Rozdział
12
Z
całego serca (cz.2)
*****
Pięć godzin później…
-
Jezu, czy to zawsze trwa tak długo? - Deck warknął.
-
Jesteś geniuszem, kochanie, wiesz, że tak - odpowiedziała Emme.
Deck
przestał chodzić i spojrzał na swoją dziewczynę. Siedziała, patrząc na niego znad
telefonu, na którym grała w jakąś grę.
Jego
wzrok przeniósł się na Sondrę Goodknight, matkę Faye, która siedziała po
drugiej stronie szpitalnej poczekalni i czytała. Obok niej siedziała jej córka
Liza, odchylona do tyłu, z zamkniętymi oczami, ze słuchawkami w słuchawkach,
stukając stopą.
Sondra
miała troje dzieci. Liza dwoje.
Potem
spojrzał na Silasa Goodknight’a, ojca Faye, który, podobnie jak Deck, krążył po
pokoju.
-
Usiądź obok mnie - zaprosiła Emme, zwracając jego uwagę z powrotem na nią, by
zobaczył, że klepie siedzenie obok niej.
Czy
ona była szalona?
-
Nie mogę usiąść - powiedział jej.
-
Krążenie po pokoju nie sprawi, że dziecko przyjdzie szybciej na świat -
zauważyła.
Wiedział
o tym, ale jego chłopak tam był. Chase. Mężczyzna, który przeszedł przez piekło
i wyszedł z drugiego końca prosto do nieba. To dziecko utrwalało cel tej
podróży. Wszystko, czego Chace Keaton kiedykolwiek chciał, miał dostać. Dobrą
kobietę w jego łóżku. Pracę, z której był dumny.
I
rodzinę.
Ale
szczęście Chace’a nie było najwspanialsze - w tym przypadku, aby być szczęśliwym,
musiał znieść to, że jego kobieta została pochowana żywcem.
-
Jacob, Słonko, usiądź proszę - szepnęła Emme.
Skupił
się na niej, a następnie zbliżył się, kucając przed nią.
-
Mieli złe czasy - powiedział cicho.
Pochyliła
się blisko - Te złe czasy dzisiejszej nocy oficjalnie się skończą.
-
Gówno idzie w złą stronę dla Chace’a.
Jej
oczy rozgrzały się, pochyliła się bliżej i uniosła rękę, by położyć światło na
jego policzku - Będzie w porządku.
-
Jest po terminie.
-
Zdarza się.
-
Została pochowana żywcem, kochanie.
-
Prawie dwa lata temu, Słonko.
Deck
zamilkł.
Emme
przysunęła się bliżej, dotknęła ustami jego ust i odsunęła się o dwa centymetry,
zanim zaczęła droczyć się - Uważam, że to fascynujące i nieopisanie gorące, że
najbardziej inteligentny, najbardziej logiczny mężczyzna, jakiego znam,
całkowicie traci perspektywę, gdy żona jego najlepszego przyjaciela rodzi
dziecko.
Poczuł,
że jego usta drgną, zanim odpowiedział - To nie wróży ci dobrze, Emme, jak nadejdzie
czas, kiedy będziemy w tym samym pokoju, a ty będziesz wypychała moje dziecko.
Jej
oczy błysnęły, jej głowa się szarpnęła i nie był to zwykły błysk ognia, który
dostawał.
To
było coś innego.
Zanim
zdążył zapytać, usłyszeli ogłoszenie - Faye ma się dobrze. Jacob ma się dobrze.
Wszystko jest w porządku.
Słysząc
głos Chace’a, Deck wyprostował się, czując, że Emme podchodzi do niego.
Chace
uśmiechał się szeroko z ulgą i radością na twarzy.
Deck
powstrzymywał się, Emme trzymała się blisko niego, podczas gdy Silas, Sondra i
Liza rzucili się na niego, by uścisnął dłonie, uściski i szczęśliwe łzy.
Otrzymali szeptaną zachętę od Chace’a, by poszli do pokoju Faye i zgodnie
wystartowali.
Dopiero
wtedy Deck zbliżył się do swojego przyjaciela, z Emme, ale tym razem nie
trzymała się blisko. Dawała mężczyznom przestrzeń.
Deck
nie uścisnął mu dłoni. Podniósł rękę i mocno zacisnął palce wokół szyi Chace’a.
Spojrzeli
w sobie oczy.
-
Szczęśliwy z twojego powodu, stary - wyszeptał.
Chace
podniósł rękę i odwzajemnił gest Decka.
-
Tak.
-
Cholernie bardzo podekscytowany, Chace - ciągnął Deck.
Chace
skinął głową.
-
Z całego serca - stwierdził Chace grubym głosem.
-
To samo - odparł Deck.
Patrzyli
sobie w oczy, dopóki Deck nie zakołysał Chace’m, puścił go i odsunął się. Emme podeszła,
żeby go przytulić, ale szybko go puściła, żeby mógł wrócić do żony.
Chace
nie zwlekał.
-
Idę po kawę - powiedziała mu Emme. Poczuł, jak jej palce zaciskają się wokół
jego i spojrzał na nią - Chcesz przyjść, dać im trochę czasu i wbić się na
imprezę później?
Nie
odpowiedział. Wyjął rękę z jej dłoni, złapał ją po obu stronach szyi i
przyciągnął do siebie, w ostatniej sekundzie poruszając jej głową tak, że
najpierw uderzyła policzkiem w jego pierś.
Jej
ramiona natychmiast go otoczyły.
Trzymając
jej policzek przy sercu jedną ręką, Deck objął ją drugą ręką.
Oboje
trzymali się mocno.
*****
Godzinę później…
Nadeszła
kolej na Decka i zawładnął akcją.
Po
prostu go to bardzo zajęło.
-
Zechcesz pozwolić mojej żonie potrzymać jej nowe dziecko? - zawołał Chace ze
swojego miejsca wyciągnął się obok zmęczonej, ale uśmiechniętej Faye w jej
szpitalnym łóżku.
Ale
coś sprawiło, że odwrócił głowę.
Kiedy
to zrobił, zobaczył Emme, opartą ramionami o ścianę, odsuniętą od ludzi w
pokoju, prawdopodobnie dlatego, że większości z nich nie znała, a tych, których
znała, nie znała dobrze.
Ale
miała uśmiech na ustach i patrzyła na niego.
Nie.
Jej oczy były ciepłe, słodkie. To było spojrzenie, którym go obdarzała, kiedy mówiła
mu, że naprawdę go lubi, ale nieco rozkojarzone, jakby jej myśli znajdowały się
milion kilometrów stąd. Patrzyła na Decka, trzymającego w ramionach małego
Jacoba.
Jego
krew zaczęła robić się gorąca.
-
Deck, mój syn? - podpowiedział Chace głosem wibrującym od humoru.
Taka
była jej koncentracja, że Deck patrzył, jak ciało Emme podskakuje z
zaskoczenia, a jej głowa odwraca się w stronę szpitalnego łóżka.
Deck
też tam spojrzał.
-
Mój imiennik - przypomniał Chace’owi.
-
Tak. Daliśmy mu twoje imię, ale to nie znaczy, że możesz go zatrzymać -
odpowiedział Chace.
Faye
zachichotała.
Deck
uśmiechnął się i ruszył w stronę łóżka.
Nagle
poczuł rękę na ramieniu i spojrzał w dół, by zobaczyć, że to Emme nagle się
zbliżyła.
Patrzyła
na Chace’a i Faye.
-
Dwie sekundy - powiedziała cicho - Chcę go tylko przytulić. Pozwolisz?
-
Oczywiście - odparła Faye.
Jej
głowa przechyliła się z powrotem do Decka i wyciągnęła ramiona.
Ostrożnie
przeniósł do nich małego Jacoba.
Owinęła
go mocno ramieniem, spuściła głowę, żeby spojrzeć na zawiniątko, które
trzymała, i mruknęła - Hej, mały człowieczku.
Kiedy
to zrobiła, krew Decka była już gorąca i poczuł, jak jego serce zaczyna bić
mocno, jego wnętrzności zaciskają się, jego klatka piersiowa zaciska się, a
gardło się zamyka.
Ale
jakoś nic z tego nie było złe. Zamiast tego wszystko było naprawdę cholernie dobre.
Kurwa,
czy to właśnie czuła, kiedy go obserwowała?
Nie
miał okazji się tak długo poprzyglądać, chociaż nie zajęło jej to dwóch sekund.
Wzięła ich więcej niż dwadzieścia, ale potem podeszła do łóżka, pochyliła się i
oddała Faye jej syna. Ale zanim odeszła, dotknęła policzka małego Jacoba.
-
Dobrze - zaczęła Sondra - Moja córka potrzebuje odpoczynku. Godziny odwiedzin
się skończyły.
-
Matka przemówiła - mruknęła Liza, obdarzając siostrę dużymi oczami i szerszym
uśmiechem.
Chace
zsunął się z łóżka, aby jeszcze raz uściskać i uścisnąć dłonie, jak wszyscy
życzyli sobie dobrej nocy.
Kiedy
Deck prowadził Emme korytarzem w kierunku wind, obejmując ją ramieniem, czując,
jak jej ramię mocno obejmuje jego talię, zauważyła - Mam przeczucie, że te
kotlety, na które wydałeś siedem tysięcy dolarów, nie będą smakować tak wspaniale,
kiedy wrócimy do domu.
Jej
przeczucie było słuszne, skoro nie zrobił nic poza wyłączeniem grilla,
załadowaniem swojej dziewczyny do pickupa i pojechaniem za kolegą do szpitala.
Zatrzymał
ich przy windach, obrócił Emme do siebie, a ona odchyliła głowę do tyłu, by
spojrzeć mu w oczy.
Uśmiechała
się.
On
się śmiał.
Potem
zgiął szyję i się całowali.
*****
Półtorej godziny później…
-
Powiedz to - rozkazał szorstko Deck, poruszając się w niej, robiąc to powoli,
nie spiesząc się, czując, jak jest przytulna i mokra wokół jego penisa, jej kończyny
owinęły się wokół niego i trzymała jedną rękę w jego włosach.
Przepiękna.
-
Powiedzieć co, Słonko? - zapytała zachrypniętym głosem i ospałymi oczami.
-
Nie powiedziałaś mi dzisiaj - odpowiedział.
Uniosła
biodra do góry, przygryzła wargę i jej kończyny się zacisnęły.
Była
blisko.
-
Czego ci nie powiedziałam? - zapytała.
Poruszał
się, powoli, słodko, budując to, kochając to.
Ale
nie miał zamiaru tego dać, dopóki nie dostanie tego, czego potrzebował.
Zbliżył
usta do niej, musnął jej wargi i wyszeptał - Co do mnie czujesz.
Jej
cipka zacisnęła się wokół jego kutasa, a jej głos był bardziej orzeźwiony, kiedy
powiedziała - W tej chwili naprawdę, naprawdę
cię lubię.
I
on teraz naprawdę poważnie ją lubił.
Z
drugiej strony zawsze tak było.
Wsunął
się głęboko, pozostał tam i zachęcał - Powiedz, jak to jest, kochanie.
Jej
ciało wiło się pod jego - Właśnie zrobiłam.
-
Powiedz, co naprawdę masz na myśli.
-
Dobrze, naprawdę, naprawdę, naprawdę
cię lubię - wydyszała.
-
Czy teraz wrócisz do ruszania się?
Uśmiechnął
się do jej cudownej twarzy, ale wysunął się do czubka i tak pozostał.
Jej
oczy otworzyły się mocniej, nie w pełni, ale przykuł jej uwagę.
-
Powiedz, co naprawdę masz na myśli - powtórzył.
-
Jacob - szepnęła.
-
Powiedz to, Emme.
Wiła
się jeszcze bardziej, jej kończyny zacisnęły się jeszcze bardziej, jej biodra
szukały jego penisa, jej dłoń zacisnęła się na jego włosach - Potrzebuję cię z
powrotem.
-
Masz mnie - poinformował ją - Powiedz mi, co to dla ciebie znaczy.
-
Jacob, poważnie, byłam blisko.
On
też tam docierał. A teraz to była tortura, ale wślizgnął się, a następnie
wyciągnął do czubka i tak pozostał.
-
Kochanie - błagała, a jej głos i kończyny drżały.
-
Powiedz to, Emme.
-
Proszę.
Jego
dłoń obejmująca jedną stronę jej twarzy przesunęła się tak, że mógł pocierać
kciukiem jej usta, gdy szepnął - Wiem, że to czujesz, kochanie. Powiedz to.
Uniosła
głowę, przesuwając po jego policzku policzkiem, aż jej twarz znalazła się na
jego szyi.
-
Proszę, daj mi siebie - szepnęła przy jego skórze.
Jak
słodko.
Tortura.
Odwrócił
się tak, że jego usta były przy jej uchu - Masz mnie, kochanie. Wiesz, że mnie
masz. Powiedz mi, co to znaczy.
-
Chcę, żebyś dał mi określoną część
siebie.
Uśmiechnął
się, nawet gdy jego ciało pulsowało, by zostać w niej pochowane, ale zachował
kontrolę, choć ledwo.
-
Daj mi to, czego chcę - zażądał.
-
Słonko.
-
Daj mi to, Emme.
Wsunęła
twarz głębiej w jego szyję, a potem odwróciła głowę, jej pięść w jego włosach
rozluźniła się, gdy zsunęła ją na kark i powiedziała tak cicho, że, nawet, jak
była tak blisko, ledwo ją słyszał - Kocham cię , Jacob.
Kurwa.
Tak.
Deck
wjechał głęboko, a ona sapnęła mu do ucha, przesuwając rękę z powrotem, by
zacisnąć się na jego włosach.
-
Kochasz mnie? - zapytał.
-
Tak - wydyszała.
Wyjechał
i wjechał ponownie.
Znakomite.
-
Spójrz na mnie i powiedz to, kochanie.
Jej
policzek cofnął się, aż jej usta znalazły się naprzeciw jego, oczy otwarte i tak
cholernie blisko, że ogień w nich, który powiedział, co zamierzają wypowiedzieć
jej usta, świecił właśnie tam. Tak jasny, tak gorący, myślał, że go spali.
-
Kocham cię, Słonko.
Wziął
jej usta, wziął jej cipkę i brał jedno i drugie, dopóki nie zabrał ich obojga do
finału.
Po
tym, jak zanurzył się głęboko w swojej Emme, Deck przesunął nosem wzdłuż jej
szczęki, a kiedy jego usta znalazły jej ucho, wymamrotał - Też cię kocham,
kochanie.
Jej
kończyny, wciąż ciasne wokół niego, zacisnęły się.
Lubiła
to.
Chciała
tego.
Tak
bardzo, że trzymała się tego wszystkim, co miała.
I
to było to.
To
było „hej, pieseczku” przez resztę jego życia. To była świadomość, że miał w
swoim łóżku kobietę, która chciała dofinansować opiekę medyczną i obchodziło ją
wszystko. To była dobra rodzina, jej i jego, mieszających się, by było lepiej.
To była jego praca, dopóki nie zobaczył tego zdziwionego wyrazu jej twarzy tuż
przed jej dojściem. To było coś ciepłego wtulonego w niego, gdy czytał,
ponieważ nie spał.
To
był kalejdoskop piękna, tarcze wirowały, ciągle się zmieniały, ale zawsze były
spektakularne.
Deck
podniósł głowę i spojrzał na nią.
Łzy
zbierały się w jej pięknych oczach, a dolna warga drżała.
Nigdy
nie widział czegoś równie pięknego.
I
obrócił się kalejdoskop.
-
Chcę zbudować z tobą życie, Emmanuelle - szepnął.
-
Jacob - odszepnęła.
-
A Buford potrzebuje mamy - oznajmił, gdy łza popłynęła z jej oka, a drżący
uśmiech dotknął jej ust.
Deck
złapał jej łzę kciukiem, przesunął nią po policzku i roztarł wilgoć na jej
ustach.
Potem
pochylił głowę i pocałował ją tak, jak się z nią kochał. Wolno i słodko i przez
bardzo długi czas.
Kiedy
podniósł swoje usta z jej ust, powiedziała cicho - Teraz, kiedy wstrząsnąłeś
moim światem i wysadziłeś mój umysł, po tym jak byliśmy w tym wieczorze odgrywającymi
drugorzędne role w cudzie narodzin, a wszystko to, zaznaczę, przetrwałam bez
kolacji, muszę się umyć i przespać się, Słonko. Ty możesz być w stanie żyć na
genialnej racji snu, ale ja nie mam tyle szczęścia, a jutro muszę iść do pracy.
Zachichotał,
lubił wyraz twarzy Emme, który wywołał ten ruch, kiedy zrobił to na niej i w
niej. Potem pochylił głowę, pocałował jej szczękę i delikatnie wysunął się i
odsunął.
Przeturlała
się z nim, by móc dotknąć ustami jego klatki piersiowej, zanim wyślizgnęła się
z łóżka.
Deck
obserwował jej tyłek i nogi, gdy szła do łazienki.
Buford
zerwał się, by zająć swoją lwią część łóżka, zanim Emme wróciła.
Po
tym, jak Emme wspięła się na niego, a Deck podniósł kołdrę, ułożyła się u jego
boku i zajęła lwią część Decka.
-
Noc, Słonko - wymamrotała sennie w jego pierś, jednocześnie ściskając jego brzuch.
-
Noc, kochanie - odpowiedział, przyciągając ją bliżej, wąchając zapach truskawek.
W
ciągu kilku minut była nieprzytomna.
Deck
wpatrywał się w sufit, a wizja Emme trzymającej małego Jacoba płonęła mu w
mózgu.
Więc
kiedy zamknął oczy, zasnął z kącikami ust uniesionymi do góry.
*****
Emme
Trzydzieści minut później…
Zmuszając
moje ciało do pozostania zrelaksowanym na wypadek, gdyby Deck obudził się i
zobaczył, że nie śpię, wpatrywałam się niewidzącym wzrokiem w klatkę piersiową
Jacoba.
A
nie widziałam jej nie tylko dlatego, że było ciemno.
Widziałam
tylko, jak trzymał dziecko Chace’a i Faye, przytulając go do swojego wielkiego
ciała mężczyzny swoimi potężnymi ramionami, z pochyloną głową i jego przystojną
twarzą kryjącą szczęście i podziw.
Tak
piękne.
Nadzwyczajne.
Nawet
dogłębne.
Też cię kocham, kochanie.
Naszły
mnie jego słowa, tak jak przez ostatnie pół godziny. Jego głęboki głos
wypowiadający te słowa brzmiące w mojej głowie.
Chcę zbudować z tobą życie,
Emmanuelle.
Zacisnęłam
zęby.
A
zacisnęłam zęby, ponieważ widząc w myślach Jacoba trzymającego swojego
imiennika, słysząc jego słowa dzwoniące w moich uszach, nic nie czułam.
Nic
poza czystym przerażeniem.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuje :) Kurde i coś zaczyna się dziac. Czekam na kolejny rozdział
OdpowiedzUsuńDziękuję 😘😘😘😘 zaczyna się akcja - super
OdpowiedzUsuńDziękuję. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńDziekuje 💙
OdpowiedzUsuńDziękuję 😊
OdpowiedzUsuń