Rozdział
5
Gdzie
nas zabieram (cz.2)
*****
-
Zostaw to kobiecie, a umieści pokój gościnny i kuchnię przed izolacją i oknami -
zauważył Jacob.
Było
po kolacji. Byliśmy w moim, w dość nadającym się do zamieszkania (słowa Jacoba)
pokoju rodzinnym na tyłach domu. Jacob rozpalił ogień w kominku, mamrocząc pod
nosem o stanie komina i o tym, jak to miał nadzieję, że ostatecznie nie
wytworzy dymu.
Wcześniej
on pił piwo. Ja piłam piwo. Oprowadziłam go po domu. Przez to werbalnie
ubolewał nad moim wyborem mieszkania i obawiał się o moje bezpieczeństwo. Przy tym
sobie żartował, więc tylko udawał, że się denerwował. Zjedliśmy kolację i
rozmowa, jak zawsze z Jacobem, była ekscytująca. Rozmowa z Jacobem, jak
pamiętałam i czego ponownie doświadczałam przy naszych kolacjach jednej po
drugiej, była jak gra wstępna, z wyjątkiem tego, że mentalnego charakteru. I o
wiele lepsza niż jakakolwiek prawdziwa, jaką kiedykolwiek miałam.
Teraz
byliśmy w moim pokoju rodzinnym z kolejnymi piwami, a Jacob znów się ze mną
drażnił.
Leżał
w rogu mojej kanapy, jego długie, długie
nogi były wyciągnięte przed nim, jego długie, długie ramiona owinięte wokół oparcia i tyłu kanapy, z piwem w
jednej ręce. Siedziałam w drugim kącie na łydce, którą złożyłam pod sobą, z
brodą na przeciwległym kolanie, które zgięłam i owinęłam ramię wokół niego,
moje palce zacisnęły się wokół piwa w drugiej ręce.
-
Biorąc pod uwagę fakt, że za każdym razem, gdy pstryknęłam przełącznik, przepalał
się bezpiecznik lub wystrzeliwały iskry, przerobiłam instalacje w całym domu -
zauważyłam, starając się być zabawną, ale nie udało mi się, gdy zauważyłam, że
moje słowa sprawiły, że piwne oczy Jacoba zabłysły i jego szczęka stwardniała.
Więc pospieszyłam dalej - I mam nowy kocioł. Ciepła woda jest nie do przebicia.
I przerobiłam główny apartament, główną łazienkę - przypomniałam mu, a potem
kontynuowałam - I ogród. Słonko, latem… poczekaj, aż zobaczysz. Jest wspaniały.
-
Musisz mieć gdzie spać, gdzie wziąć prysznic - odpowiedział, jego oczy
przesunęły się po skróconej długości mnie w sposób, który sprawił, że moja
skóra była ciepła - i dobrze sobie z tym poradziłaś, kotku. Wygląda
fenomenalnie. Ale teraz musisz przestać patrzeć na to jako na cały projekt.
Musisz to rozbić i ustalić priorytety.
-
Wiem o tym - powiedziałam mu.
-
Więc dlaczego trzymasz żyrandol we frontowym pokoju, czyścisz go, w tym samym
czasie przeglądasz ściany w jadalni, w tym samym czasie odnawiasz podłogę w
oranżerii?
Niestety,
miał rację. Wydawało mi się, że mam schizofreniczny styl, jeśli chodzi o moje
wysiłki na rzecz renowacji domu.
-
Widzę coś, mam ochotę to naprawić i poddaję się - powiedziałam mu.
-
Emme, w tej ruinie, gdziekolwiek się obrócisz, tam zobaczysz coś do
naprawienia. Musisz mieć plan. A planem jest: niedziela, izolacja. Sprowadzisz
tutaj wykonawców, którzy złożą ci oferty na okna. Następne w kolejności wzmocnienie
cegieł, aby miejsce nie spadło ci na głowę. Następne w kolejności modernizacja
oświetlenia zewnętrznego, dzięki czemu będziesz mogła przebić się przez
ciemność i zapewnisz sobie większe bezpieczeństwo. Wtedy skupisz się na wnętrzu, pokój po pokoju, zaczynając od
niewąskiego koszmaru, który jest twoją kuchnią.
Już
po raz czwarty nazwał moją kuchnię „niewąskim koszmarem”. Trafny opis, który
oznaczał, że już po raz czwarty uśmiechnęłam się do niego, kiedy to powiedział.
Wtedy
poinformowałam go - Praca na zewnątrz to praca, której nie mogę sama wykonać,
Jacob. Praca wewnątrz to coś, co mogę zrobić, poza elektryką, która kosztowała
małą fortunę i ledwo uniknęłam pięcioletniej niewoli, żeby ją wykonać. Jeśli
zlecę projekt na zewnątrz, jest to indywidualne dla każdego przypadku i wiesz o
tym; te okna będą kosztować tysiące, ponieważ nie tylko te zepsute wymagają
wymiany. Wszystkie muszę wymienić.
-
Więc stwórz przetarg - odparł - A ja popytam. Jestem w Chantelle od kilku lat,
znam kilku facetów. Wychodzimy z recesji, ale wszyscy poczuli to ukłucie, więc
będą zadowoleni z pracy. Zobaczę, czy uda mi się załatwić dla ciebie ofertę na odpracowanie
lub twoją obietnicę zniżki na tartaku.
To
zatoczyło nas w kółko, więc pociągnęłam tak.
-
Byłabym wdzięczna, jeśli to zrobisz, Słonko - powiedziałam mu cicho, patrząc mu
w oczy, unosząc i zdejmując brodę z kolana - Ale to przypomina mi, że musimy
zakończyć naszą rozmowę o tym, że płacisz za izolację.
Potrząsnął
głową, mówiąc - Płacę.
-
Jacob…
-
Emme - przerwał mi, pochylając się w moją stronę - ja płacę.
Odwinęłam
rękę z nogi, żeby wyrzucić ją na bok - To szalone.
-
Nie ma w tym nic szalonego - odparł.
Boże,
jego myślenie, że to nie jest szalone, było również szalone.
Opuściłam
nogę, więc siedziałam ze skrzyżowanymi nogami na kanapie i pochyliłam się do
niego - Słonko, pamiętasz wszystko, więc nie muszę ci przypominać, że nie
widziałam cię od dziewięciu lat. Wierzę, że ponownie się połączyliśmy i
uwielbiam mieć cię z powrotem - znowu wyrzuciłam rękę, tym razem w jego stronę
i z powrotem do mnie - To jest świetne. Ty i ja spędzamy razem czas, gadając o
wszystkim. Brakowało mi tego. I rozumiem, że przyjaciele robią gesty, ale to za
dużo.
Jego
oczy rozgrzały się podczas tej przemowy i zdjął ręce z kanapy, zgiął nogi,
oparł się o nie i pochylił do mnie, opierając łokcie na kolanach, nie
puszczając ze mnie wzroku.
-
Kochanie, chcę, żebyś była ciepła i płynna. Pierwsze fizycznie, drugie
finansowo. Przestaniesz płacić tyle za ciepło, będziesz miała więcej pieniędzy
na resztę gówna, które musisz zrobić.
To
miało sens.
Ale
ponownie nazwał mnie „kochanie”.
I
musiałam to rozwiązać.
Zapytałam
więc - Co to jest?
Przechylił
głowę i zmarszczył brwi.
-
Co jest co?
Wzięłam
wdech i wydech, stwierdziłam - Nazywasz mnie kochanie - potem szybko
kontynuowałam - Nie, żeby mi się to nie podobało. To jest słodkie. To po prostu
nie… - zawahałam się - my.
Coś
się stało z jego oczami, twarzą, całym wielkim ciałem i to coś sprawiło, że się
napięłam, a jednocześnie przyspieszyło bicie mojego serca.
-
Wiesz, co to jest - powiedział cicho.
Nie
wiedziałam.
-
Nie - podzieliłam się.
Jego
oczy pozostały utkwione w moich i znałam go stosunkowo dobrze, a przynajmniej
kiedyś. Ale nawet gdybyśmy nie byli rozdzieleni przez lata i tak nie byłabym
uprzedzona, że zaraz rozwali mi umysł.
-
Wcześniej mieliśmy między nami Elsbeth. Moja głowa była popieprzona z tego
powodu, z jej powodu i zajęło mi prawie dziesięć lat, zanim to się odpieprzyło.
Patrząc wstecz, mając cię z powrotem, teraz wiem i liczę, że ty to wiesz, tak właśnie
było. Była między nami. Ona też to wiedziała. I jej się to nie podobało. Ale to
nie miało znaczenia. Moja głowa była popieprzona, więc nie mogłem od niej
odejść, a nie robiąc tego, nie widziałem ciebie.
Wiedziałam,
że moje usta się rozchyliły. Wiedziałam też, że moje oczy się powiększyły.
I
na koniec nie miałam pojęcia, co powiedzieć.
Więc
nic nie powiedziałam.
-
Teraz nie ma jej między nami - dokończył.
Wtedy
już wiedziałam, na czym polega ta sprawa z „kochanie”.
Po
prostu nie miałam pojęcia, jak na to zareagować, ponieważ nigdy się nad tym nie
zastanawiałam. Był piękny. Był uprzejmy. Był bystry. Był zabawny, interesujący
i czuły.
Ale
był chłopakiem mojej najlepszej przyjaciółki.
To
nie znaczyło, że mój umysł nie kroczył tam niejasnymi drogami, ale nie byłam na
tyle głupia, by pragnąć czegoś, czego nigdy nie mogłabym mieć, więc tylko po
cichu chciałam tego, co miała Elsbeth. I z powodu tego wszystkiego, czym był i
że Elsbeth go miała, na końcu się rozwścieczyłam, jak go odrzuciła.
Wystarczająco rozwścieczyłam, by z tego powodu zakończyć ważną przyjaźń.
Siedząc
tam, ze wszystkim tym, co było Jacobem, a wszystko to było spektakularne, kiedy
tak siedział naprzeciwko mnie, patrzył w moje oczy, w końcu zrozumiałam, że
powodem, dla którego byłam zła na moją przyjaciółkę, było to, że wyrzucając
Jacoba, zabrała go ode mnie.
A
teraz go odzyskałam, ale też mówił, że zawsze miałam go w inny sposób, po
prostu tam nie poszliśmy, a on nas tam zabierze.
Tak.
Nie miałam pojęcia, co powiedzieć, ale moje ciało wiedziało, jak się czuć.
Ciepło i było dużo więcej mrowienia.
-
Jacob… - zaczęłam szeptem.
Ale
znowu przerwał.
-
Zobaczyłaś mnie, zaprosiłaś mnie na kolację tego samego wieczoru, bez opieprzania.
Od tego czasu dzwoniłaś dwa razy bez innego powodu, z wyjątkiem połączenia i, kochanie,
zanim ześwirujesz, mówię, że zauważyłem to i to, co to mówi, powiem ci, że cieszę
się, że to zrobiłaś i też kurewsko cieszę się z tego, co to mówi. Twój chłopak,
co do którego się wahałaś, odpadł w mniej niż dwadzieścia cztery godziny po
tym, jak znów mnie zobaczyłaś i postanowiłaś odstrzelić mu w tyłek. I nie
traciłaś czasu na doprowadzenie mnie tam, gdzie jestem dzisiejszej nocy. To nie
jest ponowne połączenie przyjaciół. Wiesz to. Ja też.
-
Ja…
-
Nie zaprzeczaj.
Zamknęłam
usta.
Kiedy
to zrobiłam, skóra wokół jego oczu zrobiła się miękka, a usta drgnęły i widziałam
to wcześniej, ale nie podczas intensywnej dyskusji, w której Jacob Decker
zasadniczo mówił mi, że się we mnie zadurzył. Więc chociaż wcześniej mi się to
podobało, teraz sprawiło, że zaczęły mi się trząść ręce. Dlatego owinęłam je obie
wokół butelki z piwem na kolanach.
-
Teraz, układając to gówno dla ciebie, spieprzyłem - kontynuował - W wielki popieprzony
sposób, z którym miałem do czynienia od lat. Zszedłem się z suką, i Emme, Słonko,
wiem, że kiedyś byłyście blisko, a kobiety nie lubią, jak mężczyźni mówią o
kobietach suki, ale nie można zaprzeczyć, z tym, co Elsbeth wyciągnęła tego
lata, tak to ją zdemaskowało. Myślałem, że była tym, czego chciałem, a moją
jedyną szansą na zdobycie tego i będąc mężczyzną, którym czułem, że muszę być,
egoistycznie odpuściłbym to. Kopałem własny tyłek za to przez pieprzone lata, a
potem skopałem własny tyłek, kiedy mnie uderzyło, nie powinienem był.
Zatrzymał
się i wyglądało na to, że chce ode mnie odpowiedzi, a jedyne, co miałam, to
skinąć głową, co na szczęście było wszystkim, czego potrzebował, aby dalej
mówić.
-
Ale mam kalejdoskop, który noszę ze sobą wszędzie, przez ostatnie dziewięć lat,
który dowodził mi, co do niedawna byłem zbyt ślepy, by zobaczyć, że trzymanie się
tego gówna było nieodwołalnie złe.
Na
wzmiankę o moim prezencie dla niego, mój puls zaczął bić tak szybko, że czułam
go w opuszkach palców.
To
dlatego, że ten kalejdoskop był czymś, co wymagało ode mnie wiele odwagi, abym
go odszukała i dała mu. Było to również coś, co znaczyło dla mnie wiele, żebym
mu dała, a zwłaszcza przesłanie, które z nim przekazałam. Nadal uważałam, że
uprzejmie wziął to ode mnie, bo był takim typem faceta. Doszłam też do wniosku,
że potem go komuś oddał, ponieważ nie było to w jego typie.
Ale
świadomość, że zabierał go wszędzie, wstrząsnęła mną.
Również
mnie zachwyciła.
Nie
do uwierzenia.
Dlatego
szepnęłam - Wszędzie?
-
Byłem w ciekawych miejscach, Emme, kochanie, i to zawsze było ze mną.
Mój
oddech zaczął się nasilać i wiedziałam, że Jacob tego nie przegapił, kiedy jego
oczy na chwilę opadły na moją klatkę piersiową, zanim wróciły do moich.
-
Teraz - powiedział łagodnie - w przeciwieństwie do twojego przyszłego eks, nie
jestem kutasem. Musisz to uporządkować, a ja muszę dać ci do tego przestrzeń.
Więc dzisiejszy wieczór nie skończy się tak, jak ja bym to chciał.
Mój
oddech przyspieszył jeszcze bardziej.
Nie
skończył.
-
Ale z jednej rzeczy, której nauczyłem się od Elsbeth, teraz skorzystasz, Słonko,
a to jest to, że mężczyzna opiekuje się swoją dziewczyną. To znaczy, że ja płacę
za twoją izolację i ją instaluję. A to oznacza, że mi pozwolisz.
-
Twoja dziewczyna? - spytałam, a mój głos dobiegał niemalże piskliwie.
-
Tak - odpowiedział głębokim, niskim i stanowczym głosem.
-
To jest, cóż… trochę dziwne - Niedopowiedzenie! - I szybkie - Ekstremalne
niedopowiedzenie!
-
Spotkaliśmy się dwanaście lat temu i dopiero tu dochodzimy. Nie nazywam tego
szybkim. Nazywam to pieprzoną stratą czasu, którą mam zamiar naprawić.
Znowu
zaniemówiłam.
Jacob
nie.
-
Więc podsumowując, masz czas do niedzieli, aby przemyśleć sprawę McFarlanda. W
niedzielę zeskrobujesz go. Jak w niedzielę wieczorem chłopców już nie będzie, nauczysz
się prawdziwego znaczenia tego, dlaczego nazywam cię „kochanie”.
Nie
czułam już bicia mojego pulsu w opuszkach palców. Biło gdzie indziej, w jakimś
wyjątkowym, prywatnym, niesamowitym
miejscu.
-
Jacob… - zaczęłam ponownie, ale znowu przekrzywił głowę.
-
Nie chcesz tego?
Zamknęłam
się.
-
Chcesz tego - wymamrotał, patrzył na moje usta, skóra wokół jego oczu znów
stała się miękka, ale jego usta nie drgnęły, ponieważ spojrzenie w tych oczach
było gorące i intensywne i mogłam powiedzieć, że niczego nie znajdował śmiesznym.
Puls
promieniował z tego niesamowitego miejsca i poczułam, że całe moje ciało się
rozgrzewa.
Jego
spojrzenie wróciło do moich oczu i wyprostował się z kanapy, stawiając butelkę
piwa na moim stoliku do kawy. Wtedy moje całe ciało zesztywniało, gdy przysunął
się i pochylił do mnie. To znaczy, całe moje ciało, ale nie szyja, która wygięła
się do tyłu, bym wciąż patrzyła mu w oczy.
Potem
wstrzymałam oddech, gdy przesunął czubkami palców po moim czole, odgarniając mi
grzywkę, aż jego palce zaplątały się w kosmyki i obejmowały tył mojej głowy.
To
było niewiarygodnie miłe.
Zanurzył
się bliżej.
Zaczęłam
znowu oddychać tylko po to, by hiperwentylować.
-
Zostałem wyrolowany przez kobietę - powiedział cicho - …inteligentny człowiek
się uczy. A, kochanie, wiesz, że nie jestem głupi. I ten mężczyzna nauczył się
nie marnować czasu na suki. Ale więcej, żeby nie tracić czasu, gdy znajdzie
kogoś, o kim wie, że jest tego wart. Teraz masz czas do niedzieli. Dobrze?
Przestał
mówić i wiedziałam, że chce odpowiedzi, ale po prostu nie miałam jej w sobie.
Nie mogłam sobie z tym poradzić, z tą ogromną zmianą, z tym niesamowitym
prezentem, ofertą całego jego piękna.
Zbliżył
się tak bardzo, że widziałam tylko jego piwne oczy. A był tak blisko
zauważyłam, że chociaż jego rzęsy były ciemne, krótkie i szpiczaste, było ich
dużo. Były tak gęste, że były fascynujące, a ja postanowiłam podjąć wyzwanie
policzenia każdej z nich.
-
Emme - szepnął.
Zamrugałam
i skupiłam się.
-
Dobrze? - powtórzył.
-
Myślę, że nasza rozmowa o izolacji przybrała bardzo dziwny obrót - odpowiedziałam.
Jego
oczy rozbłysły ciepłem i humorem, a ja straciłam fascynację jego rzęsami, bo
często widziałam to spojrzenie w jego oczach, gdy był ze mną, ale nigdy nie
widziałam go tak blisko i było tak piękne, że chciałam trzymać na tę chwilę na
wieczność.
-
Dobrze - powiedział - Masz czas do niedzieli. Jak będziesz miała ochotę zadzwonić,
jestem zajęty, ale zawsze mam czas dla ciebie. Do tego czasu jak potrzebujesz
ode mnie przestrzeni, to też masz, kochanie. Tak?
Zdecydowałam,
że najlepiej będzie kiwnąć głową.
Więc
to zrobiłam.
-
Dobrze - mruknął. Poczułam, jak jego ręka w moich włosach ciągnie mnie do
przodu i oddech utknął mi w gardle, zanim poczułam, jak jego usta dotykają
moich włosów i tam ciągle mamrotał, żeby powiedzieć - Truskawki.
Moje
włosy rzeczywiście pachniały jak truskawki. Tak pachniał szampon, który
kosztował potężną kasę i niejasną obietnicę dla diabła, że urodzę jego dzieci,
żeby zaludnił Ziemię diabelskim pomiotem, aby moje włosy stały się miękkie, gładkie
i lśniące.
Ale
kiedy Jacob mruczał to słowo w moje włosy, postanowiłam, że ta obietnica wcale
nie będzie niejasna. Byłam skłonna urodzić pomiot demona, aby usłyszeć, jak
powtarza to raz za razem.
Niestety,
nie powiedział tego ponownie.
Ale
to, co zrobił, było o wiele lepsze.
Jego
ręka przy mojej głowie przyciągnęła mnie lekko do tyłu, jego palce przesunęły
się przez moje włosy do skroni, a następnie zwinęły się tak, że ich tył mógł
ślizgać się lekko po moim policzku i w dół, dotykając boku mojej wargi w sposób,
który był obietnicą, którą poczułam z ust, przez serce i prosto między nogi.
Czy
to się działo?
-
Możesz trząść i piec z najlepszymi, Emme - powiedział, zaciskając dłoń na mojej
szczęce, a na słowa, które były tak odległe od tej chwili, zagapiłam się.
Potem,
po przypomnieniu kolacji, którą podałam i że może była dobra, ale daleka wykwintnej
i to było takie Jacoba, że o tym
wspomniał, drażnił się z tego powodu i też było takie Jacoba wyszedł z tego na swój sposób, aby wyrwać nas z
intensywności i uspokoić to nagłe uczucie, którego nie do końca rozumiałam, ale
naprawdę lubiłam przekradać się przez nie, poczułam, jak moje usta się
uśmiechają.
-
Wykwintne u mnie na wszystkie sposoby, Słonko. Dlatego masz trząść i piec o
smaku bawołu.
-
Ja gotuję następnym razem - oświadczył, a Jacob był doskonałym kucharzem.
Niesamowitym. I nie stronił od niczego, nawet wykwintnego.
A
to co powiedział oznaczało, że zamierzał dla mnie gotować.
To
też mnie przeniknęło.
-
Oczekuję indyjskiego jedzenia - powiedziałam mu i coś w nim zmieniło się,
zrelaksowało i wiedziałam, że dzieląc się tym, że znowu będę z nim jeść,
powiedziałam też, że jestem „z nim”.
Mój
oddech znów zaczął przyspieszać.
-
Rozumiem - odpowiedział, pochylił się, pocałował mnie w czoło, odchylił do tyłu
i spojrzał mi w oczy - Później, Emme.
-
Jedź bezpiecznie, Jacob.
Uśmiechnął
się.
Moje
serce podskoczyło.
Jego
ręka zsunęła się z mojej szczęki i patrzyłam, jak wychodzi z mojego salonu.
Potem
siedziałam nieruchomo i słuchałam, jak drzwi frontowe otwierają się i zamykają.
I
na koniec, słuchałam odległych dźwięków jego samochodu, odjeżdżającego z mojego
podjazdu.
Byłem w kilku ciekawych miejscach,
Emme, kochanie, i to zawsze było ze mną.
Siedziałam
nieruchomo i przypomniałam sobie, jak stałam przed drzwiami do pokoju
hotelowego, w którym mieszkał, odkąd opuścił mieszkanie do Elsbeth. Stałam tam
ze złamanym sercem dla niego, ze złamanym sercem dla mnie i dałam mu ten
kalejdoskop. Przypomniałam sobie, co powiedziałam. Pamiętałam, że jego oczy
zrobiły się ciepłe i zdziwione, a on wziął pudełko i otworzył je, wyciągając z
niego kawałek piękna i trzymając go, jakby był cenny.
Pamiętam
też, że nie wpuścił mnie do swojego pokoju.
Pocałował
tylko mój policzek i szepnął mi do ucha - Zawsze będę cię pamiętał, Emme -
zanim się odsunął, posłał mi uśmiech, który nie zbliżył się do jego oczu i
wycofał się do pokoju, zamykając przede mną drzwi.
Zabierając
ze sobą kalejdoskop.
Do
tego czasu zrozumiałam, dlaczego musiał zamknąć przede mną drzwi.
Byłam
wtedy zrozpaczona tym, co oznaczało dla niego zerwanie z Elsbeth.
I
dla mnie.
Więc
odeszłam i pozwoliłam mu odejść.
Ale
w tamtym czasie zajmowałam się też rzeczami, którymi nie dzieliłam się z nikim,
nie z Elsbeth, a na pewno nie z Jacobem.
Wciąż
miałam ten sekret.
Przyszły
do mnie słowa. Słowa wypowiedziane męskim głosem, głosem mężczyzny, o którym
nikt nie wiedział, że był w moim życiu. Mężczyzny, który był dla mnie wyjątkowy
w sposób, o jakim wiedziałam, że nikt go nie zrozumie. Mężczyzny, którego z
nikim nie dzieliłam.
Mam nadzieję, że to cię obudzi,
słodka Emme.
Zamknęłam
oczy i przywołałam ten moment w myślach.
To
było miesiąc po moim wyjściu ze szpitala. Odwiedziłam go. On nie mógł mnie
odwiedzić. Był zaniepokojony. Pożerany tym, było to oczywiste. Ale nie mógł
przyjść i zobaczyć na własne oczy, że wszystko w porządku.
Musiał
na mnie czekać.
Siedzieliśmy
w jego kuchni, popijając kawę.
Mam nadzieję, że to cię obudzi,
słodka Emme.
Tak
się stało. Byłam tak chora, że tak się stało. Wtedy tego nie rozumiałam. Nie
zrozumiałam, kiedy mi to powiedział. Zrozumiałam to dopiero wtedy, gdy wskazał
na to Jacob.
Otworzyłam
oczy i spojrzałam na butelkę piwa Jacoba na moim stoliku do kawy.
Możesz trząść i piec z najlepszymi,
Emme.
Wiedziałam
wtedy, że Jacob, mówiąc to, znaczył, że zamierzał zachować dobro, łatwość,
znajomość tego, co mieliśmy bezpieczne.
Po
prostu zamierzał dodać naprawdę świetne rzeczy.
Mam nadzieję, że to cię obudzi,
słodka Emme.
Wypiłam
łyk piwa, które trzymałam do tej pory zapomniane w dłoni.
A
kiedy skończyłam, wyszeptałam - Myślę, że właśnie się obudziłam, Harvey.
A
kiedy to zrobiłam, przepłynęła przeze mnie czysta radość.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziekuje 💙
OdpowiedzUsuńDziękuję :) O i pokazał się wątek tajemnicy. Kim jest Harvey :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńSUPER, dziękuję. Harvey, to ten nieżyjący brat, tej dziewczyny, która uratowała Emmie życie?
OdpowiedzUsuńSkąd ty to wiesz?? :)
UsuńMylisz się
UsuńTeraz już wiem, kurcze to zupełnie inna postać. Książka bezwzględnie super. Dziękuję 😊
OdpowiedzUsuń😄
UsuńRobi się coraz ciekawiej 🙂
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
OdpowiedzUsuń