poniedziałek, 15 listopada 2021

5 - Gdzie nas zabieram (cz.2

Rozdział 5

Gdzie nas zabieram (cz.2)

*****

- Zostaw to kobiecie, a umieści pokój gościnny i kuchnię przed izolacją i oknami - zauważył Jacob.

Było po kolacji. Byliśmy w moim, w dość nadającym się do zamieszkania (słowa Jacoba) pokoju rodzinnym na tyłach domu. Jacob rozpalił ogień w kominku, mamrocząc pod nosem o stanie komina i o tym, jak to miał nadzieję, że ostatecznie nie wytworzy dymu.

Wcześniej on pił piwo. Ja piłam piwo. Oprowadziłam go po domu. Przez to werbalnie ubolewał nad moim wyborem mieszkania i obawiał się o moje bezpieczeństwo. Przy tym sobie żartował, więc tylko udawał, że się denerwował. Zjedliśmy kolację i rozmowa, jak zawsze z Jacobem, była ekscytująca. Rozmowa z Jacobem, jak pamiętałam i czego ponownie doświadczałam przy naszych kolacjach jednej po drugiej, była jak gra wstępna, z wyjątkiem tego, że mentalnego charakteru. I o wiele lepsza niż jakakolwiek prawdziwa, jaką kiedykolwiek miałam.

Teraz byliśmy w moim pokoju rodzinnym z kolejnymi piwami, a Jacob znów się ze mną drażnił.

Leżał w rogu mojej kanapy, jego długie, długie nogi były wyciągnięte przed nim, jego długie, długie ramiona owinięte wokół oparcia i tyłu kanapy, z piwem w jednej ręce. Siedziałam w drugim kącie na łydce, którą złożyłam pod sobą, z brodą na przeciwległym kolanie, które zgięłam i owinęłam ramię wokół niego, moje palce zacisnęły się wokół piwa w drugiej ręce.

- Biorąc pod uwagę fakt, że za każdym razem, gdy pstryknęłam przełącznik, przepalał się bezpiecznik lub wystrzeliwały iskry, przerobiłam instalacje w całym domu - zauważyłam, starając się być zabawną, ale nie udało mi się, gdy zauważyłam, że moje słowa sprawiły, że piwne oczy Jacoba zabłysły i jego szczęka stwardniała. Więc pospieszyłam dalej - I mam nowy kocioł. Ciepła woda jest nie do przebicia. I przerobiłam główny apartament, główną łazienkę - przypomniałam mu, a potem kontynuowałam - I ogród. Słonko, latem… poczekaj, aż zobaczysz. Jest wspaniały.

- Musisz mieć gdzie spać, gdzie wziąć prysznic - odpowiedział, jego oczy przesunęły się po skróconej długości mnie w sposób, który sprawił, że moja skóra była ciepła - i dobrze sobie z tym poradziłaś, kotku. Wygląda fenomenalnie. Ale teraz musisz przestać patrzeć na to jako na cały projekt. Musisz to rozbić i ustalić priorytety.

- Wiem o tym - powiedziałam mu.

- Więc dlaczego trzymasz żyrandol we frontowym pokoju, czyścisz go, w tym samym czasie przeglądasz ściany w jadalni, w tym samym czasie odnawiasz podłogę w oranżerii?

Niestety, miał rację. Wydawało mi się, że mam schizofreniczny styl, jeśli chodzi o moje wysiłki na rzecz renowacji domu.

- Widzę coś, mam ochotę to naprawić i poddaję się - powiedziałam mu.

- Emme, w tej ruinie, gdziekolwiek się obrócisz, tam zobaczysz coś do naprawienia. Musisz mieć plan. A planem jest: niedziela, izolacja. Sprowadzisz tutaj wykonawców, którzy złożą ci oferty na okna. Następne w kolejności wzmocnienie cegieł, aby miejsce nie spadło ci na głowę. Następne w kolejności modernizacja oświetlenia zewnętrznego, dzięki czemu będziesz mogła przebić się przez ciemność i zapewnisz sobie większe bezpieczeństwo. Wtedy skupisz się na wnętrzu, pokój po pokoju, zaczynając od niewąskiego koszmaru, który jest twoją kuchnią.

Już po raz czwarty nazwał moją kuchnię „niewąskim koszmarem”. Trafny opis, który oznaczał, że już po raz czwarty uśmiechnęłam się do niego, kiedy to powiedział.

