałam się, a potem powiedziałam - Mam sytuację.
-
Nie chrzanisz? - zapytała.
W
tym, co wydawało się być czystym stylem Krystal, nie brzmiało to tak, jakby witała
serdecznie dzielenie się w tym samym czasie, kiedy go wymagała.
Zastanawiałam
się, jak to zrobiła, ale nie pytałam. Były inne rzeczy bardziej naglące na mój
umysł.
Spojrzałam
na krany obok niej, a potem z powrotem na nią - Czy mogę dostać piwo?
-
Nie.
Zamrugałam
- Nie?
-
Jestem za tym barem od dłuższego czasu, więc zaufaj mi. Twoja twarz nie mówi
„piwo” - poinformowała mnie - Twoja twarz mówi wódka, tequila lub bourbon. Twój
wybór. Na koszt firmy.
Piłam
piwo. Gdybym była w jakimś fantazyjnym miejscu, które wymagało ode mnie wypicia
czegoś z kieliszka, wypiłabym martini.
Dlatego
poprosiłam - Wódka.
-
Się robi - mruknęła i podeszła do kieliszków z tyłu baru.
Lauren
podeszła, kiedy to zrobiła powiedziała - Hej, Emme.
-
Cześć, Lauren.
Jej
głowa przechyliła się na bok, a wzrok mnie nie opuścił, kiedy zapytała - Dobrze się czujesz?
Tak
całkowicie łatwe do odczytania.
-
Ma sytuację - zgłosiła Krystal, kładąc kieliszek do baru i chwytając butelkę
wódki.
Nalała.
Przesunęła kieliszek w moją stronę. Podniosłam go i wychyliłam.
Wtedy
przypomniałam sobie, dlaczego piłam piwo. Nie było takie ostre. O wiele
bardziej łagodne. Wódka powodowała odrzut. Piwo było chłodne i orzeźwiające.
A
domowe piwo Jacoba było najlepszym piwem, jakie kiedykolwiek próbowałam.
Zacisnęłam
mocno oczy.
-
Emme, kochanie, porozmawiaj z nami - zachęcała delikatnie Laura.
Otworzyłam
oczy i oparła się o przedramiona na barze w moim kierunku. Krystal była blisko
jej boku, nie pochylała się, ale przykułam jej uwagę.
-
Nie chcę dzieci - oznajmiłam.
Krystal
i Laura spojrzały na siebie, a potem z powrotem na mnie.
-
Okej - podpowiedziała Laura.
-
Jacob chce - kontynuowałam.
-
O, kurwa - mruknęła Krystal.
-
Tak - zgodziłam się.
Chwyciła
butelkę wódki i nalała kolejny kieliszek.
Chwyciłam
go i wychyliłam.
Kiedy
skończyłam, Lauren zapytała ostrożnie - Jesteś pewna, że nie chcesz mieć
dzieci?
Skinąłam
głową - Absolutnie. Nie mam tego pragnienia - powiedziałam jej - Zamierzałam to
wydobyć, ale to wydarzyło się w czasie, kiedy Jacob zapytał mnie, ile ich chcę
po tym, jak się kochaliśmy. I Jacob, powiedział mi, że jeśli ich nie chcę, to zmienia
postać rzeczy, co na pewno to zrobiło.
-
Zmienia postać rzeczy? - Laura wyszeptała przerażonym tonem.
-
O kurwa - mruknęła Krystal.
-
Tak - zgodziłam się.
-
Więc kiedy mieliście tę rozmowę? - zapytała Laura.
-
Zeszłej nocy - odpowiedziałam - Niefortunny czas. Jacob jest w Denver na cztery
dni, załatwiając jakieś sprawy - Wzięłam wdech, po czym kontynuowałam - To
pierwszy raz, kiedy jesteśmy rozdzieleni, odkąd się spotykamy.
-
Tak. To niefortunny czas - potwierdziła Krystal.
Przygryzłam
wargę.
-
Czy on… czy on… czy on… - Lauren miała problem z wyciągnięciem tego, po czym
przemogła się - Jak wyglądał, kiedy odszedł?
-
Powiedział, że coś wymyślimy - powiedziałam jej.
-
Cóż, to dobrze - wtrąciła Krystal.
-
Ale pocałował mnie, zanim wystartowałam dziś rano i to… cóż - zamknęłam oczy,
otworzyłam je, pochyliłam się i wyszeptałam - Bolało.
Krystal
też się pochyliła - Mocno cię pocałował?
-
Często mocno mnie całuje. Podoba mi się to. On to lubi. Ale to nie było to. To
było smutne. - potrząsnęłam głową, rozłożyłam ręce i kontynuowałam - Wiem, że
to brzmi dziwnie, pocałunek jest smutny - Poczułam, jak drżą mi wargi i żeby to
powstrzymać, szłam dalej - Ale to był smutny pocałunek.
-
Pożegnanie przed pożegnaniem - powiedziała cicho Krystal.
-
Krys - powiedziała ostrzegawczo Lauren.
Krystal
zamknęła usta.
Ale
miała rację i wiedziałam o tym.
Położyłam
łokieć na blacie, a czoło w dłoni.
-
Emme - zawołała Lauren.
Trzymałam
głowę w dłoni, ale podniosłam na nią oczy - Kocham go.
-
Och, kochanie - szepnęła.
-
Ja… on był… znamy się od lat i dla mnie on zawsze był dla mnie tym jedynym -
podzieliłam się.
Krystal
oparła się o przedramiona na barze i powiedziała - Jeśli tak jest, dziewczyno,
to może powinnaś przemyśleć tę sprawę z dzieckiem.
Trzymałam
się blisko, ale opuściłam rękę na bar - To nie ja.
-
Dla niego możesz to zrobić? - zapytała Laura.
-
Dzieci konsumują twoje życie - powiedziałam im.
-
Nie robią tego - odpowiedziała Lauren - A nawet jak. Po prostu to dzieje się
tak, jak ty to lubisz.
Nie
zgadzałam się.
Lauren
kontynuowała - Nigdy nie miałam dziecka, ale Tate ma syna. Jeśli byłaś w tych
okolicach od jakiegoś czasu, prawdopodobnie wiesz, że jego matka została zabita,
więc Jonas jest z nami cały czas. Jesteśmy rodziną. Dostałam go, gdy był
starszy, ale cenię dzień, w którym pojawił się w moim życiu i od tego czasu
jest w nim każdego dnia.
-
To super. Ty jesteś super - stwierdziłam - Jesteś takim rodzajem kobiety. Ale daję
słowo, po tej dyskusji, tym pocałunku, przewracam to w głowie i myślę o tym
cały czas. Myślę o poddaniu się. A ja po prostu… - przełknęłam ślinę - Nie
chcę, żeby to było moim życiem. Nigdy o tym nie myślałam. Myśląc o tym, ostatecznie,
to po prostu nie ja.
Laura
spojrzała na Krystal, ale Krystal patrzyła na mnie.
-
Wy dwoje, zrobilibyście piękne dzieci - oświadczyła i coś w tym uderzyło mnie
jak cios w sam środek klatki piersiowej, skręcając mnie.
-
Byłam w pobliżu Faye i Chace’a przez ostatnie kilka tygodni. Faye mówi, że Deck
też był w pobliżu. Czasem z tobą, czasem w ciągu dnia tylko po to, żeby się
zameldować - poinformowała mnie.
Wiedziałam
to. Ponownie, Jacob był zdeterminowany, aby wywrzeć trwałe wrażenie na dziecku
Chace’a i Faye, a kiedy był zdeterminowany, to coś z tym robił, nawet jeśli
rzecz, co do której był zdeterminowany, nie mogła sobie objąć tego umysłem.
Co
więcej, on i Chace byli bardzo blisko. Jacob był bardzo szczęśliwy, że Chace
był szczęśliwy. I był typem człowieka, który lubił dzielić się takimi rzeczami
z kimś, na kim mu zależało.
Ta
myśl uderzyła mnie również w klatkę piersiową.
-
Faye mówi, że ten dzieciak jest jego oczkiem w głowie - mówiła Krystal - Mówi,
że to urocze, jak on jest z małym Jake’iem. Teraz wszyscy wiemy, że w Decku nic
nie jest urocze, ale myślę, że byłoby to wszelkiego rodzaju urocze, jak ten
duży mężczyzna zaprzyjaźnia się z małym dzieckiem. Jak ma to z dzieckiem
swojego najlepszego przyjaciela, co da swojej rodzinie?
Wtedy
właśnie uderzyła mnie wizja Jacoba trzymającego nowonarodzonego Jake’a,
całkowicie pochłoniętego przez dziecko, które tak delikatnie trzymał w swoich silnych
ramionach, co spowodowało kolejny cios w mostek i znowu miałam trudności z
oddychaniem.
Było
pięknie. Najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam.
Aż
do późnej nocy, kiedy podniósł głowę, spojrzał mi w oczy i powiedział, że chce
budować ze mną życie.
-
Moja rada - wtrąciła się w moje myśli Krystal - Nie podejmuj żadnych decyzji
dotyczących zakończenia. Nie składaj żadnych oświadczeń o niczym. Nie będzie go
cztery dni. Użyj te cztery dni na myślenie o mężczyźnie, którego dostałaś do
łóżka. Jak na ciebie patrzy. Jak cię traktuje. Jak, szczerze wobec Boga, nie ma
zbyt wielu dobrych ludzi. Jaki on jest z małym Jake’iem. Jak zdobyłaś ten porąbany
wrak domu i jak ożyłby, pełen dzieci. I ponownie to przemyślisz.
-
Krys - powtórzyła ostrzegawczo Laura, a oczy Krystal skierowały się na nią.
-
Czy się mylę?
Laura
zatrzymała jej wzrok, a potem spojrzała na mnie - Nie myli się, wiesz.
-
Ja… - zaczęłam, ale Laura wyciągnęła rękę i chwyciła moją.
-
Jak mówi Krys, żadnych decyzji, żadnych deklaracji. Cztery dni i poświęcasz ten
czas na myślenie. Jeśli to naprawdę nie jesteś ty, w porządku. Jeśli to coś
innego, zbadaj to. Jeśli masz jakiś problem z ciążą, rozważ adopcję lub
macierzyństwo zastępcze. Jeśli jest to coś głębszego i nie możesz o tym
porozmawiać z Deckiem, zadzwoń do mnie, Krystal, Faye, kogokolwiek i
porozmawiaj. Nikomu nic nie powiemy. Ale posłuchamy.
Ścisnęła
moją dłoń i spojrzała głęboko w moje oczy, poszukując i szła dalej, ale tym
razem delikatnie.
-
Ale Krys ma tylko w większości rację. Moje doświadczenie, ale to dopiero
ostatnio, jest takie, że są dobrzy mężczyźni i ta liczba nie jest ograniczona.
Ale to nie znaczy, że łatwo ich znaleźć, łatwo zdobyć lub łatwo utrzymać -
Kolejne ściśnięcie ręki, a potem - To również nie oznacza, że musisz rezygnować
z części siebie, aby go zdobyć. Poddać się czemuś, czego nie chcesz, co zmieni
bieg twojego życia, aby go zachować. Ale oznacza to, że musisz bardzo mocno
przemyśleć każdą decyzję, która wpłynie na twoją przyszłość z nimi.
Podobnie
jak Jacob tego ranka, mój wzrok się zamglił, kiedy skończyła mówić i wyszeptałam
- Dziewczyny z paczki są niesamowite.
Niewyraźna
wizja Laury uśmiechnęła się.
-
Niedługo zrobią się fajniejsze, bo przywieziemy kanapki, dostaniemy trochę
ciastek Shamblesa z La-La Land, a ty upijesz się w trupa ze swoimi dziewczynami
- oświadczyła Krystal.
Zamrugałam,
by odgonić łzy, spojrzałam na nią, posłałam jej chwiejny uśmiech, a ona mówiła
dalej.
-
Jak będziesz nawalona, Bubba poprowadzi twój samochód, a Laurie lub ja
odwieziemy cię do domu. Więc jesteś objęta ochroną. Jedzenie. Gorzałka. Towarzystwo.
I bezpieczna droga do domu. Teraz usiądź, dziewczyno, zaraz przeprowadzimy
ceremonię inicjacji.
Mój
chwiejny uśmiech stał się silniejszy.
Nie
uśmiechnęła się do mnie.
Dolała
mi więcej wódki do mojego kieliszka.
Kiedy
był pełen, wzięłam go i wychyliłam.
*****
Pięć godzin później…
Po
powrocie do domu poszłam prosto do komputera w bibliotece.
Rzuciłam
torebkę i włączyłam go.
Niezupełnie
byłam pijana, biorąc pod uwagę, że przestawiłam się na piwo i popijanie, a
kanapki zamieniły się później w pizzę. Mimo to nie byłam w stanie prowadzić,
więc Krystal przywiozła mnie do domu z Bubbą prowadzącym Persefonę (i
narzekającym, z nutą drażnienia, ale bardziej zrzędliwości, na mojego motyla
„Free to Fly” na lusterku wstecznym, udowadniając, że Jacob miał rację co do tej
całej sprawy z Bronco).
Gdy
komputer się uruchamiał, moje oczy powędrowały do tapety, a mój umysł powędrował
do faktu, że naprawdę muszę coś z tym zrobić. Nie było jej dużo, ale była
naprawdę brzydka. Ściany wyglądałyby lepiej, nawet jeśli zajęłoby to półtora
roku, aby pokryć je czymś lepszym.
Kiedy
o tym myślałam zadzwonił mój telefon w torebce.
Wyciągnęłam
go i zobaczyłam, że mówi „Jacob dzwoni”.
Ten
cios w klatkę piersiową wrócił.
Odebrałam
telefon i przyłożyłam telefon do ucha.
-
Hej, Słonko - powiedziałam cicho.
-
Hej, kochanie - odpowiedział tym samym tonem - Miałaś dobry dzień?
-
Cóż, moje włosy wyglądają bajecznie, więc szkoda, że tego nie widzisz. Ale
zrobienie tego w pobliżu Bubba’s oznaczało, że nie wróciłam do domu i nie
marnowałam czasu na montowanie łat z płyt kartonowo gipsowych na odsłoniętych kablach.
Zamiast tego podzieliłam się tym z Krystal, Lauren, Bubbą, naprawdę miłym
facetem o imieniu Jim-Billy i klientelą baru motocyklowego.
W
jego głosie pojawił się uśmiech, kiedy odpowiedział - Dobrze, że nie pozwoliłaś,
żeby to się zmarnowało.
Podobał
mi się dźwięk tego uśmiechu i kochałam go.
Kochałam go.
Ponownie
mocno zacisnęłam oczy, otworzyłam je i stwierdziłam konwersacyjnym tonem - Miałam
dobrą rozmowę z Krystal i Lauren.
Wiedział,
o czym mówię.
Wiedziałam
o tym, kiedy zawahał się, zanim odpowiedział - To dobrze, Emme.
-
Porozmawiamy, kiedy wrócisz do domu - wyszeptałam.
Kolejne
wahanie, tym razem ciężkie, zanim do mnie wrócił, w jego głębokim głosie
brzmiała nuta ulgi, a Boże, Boże,
mogłam nawet usłyszeć nadzieję, kiedy powiedział - Okej, Słonko.
-
Okej - odpowiedziałam, usiadłam prosto, odchrząknęłam i zapytałam - Twój dzień był
w porządku?
-
Właśnie się poprawił.
Jeszcze
raz zamknęłam oczy.
Jego
głos wrócił do mnie i otworzyłam je.
-
Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby skończyć to gówno wcześniej, abym mógł
wrócić do mojej dziewczyny.
-
Byłoby dobrze.
-
Poczekaj - powiedział, nagle rozkojarzony. Poczekałam i pół minuty później
powiedział mi - Muszę iść, mała. Przepraszam. W środku czegoś. Myślałem, że mam
czas. Nie mam.
-
Okej, Słonko.
-
Zadzwonię jutro.
-
Racja.
-
Dobrej nocy, śpij dobrze, kochanie.
-
Ty też, Jacob. Później.
-
Później, mała.
Rozłączył
się.
Położyłam
telefon na biurku, wpatrywałam się w niego i straciłam go z oczu, kiedy obraz
Jacoba trzymającego małego Jake’a wypełnił mi głowę.
Potrząsnęłam
głową, żeby to wyczyścić, i spojrzałam na komputer. Zalogowałam się i uruchomiłam
Outlooka.
Potem
wysłałam wiadomość do Harveya.
Minęło
trochę czasu, odkąd składałam mu wizytę, a wyjazd Jacoba dał mi wspaniałą okazję.
Co
więcej, Harvey prowadził ciężkie życie. Popełnił błędy. Zapłacił za nie. Znał
mnie. I był mądry.
Więc
chciałam z nim porozmawiać o Jacobie, o tym, gdzie byliśmy, poznać jego myśli,
zobaczyć, czy pasują do Krystal i Lauren. Potem miałam zrobić to, co doradzały
mi dziewczyny.
Bardzo
mocno pomyśleć o decyzji, która wpłynie na moją przyszłość z Jacobem.
Mój
e-mail do Harveya zawierał pytanie, czy jest wolny na wizytę następnego dnia.
Po wysłaniu wędrowałam po okolicy, robiąc normalne rzeczy. Konfiguracja
ekspresu do parzenia kawy na poranną kawę. Odkładanie czystych naczyń ze
zmywarki.
Wróciłam
do komputera, aby przejrzeć otrzymane e-maile.
Kiedy
to robiłam, Harvey odpisał.
Zawsze mam dla ciebie czas, Emme. A
może południe? Dam ci lunch. Jedź bezpiecznie.
Odpowiedziałam,
że przyniosę deser, skończyłam z innymi e-mailami i wyłączyłam maszynę.
*****
Piętnaście godzin później…
Zaparkowałam
na Broadwayu w Denver.
Byłam
wcześniej.
Byłam
wcześniej, ponieważ nie spałam zbyt dobrze, więc byłam całkowicie rozbudzona i
gotowa stawić czoła dniu o bezbożnej godzinie. Nie mając nic, co zajmowałoby mi
umysł poza rzeczami, którymi nie chciałam się zajmować, postanowiłam ruszyć w
drogę.
Harvey
oczekiwał mnie w południe, co oznaczało, że miałam czas, aby wstąpić do Używanych
Książek Fortnum na kawę. Kiedy mieszkałam w Denver, chodziłam tam cały czas, bo
kawa tam była wysublimowana. Ale także dlatego, że było to po prostu fajne
miejsce, w którym po prostu chciało się powisieć. A personel był przezabawny.
Zeskoczyłam
z Bronco, obeszłam drzwi, przetrzymałam je ręką, by je zatrzasnąć, a wzrok przesunęłam
o ćwierć przecznicy do drzwi do Fortnum, które były widoczne po przekątnej na drugim
rogu ulicy.
Zamarłam.
I
przestałam oddychać.
Ale
moje serce zaczęło krwawić.
To
dlatego, że Jacob wychodził z Fortnum z białym papierowym kubkiem kawy w dłoni.
A
z nim była Elsbeth.
Moja
ręka zacisnęła się na krawędzi drzwi tak mocno, że wbiły się w moje ciało, gdy
patrzyłam zszokowana, niedowierzająca, wypatroszona, gdy zatrzymali się na
rogu.
Jacob
spojrzał na nią i posłał jej mały uśmiech.
Już
poszarpane, kolejne kawałki mnie zostały wydarte.
Elsbeth
spojrzała na Jacoba i odwzajemniła jego uśmiech promiennym uśmiechem.
Byłam
poszarpana i krwawiąca, więcej mnie zostało obnażone.
Wtedy
Elsbeth przeszła do Jacoba, otoczyła go ramionami i przytuliła.
W
tym momencie, wciąż stojąc tam, widząc, oddychając, poczułam, że nic ze mnie
nie zostało.
Nie
mogłam znieść więcej.
Wsiadłam
do pickupa, nie patrząc, nic nie robiąc, ale koncentrując się na wydostaniu się
stamtąd. Włączyłam zapłon w Persefonie, skierowałam ją do ruchu ulicznego,
odwróciłam wzrok od Fortnum i przejechałam obok.
Na
szczęście tuż przy Broadwayu znajdował się węzeł na I-25.
Złapałam
go i udałam się do domu.
Harvey
będzie się martwił.
Wyjaśnię
mu to później.
*****
Trzy godziny później…
Zapięłam
na łóżku Jacoba torbę, w której znajdowały się wszystkie moje rzeczy.
Przełknęłam.
Spojrzałam
na Buforda.
Machał
ogonem.
Jego
widok zaczął pływać.
Zamrugałam
i ruszyłam, by złapać moją torbę.
Zatrzymałam
się, gdy zobaczyłam kalejdoskop na nocnym stoliku Jacoba.
Myliłam
się wcześniej. Coś mi zostało.
Wiedziałam
o tym, ponieważ widok tego kalejdoskopu odciął ostatnią część mnie.
Podeszłam
do niego, podniosłam go, trzymałam uważnie, przestudiowałam.
To
była naprawdę piękna rzecz.
Nagle
moja dłoń zacisnęła się na nim w pięść i obróciłam się, wyrzucając ramię.
Buford
wstał i cofnął się.
Ale
mój uścisk nie pozwolił mu odejść. Więc kiedy moje ruchy zostały wykonane,
przytuliłam go do piersi.
-
Dlaczego? - zapytałam Buforda.
Buford
spojrzał na mnie z wywieszonym językiem.
-
Dlaczego był z nią? Powiedział, że jej nienawidzi. Powiedział, że nigdy więcej
nie chce jej widzieć.
Buford
nic nie powiedział.
Pokręciłam
głową, podniosłam kalejdoskop i przyłożyłam go do oka.
Przekręciłam.
Nie
widziałam piękna. To, co zobaczyłam, przyprawiło mnie o zawrót głowy.
Położyłam
go na szafce nocnej, chwyciłam torbę, pochyliłam się do Buforda i podrapałam go
za uchem.
-
Będę za tobą tęsknić, pieseczku - wyszeptałam.
Odwrócił
głowę i polizał mój nadgarstek.
Wyszłam
z domu Jacoba, będąc takim stanie, że całkowicie zapomniałam włączyć alarm.
Zignorowałam
również to, że usłyszałam, jak Buford zaczął szczekać. Nie szczekał dużo, więc
gdybym nie była w takim stanie, zwróciłabym uwagę.
Nie
zwróciłam.
Miałam
inne sprawy na głowie.
Ale
zanim odjechałam, poszłam do sąsiednich drzwi i zapytałam tam mieszkającą
kobietę, czy zaopiekuje się Bufordem.
Z
ciekawskim spojrzeniem na mnie zgodziła się.
*****
Dane
-
Zamknij się - powiedział Dane do przeklętego psa, wykopnął go do tyłu i zamknął
drzwi do sypialni, trzymając psa na zewnątrz.
Dane
podążał za Emme, a kiedy przybyła do tego miejsca, wślizgnął się do dużego,
fantazyjnego domu za nią.
I
obserwował.
I,
kurwa, nienawidził tego, co widział.
Jego
oczy przeniosły się na kalejdoskop, potem tam poszedł.
Podniósł
go, ale wszystko, co mógł zobaczyć, to Emme trzymająca to pieprzone coś przy
piersi, jakby to było jej dziecko.
A
ta rzecz należała do Decka. To było w
domu Decka. I to było coś, co
znaczyło coś dla tego faceta, ze jego wielkim domem i podgrzewanym basenem,
który uważał, że jego kutas jest wystarczająco duży, by mógł stać przed salą
sądową i patrzeć z góry na Dane’a,
jakby Dane miał bać się jego tyłka. Jakby Dane’a nie obchodziło, że Deck
wprowadził się do jego kobiety praktycznie w chwili, gdy spotkali się na ulicy.
A
on spotkał Emme na ulicy, kiedy Dane był tam, do kurwy nędzy.
Właśnie,
kurwa, tam.
Ten
kalejdoskop był czymś, co znaczyło coś również dla Emme. To coś znaczyło coś dla
Emme i tego pieprzonego faceta. Wystarczająco, by mogła to kołysać.
Wystarczająco, żeby on trzymał to na nocnym stoliku.
Więc
pieprzyć go.
I
pieprzyć Emmę.
Dane
trzymał kalejdoskop i chwycił pudełko, które oczywiście było do niego dołączone
i podszedł do okna. Zdjął moskitierę, wykradł się, zamknął okno i odłożył moskitierę
z powrotem. Nie mógł jej zablokować z zewnątrz, ale miał to w dupie. Jeśli
wypadłaby, to by wypadła.
Stojąc
na mrozie przed wymyślnym domem tego pieprzonego faceta, Dane podjął decyzję,
co zrobi z tym pieprzonym kalejdoskopem.
Potem
to zrobił.
*****
Dwie godziny później…
Zadzwonił
mój telefon.
Ponownie.
Zignorowałam
to i oderwałam więcej papieru.
Przestał
dzwonić.
Przystawiłam
parownik do ściany biblioteki.
-
Nie - szepnęłam, odciągając parownik i zrywając więcej papieru - Nie -
powtórzyłam, odkładając parownik z powrotem do ściany.
Moje
oczy stały się zamglone.
Moje
policzki zamoczyły się.
-
Nie - jęknęłam - Wszystko, czego potrzebuję, to ja. Tylko ja. To wszystko,
czego potrzebuję.
Oderwałam
więcej papieru.
*****
Następnego ranka…
Usiadłam
przy biurku w moim gabinecie w składzie drewna.
Zadzwoniła
moja komórka na biurku.
Zignorowałam
to.
O cholera 😭
OdpowiedzUsuńBuuu. I się posypało... Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział mimo że był smutny :(
OdpowiedzUsuńCoś znalazłam przemienione literki: "przeciwko dzieleniu się ytm"
Czekam na kolejny rozdział.
Dzięki
UsuńO matko boska, już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału
OdpowiedzUsuń