Rozdział
15
Zawsze
Tego wieczora…
Pierwszą
rzeczą, jaką zauważyłam, podjeżdżając pod mój dom, był pickup Jacoba.
Nie,
inaczej, był to Jacob opierający się o tył swojego pickupa, ze skrzyżowanymi
rękami i skrzyżowanymi kostkami, który wyglądał na bardzo wściekłego.
Wrócił
wcześniej do domu.
Aby
oderwać się od tego, drugą rzeczą, jaką zauważyłam, było to, że Max i jego
ekipa dostali się do kilku okien.
Tata
dał mi premię. Dałam Max’owi zielone światło.
Pracował
nad moimi oknami od tygodnia. To był początek drugiego tygodnia.
Z
przodu nie było już desek na żadnych oknach, ponieważ Max, na polecenie Jacoba,
dopilnował ich jako pierwszych.
Więc
teraz, poza świeżym drewnem wymagającym malowania na oknach, mój dom wyglądał właśnie
tak. Jak dom. Piękny.
Nie
zniszczona rudera.
To
powinno mnie uszczęśliwić.
Tak
się nie stało.
Ponieważ
nie umknęło mi to, że moja premia przypadkowo zbiegła się prawie co do grosza z
ofertą przetargową Maxa.
Wiedziałam,
że Jacob i tata spiskowali.
Nic
nie powiedziałam.
To
dlatego, że dwa tygodnie temu myślałam, że to słodkie. Słodkie i opiekuńcze, a
może nawet trochę zabawne.
Teraz
absolutnie nie.
Zaparkowałam
po przeciwnej stronie drzwi wejściowych od pickupa Jacoba i wysiadłam z mojego
Bronco. Kiedy okrążyłam maskę, zauważyłam, że Jacob się poruszył. Stał teraz u
stóp moich frontowych schodów.
Spojrzałam
mu prosto w oczy.
Nie
odwrócił wzroku i nie zawahał się.
-
Donna dzwoniła. Powiedziała, żeby się nie martwić. Zaopiekowała się Bufordem.
-
Dobrze, że się tym zajęła - odpowiedziałam, idąc tuż obok niego do moich
frontowych drzwi.
Włożyłam
klucz, a następnie z wysiłkiem go przekręciłam i weszłam.
Nic
dziwnego, że Jacob poszedł za mną.
Usłyszałam
zamykające się drzwi, a potem usłyszałam - Co do cholery, Emme?
Odwróciłam
się i stojąc na wspaniałym rozbłysku gwiazd w czymś, co, na Boga, nawet gdyby
mnie to zabiło, pewnego dnia będzie wspaniałym, bogatym wejściem od frontu,
spojrzałam w oczy Jacoba Deckera i też się nie zawahałam
-
Coś mi strzeliło do głowy i w niedzielę pojechałam do Denver na zakupy.
To
było oczywiście kłamstwo, ale miałam to w dupie. To, co robiłam ze swoim
czasem, nie było już jego sprawą.
-
Byłaś w Denver i nie zadzwoniłaś do mnie? - zapytał.
Wydało
mi się to dziwne pytanie z dwóch powodów. Po pierwsze, ja nawet nie pomyślałam,
żeby do niego zadzwonić, choćby po to, by zapytać, czy ma wystarczająco dużo
czasu, żeby zjeść razem lunch. Po drugie, on sugerował, że chciałby się ze mną
zobaczyć, kiedy spotykał się z Elsbeth.
Zdecydowałem,
że najlepiej będzie to zignorować i postępować tak, jakby nie powiedział ani
słowa.
-
I wpadłam do Fortnum na kubek kawy - podzieliłam się i obserwowałam z ponurą
fascynacją, jak całe jego ciało drgnęło, a twarz spięła się - Tak, Słonko -
wyszeptałam - Ty i Elsbeth dobrze razem wyglądaliście. Z drugiej strony, zawsze
tak było.
-
Emme…
O
nie. Nie zamierzałam słuchać jego gówna.
-
Oszczędź to - warknęłam - Nie chcę tego słyszeć. Mam to w dupie.
-
Jest wyjaśnienie.
Wyciągnęłam
rękę i odpowiedziałam - Założę się.
Potem
ściągnęłam torebkę z ramienia, podeszłam do stolika, który miałam przy wejściu
i rzuciłam ją, kończąc - Po prostu mam w dupie, co to jest.
-
To nie jest to, o czym myślisz - powiedział mi.
Zwróciłam
się do niego - Myślę, że powiedziałeś mi, że jej nienawidzisz. Powiedziałeś mi,
że nigdy więcej nie chcesz jej widzieć. A jednak tam byłeś, uśmiechając się do
niej i przytulając ją.
-
Wpadła na Erikę - stwierdził.
-
Hip-hip-hura - odpaliłam - To gówno się zdarza. Denver to duże miasto, ale to
wciąż małe miasteczko. Tak się dzieje cały czas. Do diabła, kiedy tam mieszkałam,
nie mogłam nigdzie iść bez spotkania kogoś, kogo znałam. Chociaż, muszę
przyznać, wydaje mi się dziwne, że Elsbeth miała ochotę podzielić się z tobą
przy kawie, że wpadła na Erikę. Dziwniejsze jest to, że ty ją spotkałeś, żeby
mogła się tym z tobą podzielić.
Zignorował
to i poinformował mnie - Erika powiedziała jej o tobie i mnie.
-
To nie jest niespodzianka - odpowiedziałam natychmiast - Nie miałam ostatnio
długiej dziewczęcej pogawędki z Eriką na temat, że spędziłam ostatnie kilka
miesięcy na byciu przez ciebie pieprzoną. Oh! A miesiące wcześniej pieprzyłam
się z Danem - dodałam, a jego twarz stwardniała, ale mnie to, kurwa, nie
obchodziło - Ale dzwoniła, a ja, głupia, byłam szczęśliwa, więc podzieliłam
się, że się zeszliśmy. Była szczęśliwa ze względu na mnie. Nigdy tak naprawdę
nie dogadywała się z Elsbeth, więc założę się, że była podwójnie szczęśliwa
dzieląc się tym z nią.
Jacob
ponownie zignorował wszystko, co powiedziałam i kontynuował swoją historię.
-
Kiedy dotarłem do miasta, kotku, Elsbeth zadzwoniła do mnie ni stąd ni zowąd i
poprosiła o spotkanie. To tylko zbieg okoliczności, że byłem w Denver.
-
Wyraźnie skoczyłeś na to.
Jego
głos nagle zniżył się - Kochanie, proszę, wysłuchaj mnie.
-
Dlaczego? - syknęłam.
-
Ponieważ to nie jest to, o czym, kurwa, myślisz i muszę to wyjaśnić.
-
Wiesz - zaczęłam tonem pogawędki - część mnie chce cię wysłuchać tylko po to,
żeby zobaczyć, jakie bzdury masz do powiedzenia. Druga część mnie nie przejmuje
się ani jednym gównem i wolałaby nie marnować na ciebie kolejnej sekundy.
-
Kurwa, Emme - warknął.
Coś
we mnie pękło, straciłam kontrolę, oparłam się o niego i krzyknęłam - Spotkałeś
się z Elsbeth! Uśmiechnąłeś się do
niej! Trzymałeś ją! To nie jest jej, Jacob. Oba są moje!
-
Nie trzymałem jej - odpowiedział.
-
Widziałam, jak cię przytulała - odparłam.
-
Tak, ona mnie przytuliła, kotku, ale nie
przytuliłem jej z powrotem.
Moja
głowa drgnęła, bo to mogła być prawda. Widziałam, jak Elsbeth chciała się
uściskać, ale nigdy nie zobaczyłam, jak Jacob obejmował ją ramionami.
Odwróciłam wzrok w chwili, gdy go dotknęła.
-
Jest szczęśliwa, że jesteśmy razem - oświadczył.
Zamknęłam
usta i mój tors odskoczył do tyłu.
-
Tak. Mnie też to zaszokowało jak gówno - kontynuował.
-
Powiedziała to przez telefon, kiedy do mnie zadzwoniła. Pomyślałem, że
powiedziała to, żebym nie rozłączał jej dupy. Mówiła dalej, a ja byłem pewien,
że ze mną pogrywa. Ale nie mogłem się pozbyć tego, że brzmiała tak, jak kiedyś
brzmiała. Jaką kiedyś była.
-
Więc pomyślałeś, że Elsbeth wraca, teraz jesteś bogaty i odnosisz sukcesy, a
ona prawdopodobnie nie mrugnęłaby okiem na okazję, by wypchnąć dla ciebie całą
drużynę piłkarską Deckera, więc zechciałeś sprawdzić ukształtowanie terenu -
zgadłam kwaśno.
-
Kurwa, nie - uciął, zaczynając brzmieć na wściekłego - Spotkałem się z nią
tylko dlatego, że powiedziała mi, że chce z tobą załatwić sprawę. I pomyślałem,
że jeśli się z nią nie spotkam, pójdzie prosto do ciebie, a ja chciałem
powiedzieć jej prosto w twarz, że się z tym nie zgadzam.
Ponownie
zacisnęłam usta.
-
Tęskni za tobą, Emme - powiedział mi.
-
Racja - powiedziałam sarkastycznie - Nagle, po dziewięciu latach, jestem z jej
byłym, tęskni za mną i kontaktuje się ze swoim
byłym, aby porozmawiać o naprawieniu rzeczy ze mną.
-
Nie sądziła, że będziesz na to otwarta.
-
Miała rację. Dziwne jest to, że po tym, co mi powiedziałeś, że wydarzyło się
zeszłego lata, powinna była pomyśleć, że ty będziesz mniej otwarty.
-
Emmanuelle, zamykasz się, nic się nie dostaje, chyba że się wepchnie i wiesz,
że to nie jest kłamstwo. Ale powiem tylko, że było też kilka rzeczy, które
miała do powiedzenia.
Pierwsza
część, którą powiedział, rzeczywiście nie była kłamstwem, więc nie miałam
odpowiedzi. Drugiej części nie chciałam znać. Więc nic nie powiedziałam.
Jacob
to zrobił.
-
Kotku, byłyście blisko.
-
Już nie jesteśmy.
-
Emme, kurwa.
Zrobił
krok do mnie, ale zatrzymał się, gdy cofnęłam się o krok.
Potem
mówił dalej.
-
Powiedziała, że zawsze wiedziała, że to się stanie między nami. Powiedziała, że
nawet wtedy wiedziała, że to się działo. Oboje to wiemy. Teraz ona to przyznała.
Rozwodzi się z mężem. Nie jest szczęśliwa, ale nie jest z innym facetem i nie
chce się łączyć. Próbuje się dowiedzieć, gdzie popełniła błąd i przywrócić
swoje życie na właściwe tory. Ale robi to bez faceta. A jednym z rzeczy, w
których popełniła błąd, było założenie życia, w którym dostała to, czego
chciała, ale nie to, czego potrzebowała i straciła przy tym cały ładunek gówna.
I tak, częścią tego byłem ja. Ale ta część, o którą się martwi, to ty.
-
Szczerze myślisz, że uwierzę w to gówno? - zapytałam.
-
Tak, szczerze, bo to prawda.
-
Więc, rozkładając to - zaczęłam, krzyżując ramiona na piersi - Zadzwoniła twoja
eks, moja była najlepsza przyjaciółka, w sprawie jej palącego pragnienia
naprawy relacji. Nie powiedziałeś mi o tym, pomyślałeś, że to dobry pomysł, aby
odbyć szczerą, odsłaniającą duszę pogawędkę przy kawie i przekazać mi to
później. Czy dobrze to ujęłam?
-
Gdybym powiedział, że dzwoniła. Gdybym ci powiedział, czego chce. Gdybym
powiedział, że uważam, że dobrze będzie, jeśli zbadasz to, co z nią straciłaś,
czy to warto mieć z powrotem. A jeśli tego nie zrobiłem, nadal daję ci
możliwość narysowania pod tym kreski i ruszenia dalej, dla ciebie, dla niej,
dla mnie. Gdybym zasugerował, że może warto z nią porozmawiać i zastanowić się,
dlaczego w ogóle ją odrzuciłaś. Gdybym ci to wszystko dał, Emme, co byś
zrobiła?
-
Nie wiem - odpowiedziałam - I teraz nigdy się nie dowiem, bo nie dostałam tej szansy.
-
Emme, masz gówno, nad którym pracujesz, co jest wielkim gównem, na którym
musisz się skoncentrować i muszę utrzymać cię na tej ścieżce. Muszę też upewnić
się, że nic nie przekieruje cię byś zeszła z tej ścieżki i zdecydowanie muszę mieć pewność, że ochronię cię przed czymś, co
cię z niej zepchnie. Jak powiedzenie
ci, że mam spotkanie z moją byłą.
Moja
głowa przekrzywiła się z zakłopotania i zapytałam - O czym ty do cholery mówisz?
Potem
powiedział coś zupełnie dziwacznego.
-
Nie będę leżeć tam i myśleć, jakie to popieprzone, być tak cholernie samotną i
tak cholernie samą. Bać się, że umrę, a nikogo to nie będzie obchodzić. Bez
mężczyzny. Bez dzieci.
Moje
brwi ściągnęły się razem, bo mówił kompletnie bez sensu.
-
Jacob, co do cholery? - w większości powtarzałam.
-
Tak mi powiedziałaś.
-
Co?
-
Kiedy straciłaś opanowanie, kiedy myślałaś, że się tobą bawię.
Pewnie
tak powiedziałam, tak po prostu. Jacob wszystko pamiętał.
Nadal
tego nie rozumiałam.
-
Więc? - zapytałam.
-
Bez mężczyzny - stwierdził, po czym zakończył z naciskiem - Bez dzieci.
Słysząc
jego słowa, moje słowa, całe moje
ciało usztywniło się.
Jacob
szedł dalej.
-
Ty to powiedziałaś. Powiedziałaś wprost, że myślałaś o dzieciach. Powiedziałaś
to, dając mi wskazówkę, bo skoro otwierałaś się na znalezienie mężczyzny, a tym
mężczyzną jestem ja, chciałaś też mieć dzieci. Potem łapiesz syna Chace’a i
Faye, a świat znika. Byliście tylko ty i on. Byłaś tak zakochana w małym Jake’u,
że nie było nic innego oprócz ciebie i niego. Tygodnie później jesteśmy razem,
jesteśmy zakochani, idziemy tą ścieżką, pytam cię ile chcesz dzieci, a ty nagle
nie chcesz żadnych. Nagle nigdy nie myślałaś o dzieciach. Nagle to nie ty.
-
Ja…
-
Rozłączyłaś się. Ponownie.
-
Jacob…
Znowu
mi przerwał - Widzisz, kotku, z jakiegoś powodu nie mogę tego namierzyć, nie ma
to sensu. W jednej minucie, jesteś słodka, tak kurewsko słodka, przysięgam na
Chrystusa, Emme, nie wiem, co zrobiłem w swoim życiu, żeby zasłużyć na tego
rodzaju słodycze. Idealna dla mnie, od stóp do głów, mózg i ciało, za darmo i
łatwo dając mi nie tylko wszystko, czego chcę, ale wszystko, czego potrzebuję.
Wciągnęłam
ostry oddech, gdy jego słowa uderzyły mnie mocno w mostek.
Jacob
musiał nie zauważyć mojej reakcji, ponieważ mówił dalej.
-
W następnej minucie dzielisz się ze mną swoją przeszłością, przepracowujesz to
w swojej głowie, mówisz mi, jak rozumiesz tego faceta, który cię porwał,
przestraszył cię. Potem następna minuta, powrót do nieświadomości i
niespodziewanie wymykasz się. Nie widzisz, jak to się dzieje, nie czujesz, że
to się dzieje, nawet nie wiesz, że to robisz. Ale ja czuję to. Nie rozumiem, jak ty tego nie widzisz, kiedy cholernie
powiedziałaś mi, że to zrozumiałaś. I na koniec nie wiem, jak to naprawić, a
kiedy to się dzieje, to mnie zabija. Więc muszę wypatrywać cholernie
wszystkiego - pochylił się - wszystkiego, czego możesz użyć, żeby się ode mnie
oderwać. Więc tak, jak zadzwoniła Elsbeth, która wydawała zbierać się do kupy, umówiłem
spotkanie i nie powiedziałem ci o tym właśnie z tego powodu. Ponieważ użyłabyś
tego, by oderwać się ode mnie.
Znowu
nie otrzymałam odpowiedzi. Tym razem, ponieważ wszystko, co powiedział, było
słuszne, a ja byłam przerażona, bo nie wiedziałam, dlaczego byłam tak ślepa, że
tego nie rozumiałam, a także nie wiedziałam, jak to naprawić.
Jacob
wydawał się nie mieć nic przeciwko temu, że nie miałam odpowiedzi. Dzielił się
dalej.
-
A tak przy okazji, Emme, chciała też przeprosić za ściągnięcie na mnie tego
gówna zeszłego lata. I to też było szczere, więc był to kolejny powód, dla
którego wziąłem udział w spotkaniu. Oczywiście wydaje ci się to popieprzone,
ponieważ jesteś w swojej głowie i nie możesz się wydostać, ale ja cieszę się,
że to zrobiłem. Miesiące, które spędziłem zastanawiając się, co do cholery było
ze mną nie tak, że upadłem i zrobiłem to głęboko dla totalnie popieprzonej
cipy. Dobrze było wiedzieć, że nie pogrywała mną. Dobrze było wiedzieć, że ona była
popieprzona i robiła głupie rzeczy w tym samym czasie, próbując się poukładać.
Dobrze było wiedzieć, że zakochałem się w przyzwoitej kobiecie, która
dokonywała głupich wyborów.
To
wszystko też miało sens, co było do bani.
Ale
jeszcze nie skończył. Najlepsze zachował na koniec.
-
I to może zrobić ze mnie kutasa, ale dobrze było pić kawę z popieprzoną
kobietą, bo skończyła mnie pieprzyć, a ja wiedziałem, że w końcu mi się udało.
Ponieważ nie byłem z kobietą, która nie była dla mnie odpowiednia. Byłem z kobietą,
która została dla mnie stworzona.
-
Cieszę się, że to zrozumiałeś, Jacob - odpowiedziałam i trochę tak było.
Ale
byłam też bardziej niż trochę rozchwiana, przestraszona, świrująca i wciąż zła.
Ponieważ nie mogłam poradzić sobie z przerażonymi i świrowaniem, trzymałam się
złości.
Dlatego
kontynuowałam - Ale to nie wymazuje faktu, że celowo mi nie powiedziałeś.
-
I wyjaśniłem powody.
-
Czy to było dla ciebie takie ważne, że zaryzykowałeś - wyrzuciłam rękę - tylko
po to, byś się dowiedział, że nie dokonałeś złego wyboru, który miał na ciebie
wpływ przez dekadę?
-
Jezu, Emme, tak - uciął, po czym
kontynuował - Ale właściwie nie spodziewałem się, że będziesz w Denver. Więc
nie spodziewałem się, że w ogóle się dowiesz, dopóki ci nie powiem.
-
Masz zwyczaj opowiadać mi różne rzeczy po fakcie - zauważyłam, a on podniósł
rękę i przeczesał nią włosy.
-
Chryste, Emmanuelle, ostatnim razem, kiedy to gówno się wydarzyło, prowadziłem
poufną sprawę.
-
Dobra, a co z moimi oknami, Jacob? - odpaliłam.
-
Czy chciałeś mi kiedykolwiek powiedzieć, że ty i tata byliście w zmowie, żeby
załatwić mi coś, czego obaj chcieliście, ale ja chciałam to zdobyć sama, więc
obaj pogrywaliście mną?
Jego
podbródek cofnął się, a brwi ściągnęły razem, zanim zapytał - Czy ty do cholery
jaja sobie robisz?
-
Nie. Absolutnie nie. Stałeś w mojej kuchni i powiedziałeś, że będziesz miał na uwadze
to, jak robię rzeczy, jak jestem przyzwyczajona do robienia rzeczy sama. Ale
myślę, że twoja uwaga zadziałała za moimi plecami, by zrobić rzeczy po twojemu.
-
Więc przechodzimy od ciebie wciskającej Elsbeth między nas do ciebie używającej
tego? - zapytał z niedowierzaniem.
-
Jacob, skłamałeś - warknęłam - I wciągnąłeś
w to ze sobą mojego tatę.
-
Kochanie, czy naprawdę cię to, kurwa, obchodzi, że twój mężczyzna i twój tata
troszczą się o ciebie, a jesteś tak cholernie uparta, że musimy kręcić, więc to
robimy, i powtarzam, robimy to, troszcząc się o ciebie?
-
Chodzi o zasady - syknęłam.
-
To bzdura i dobrze o tym wiesz - odpalił, a ja odchyliłam się do tyłu, tym razem
wyrzucając obie ręce.
-
Ooo - szyderczo wyciągnęłam to słowo - Jak to nie znaczy dla ciebie nic, ale
wiele znaczy dla mnie, to bzdury?
-
Kurwa, Emme, posłuchaj siebie - rozkazał.
-
Nie jestem skupiona, Jacob, ponieważ używam tego wszystkiego, żeby ciebie słuchać
- odpowiedziałam.
-
Okej, kotku, skoncentruj się na tym - odgryzł się - Dwanaście lat temu pokazałaś
się w mieszkaniu Elsbeth i moim. Elsbeth nie było. Powiedziałaś, że odejdziesz,
poprosiłem, żebyś została. Upiliśmy się na balkonie i śmialiśmy się z naszych
tyłków. Byliśmy tak godzinami. Wezwałem ci taksówkę do domu. Ale ani razu,
przez cały ten czas byliśmy tylko ty i ja, twojej przyjaciółki nawet nie było, a
my nie zatęskniliśmy za nią. Ona nie istniała. Nie mieliśmy problemów z
rozmową, łączeniem się, cieszeniem się ze swojego towarzystwa. Kiedy miałem
Elsbeth i ciebie, miałem ciebie, Emme. Całą ciebie. I wiesz, dlaczego tak
cholernie cię miałem?
Nic
nie powiedziałam.
Jacob
tego nie potrzebował.
-
Ponieważ byłaś bezpieczna, wiedząc, że nie możesz mnie mieć.
Nagle
zaczęłam ciężko oddychać.
-
Myślałem, że jesteś tylko samotniczką - ciągnął - Nie jesteś. Po prostu chcesz
być sama.
-
Nie jestem łamigłówką do rozwiązania, Jacob - powiedziałam ciszej.
-
Jesteś, Emme, najbardziej frustrującą, jaką kiedykolwiek znalazłem i tą, której
rozwiązanie jest najważniejsze.
-
Jestem tylko mną.
-
Nie, kochanie - powiedział łagodnie - Nie jesteś już tylko sobą. Teraz jesteś
moja. To znaczy, że jesteś częścią nas.
W
tym momencie po prostu przestałam oddychać.
-
Jesteś zdruzgotana - oświadczył.
-
Nie jestem - wydusiłam.
Ale
pomyślałam, że jestem.
-
Połamana - ciągnął dalej.
-
Nie jestem - powtórzyłam z świszczącym oddechem, chociaż myślałam, że to też.
-
A ja zamierzam poskładać te części z powrotem, Emme.
Pokręciłam
głową, ale nic nie powiedziałam.
-
Dla ciebie i dla mnie.
-
Nie dogadujemy się - odpowiedziałam, popychając to i nie wiedziałam dlaczego.
-
Zawsze się dogadywaliśmy, Emme. Zawsze.
Kochałam
to. To było piękne.
Piękne.
Znowu
potrząsnęłam głową, ale tym razem zrobiłam to mocno, nagle tak spanikowana, że
prawie sparaliżowana.
Pozbywając
się paniki, trzymałam się złości wszystkim, co miałam w sobie.
By
to zrobić, przypomniałam sobie, że widziałam go z Elsbeth, jak to mnie
zniszczyło i pomyślałam… nie ma mowy. Nie spędzę kolejnej godziny mojego życia
ani teraz, ani w przyszłości, czując się tak, jak przez ostatnie dwa dni.
Nie
był mężczyzną dla mnie. Myślałam, że był. Po prostu nie był.
Nie był.
Lepiej
bym była sama, niż zraniona, by to nie mogło mnie dotknąć.
Musiałam
to teraz zakończyć.
-
Zmawiasz się z moim ojcem. Zatrzymujesz przede mną ważne rzeczy. Jesteś
uber-alfą, a ja niezależną kobietą. Ty chcesz dzieci, a ja nie. I… i… jesteś
Republikaninem.
To
było kiepskie zakończenie, ale to było wszystko, co miałam.
Jacob
wiedział, że to ułomne i uśmiechnął się.
Boże,
był przystojny, kiedy się uśmiechał.
Zaczął
iść w moim kierunku.
Zaczęłam
się wycofywać.
Niestety,
tym razem się nie zatrzymał, ale zaczął się szybko poruszać, kiedy uderzyłam w
ścianę i zmusiłam się, by zmienić kierunek i rzucić się przez drzwi na
korytarz.
Odciął
mnie i odgrodził.
Odchyliłam
głowę do tyłu i złapałam jego wzrok.
-
Jesteś przerażającym liberałem - wyszeptał.
-
Jacob…
-
I to pierwsze cholernie mnie nie obchodzi.
-
Ty…
-
Chcesz mieć dzieci, po prostu się do tego nie przyznajesz. Albo, na inaczej i
bardziej prawdopodobnie, nie pozwalasz sobie na ich posiadanie.
-
Proszę…
-
Kochasz mnie, ale nie pozwalasz sobie mnie mieć.
-
Ja…
-
I kochanie - podniósł rękę do mojej szczęki i zbliżył twarz do mojej - dowiem
się dlaczego. Naprawię to, co się w tobie zepsuło. Następnie zwrócę moją uwagę,
aby dać ci najlepsze życie, jakie mogę, przez resztę czasu, gdy będziesz
oddychać na tej Ziemi.
Zbyt
wiele. Zbyt piękne. Za wszystko.
Tak
bardzo, że to mnie przerażało.
Jak
w-pełnej-panice, z sercem bijącym tak mocno, że myślałam, że pęknie, muszę-się-stąd-wydostać! przerażona- w-
taki- sposób- że- nie- mogłam- tego- pohamować rodzaj paniki.
-
Proszę, cofnij się - szepnęłam.
-
Cofnę się. Dam ci też przestrzeń. Strategiczna decyzja, która może mnie ugryźć
w tyłek, ale potrzebujesz czasu do namysłu. Skoro chodzisz do Krys i Lauren,
kiedy masz czas na myślenie, możesz dostać się do dobrych kobiet, które mogą ci
doradzić. Więc ta taktyka, jak sądzę, zadziała dla mnie. Czego nie zrobię, to
nie poddam się. A kiedy odejdę w tej chwili, kochanie, to jedyna rzecz, którą
musisz z tego mieć. Odchodzę, ale się nie poddaję. Nie na ciebie. Nie na nas. I
od razu, to samolubne, bo robię to całe gówno dla mnie.
-
Dlaczego? - zapytałam i naprawdę chciałam wiedzieć.
A
chciałam wiedzieć, bo byłam ześwirowana, przerażona, zła, spanikowana,
zastanawiając się, co do diabła jest ze mną nie tak, ale też wyraźnie byłam
upierdliwa.
-
Bo mnie wkurzasz. Sprawiasz że się śmieję. Sprawiasz, że myślę. Jesteś
absolutnie w porządku, że jestem nikim oprócz mnie. Jesteś kurewsko wspaniała.
Jesteś świetną kochanką. I lubisz mojego psa.
Wpatrywałam
się w jego oczy, wciąż przerażona, wciąż czująca za dużo wszystkiego, ale nic
nie powiedziałam.
Tym
razem Jacob też tego nie zrobił.
Nie,
dopóki nie pochylił głowy, dotknął ust moimi i poczułam, jak ten delikatny
dotyk rozprzestrzenia się po każdej części mnie.
Dopiero
kiedy podniósł głowę, powiedział - Później, kochanie. I, uwaga, będzie później,
Emme. I to niedługo.
Odsunął
się nieco, podniósł rękę, by odgarnąć grzywkę z moich oczu, przesunął palcem po
mojej skroni, przez kącik warg i wzdłuż szczęki.
Ten
dotyk rozprzestrzenił się również na każdą część mnie.
Potem
jego ręka opadła i patrzyłam, jak podchodzi do drzwi.
Ale
zatrzymał się w tym i zwrócił do mnie.
-
Wkurza mnie, że go wzięłaś. Wkurza mnie, muszę przez chwilę żyć bez ciebie, a
jednocześnie żyć bez niego pierwszy raz od dekady. Ale na razie pozwolę ci go
mieć. Ale kiedy wrócę, Emme, będę chciał odzyskać mój kalejdoskop.
Zamrugałam
z zaskoczenia.
Zanim
zdążyłam mu powiedzieć, że nie mam kalejdoskopu, Jacob zniknął.
Dziekuje💙
OdpowiedzUsuńNie podoba mi się to, że Ci faceci sobie tak wszystko pod siebie tłumaczą. Bo jakby sytuacja była odwrotna to on nie dałby jej nawet szansy na tłumaczenie. Jakby trzymam za Emmy kciuki i Jakob trochę się poczolga. Dziękuję za rozdział
OdpowiedzUsuńFacet nie jesteś w porządku. Mam określenie na to. Frajer. Sorry głupoty pierdzieli. Chce je obie mieć w obwodzie... A ona jest skrzywiona po porwaniu. Musi iść na terapię.. dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję 😊
OdpowiedzUsuńKurde ona sama nie wie co chce :( pewnie za kilka godzin przemyśli i znow zechce być z Jacobem. Poczekamy i zobaczymy.
OdpowiedzUsuńNo i ten Dan coś knuje :(
Zaczyna się dziać.
CZekam na kolejny rozdział.