Wtedy poinformowałam go - Praca na zewnątrz to praca, której nie mogę sama wykonać, Jacob. Praca wewnątrz to coś, co mogę zrobić, poza elektryką, która kosztowała małą fortunę i ledwo uniknęłam pięcioletniej niewoli, żeby ją wykonać. Jeśli zlecę projekt na zewnątrz, jest to indywidualne dla każdego przypadku i wiesz o tym; te okna będą kosztować tysiące, ponieważ nie tylko te zepsute wymagają wymiany. Wszystkie muszę wymienić.

- Więc stwórz przetarg - odparł - A ja popytam. Jestem w Chantelle od kilku lat, znam kilku facetów. Wychodzimy z recesji, ale wszyscy poczuli to ukłucie, więc będą zadowoleni z pracy. Zobaczę, czy uda mi się załatwić dla ciebie ofertę na odpracowanie lub twoją obietnicę zniżki na tartaku.

To zatoczyło nas w kółko, więc pociągnęłam tak.

- Byłabym wdzięczna, jeśli to zrobisz, Słonko - powiedziałam mu cicho, patrząc mu w oczy, unosząc i zdejmując brodę z kolana - Ale to przypomina mi, że musimy zakończyć naszą rozmowę o tym, że płacisz za izolację.

Potrząsnął głową, mówiąc - Płacę.

- Jacob…

- Emme - przerwał mi, pochylając się w moją stronę - ja płacę.

Odwinęłam rękę z nogi, żeby wyrzucić ją na bok - To szalone.

- Nie ma w tym nic szalonego - odparł.

Boże, jego myślenie, że to nie jest szalone, było również szalone.

Opuściłam nogę, więc siedziałam ze skrzyżowanymi nogami na kanapie i pochyliłam się do niego - Słonko, pamiętasz wszystko, więc nie muszę ci przypominać, że nie widziałam cię od dziewięciu lat. Wierzę, że ponownie się połączyliśmy i uwielbiam mieć cię z powrotem - znowu wyrzuciłam rękę, tym razem w jego stronę i z powrotem do mnie - To jest świetne. Ty i ja spędzamy razem czas, gadając o wszystkim. Brakowało mi tego. I rozumiem, że przyjaciele robią gesty, ale to za dużo.

Jego oczy rozgrzały się podczas tej przemowy i zdjął ręce z kanapy, zgiął nogi, oparł się o nie i pochylił do mnie, opierając łokcie na kolanach, nie puszczając ze mnie wzroku.

- Kochanie, chcę, żebyś była ciepła i płynna. Pierwsze fizycznie, drugie finansowo. Przestaniesz płacić tyle za ciepło, będziesz miała więcej pieniędzy na resztę gówna, które musisz zrobić.

To miało sens.

Ale ponownie nazwał mnie „kochanie”.

I musiałam to rozwiązać.

Zapytałam więc - Co to jest?

Przechylił głowę i zmarszczył brwi.

- Co jest co?

Wzięłam wdech i wydech, stwierdziłam - Nazywasz mnie kochanie - potem szybko kontynuowałam - Nie, żeby mi się to nie podobało. To jest słodkie. To po prostu nie… - zawahałam się - my.

Coś się stało z jego oczami, twarzą, całym wielkim ciałem i to coś sprawiło, że się napięłam, a jednocześnie przyspieszyło bicie mojego serca.

- Wiesz, co to jest - powiedział cicho.

Nie wiedziałam.

- Nie - podzieliłam się.

Jego oczy pozostały utkwione w moich i znałam go stosunkowo dobrze, a przynajmniej kiedyś. Ale nawet gdybyśmy nie byli rozdzieleni przez lata i tak nie byłabym uprzedzona, że zaraz rozwali mi umysł.

- Wcześniej mieliśmy między nami Elsbeth. Moja głowa była popieprzona z tego powodu, z jej powodu i zajęło mi prawie dziesięć lat, zanim to się odpieprzyło. Patrząc wstecz, mając cię z powrotem, teraz wiem i liczę, że ty to wiesz, tak właśnie było. Była między nami. Ona też to wiedziała. I jej się to nie podobało. Ale to nie miało znaczenia. Moja głowa była popieprzona, więc nie mogłem od niej odejść, a nie robiąc tego, nie widziałem ciebie.

Wiedziałam, że moje usta się rozchyliły. Wiedziałam też, że moje oczy się powiększyły.

I na koniec nie miałam pojęcia, co powiedzieć.

Więc nic nie powiedziałam.

- Teraz nie ma jej między nami - dokończył.

Wtedy już wiedziałam, na czym polega ta sprawa z „kochanie”.

Po prostu nie miałam pojęcia, jak na to zareagować, ponieważ nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Był piękny. Był uprzejmy. Był bystry. Był zabawny, interesujący i czuły.

Ale był chłopakiem mojej najlepszej przyjaciółki.

To nie znaczyło, że mój umysł nie kroczył tam niejasnymi drogami, ale nie byłam na tyle głupia, by pragnąć czegoś, czego nigdy nie mogłabym mieć, więc tylko po cichu chciałam tego, co miała Elsbeth. I z powodu tego wszystkiego, czym był i że Elsbeth go miała, na końcu się rozwścieczyłam, jak go odrzuciła. Wystarczająco rozwścieczyłam, by z tego powodu zakończyć ważną przyjaźń.

Siedząc tam, ze wszystkim tym, co było Jacobem, a wszystko to było spektakularne, kiedy tak siedział naprzeciwko mnie, patrzył w moje oczy, w końcu zrozumiałam, że powodem, dla którego byłam zła na moją przyjaciółkę, było to, że wyrzucając Jacoba, zabrała go ode mnie.

A teraz go odzyskałam, ale też mówił, że zawsze miałam go w inny sposób, po prostu tam nie poszliśmy, a on nas tam zabierze.

Tak. Nie miałam pojęcia, co powiedzieć, ale moje ciało wiedziało, jak się czuć. Ciepło i było dużo więcej mrowienia.

- Jacob… - zaczęłam szeptem.

Ale znowu przerwał.

- Zobaczyłaś mnie, zaprosiłaś mnie na kolację tego samego wieczoru, bez opieprzania. Od tego czasu dzwoniłaś dwa razy bez innego powodu, z wyjątkiem połączenia i, kochanie, zanim ześwirujesz, mówię, że zauważyłem to i to, co to mówi, powiem ci, że cieszę się, że to zrobiłaś i też kurewsko cieszę się z tego, co to mówi. Twój chłopak, co do którego się wahałaś, odpadł w mniej niż dwadzieścia cztery godziny po tym, jak znów mnie zobaczyłaś i postanowiłaś odstrzelić mu w tyłek. I nie traciłaś czasu na doprowadzenie mnie tam, gdzie jestem dzisiejszej nocy. To nie jest ponowne połączenie przyjaciół. Wiesz to. Ja też.

- Ja…

- Nie zaprzeczaj.

Zamknęłam usta.

Kiedy to zrobiłam, skóra wokół jego oczu zrobiła się miękka, a usta drgnęły i widziałam to wcześniej, ale nie podczas intensywnej dyskusji, w której Jacob Decker zasadniczo mówił mi, że się we mnie zadurzył. Więc chociaż wcześniej mi się to podobało, teraz sprawiło, że zaczęły mi się trząść ręce. Dlatego owinęłam je obie wokół butelki z piwem na kolanach.

- Teraz, układając to gówno dla ciebie, spieprzyłem - kontynuował - W wielki popieprzony sposób, z którym miałem do czynienia od lat. Zszedłem się z suką, i Emme, Słonko, wiem, że kiedyś byłyście blisko, a kobiety nie lubią, jak mężczyźni mówią o kobietach suki, ale nie można zaprzeczyć, z tym, co Elsbeth wyciągnęła tego lata, tak to ją zdemaskowało. Myślałem, że była tym, czego chciałem, a moją jedyną szansą na zdobycie tego i będąc mężczyzną, którym czułem, że muszę być, egoistycznie odpuściłbym to. Kopałem własny tyłek za to przez pieprzone lata, a potem skopałem własny tyłek, kiedy mnie uderzyło, nie powinienem był.

Zatrzymał się i wyglądało na to, że chce ode mnie odpowiedzi, a jedyne, co miałam, to skinąć głową, co na szczęście było wszystkim, czego potrzebował, aby dalej mówić.

- Ale mam kalejdoskop, który noszę ze sobą wszędzie, przez ostatnie dziewięć lat, który dowodził mi, co do niedawna byłem zbyt ślepy, by zobaczyć, że trzymanie się tego gówna było nieodwołalnie złe.

Na wzmiankę o moim prezencie dla niego, mój puls zaczął bić tak szybko, że czułam go w opuszkach palców.

To dlatego, że ten kalejdoskop był czymś, co wymagało ode mnie wiele odwagi, abym go odszukała i dała mu. Było to również coś, co znaczyło dla mnie wiele, żebym mu dała, a zwłaszcza przesłanie, które z nim przekazałam. Nadal uważałam, że uprzejmie wziął to ode mnie, bo był takim typem faceta. Doszłam też do wniosku, że potem go komuś oddał, ponieważ nie było to w jego typie.

Ale świadomość, że zabierał go wszędzie, wstrząsnęła mną.

Również mnie zachwyciła.

Nie do uwierzenia.

Dlatego szepnęłam - Wszędzie?

- Byłem w ciekawych miejscach, Emme, kochanie, i to zawsze było ze mną.

Mój oddech zaczął się nasilać i wiedziałam, że Jacob tego nie przegapił, kiedy jego oczy na chwilę opadły na moją klatkę piersiową, zanim wróciły do moich.

- Teraz - powiedział łagodnie - w przeciwieństwie do twojego przyszłego eks, nie jestem kutasem. Musisz to uporządkować, a ja muszę dać ci do tego przestrzeń. Więc dzisiejszy wieczór nie skończy się tak, jak ja bym to chciał.

Mój oddech przyspieszył jeszcze bardziej.

Nie skończył.

- Ale z jednej rzeczy, której nauczyłem się od Elsbeth, teraz skorzystasz, Słonko, a to jest to, że mężczyzna opiekuje się swoją dziewczyną. To znaczy, że ja płacę za twoją izolację i ją instaluję. A to oznacza, że mi pozwolisz.

- Twoja dziewczyna? - spytałam, a mój głos dobiegał niemalże piskliwie.

- Tak - odpowiedział głębokim, niskim i stanowczym głosem.

- To jest, cóż… trochę dziwne - Niedopowiedzenie! - I szybkie - Ekstremalne niedopowiedzenie!

- Spotkaliśmy się dwanaście lat temu i dopiero tu dochodzimy. Nie nazywam tego szybkim. Nazywam to pieprzoną stratą czasu, którą mam zamiar naprawić.

Znowu zaniemówiłam.

Jacob nie.

- Więc podsumowując, masz czas do niedzieli, aby przemyśleć sprawę McFarlanda. W niedzielę zeskrobujesz go. Jak w niedzielę wieczorem chłopców już nie będzie, nauczysz się prawdziwego znaczenia tego, dlaczego nazywam cię „kochanie”.

Nie czułam już bicia mojego pulsu w opuszkach palców. Biło gdzie indziej, w jakimś wyjątkowym, prywatnym, niesamowitym miejscu.

- Jacob… - zaczęłam ponownie, ale znowu przekrzywił głowę.

- Nie chcesz tego?

Zamknęłam się.

- Chcesz tego - wymamrotał, patrzył na moje usta, skóra wokół jego oczu znów stała się miękka, ale jego usta nie drgnęły, ponieważ spojrzenie w tych oczach było gorące i intensywne i mogłam powiedzieć, że niczego nie znajdował śmiesznym.

Puls promieniował z tego niesamowitego miejsca i poczułam, że całe moje ciało się rozgrzewa.

Jego spojrzenie wróciło do moich oczu i wyprostował się z kanapy, stawiając butelkę piwa na moim stoliku do kawy. Wtedy moje całe ciało zesztywniało, gdy przysunął się i pochylił do mnie. To znaczy, całe moje ciało, ale nie szyja, która wygięła się do tyłu, bym wciąż patrzyła mu w oczy.

Potem wstrzymałam oddech, gdy przesunął czubkami palców po moim czole, odgarniając mi grzywkę, aż jego palce zaplątały się w kosmyki i obejmowały tył mojej głowy.

To było niewiarygodnie miłe.

Zanurzył się bliżej.

Zaczęłam znowu oddychać tylko po to, by hiperwentylować.

- Zostałem wyrolowany przez kobietę - powiedział cicho - …inteligentny człowiek się uczy. A, kochanie, wiesz, że nie jestem głupi. I ten mężczyzna nauczył się nie marnować czasu na suki. Ale więcej, żeby nie tracić czasu, gdy znajdzie kogoś, o kim wie, że jest tego wart. Teraz masz czas do niedzieli. Dobrze?

Przestał mówić i wiedziałam, że chce odpowiedzi, ale po prostu nie miałam jej w sobie. Nie mogłam sobie z tym poradzić, z tą ogromną zmianą, z tym niesamowitym prezentem, ofertą całego jego piękna.

Zbliżył się tak bardzo, że widziałam tylko jego piwne oczy. A był tak blisko zauważyłam, że chociaż jego rzęsy były ciemne, krótkie i szpiczaste, było ich dużo. Były tak gęste, że były fascynujące, a ja postanowiłam podjąć wyzwanie policzenia każdej z nich.

- Emme - szepnął.

Zamrugałam i skupiłam się.

- Dobrze? - powtórzył.

- Myślę, że nasza rozmowa o izolacji przybrała bardzo dziwny obrót - odpowiedziałam.

Jego oczy rozbłysły ciepłem i humorem, a ja straciłam fascynację jego rzęsami, bo często widziałam to spojrzenie w jego oczach, gdy był ze mną, ale nigdy nie widziałam go tak blisko i było tak piękne, że chciałam trzymać na tę chwilę na wieczność.

- Dobrze - powiedział - Masz czas do niedzieli. Jak będziesz miała ochotę zadzwonić, jestem zajęty, ale zawsze mam czas dla ciebie. Do tego czasu jak potrzebujesz ode mnie przestrzeni, to też masz, kochanie. Tak?

Zdecydowałam, że najlepiej będzie kiwnąć głową.

Więc to zrobiłam.

- Dobrze - mruknął. Poczułam, jak jego ręka w moich włosach ciągnie mnie do przodu i oddech utknął mi w gardle, zanim poczułam, jak jego usta dotykają moich włosów i tam ciągle mamrotał, żeby powiedzieć - Truskawki.

Moje włosy rzeczywiście pachniały jak truskawki. Tak pachniał szampon, który kosztował potężną kasę i niejasną obietnicę dla diabła, że urodzę jego dzieci, żeby zaludnił Ziemię diabelskim pomiotem, aby moje włosy stały się miękkie, gładkie i lśniące.

Ale kiedy Jacob mruczał to słowo w moje włosy, postanowiłam, że ta obietnica wcale nie będzie niejasna. Byłam skłonna urodzić pomiot demona, aby usłyszeć, jak powtarza to raz za razem.

Niestety, nie powiedział tego ponownie.

Ale to, co zrobił, było o wiele lepsze.

Jego ręka przy mojej głowie przyciągnęła mnie lekko do tyłu, jego palce przesunęły się przez moje włosy do skroni, a następnie zwinęły się tak, że ich tył mógł ślizgać się lekko po moim policzku i w dół, dotykając boku mojej wargi w sposób, który był obietnicą, którą poczułam z ust, przez serce i prosto między nogi.

Czy to się działo?

- Możesz trząść i piec z najlepszymi, Emme - powiedział, zaciskając dłoń na mojej szczęce, a na słowa, które były tak odległe od tej chwili, zagapiłam się.

Potem, po przypomnieniu kolacji, którą podałam i że może była dobra, ale daleka wykwintnej i to było takie Jacoba, że o tym wspomniał, drażnił się z tego powodu i też było takie Jacoba wyszedł z tego na swój sposób, aby wyrwać nas z intensywności i uspokoić to nagłe uczucie, którego nie do końca rozumiałam, ale naprawdę lubiłam przekradać się przez nie, poczułam, jak moje usta się uśmiechają.

- Wykwintne u mnie na wszystkie sposoby, Słonko. Dlatego masz trząść i piec o smaku bawołu.

- Ja gotuję następnym razem - oświadczył, a Jacob był doskonałym kucharzem. Niesamowitym. I nie stronił od niczego, nawet wykwintnego.

A to co powiedział oznaczało, że zamierzał dla mnie gotować.

To też mnie przeniknęło.

- Oczekuję indyjskiego jedzenia - powiedziałam mu i coś w nim zmieniło się, zrelaksowało i wiedziałam, że dzieląc się tym, że znowu będę z nim jeść, powiedziałam też, że jestem „z nim”.

Mój oddech znów zaczął przyspieszać.

- Rozumiem - odpowiedział, pochylił się, pocałował mnie w czoło, odchylił do tyłu i spojrzał mi w oczy - Później, Emme.

- Jedź bezpiecznie, Jacob.

Uśmiechnął się.

Moje serce podskoczyło.

Jego ręka zsunęła się z mojej szczęki i patrzyłam, jak wychodzi z mojego salonu.

Potem siedziałam nieruchomo i słuchałam, jak drzwi frontowe otwierają się i zamykają.

I na koniec, słuchałam odległych dźwięków jego samochodu, odjeżdżającego z mojego podjazdu.

Byłem w kilku ciekawych miejscach, Emme, kochanie, i to zawsze było ze mną.

Siedziałam nieruchomo i przypomniałam sobie, jak stałam przed drzwiami do pokoju hotelowego, w którym mieszkał, odkąd opuścił mieszkanie do Elsbeth. Stałam tam ze złamanym sercem dla niego, ze złamanym sercem dla mnie i dałam mu ten kalejdoskop. Przypomniałam sobie, co powiedziałam. Pamiętałam, że jego oczy zrobiły się ciepłe i zdziwione, a on wziął pudełko i otworzył je, wyciągając z niego kawałek piękna i trzymając go, jakby był cenny.

Pamiętam też, że nie wpuścił mnie do swojego pokoju.

Pocałował tylko mój policzek i szepnął mi do ucha - Zawsze będę cię pamiętał, Emme - zanim się odsunął, posłał mi uśmiech, który nie zbliżył się do jego oczu i wycofał się do pokoju, zamykając przede mną drzwi.

Zabierając ze sobą kalejdoskop.

Do tego czasu zrozumiałam, dlaczego musiał zamknąć przede mną drzwi.

Byłam wtedy zrozpaczona tym, co oznaczało dla niego zerwanie z Elsbeth.

I dla mnie.

Więc odeszłam i pozwoliłam mu odejść.

Ale w tamtym czasie zajmowałam się też rzeczami, którymi nie dzieliłam się z nikim, nie z Elsbeth, a na pewno nie z Jacobem.

Wciąż miałam ten sekret.

Przyszły do mnie słowa. Słowa wypowiedziane męskim głosem, głosem mężczyzny, o którym nikt nie wiedział, że był w moim życiu. Mężczyzny, który był dla mnie wyjątkowy w sposób, o jakim wiedziałam, że nikt go nie zrozumie. Mężczyzny, którego z nikim nie dzieliłam.

Mam nadzieję, że to cię obudzi, słodka Emme.

Zamknęłam oczy i przywołałam ten moment w myślach.

To było miesiąc po moim wyjściu ze szpitala. Odwiedziłam go. On nie mógł mnie odwiedzić. Był zaniepokojony. Pożerany tym, było to oczywiste. Ale nie mógł przyjść i zobaczyć na własne oczy, że wszystko w porządku.

Musiał na mnie czekać.

Siedzieliśmy w jego kuchni, popijając kawę.

Mam nadzieję, że to cię obudzi, słodka Emme.

Tak się stało. Byłam tak chora, że tak się stało. Wtedy tego nie rozumiałam. Nie zrozumiałam, kiedy mi to powiedział. Zrozumiałam to dopiero wtedy, gdy wskazał na to Jacob.

Otworzyłam oczy i spojrzałam na butelkę piwa Jacoba na moim stoliku do kawy.

Możesz trząść i piec z najlepszymi, Emme.

Wiedziałam wtedy, że Jacob, mówiąc to, znaczył, że zamierzał zachować dobro, łatwość, znajomość tego, co mieliśmy bezpieczne.

Po prostu zamierzał dodać naprawdę świetne rzeczy.

Mam nadzieję, że to cię obudzi, słodka Emme.

Wypiłam łyk piwa, które trzymałam do tej pory zapomniane w dłoni.

A kiedy skończyłam, wyszeptałam - Myślę, że właśnie się obudziłam, Harvey.

A kiedy to zrobiłam, przepłynęła przeze mnie czysta radość.

        Więc się uśmiechnęłam.

11 komentarzy: