czwartek, 2 grudnia 2021

15 - Zawsze

 

Rozdział 15

Zawsze   

 

 

 

Tego wieczora…

Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam, podjeżdżając pod mój dom, był pickup Jacoba.

Nie, inaczej, był to Jacob opierający się o tył swojego pickupa, ze skrzyżowanymi rękami i skrzyżowanymi kostkami, który wyglądał na bardzo wściekłego.

Wrócił wcześniej do domu.

Aby oderwać się od tego, drugą rzeczą, jaką zauważyłam, było to, że Max i jego ekipa dostali się do kilku okien.

Tata dał mi premię. Dałam Max’owi zielone światło.

Pracował nad moimi oknami od tygodnia. To był początek drugiego tygodnia.

Z przodu nie było już desek na żadnych oknach, ponieważ Max, na polecenie Jacoba, dopilnował ich jako pierwszych.

Więc teraz, poza świeżym drewnem wymagającym malowania na oknach, mój dom wyglądał właśnie tak. Jak dom. Piękny.

Nie zniszczona rudera.

To powinno mnie uszczęśliwić.

Tak się nie stało.

Ponieważ nie umknęło mi to, że moja premia przypadkowo zbiegła się prawie co do grosza z ofertą przetargową Maxa.

Wiedziałam, że Jacob i tata spiskowali.

Nic nie powiedziałam.

To dlatego, że dwa tygodnie temu myślałam, że to słodkie. Słodkie i opiekuńcze, a może nawet trochę zabawne.

Teraz absolutnie nie.

Zaparkowałam po przeciwnej stronie drzwi wejściowych od pickupa Jacoba i wysiadłam z mojego Bronco. Kiedy okrążyłam maskę, zauważyłam, że Jacob się poruszył. Stał teraz u stóp moich frontowych schodów.

Spojrzałam mu prosto w oczy.

Nie odwrócił wzroku i nie zawahał się.

- Donna dzwoniła. Powiedziała, żeby się nie martwić. Zaopiekowała się Bufordem.

- Dobrze, że się tym zajęła - odpowiedziałam, idąc tuż obok niego do moich frontowych drzwi.

Włożyłam klucz, a następnie z wysiłkiem go przekręciłam i weszłam.

Nic dziwnego, że Jacob poszedł za mną.

Usłyszałam zamykające się drzwi, a potem usłyszałam - Co do cholery, Emme?

Odwróciłam się i stojąc na wspaniałym rozbłysku gwiazd w czymś, co, na Boga, nawet gdyby mnie to zabiło, pewnego dnia będzie wspaniałym, bogatym wejściem od frontu, spojrzałam w oczy Jacoba Deckera i też się nie zawahałam

- Coś mi strzeliło do głowy i w niedzielę pojechałam do Denver na zakupy.

To było oczywiście kłamstwo, ale miałam to w dupie. To, co robiłam ze swoim czasem, nie było już jego sprawą.

- Byłaś w Denver i nie zadzwoniłaś do mnie? - zapytał.

Wydało mi się to dziwne pytanie z dwóch powodów. Po pierwsze, ja nawet nie pomyślałam, żeby do niego zadzwonić, choćby po to, by zapytać, czy ma wystarczająco dużo czasu, żeby zjeść razem lunch. Po drugie, on sugerował, że chciałby się ze mną zobaczyć, kiedy spotykał się z Elsbeth.

Zdecydowałem, że najlepiej będzie to zignorować i postępować tak, jakby nie powiedział ani słowa.

- I wpadłam do Fortnum na kubek kawy - podzieliłam się i obserwowałam z ponurą fascynacją, jak całe jego ciało drgnęło, a twarz spięła się - Tak, Słonko - wyszeptałam - Ty i Elsbeth dobrze razem wyglądaliście. Z drugiej strony, zawsze tak było.

- Emme…

O nie. Nie zamierzałam słuchać jego gówna.

- Oszczędź to - warknęłam - Nie chcę tego słyszeć. Mam to w dupie.

- Jest wyjaśnienie.

Wyciągnęłam rękę i odpowiedziałam - Założę się.

Potem ściągnęłam torebkę z ramienia, podeszłam do stolika, który miałam przy wejściu i rzuciłam ją, kończąc - Po prostu mam w dupie, co to jest.

- To nie jest to, o czym myślisz - powiedział mi.

Zwróciłam się do niego - Myślę, że powiedziałeś mi, że jej nienawidzisz. Powiedziałeś mi, że nigdy więcej nie chcesz jej widzieć. A jednak tam byłeś, uśmiechając się do niej i przytulając ją.

- Wpadła na Erikę - stwierdził.

- Hip-hip-hura - odpaliłam - To gówno się zdarza. Denver to duże miasto, ale to wciąż małe miasteczko. Tak się dzieje cały czas. Do diabła, kiedy tam mieszkałam, nie mogłam nigdzie iść bez spotkania kogoś, kogo znałam. Chociaż, muszę przyznać, wydaje mi się dziwne, że Elsbeth miała ochotę podzielić się z tobą przy kawie, że wpadła na Erikę. Dziwniejsze jest to, że ty ją spotkałeś, żeby mogła się tym z tobą podzielić.

Zignorował to i poinformował mnie - Erika powiedziała jej o tobie i mnie.

- To nie jest niespodzianka - odpowiedziałam natychmiast - Nie miałam ostatnio długiej dziewczęcej pogawędki z Eriką na temat, że spędziłam ostatnie kilka miesięcy na byciu przez ciebie pieprzoną. Oh! A miesiące wcześniej pieprzyłam się z Danem - dodałam, a jego twarz stwardniała, ale mnie to, kurwa, nie obchodziło - Ale dzwoniła, a ja, głupia, byłam szczęśliwa, więc podzieliłam się, że się zeszliśmy. Była szczęśliwa ze względu na mnie. Nigdy tak naprawdę nie dogadywała się z Elsbeth, więc założę się, że była podwójnie szczęśliwa dzieląc się tym z nią.

Jacob ponownie zignorował wszystko, co powiedziałam i kontynuował swoją historię.

- Kiedy dotarłem do miasta, kotku, Elsbeth zadzwoniła do mnie ni stąd ni zowąd i poprosiła o spotkanie. To tylko zbieg okoliczności, że byłem w Denver.

- Wyraźnie skoczyłeś na to.

Jego głos nagle zniżył się - Kochanie, proszę, wysłuchaj mnie.

- Dlaczego? - syknęłam.

- Ponieważ to nie jest to, o czym, kurwa, myślisz i muszę to wyjaśnić.

- Wiesz - zaczęłam tonem pogawędki - część mnie chce cię wysłuchać tylko po to, żeby zobaczyć, jakie bzdury masz do powiedzenia. Druga część mnie nie przejmuje się ani jednym gównem i wolałaby nie marnować na ciebie kolejnej sekundy.

- Kurwa, Emme - warknął.

Coś we mnie pękło, straciłam kontrolę, oparłam się o niego i krzyknęłam - Spotkałeś się z Elsbeth! Uśmiechnąłeś się do niej! Trzymałeś ją! To nie jest jej, Jacob. Oba są moje!

- Nie trzymałem jej - odpowiedział.

- Widziałam, jak cię przytulała - odparłam.

- Tak, ona mnie przytuliła, kotku, ale nie przytuliłem jej z powrotem.

Moja głowa drgnęła, bo to mogła być prawda. Widziałam, jak Elsbeth chciała się uściskać, ale nigdy nie zobaczyłam, jak Jacob obejmował ją ramionami. Odwróciłam wzrok w chwili, gdy go dotknęła.

- Jest szczęśliwa, że jesteśmy razem - oświadczył.

Zamknęłam usta i mój tors odskoczył do tyłu.

- Tak. Mnie też to zaszokowało jak gówno - kontynuował.

- Powiedziała to przez telefon, kiedy do mnie zadzwoniła. Pomyślałem, że powiedziała to, żebym nie rozłączał jej dupy. Mówiła dalej, a ja byłem pewien, że ze mną pogrywa. Ale nie mogłem się pozbyć tego, że brzmiała tak, jak kiedyś brzmiała. Jaką kiedyś była.

- Więc pomyślałeś, że Elsbeth wraca, teraz jesteś bogaty i odnosisz sukcesy, a ona prawdopodobnie nie mrugnęłaby okiem na okazję, by wypchnąć dla ciebie całą drużynę piłkarską Deckera, więc zechciałeś sprawdzić ukształtowanie terenu - zgadłam kwaśno.

- Kurwa, nie - uciął, zaczynając brzmieć na wściekłego - Spotkałem się z nią tylko dlatego, że powiedziała mi, że chce z tobą załatwić sprawę. I pomyślałem, że jeśli się z nią nie spotkam, pójdzie prosto do ciebie, a ja chciałem powiedzieć jej prosto w twarz, że się z tym nie zgadzam.

Ponownie zacisnęłam usta.

- Tęskni za tobą, Emme - powiedział mi.

- Racja - powiedziałam sarkastycznie - Nagle, po dziewięciu latach, jestem z jej byłym, tęskni za mną i kontaktuje się ze swoim byłym, aby porozmawiać o naprawieniu rzeczy ze mną.

- Nie sądziła, że będziesz na to otwarta.

- Miała rację. Dziwne jest to, że po tym, co mi powiedziałeś, że wydarzyło się zeszłego lata, powinna była pomyśleć, że ty będziesz mniej otwarty.

- Emmanuelle, zamykasz się, nic się nie dostaje, chyba że się wepchnie i wiesz, że to nie jest kłamstwo. Ale powiem tylko, że było też kilka rzeczy, które miała do powiedzenia.

Pierwsza część, którą powiedział, rzeczywiście nie była kłamstwem, więc nie miałam odpowiedzi. Drugiej części nie chciałam znać. Więc nic nie powiedziałam.

Jacob to zrobił.

- Kotku, byłyście blisko.

- Już nie jesteśmy.

- Emme, kurwa.

Zrobił krok do mnie, ale zatrzymał się, gdy cofnęłam się o krok.

Potem mówił dalej.

- Powiedziała, że zawsze wiedziała, że to się stanie między nami. Powiedziała, że nawet wtedy wiedziała, że to się działo. Oboje to wiemy. Teraz ona to przyznała. Rozwodzi się z mężem. Nie jest szczęśliwa, ale nie jest z innym facetem i nie chce się łączyć. Próbuje się dowiedzieć, gdzie popełniła błąd i przywrócić swoje życie na właściwe tory. Ale robi to bez faceta. A jednym z rzeczy, w których popełniła błąd, było założenie życia, w którym dostała to, czego chciała, ale nie to, czego potrzebowała i straciła przy tym cały ładunek gówna. I tak, częścią tego byłem ja. Ale ta część, o którą się martwi, to ty.

- Szczerze myślisz, że uwierzę w to gówno? - zapytałam.

- Tak, szczerze, bo to prawda.

- Więc, rozkładając to - zaczęłam, krzyżując ramiona na piersi - Zadzwoniła twoja eks, moja była najlepsza przyjaciółka, w sprawie jej palącego pragnienia naprawy relacji. Nie powiedziałeś mi o tym, pomyślałeś, że to dobry pomysł, aby odbyć szczerą, odsłaniającą duszę pogawędkę przy kawie i przekazać mi to później. Czy dobrze to ujęłam?

- Gdybym powiedział, że dzwoniła. Gdybym ci powiedział, czego chce. Gdybym powiedział, że uważam, że dobrze będzie, jeśli zbadasz to, co z nią straciłaś, czy to warto mieć z powrotem. A jeśli tego nie zrobiłem, nadal daję ci możliwość narysowania pod tym kreski i ruszenia dalej, dla ciebie, dla niej, dla mnie. Gdybym zasugerował, że może warto z nią porozmawiać i zastanowić się, dlaczego w ogóle ją odrzuciłaś. Gdybym ci to wszystko dał, Emme, co byś zrobiła?

- Nie wiem - odpowiedziałam - I teraz nigdy się nie dowiem, bo nie dostałam tej szansy.

- Emme, masz gówno, nad którym pracujesz, co jest wielkim gównem, na którym musisz się skoncentrować i muszę utrzymać cię na tej ścieżce. Muszę też upewnić się, że nic nie przekieruje cię byś zeszła z tej ścieżki i zdecydowanie muszę mieć pewność, że ochronię cię przed czymś, co cię z niej zepchnie. Jak powiedzenie ci, że mam spotkanie z moją byłą.

Moja głowa przekrzywiła się z zakłopotania i zapytałam - O czym ty do cholery mówisz?

Potem powiedział coś zupełnie dziwacznego.

- Nie będę leżeć tam i myśleć, jakie to popieprzone, być tak cholernie samotną i tak cholernie samą. Bać się, że umrę, a nikogo to nie będzie obchodzić. Bez mężczyzny. Bez dzieci.

Moje brwi ściągnęły się razem, bo mówił kompletnie bez sensu.

- Jacob, co do cholery? - w większości powtarzałam.

- Tak mi powiedziałaś.

- Co?

- Kiedy straciłaś opanowanie, kiedy myślałaś, że się tobą bawię.

Pewnie tak powiedziałam, tak po prostu. Jacob wszystko pamiętał.

Nadal tego nie rozumiałam.

- Więc? - zapytałam.

- Bez mężczyzny - stwierdził, po czym zakończył z naciskiem - Bez dzieci.

Słysząc jego słowa, moje słowa, całe moje ciało usztywniło się.

Jacob szedł dalej.

- Ty to powiedziałaś. Powiedziałaś wprost, że myślałaś o dzieciach. Powiedziałaś to, dając mi wskazówkę, bo skoro otwierałaś się na znalezienie mężczyzny, a tym mężczyzną jestem ja, chciałaś też mieć dzieci. Potem łapiesz syna Chace’a i Faye, a świat znika. Byliście tylko ty i on. Byłaś tak zakochana w małym Jake’u, że nie było nic innego oprócz ciebie i niego. Tygodnie później jesteśmy razem, jesteśmy zakochani, idziemy tą ścieżką, pytam cię ile chcesz dzieci, a ty nagle nie chcesz żadnych. Nagle nigdy nie myślałaś o dzieciach. Nagle to nie ty.

- Ja…

- Rozłączyłaś się. Ponownie.

- Jacob…

Znowu mi przerwał - Widzisz, kotku, z jakiegoś powodu nie mogę tego namierzyć, nie ma to sensu. W jednej minucie, jesteś słodka, tak kurewsko słodka, przysięgam na Chrystusa, Emme, nie wiem, co zrobiłem w swoim życiu, żeby zasłużyć na tego rodzaju słodycze. Idealna dla mnie, od stóp do głów, mózg i ciało, za darmo i łatwo dając mi nie tylko wszystko, czego chcę, ale wszystko, czego potrzebuję.

Wciągnęłam ostry oddech, gdy jego słowa uderzyły mnie mocno w mostek.

Jacob musiał nie zauważyć mojej reakcji, ponieważ mówił dalej.

- W następnej minucie dzielisz się ze mną swoją przeszłością, przepracowujesz to w swojej głowie, mówisz mi, jak rozumiesz tego faceta, który cię porwał, przestraszył cię. Potem następna minuta, powrót do nieświadomości i niespodziewanie wymykasz się. Nie widzisz, jak to się dzieje, nie czujesz, że to się dzieje, nawet nie wiesz, że to robisz. Ale ja czuję to. Nie rozumiem, jak ty tego nie widzisz, kiedy cholernie powiedziałaś mi, że to zrozumiałaś. I na koniec nie wiem, jak to naprawić, a kiedy to się dzieje, to mnie zabija. Więc muszę wypatrywać cholernie wszystkiego - pochylił się - wszystkiego, czego możesz użyć, żeby się ode mnie oderwać. Więc tak, jak zadzwoniła Elsbeth, która wydawała zbierać się do kupy, umówiłem spotkanie i nie powiedziałem ci o tym właśnie z tego powodu. Ponieważ użyłabyś tego, by oderwać się ode mnie.

Znowu nie otrzymałam odpowiedzi. Tym razem, ponieważ wszystko, co powiedział, było słuszne, a ja byłam przerażona, bo nie wiedziałam, dlaczego byłam tak ślepa, że tego nie rozumiałam, a także nie wiedziałam, jak to naprawić.

Jacob wydawał się nie mieć nic przeciwko temu, że nie miałam odpowiedzi. Dzielił się dalej.

- A tak przy okazji, Emme, chciała też przeprosić za ściągnięcie na mnie tego gówna zeszłego lata. I to też było szczere, więc był to kolejny powód, dla którego wziąłem udział w spotkaniu. Oczywiście wydaje ci się to popieprzone, ponieważ jesteś w swojej głowie i nie możesz się wydostać, ale ja cieszę się, że to zrobiłem. Miesiące, które spędziłem zastanawiając się, co do cholery było ze mną nie tak, że upadłem i zrobiłem to głęboko dla totalnie popieprzonej cipy. Dobrze było wiedzieć, że nie pogrywała mną. Dobrze było wiedzieć, że ona była popieprzona i robiła głupie rzeczy w tym samym czasie, próbując się poukładać. Dobrze było wiedzieć, że zakochałem się w przyzwoitej kobiecie, która dokonywała głupich wyborów.

To wszystko też miało sens, co było do bani.

Ale jeszcze nie skończył. Najlepsze zachował na koniec.

- I to może zrobić ze mnie kutasa, ale dobrze było pić kawę z popieprzoną kobietą, bo skończyła mnie pieprzyć, a ja wiedziałem, że w końcu mi się udało. Ponieważ nie byłem z kobietą, która nie była dla mnie odpowiednia. Byłem z kobietą, która została dla mnie stworzona.

- Cieszę się, że to zrozumiałeś, Jacob - odpowiedziałam i trochę tak było.

Ale byłam też bardziej niż trochę rozchwiana, przestraszona, świrująca i wciąż zła. Ponieważ nie mogłam poradzić sobie z przerażonymi i świrowaniem, trzymałam się złości.

Dlatego kontynuowałam - Ale to nie wymazuje faktu, że celowo mi nie powiedziałeś.

- I wyjaśniłem powody.

- Czy to było dla ciebie takie ważne, że zaryzykowałeś - wyrzuciłam rękę - tylko po to, byś się dowiedział, że nie dokonałeś złego wyboru, który miał na ciebie wpływ przez dekadę?

- Jezu, Emme, tak - uciął, po czym kontynuował - Ale właściwie nie spodziewałem się, że będziesz w Denver. Więc nie spodziewałem się, że w ogóle się dowiesz, dopóki ci nie powiem.

- Masz zwyczaj opowiadać mi różne rzeczy po fakcie - zauważyłam, a on podniósł rękę i przeczesał nią włosy.

- Chryste, Emmanuelle, ostatnim razem, kiedy to gówno się wydarzyło, prowadziłem poufną sprawę.

- Dobra, a co z moimi oknami, Jacob? - odpaliłam.

- Czy chciałeś mi kiedykolwiek powiedzieć, że ty i tata byliście w zmowie, żeby załatwić mi coś, czego obaj chcieliście, ale ja chciałam to zdobyć sama, więc obaj pogrywaliście mną?

Jego podbródek cofnął się, a brwi ściągnęły razem, zanim zapytał - Czy ty do cholery jaja sobie robisz?

- Nie. Absolutnie nie. Stałeś w mojej kuchni i powiedziałeś, że będziesz miał na uwadze to, jak robię rzeczy, jak jestem przyzwyczajona do robienia rzeczy sama. Ale myślę, że twoja uwaga zadziałała za moimi plecami, by zrobić rzeczy po twojemu.

- Więc przechodzimy od ciebie wciskającej Elsbeth między nas do ciebie używającej tego? - zapytał z niedowierzaniem.

- Jacob, skłamałeś - warknęłam - I wciągnąłeś w to ze sobą mojego tatę.

- Kochanie, czy naprawdę cię to, kurwa, obchodzi, że twój mężczyzna i twój tata troszczą się o ciebie, a jesteś tak cholernie uparta, że musimy kręcić, więc to robimy, i powtarzam, robimy to, troszcząc się o ciebie?

- Chodzi o zasady - syknęłam.

- To bzdura i dobrze o tym wiesz - odpalił, a ja odchyliłam się do tyłu, tym razem wyrzucając obie ręce.

- Ooo - szyderczo wyciągnęłam to słowo - Jak to nie znaczy dla ciebie nic, ale wiele znaczy dla mnie, to bzdury?

- Kurwa, Emme, posłuchaj siebie - rozkazał.

- Nie jestem skupiona, Jacob, ponieważ używam tego wszystkiego, żeby ciebie słuchać - odpowiedziałam.

- Okej, kotku, skoncentruj się na tym - odgryzł się - Dwanaście lat temu pokazałaś się w mieszkaniu Elsbeth i moim. Elsbeth nie było. Powiedziałaś, że odejdziesz, poprosiłem, żebyś została. Upiliśmy się na balkonie i śmialiśmy się z naszych tyłków. Byliśmy tak godzinami. Wezwałem ci taksówkę do domu. Ale ani razu, przez cały ten czas byliśmy tylko ty i ja, twojej przyjaciółki nawet nie było, a my nie zatęskniliśmy za nią. Ona nie istniała. Nie mieliśmy problemów z rozmową, łączeniem się, cieszeniem się ze swojego towarzystwa. Kiedy miałem Elsbeth i ciebie, miałem ciebie, Emme. Całą ciebie. I wiesz, dlaczego tak cholernie cię miałem?

Nic nie powiedziałam.

Jacob tego nie potrzebował.

- Ponieważ byłaś bezpieczna, wiedząc, że nie możesz mnie mieć.

Nagle zaczęłam ciężko oddychać.

- Myślałem, że jesteś tylko samotniczką - ciągnął - Nie jesteś. Po prostu chcesz być sama.

- Nie jestem łamigłówką do rozwiązania, Jacob - powiedziałam ciszej.

- Jesteś, Emme, najbardziej frustrującą, jaką kiedykolwiek znalazłem i tą, której rozwiązanie jest najważniejsze.

- Jestem tylko mną.

- Nie, kochanie - powiedział łagodnie - Nie jesteś już tylko sobą. Teraz jesteś moja. To znaczy, że jesteś częścią nas.

W tym momencie po prostu przestałam oddychać.

- Jesteś zdruzgotana - oświadczył.

- Nie jestem - wydusiłam.

Ale pomyślałam, że jestem.

- Połamana - ciągnął dalej.

- Nie jestem - powtórzyłam z świszczącym oddechem, chociaż myślałam, że to też.

- A ja zamierzam poskładać te części z powrotem, Emme.

Pokręciłam głową, ale nic nie powiedziałam.

- Dla ciebie i dla mnie.

- Nie dogadujemy się - odpowiedziałam, popychając to i nie wiedziałam dlaczego.

- Zawsze się dogadywaliśmy, Emme. Zawsze.

Kochałam to. To było piękne.

Piękne.

Znowu potrząsnęłam głową, ale tym razem zrobiłam to mocno, nagle tak spanikowana, że prawie sparaliżowana.

Pozbywając się paniki, trzymałam się złości wszystkim, co miałam w sobie.

By to zrobić, przypomniałam sobie, że widziałam go z Elsbeth, jak to mnie zniszczyło i pomyślałam… nie ma mowy. Nie spędzę kolejnej godziny mojego życia ani teraz, ani w przyszłości, czując się tak, jak przez ostatnie dwa dni.

Nie był mężczyzną dla mnie. Myślałam, że był. Po prostu nie był.

Nie był.

Lepiej bym była sama, niż zraniona, by to nie mogło mnie dotknąć.

Musiałam to teraz zakończyć.

- Zmawiasz się z moim ojcem. Zatrzymujesz przede mną ważne rzeczy. Jesteś uber-alfą, a ja niezależną kobietą. Ty chcesz dzieci, a ja nie. I… i… jesteś Republikaninem.

To było kiepskie zakończenie, ale to było wszystko, co miałam.

Jacob wiedział, że to ułomne i uśmiechnął się.

Boże, był przystojny, kiedy się uśmiechał.

Zaczął iść w moim kierunku.

Zaczęłam się wycofywać.

Niestety, tym razem się nie zatrzymał, ale zaczął się szybko poruszać, kiedy uderzyłam w ścianę i zmusiłam się, by zmienić kierunek i rzucić się przez drzwi na korytarz.

Odciął mnie i odgrodził.

Odchyliłam głowę do tyłu i złapałam jego wzrok.

- Jesteś przerażającym liberałem - wyszeptał.

- Jacob…

- I to pierwsze cholernie mnie nie obchodzi.

- Ty…

- Chcesz mieć dzieci, po prostu się do tego nie przyznajesz. Albo, na inaczej i bardziej prawdopodobnie, nie pozwalasz sobie na ich posiadanie.

- Proszę…

- Kochasz mnie, ale nie pozwalasz sobie mnie mieć.

- Ja…

- I kochanie - podniósł rękę do mojej szczęki i zbliżył twarz do mojej - dowiem się dlaczego. Naprawię to, co się w tobie zepsuło. Następnie zwrócę moją uwagę, aby dać ci najlepsze życie, jakie mogę, przez resztę czasu, gdy będziesz oddychać na tej Ziemi.

Zbyt wiele. Zbyt piękne. Za wszystko.

Tak bardzo, że to mnie przerażało.

Jak w-pełnej-panice, z sercem bijącym tak mocno, że myślałam, że pęknie, muszę-się-stąd-wydostać! przerażona- w- taki- sposób- że- nie- mogłam- tego- pohamować rodzaj paniki.

- Proszę, cofnij się - szepnęłam.

- Cofnę się. Dam ci też przestrzeń. Strategiczna decyzja, która może mnie ugryźć w tyłek, ale potrzebujesz czasu do namysłu. Skoro chodzisz do Krys i Lauren, kiedy masz czas na myślenie, możesz dostać się do dobrych kobiet, które mogą ci doradzić. Więc ta taktyka, jak sądzę, zadziała dla mnie. Czego nie zrobię, to nie poddam się. A kiedy odejdę w tej chwili, kochanie, to jedyna rzecz, którą musisz z tego mieć. Odchodzę, ale się nie poddaję. Nie na ciebie. Nie na nas. I od razu, to samolubne, bo robię to całe gówno dla mnie.

- Dlaczego? - zapytałam i naprawdę chciałam wiedzieć.

A chciałam wiedzieć, bo byłam ześwirowana, przerażona, zła, spanikowana, zastanawiając się, co do diabła jest ze mną nie tak, ale też wyraźnie byłam upierdliwa.

- Bo mnie wkurzasz. Sprawiasz że się śmieję. Sprawiasz, że myślę. Jesteś absolutnie w porządku, że jestem nikim oprócz mnie. Jesteś kurewsko wspaniała. Jesteś świetną kochanką. I lubisz mojego psa.

Wpatrywałam się w jego oczy, wciąż przerażona, wciąż czująca za dużo wszystkiego, ale nic nie powiedziałam.

Tym razem Jacob też tego nie zrobił.

Nie, dopóki nie pochylił głowy, dotknął ust moimi i poczułam, jak ten delikatny dotyk rozprzestrzenia się po każdej części mnie.

Dopiero kiedy podniósł głowę, powiedział - Później, kochanie. I, uwaga, będzie później, Emme. I to niedługo.

Odsunął się nieco, podniósł rękę, by odgarnąć grzywkę z moich oczu, przesunął palcem po mojej skroni, przez kącik warg i wzdłuż szczęki.

Ten dotyk rozprzestrzenił się również na każdą część mnie.

Potem jego ręka opadła i patrzyłam, jak podchodzi do drzwi.

Ale zatrzymał się w tym i zwrócił do mnie.

- Wkurza mnie, że go wzięłaś. Wkurza mnie, muszę przez chwilę żyć bez ciebie, a jednocześnie żyć bez niego pierwszy raz od dekady. Ale na razie pozwolę ci go mieć. Ale kiedy wrócę, Emme, będę chciał odzyskać mój kalejdoskop.

Zamrugałam z zaskoczenia.

Zanim zdążyłam mu powiedzieć, że nie mam kalejdoskopu, Jacob zniknął.


 

5 komentarzy:

  1. Nie podoba mi się to, że Ci faceci sobie tak wszystko pod siebie tłumaczą. Bo jakby sytuacja była odwrotna to on nie dałby jej nawet szansy na tłumaczenie. Jakby trzymam za Emmy kciuki i Jakob trochę się poczolga. Dziękuję za rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. Facet nie jesteś w porządku. Mam określenie na to. Frajer. Sorry głupoty pierdzieli. Chce je obie mieć w obwodzie... A ona jest skrzywiona po porwaniu. Musi iść na terapię.. dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde ona sama nie wie co chce :( pewnie za kilka godzin przemyśli i znow zechce być z Jacobem. Poczekamy i zobaczymy.
    No i ten Dan coś knuje :(
    Zaczyna się dziać.
    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń