środa, 1 grudnia 2021

14 - Zmienia postać rzeczy

 

Rozdział 14

Zmienia postać rzeczy   

 

 

 

Tydzień później…

Siedziałam na fotelu w salonie piękności z włosami w folii, zapomnianym magazynem plotkarskim o celebrytach w dłoni, a oczami na mojej twarzy w lustrze.

To zmienia postać rzeczy, Emme.

Słowa Jacoba z zeszłej nocy zaatakowały mój mózg i zamknęłam oczy.

Zmienia postać rzeczy, Emme.

Otworzyłam oczy i podskoczyłam, kiedy poczułam lekki dotyk na ramieniu.

Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam na Dominika, stylistę praktycznie każdej kobiety, która mieszkała w hrabstwie, miała pieniądze i dobry gust, żeby do niego pójść. Był właścicielem Carnal Spa. To nie było zbyt daleko od Gnaw Bone, ale nawet jeśli podróż tu trwałaby pięć godzin, co sześć tygodni odbywałabym podróż, aby on mi podciął włosy i zrobił pasemka. Był tak dobry.

- Wszystko w porządku, dziewczynko? - zapytał, jego wzrok przesuwał się po mojej twarzy.

- Świetnie, Dom - zapewniłam w całkowicie i skrajnie kłamiąc - Po prostu mam dużo do zrobienia w ten weekend i ustalam w głowie priorytety.

To było kolejne kłamstwo.

Dom wiedział o tym, jak mogłam stwierdzić. Ale Dominic był gejem, który spędzał dni z kobietami i ich problemami, więc po jednym spojrzeniu na moją twarz wiedział, że lepiej nie naciskać.

Uśmiechnął się, podniósł ręce do moich włosów, sprawdził folię i wymamrotał - Jeszcze pięć minut, kochanie.

Potem odszedł.

Spojrzałam na tyły spa, gdzie Dom miał kilka pokoi, w których robili masaże, maseczki i tak dalej. Wiedziałam, że Lexie była tam z klientką. Widziałam ją wcześniej.

Ona też mnie widziała. Pogadałyśmy trochę między jej klientami, a potem zniknęła.

Żałowałam, że nie miała wolnej pół godziny. W takich chwilach dziewczyna potrzebowała członka swojej grupy dziewczyn. Nigdy nie miałam takiego czasu, a nadal wiedziałam, że to był taki czas.

Zdecydowanie.

Zmienia postać rzeczy, Emme.

Gdy jego słowa wypełniły moją głowę, wyraz jego twarzy wypełnił moją pamięć. Była w niej zaskoczenie, również rozczarowanie, nieufność, a może nawet ból.

Nigdy nie chciałam sprawić Jacobowi bólu.

Spojrzałam z powrotem na siebie w lustrze, moje włosy były tam ze srebrem sterczącym dookoła. Wyglądałam śmiesznie. Ale wiedziałam, że warto, bo wyniki będą zdumiewające.

Dlaczego, skoro przez lata nie obchodziły mnie moje włosy, zależało mi na tym, żeby wyniki były zdumiewające?

Co się ze mną działo?

Odpychając to przez całą noc i cały ranek, nagle niezdolna do walki, pozwoliłam, by mnie obmyło.

Ostatni tydzień był dobry. Jacob i ja odbyliśmy naszą męczącą dyskusję i wróciliśmy na właściwe tory.

Zaczęło się w niedzielę, gdy jego tata udowodnił, co obiecał. Dla niego umowa, była umową. Był przyjazny. Był zabawny. To było niesamowite.

Jednak Jacob miał rację, jego pancakesy były do niczego.

Prawdę powiedziawszy, sprawy potoczyły się tak daleko na jasną stronę, że, kiedy z wahaniem na prośbę Richa podzieliłam tę szczerą opinię, Rich śmiał się głośno przez długi czas.

Sprawy się nawet jeszcze poprawiły, kiedy poszliśmy do mojego domu.

Karla wędrowała z nami podczas mojej wycieczki, próbując ukryć to, że wyglądała na lekko przerażoną. Jej szeroko otwarte oczy, dłoń zatrzymująca się na jej gardle i niezdecydowanie przed dotknięciem czegokolwiek oznaczały, że spektakularnie zawiodła w ukrywaniu tego.

Rich miał dokładnie odwrotną reakcję. Kochał mój dom i nie miał nic przeciwko dzieleniu się ytm. Zwiedzanie, które zwykle trwało długo, biorąc pod uwagę, że był to duży dom, trwało trzy razy dłużej, ponieważ był zainteresowany wszystkim, co zrobiłam, co robiłam i co zamierzałam zrobić. Dawał sugestie. Dał instrukcje.

A jako emerytowany elektryk sprawdził okablowanie, które ułożyłam i dał mu swoją pieczęć aprobaty.

Lepiej było o tyle, że pod koniec wycieczki wiedziałam, że ta pieczęć była też dla mnie. Rich był trochę zaskoczony, że podjęłam się tego rodzaju projektu i był on tak duży, ale było jasne, że uważał go za godny podziwu.

A ze mną bardziej zrelaksowaną i nie sztywną przy nich lub Jacobie, nasze naturalne uczucie do siebie było czymś innym, co Rich lubił.

I to pokazywał.

Więc to wszystko było dobre i ogromna ulga. Dzień był wspaniały.

Jacob miał rację, oboje jego rodzice byli fajni, a reszta wizyty przebiegła pomyślnie. Musiałam ich zostawić, by jechać do pracy w poniedziałek i wtorek, ale jedliśmy razem kolację, każdą noc spędzałam u Jacoba i świetnie się bawiliśmy.

Wyjechali w środę, a Jacob i ja wróciliśmy do dobra, które było nami, zanim się zachwiałam. Dzwoniłam do niego z byle jakiego powodu. Odbierałam natychmiast, kiedy dzwonił. A kiedy to robiłam, nie mogłam uwierzyć, że przestałam to robić. Lubiłam być z nim skontaktowana, nawet jeśli chodziło mi tylko o dyskusję, czy pójdziemy na posiłek, czy zrobimy coś w jednym z naszych domów.

I nie było więcej powrotu do domu „później i później”.

Nie umknęło mi to po tym, jak Jacob mi to wskazał, że tworzyłam atmosferę zapracowania, aby trzymać się z dala od niego.

Martwiło mnie to, a jedynym powodem, jaki mogłam wymyślić, dla którego miałabym to zrobić, było to, że nigdy nie spotkałam rodziców chłopaka, a tym bardziej rodziców mężczyzny, którego kochałam i z którym chciałam spędzić resztę życia. Najwyraźniej zaprzeczałam mojemu lękowi przed ich zbliżającą się wizytą i robiłam z tego powodu głupie rzeczy.

Cokolwiek to było, zniknęło. Wróciło do dobrego.

Nie. Jak wszystko z Jacobem, wróciło do piękna.

Do ostatniej nocy.

Zmienia postać rzeczy, Emme.

Podskoczyłam ponownie, kiedy Dom wrócił i położył rękę na oparciu mojego fotela.

Uśmiechnął się do mnie w lustrze i stwierdził - Czas cię zmyć.

Odwzajemniłam uśmiech, rozmawialiśmy w drodze do umywalki i rozmawialiśmy dalej, aż Dom zaczął masować głowę, co zawsze robił, kiedy pozwalał odżywce działać.

Zwykle doprowadzało mnie to do galaretki. Dom miał silne ręce.

Miałam w życiu tylko jeden masaż głowy - ten, który zrobiła mi stylistka Eriki z Denver, do której zabrała mnie Erika, aby nadać mi nowy wygląd. Ale Dom był o wiele lepszy.

Ale wtedy, kiedy zamknęłam oczy i próbowałam się zrelaksować, to przeze mnie przeleciało.

Nie chcesz dzieci?

Nie, Słonko.

Poważnie?

Wahanie. Poważnie.

Wtedy to spojrzenie. Ten wyraz jego twarzy, byliśmy tak blisko, nadzy, Jacob leżący na mnie.

Ten wyraz szoku.

Rozczarowanie.

Ból.

To spojrzenie, które mnie zdruzgotało, ponieważ wiedziałam, że to, co powiedziałam, zdruzgotało jego.

Właśnie się kochaliśmy. Przytulaliśmy się, dotykaliśmy, szeptaliśmy, planowaliśmy. Planowaliśmy nasze życie i to, jak wejdziemy w codzienność. Jak ani Jacob, ani ja nie byliśmy szczęśliwi, że musiał jechać do Denver do pracy i miało go nie być na weekend, aż do wtorku, co oznaczało, że mieliśmy być rozdzieleni po raz pierwszy od naszego spotkania. Jak po tym, jak Jacob rozwiązałby tę sprawę, która go trapiła, zamierzaliśmy zaplanować wakacje w ekscytującym miejscu. Paryż. Londyn. Praga.

Potem przeszliśmy do planowania naszego życia, do tego, co będzie później.

I wtedy Jacob zapytał mnie, ile chcę mieć dzieci.

A moja odpowiedź była nieoczekiwana.

I niemile widziana.

Ani jednego?

Słonko.

Poczułam piekące oczy, gdy Dom spłukiwał odżywkę z moich włosów.

To zmienia postać rzeczy, Emme.

Dom owinął moje włosy ręcznikiem i oznajmił - Gotowe, kochanie. Usiądź prosto. Zabierzmy cię z powrotem na moje stanowisko i uwolnijmy to piękno.

Spojrzałam na niego przez ramię, uśmiechnęłam się i rozmawiałam z nim, gdy szliśmy na jego stanowisko.

Dopiero gdy suszył moje włosy i nie mogliśmy już pogadać, pozwoliłam by wróciły do mnie.

Wspomnienia tego ranka.

Zobaczyłam Jacoba stojącego przede mną. Przycisnął mnie do boku mojego Bronco w swoim garażu.

Ja jechałam do Doma. On wybierał się do Denver.

Pocałował mnie mocno, długo, niesamowicie, ale był też ślad czegoś innego.

Tęsknoty.

Ponurość i tęsknota.

To bolało.

Tak, pocałunek bolał. Ale poczułam to i kiedy podniósł głowę, wiedziałam, że on też to czuje.

- Zadzwonię - szepnął, trzymając rękę na mojej szyi, kciukiem gładząc moją szczękę - Ale porozmawiamy, kiedy wrócę do domu.

Wiedziałam, że moje oczy były mokre, bo jego widok płynął, gdy powiedziałam - Okej, Słonko.

- Rozwiążemy to, Emme - obiecał.

Chciałam mu uwierzyć. Naprawdę, naprawdę chciałam mu uwierzyć.

Ale mu nie wierzyłam.

- Kocham cię, Jacob - wyszeptałam, a on się uśmiechnął.

To też było ponure.

- Ja też cię kocham, Emme.

Dał mi kolejny pocałunek, a potem czekał, aż wspięłam się do Persefony, żeby mógł zatrzasnąć za mną drzwi. Uśmiechnęłam się do niego przez przednią szybę, kolejny raz fałszywie, gdy uderzył dłonią w maskę i odsunął się od auta.

Wyjechałam z jego garażu i zrobiłam to z oczami przyklejonymi do niego. Stał w swoim garażu, wysoki, silny, czysto męski, z rękami skrzyżowanymi na piersiach, długimi, długimi nogami osadzonymi szeroko.

Moje.

Wszystko moje.

Ani jednego?

Słonko.

Tylko jedno, Emme.

Nigdy nie chciałam mieć dzieci, Jacob. To może być dziwne, ale to prawda. Po prostu… to po prostu nie ja. To nigdy nie byłam ja.

Długa, bolesna pauza, a potem To zmienia postać rzeczy, Emme.

- Voila!

Skupiłam się na sobie w lustrze i zmusiłam się do kolejnego pieprzonego uśmiechu.

- Jak zwykle, Dom, stworzyłeś arcydzieło - powiedziałam mu.

- Każdy artysta, aby mógł to zrobić, musi mieć do dyspozycji najlepszy materiał - powiedział mi.

Dominik. Był takim fajnym facetem. I właśnie wtedy był fajny, ponieważ jego komplement był szczery, a oczy miłe, ale zatroskane. To pierwsze wywołało u mnie szczery uśmiech. To ostatnie po prostu czułam miło, bo mu zależało.

Zapłaciłam i dawałam ogromny napiwek.

Zanim wyszłam, uścisnęłam Doma, a jednocześnie dostałam wiadomość wyszeptaną mi do ucha - Jak musisz kiedykolwiek porozmawiać, granica między stylistą a klientem jest niewyraźna, kochanie. Po prostu zadzwoń do salonu, a oddzwonię tak szybko, jak będę mógł.

Całkowicie wiedział, że ze mną nie jest wszystko w porządku.

- Dzięki, Dom - odszepnęłam, wiedząc, że nigdy, nawet za milion lat, tego nie zrobię.

I znowu zastanawiałam się, co było ze mną nie tak, że bym tego nie zrobiła.

Uścisnął mnie.

Uśmiechnęłam się do niego, gdy wyszłam i wsiadłam do Persefony.

To zmienia postać rzeczy, Emme.

Zacisnęłam mocno oczy. Potem zmusiłam je do otwarcia i zajrzałam do torebki. Mój telefon był w torebce. Jacob byłby już w Denver. Więc gdybym zadzwoniła, nie rozmawiałby podczas jazdy.

Sięgnęłam do telefonu, ale zatrzymałam się.

Prawda była taka, że nie chciałam dzieci.

Chciałam szczeniaka.

Później też chciałam kota.

Chciałam, żeby mój dom został naprawiony i nie przeszkadzało mi to, że kiedyś będę włóczyła się po nim zupełnie sama.

Zawsze nastąpi zmiana scenerii. Zawsze było coś do zrobienia w ogrodzie lub gdzieś na terenie posesji.

Nigdy o tym nie myślałam, nie zanim zachorowałam i tak naprawdę, nawet po tym. Ale kiedy to zachorowałam, wiedziałam, że chcę mężczyzny. Partnera. Kogoś, z kim mogłabym dzielić swój czas. Ale tylko dlatego, że niespodziewanie uderzyło mnie to, jak bardzo byłam samotna.

Ale nigdy nie myślałam o dzieciach.

Nie okłamałam Jacoba. To po prostu nie byłam ja. Miałam trzydzieści cztery lata, robiłam swoje i przez bardzo długi czas byłam odpowiedzialna tylko przed sobą. Wpasowanie mężczyzny w moje życie zadziałało, a ponieważ tym mężczyzną był Jacob, zadziałało spektakularnie. Było nam razem dobrze. Wpadliśmy w to łatwo.

Nie wpasowywałaś w swoje życie dziecka.

Dzieciak stawał się twoim życiem.

A dzieci, w liczbie mnogiej, zjadały je.

Ale Jacob chciał mieć dzieci.

A to po prostu nie byłam ja.

Znowu zapiekły mnie oczy, podniosłam głowę i spojrzałam na główną ulicę Carnal. Od czasu przeprowadzki w góry spędzałam tam czas nie raz. Mieli niesamowitą kawiarnię o nazwie La-La Land, która miała nie tylko świetne kawy, ale także niesamowite ciasta i smakołyki. Mieli uroczy sklep z pamiątkami ze świetną ceramiką.

I mieli bar Bubba’s.

A Bubba’s należał do Krystal Briggs i Tate’a Jacksona. Tak więc, co za tym idzie, był również własnością Lauren Jackson.

Dwóch członkiń mojej grupy dziewczyn.

Poza Faye, z którą regularnie rozmawiałam i odwiedzałam ją, odkąd imiennik Jacoba pojawił się na tym świecie i Jacob wydawał się być pierwszym żywym wspomnieniem małego Jake’a, nie spędzałam dużo czasu z moją nową ekipą dziewczyn.

Odbierałam telefony. Nawet dzwoniłam. W porze lunchu wpadłam na rozmowę z Zarą i by zrobić zakupy w Karmie. Jacob i ja wpadliśmy na Maxa i Ninę w Znaku, kiedy poszliśmy tam na kolację i staliśmy przy ich stole i gadaliśmy o głupstwach przez pełne dziesięć minut. I wpadłam na Lexie i Ty’a, kiedy odwiedzali Chace’a i Faye po urodzeniu dziecka, kiedy Jacob i ja pokazaliśmy się, by robić to samo.

Wszystko to było mile widziane, zarówno dla mnie, jak i dla nich.

Ale nie łączyłam się w żaden prawdziwy sposób. Wraz z telefonami pojawiły się zaproszenia.

Po prostu ich nie przyjęłam. Zbyt zajęta.

Zawsze zbyt zajęta.

O czym to świadczy, Emme?

Pytanie uderzyło w mój mózg jak strzała i równie szybko je zignorowałam.

Ale nawet ignorując to, otworzyłam drzwi, wyskoczyłam z Persefony i kopnęłam w Main Street.

Miejsce docelowe: Bubba’s.

Weszłam i zobaczyłam, że są tam zarówno Krystal, jak i Lauren. Tak samo Bubba.

Bubba był na jednym końcu baru, gadał o głupstwach z kilkoma klientami. Na drugim końcu siedziała Lauren, rozmawiając ze starym facetem w czapce bejsbolowej. Krystal była po środku.

Wszystkie ich oczy skierowały się na mnie.

Z uśmiechami i machaniem do Lauren i Bubby udałam się do Krystal.

Podciągnęłam tyłek na stołek i spojrzałam na nią - Hej.

Spojrzała na mnie.

Potem oświadczyła - Houston, mamy problem.

Fantastycznie.

- Czy to jest takie łatwe do odczytania? - zapytałam.

- Kochanie, wyglądasz, jakbyś właśnie wyszła na ulicę i zbyt późno zauważyła ciężarówkę Mack jadącą w twoją stronę.

Tak, to było tak łatwe do odczytania, ponieważ dokładnie tak się czułam.

- Ja… - zawahałam się, a potem powiedziałam - Mam sytuację.

- Nie chrzanisz? - zapytała.

W tym, co wydawało się być czystym stylem Krystal, nie brzmiało to tak, jakby witała serdecznie dzielenie się w tym samym czasie, kiedy go wymagała.

Zastanawiałam się, jak to zrobiła, ale nie pytałam. Były inne rzeczy bardziej naglące na mój umysł.

Spojrzałam na krany obok niej, a potem z powrotem na nią - Czy mogę dostać piwo?

- Nie.

Zamrugałam - Nie?

- Jestem za tym barem od dłuższego czasu, więc zaufaj mi. Twoja twarz nie mówi „piwo” - poinformowała mnie - Twoja twarz mówi wódka, tequila lub bourbon. Twój wybór. Na koszt firmy.

Piłam piwo. Gdybym była w jakimś fantazyjnym miejscu, które wymagało ode mnie wypicia czegoś z kieliszka, wypiłabym martini.

Dlatego poprosiłam - Wódka.

- Się robi - mruknęła i podeszła do kieliszków z tyłu baru.

Lauren podeszła, kiedy to zrobiła powiedziała -  Hej, Emme.

- Cześć, Lauren.

Jej głowa przechyliła się na bok, a wzrok mnie nie opuścił, kiedy  zapytała - Dobrze się czujesz?

Tak całkowicie łatwe do odczytania.

- Ma sytuację - zgłosiła Krystal, kładąc kieliszek do baru i chwytając butelkę wódki.

Nalała. Przesunęła kieliszek w moją stronę. Podniosłam go i wychyliłam.

Wtedy przypomniałam sobie, dlaczego piłam piwo. Nie było takie ostre. O wiele bardziej łagodne. Wódka powodowała odrzut. Piwo było chłodne i orzeźwiające.

A domowe piwo Jacoba było najlepszym piwem, jakie kiedykolwiek próbowałam.

Zacisnęłam mocno oczy.

- Emme, kochanie, porozmawiaj z nami - zachęcała delikatnie Laura.

Otworzyłam oczy i oparła się o przedramiona na barze w moim kierunku. Krystal była blisko jej boku, nie pochylała się, ale przykułam jej uwagę.

- Nie chcę dzieci - oznajmiłam.

Krystal i Laura spojrzały na siebie, a potem z powrotem na mnie.

- Okej - podpowiedziała Laura.

- Jacob chce - kontynuowałam.

- O, kurwa - mruknęła Krystal.

- Tak - zgodziłam się.

Chwyciła butelkę wódki i nalała kolejny kieliszek.

Chwyciłam go i wychyliłam.

Kiedy skończyłam, Lauren zapytała ostrożnie - Jesteś pewna, że nie chcesz mieć dzieci?

Skinąłam głową - Absolutnie. Nie mam tego pragnienia - powiedziałam jej - Zamierzałam to wydobyć, ale to wydarzyło się w czasie, kiedy Jacob zapytał mnie, ile ich chcę po tym, jak się kochaliśmy. I Jacob, powiedział mi, że jeśli ich nie chcę, to zmienia postać rzeczy, co na pewno to zrobiło.

- Zmienia postać rzeczy? - Laura wyszeptała przerażonym tonem.

- O kurwa - mruknęła Krystal.

- Tak - zgodziłam się.

- Więc kiedy mieliście tę rozmowę? - zapytała Laura.

- Zeszłej nocy - odpowiedziałam - Niefortunny czas. Jacob jest w Denver na cztery dni, załatwiając jakieś sprawy - Wzięłam wdech, po czym kontynuowałam - To pierwszy raz, kiedy jesteśmy rozdzieleni, odkąd się spotykamy.

- Tak. To niefortunny czas - potwierdziła Krystal.

Przygryzłam wargę.

- Czy on… czy on… czy on… - Lauren miała problem z wyciągnięciem tego, po czym przemogła się - Jak wyglądał, kiedy odszedł?

- Powiedział, że coś wymyślimy - powiedziałam jej.

- Cóż, to dobrze - wtrąciła Krystal.

- Ale pocałował mnie, zanim wystartowałam dziś rano i to… cóż - zamknęłam oczy, otworzyłam je, pochyliłam się i wyszeptałam - Bolało.

Krystal też się pochyliła - Mocno cię pocałował?

- Często mocno mnie całuje. Podoba mi się to. On to lubi. Ale to nie było to. To było smutne. - potrząsnęłam głową, rozłożyłam ręce i kontynuowałam - Wiem, że to brzmi dziwnie, pocałunek jest smutny - Poczułam, jak drżą mi wargi i żeby to powstrzymać, szłam dalej - Ale to był smutny pocałunek.

- Pożegnanie przed pożegnaniem - powiedziała cicho Krystal.

- Krys - powiedziała ostrzegawczo Lauren.

Krystal zamknęła usta.

Ale miała rację i wiedziałam o tym.

Położyłam łokieć na blacie, a czoło w dłoni.

- Emme - zawołała Lauren.

Trzymałam głowę w dłoni, ale podniosłam na nią oczy - Kocham go.

- Och, kochanie - szepnęła.

- Ja… on był… znamy się od lat i dla mnie on zawsze był dla mnie tym jedynym - podzieliłam się.

Krystal oparła się o przedramiona na barze i powiedziała - Jeśli tak jest, dziewczyno, to może powinnaś przemyśleć tę sprawę z dzieckiem.

Trzymałam się blisko, ale opuściłam rękę na bar - To nie ja.

- Dla niego możesz to zrobić? - zapytała Laura.

- Dzieci konsumują twoje życie - powiedziałam im.

- Nie robią tego - odpowiedziała Lauren - A nawet jak. Po prostu to dzieje się tak, jak ty to lubisz.

Nie zgadzałam się.

Lauren kontynuowała - Nigdy nie miałam dziecka, ale Tate ma syna. Jeśli byłaś w tych okolicach od jakiegoś czasu, prawdopodobnie wiesz, że jego matka została zabita, więc Jonas jest z nami cały czas. Jesteśmy rodziną. Dostałam go, gdy był starszy, ale cenię dzień, w którym pojawił się w moim życiu i od tego czasu jest w nim każdego dnia.

- To super. Ty jesteś super - stwierdziłam - Jesteś takim rodzajem kobiety. Ale daję słowo, po tej dyskusji, tym pocałunku, przewracam to w głowie i myślę o tym cały czas. Myślę o poddaniu się. A ja po prostu… - przełknęłam ślinę - Nie chcę, żeby to było moim życiem. Nigdy o tym nie myślałam. Myśląc o tym, ostatecznie, to po prostu nie ja.

Laura spojrzała na Krystal, ale Krystal patrzyła na mnie.

- Wy dwoje, zrobilibyście piękne dzieci - oświadczyła i coś w tym uderzyło mnie jak cios w sam środek klatki piersiowej, skręcając mnie.

- Byłam w pobliżu Faye i Chace’a przez ostatnie kilka tygodni. Faye mówi, że Deck też był w pobliżu. Czasem z tobą, czasem w ciągu dnia tylko po to, żeby się zameldować - poinformowała mnie.

Wiedziałam to. Ponownie, Jacob był zdeterminowany, aby wywrzeć trwałe wrażenie na dziecku Chace’a i Faye, a kiedy był zdeterminowany, to coś z tym robił, nawet jeśli rzecz, co do której był zdeterminowany, nie mogła sobie objąć tego umysłem.

Co więcej, on i Chace byli bardzo blisko. Jacob był bardzo szczęśliwy, że Chace był szczęśliwy. I był typem człowieka, który lubił dzielić się takimi rzeczami z kimś, na kim mu zależało.

Ta myśl uderzyła mnie również w klatkę piersiową.

- Faye mówi, że ten dzieciak jest jego oczkiem w głowie - mówiła Krystal - Mówi, że to urocze, jak on jest z małym Jake’iem. Teraz wszyscy wiemy, że w Decku nic nie jest urocze, ale myślę, że byłoby to wszelkiego rodzaju urocze, jak ten duży mężczyzna zaprzyjaźnia się z małym dzieckiem. Jak ma to z dzieckiem swojego najlepszego przyjaciela, co da swojej rodzinie?

Wtedy właśnie uderzyła mnie wizja Jacoba trzymającego nowonarodzonego Jake’a, całkowicie pochłoniętego przez dziecko, które tak delikatnie trzymał w swoich silnych ramionach, co spowodowało kolejny cios w mostek i znowu miałam trudności z oddychaniem.

Było pięknie. Najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam.

Aż do późnej nocy, kiedy podniósł głowę, spojrzał mi w oczy i powiedział, że chce budować ze mną życie.

- Moja rada - wtrąciła się w moje myśli Krystal - Nie podejmuj żadnych decyzji dotyczących zakończenia. Nie składaj żadnych oświadczeń o niczym. Nie będzie go cztery dni. Użyj te cztery dni na myślenie o mężczyźnie, którego dostałaś do łóżka. Jak na ciebie patrzy. Jak cię traktuje. Jak, szczerze wobec Boga, nie ma zbyt wielu dobrych ludzi. Jaki on jest z małym Jake’iem. Jak zdobyłaś ten porąbany wrak domu i jak ożyłby, pełen dzieci. I ponownie to przemyślisz.

- Krys - powtórzyła ostrzegawczo Laura, a oczy Krystal skierowały się na nią.

- Czy się mylę?

Laura zatrzymała jej wzrok, a potem spojrzała na mnie - Nie myli się, wiesz.

- Ja… - zaczęłam, ale Laura wyciągnęła rękę i chwyciła moją.

- Jak mówi Krys, żadnych decyzji, żadnych deklaracji. Cztery dni i poświęcasz ten czas na myślenie. Jeśli to naprawdę nie jesteś ty, w porządku. Jeśli to coś innego, zbadaj to. Jeśli masz jakiś problem z ciążą, rozważ adopcję lub macierzyństwo zastępcze. Jeśli jest to coś głębszego i nie możesz o tym porozmawiać z Deckiem, zadzwoń do mnie, Krystal, Faye, kogokolwiek i porozmawiaj. Nikomu nic nie powiemy. Ale posłuchamy.

Ścisnęła moją dłoń i spojrzała głęboko w moje oczy, poszukując i szła dalej, ale tym razem delikatnie.

- Ale Krys ma tylko w większości rację. Moje doświadczenie, ale to dopiero ostatnio, jest takie, że są dobrzy mężczyźni i ta liczba nie jest ograniczona. Ale to nie znaczy, że łatwo ich znaleźć, łatwo zdobyć lub łatwo utrzymać - Kolejne ściśnięcie ręki, a potem - To również nie oznacza, że musisz rezygnować z części siebie, aby go zdobyć. Poddać się czemuś, czego nie chcesz, co zmieni bieg twojego życia, aby go zachować. Ale oznacza to, że musisz bardzo mocno przemyśleć każdą decyzję, która wpłynie na twoją przyszłość z nimi.

Podobnie jak Jacob tego ranka, mój wzrok się zamglił, kiedy skończyła mówić i wyszeptałam - Dziewczyny z paczki są niesamowite.

Niewyraźna wizja Laury uśmiechnęła się.

- Niedługo zrobią się fajniejsze, bo przywieziemy kanapki, dostaniemy trochę ciastek Shamblesa z La-La Land, a ty upijesz się w trupa ze swoimi dziewczynami - oświadczyła Krystal.

Zamrugałam, by odgonić łzy, spojrzałam na nią, posłałam jej chwiejny uśmiech, a ona mówiła dalej.

- Jak będziesz nawalona, Bubba poprowadzi twój samochód, a Laurie lub ja odwieziemy cię do domu. Więc jesteś objęta ochroną. Jedzenie. Gorzałka. Towarzystwo. I bezpieczna droga do domu. Teraz usiądź, dziewczyno, zaraz przeprowadzimy ceremonię inicjacji.

Mój chwiejny uśmiech stał się silniejszy.

Nie uśmiechnęła się do mnie.

Dolała mi więcej wódki do mojego kieliszka.

Kiedy był pełen, wzięłam go i wychyliłam.

*****

Pięć godzin później…

Po powrocie do domu poszłam prosto do komputera w bibliotece.

Rzuciłam torebkę i włączyłam go.

Niezupełnie byłam pijana, biorąc pod uwagę, że przestawiłam się na piwo i popijanie, a kanapki zamieniły się później w pizzę. Mimo to nie byłam w stanie prowadzić, więc Krystal przywiozła mnie do domu z Bubbą prowadzącym Persefonę (i narzekającym, z nutą drażnienia, ale bardziej zrzędliwości, na mojego motyla „Free to Fly” na lusterku wstecznym, udowadniając, że Jacob miał rację co do tej całej sprawy z Bronco).

Gdy komputer się uruchamiał, moje oczy powędrowały do tapety, a mój umysł powędrował do faktu, że naprawdę muszę coś z tym zrobić. Nie było jej dużo, ale była naprawdę brzydka. Ściany wyglądałyby lepiej, nawet jeśli zajęłoby to półtora roku, aby pokryć je czymś lepszym.

Kiedy o tym myślałam zadzwonił mój telefon w torebce.

Wyciągnęłam go i zobaczyłam, że mówi „Jacob dzwoni”.

Ten cios w klatkę piersiową wrócił.

Odebrałam telefon i przyłożyłam telefon do ucha.

- Hej, Słonko - powiedziałam cicho.

- Hej, kochanie - odpowiedział tym samym tonem - Miałaś dobry dzień?

- Cóż, moje włosy wyglądają bajecznie, więc szkoda, że tego nie widzisz. Ale zrobienie tego w pobliżu Bubba’s oznaczało, że nie wróciłam do domu i nie marnowałam czasu na montowanie łat z płyt kartonowo gipsowych na odsłoniętych kablach. Zamiast tego podzieliłam się tym z Krystal, Lauren, Bubbą, naprawdę miłym facetem o imieniu Jim-Billy i klientelą baru motocyklowego.

W jego głosie pojawił się uśmiech, kiedy odpowiedział - Dobrze, że nie pozwoliłaś, żeby to się zmarnowało.

Podobał mi się dźwięk tego uśmiechu i kochałam go.

Kochałam go.

Ponownie mocno zacisnęłam oczy, otworzyłam je i stwierdziłam konwersacyjnym tonem - Miałam dobrą rozmowę z Krystal i Lauren.

Wiedział, o czym mówię.

Wiedziałam o tym, kiedy zawahał się, zanim odpowiedział - To dobrze, Emme.

- Porozmawiamy, kiedy wrócisz do domu - wyszeptałam.

Kolejne wahanie, tym razem ciężkie, zanim do mnie wrócił, w jego głębokim głosie brzmiała nuta ulgi, a Boże, Boże, mogłam nawet usłyszeć nadzieję, kiedy powiedział - Okej, Słonko.

- Okej - odpowiedziałam, usiadłam prosto, odchrząknęłam i zapytałam - Twój dzień był w porządku?

- Właśnie się poprawił.

Jeszcze raz zamknęłam oczy.

Jego głos wrócił do mnie i otworzyłam je.

- Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby skończyć to gówno wcześniej, abym mógł wrócić do mojej dziewczyny.

- Byłoby dobrze.

- Poczekaj - powiedział, nagle rozkojarzony. Poczekałam i pół minuty później powiedział mi - Muszę iść, mała. Przepraszam. W środku czegoś. Myślałem, że mam czas. Nie mam.

- Okej, Słonko.

- Zadzwonię jutro.

- Racja.

- Dobrej nocy, śpij dobrze, kochanie.

- Ty też, Jacob. Później.

- Później, mała.

Rozłączył się.

Położyłam telefon na biurku, wpatrywałam się w niego i straciłam go z oczu, kiedy obraz Jacoba trzymającego małego Jake’a wypełnił mi głowę.

Potrząsnęłam głową, żeby to wyczyścić, i spojrzałam na komputer. Zalogowałam się i uruchomiłam Outlooka.

Potem wysłałam wiadomość do Harveya.

Minęło trochę czasu, odkąd składałam mu wizytę, a wyjazd Jacoba dał mi wspaniałą okazję.

Co więcej, Harvey prowadził ciężkie życie. Popełnił błędy. Zapłacił za nie. Znał mnie. I był mądry.

Więc chciałam z nim porozmawiać o Jacobie, o tym, gdzie byliśmy, poznać jego myśli, zobaczyć, czy pasują do Krystal i Lauren. Potem miałam zrobić to, co doradzały mi dziewczyny.

Bardzo mocno pomyśleć o decyzji, która wpłynie na moją przyszłość z Jacobem.

Mój e-mail do Harveya zawierał pytanie, czy jest wolny na wizytę następnego dnia. Po wysłaniu wędrowałam po okolicy, robiąc normalne rzeczy. Konfiguracja ekspresu do parzenia kawy na poranną kawę. Odkładanie czystych naczyń ze zmywarki.

Wróciłam do komputera, aby przejrzeć otrzymane e-maile.

Kiedy to robiłam, Harvey odpisał.

Zawsze mam dla ciebie czas, Emme. A może południe? Dam ci lunch. Jedź bezpiecznie.

Odpowiedziałam, że przyniosę deser, skończyłam z innymi e-mailami i wyłączyłam maszynę.

*****

Piętnaście godzin później…

Zaparkowałam na Broadwayu w Denver.

Byłam wcześniej.

Byłam wcześniej, ponieważ nie spałam zbyt dobrze, więc byłam całkowicie rozbudzona i gotowa stawić czoła dniu o bezbożnej godzinie. Nie mając nic, co zajmowałoby mi umysł poza rzeczami, którymi nie chciałam się zajmować, postanowiłam ruszyć w drogę.

Harvey oczekiwał mnie w południe, co oznaczało, że miałam czas, aby wstąpić do Używanych Książek Fortnum na kawę. Kiedy mieszkałam w Denver, chodziłam tam cały czas, bo kawa tam była wysublimowana. Ale także dlatego, że było to po prostu fajne miejsce, w którym po prostu chciało się powisieć. A personel był przezabawny.

Zeskoczyłam z Bronco, obeszłam drzwi, przetrzymałam je ręką, by je zatrzasnąć, a wzrok przesunęłam o ćwierć przecznicy do drzwi do Fortnum, które były widoczne po przekątnej na drugim rogu ulicy.

Zamarłam.

I przestałam oddychać.

Ale moje serce zaczęło krwawić.

To dlatego, że Jacob wychodził z Fortnum z białym papierowym kubkiem kawy w dłoni.

A z nim była Elsbeth.

Moja ręka zacisnęła się na krawędzi drzwi tak mocno, że wbiły się w moje ciało, gdy patrzyłam zszokowana, niedowierzająca, wypatroszona, gdy zatrzymali się na rogu.

Jacob spojrzał na nią i posłał jej mały uśmiech.

Już poszarpane, kolejne kawałki mnie zostały wydarte.

Elsbeth spojrzała na Jacoba i odwzajemniła jego uśmiech promiennym uśmiechem.

Byłam poszarpana i krwawiąca, więcej mnie zostało obnażone.

Wtedy Elsbeth przeszła do Jacoba, otoczyła go ramionami i przytuliła.

W tym momencie, wciąż stojąc tam, widząc, oddychając, poczułam, że nic ze mnie nie zostało.

Nie mogłam znieść więcej.

Wsiadłam do pickupa, nie patrząc, nic nie robiąc, ale koncentrując się na wydostaniu się stamtąd. Włączyłam zapłon w Persefonie, skierowałam ją do ruchu ulicznego, odwróciłam wzrok od Fortnum i przejechałam obok.

Na szczęście tuż przy Broadwayu znajdował się węzeł na I-25.

Złapałam go i udałam się do domu.

Harvey będzie się martwił.

Wyjaśnię mu to później.

*****

Trzy godziny później…

Zapięłam na łóżku Jacoba torbę, w której znajdowały się wszystkie moje rzeczy.

Przełknęłam.

Spojrzałam na Buforda.

Machał ogonem.

Jego widok zaczął pływać.

Zamrugałam i ruszyłam, by złapać moją torbę.

Zatrzymałam się, gdy zobaczyłam kalejdoskop na nocnym stoliku Jacoba.

Myliłam się wcześniej. Coś mi zostało.

Wiedziałam o tym, ponieważ widok tego kalejdoskopu odciął ostatnią część mnie.

Podeszłam do niego, podniosłam go, trzymałam uważnie, przestudiowałam.

To była naprawdę piękna rzecz.

Nagle moja dłoń zacisnęła się na nim w pięść i obróciłam się, wyrzucając ramię.

Buford wstał i cofnął się.

Ale mój uścisk nie pozwolił mu odejść. Więc kiedy moje ruchy zostały wykonane, przytuliłam go do piersi.

- Dlaczego? - zapytałam Buforda.

Buford spojrzał na mnie z wywieszonym językiem.

- Dlaczego był z nią? Powiedział, że jej nienawidzi. Powiedział, że nigdy więcej nie chce jej widzieć.

Buford nic nie powiedział.

Pokręciłam głową, podniosłam kalejdoskop i przyłożyłam go do oka.

Przekręciłam.

Nie widziałam piękna. To, co zobaczyłam, przyprawiło mnie o zawrót głowy.

Położyłam go na szafce nocnej, chwyciłam torbę, pochyliłam się do Buforda i podrapałam go za uchem.

- Będę za tobą tęsknić, pieseczku - wyszeptałam.

Odwrócił głowę i polizał mój nadgarstek.

Wyszłam z domu Jacoba, będąc takim stanie, że całkowicie zapomniałam włączyć alarm.

Zignorowałam również to, że usłyszałam, jak Buford zaczął szczekać. Nie szczekał dużo, więc gdybym nie była w takim stanie, zwróciłabym uwagę.

Nie zwróciłam.

Miałam inne sprawy na głowie.

Ale zanim odjechałam, poszłam do sąsiednich drzwi i zapytałam tam mieszkającą kobietę, czy zaopiekuje się Bufordem.

Z ciekawskim spojrzeniem na mnie zgodziła się.

*****

Dane

- Zamknij się - powiedział Dane do przeklętego psa, wykopnął go do tyłu i zamknął drzwi do sypialni, trzymając psa na zewnątrz.

Dane podążał za Emme, a kiedy przybyła do tego miejsca, wślizgnął się do dużego, fantazyjnego domu za nią.

I obserwował.

I, kurwa, nienawidził tego, co widział.

Jego oczy przeniosły się na kalejdoskop, potem tam poszedł.

Podniósł go, ale wszystko, co mógł zobaczyć, to Emme trzymająca to pieprzone coś przy piersi, jakby to było jej dziecko.

A ta rzecz należała do Decka. To było w domu Decka. I to było coś, co znaczyło coś dla tego faceta, ze jego wielkim domem i podgrzewanym basenem, który uważał, że jego kutas jest wystarczająco duży, by mógł stać przed salą sądową i patrzeć z góry na Dane’a, jakby Dane miał bać się jego tyłka. Jakby Dane’a nie obchodziło, że Deck wprowadził się do jego kobiety praktycznie w chwili, gdy spotkali się na ulicy.

A on spotkał Emme na ulicy, kiedy Dane był tam, do kurwy nędzy.

Właśnie, kurwa, tam.

Ten kalejdoskop był czymś, co znaczyło coś również dla Emme. To coś znaczyło coś dla Emme i tego pieprzonego faceta. Wystarczająco, by mogła to kołysać. Wystarczająco, żeby on trzymał to na nocnym stoliku.

Więc pieprzyć go.

I pieprzyć Emmę.

Dane trzymał kalejdoskop i chwycił pudełko, które oczywiście było do niego dołączone i podszedł do okna. Zdjął moskitierę, wykradł się, zamknął okno i odłożył moskitierę z powrotem. Nie mógł jej zablokować z zewnątrz, ale miał to w dupie. Jeśli wypadłaby, to by wypadła.

Stojąc na mrozie przed wymyślnym domem tego pieprzonego faceta, Dane podjął decyzję, co zrobi z tym pieprzonym kalejdoskopem.

Potem to zrobił.

*****

Dwie godziny później…

Zadzwonił mój telefon.

Ponownie.

Zignorowałam to i oderwałam więcej papieru.

Przestał dzwonić.

Przystawiłam parownik do ściany biblioteki.

- Nie - szepnęłam, odciągając parownik i zrywając więcej papieru - Nie - powtórzyłam, odkładając parownik z powrotem do ściany.

Moje oczy stały się zamglone.

Moje policzki zamoczyły się.

- Nie - jęknęłam - Wszystko, czego potrzebuję, to ja. Tylko ja. To wszystko, czego potrzebuję.

Oderwałam więcej papieru.

*****

Następnego ranka…

Usiadłam przy biurku w moim gabinecie w składzie drewna.

Zadzwoniła moja komórka na biurku.

Zignorowałam to.


 

6 komentarzy:

  1. Buuu. I się posypało... Dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za rozdział mimo że był smutny :(

    Coś znalazłam przemienione literki: "przeciwko dzieleniu się ytm"

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko boska, już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń