piątek, 12 listopada 2021

3 - Słuchaj swojego przeczucia

 

Rozdział 3

Słuchaj swojego przeczucia

 

 

 

Deck siedział w kącie w odległym rogu Znaku, tyłem do ściany, z oczami skierowanymi na drzwi, żeby widzieć, jak wchodzi.

Nie przebrała się i patrząc, jak natychmiast go zauważa, porusza się i rozmawia z hostessą, gdy do niego podchodziła, na pierwszy rzut oka zauważył, że się mylił.

Nie straciła dwudziestu kilogramów. Góra dziesięć. Jej biodra wciąż były pełne, znacznie węższe, niż podejrzewał, kiedy były zakryte wielkimi swetrami lub koszulami z niskimi, luźnymi spodniami, które sprawiały, że wyglądała na nieporęczne, czy bezkształtnymi sukienkami lub spódnicami, które nie robiły nic, by zwróć uwagę na jej sylwetkę.

Patrzył, jak zdejmuje czapkę, jej włosy rozwiewały się z nią, a ona przeczesała je palcami i ciężka masa natychmiast wpadła jej na oczy.

Oglądając to, zauważył, że jej włosy były takim rodzajem włosów, jakie mężczyzna chciałby rozłożyć na swojej poduszce. Ta gruba masa ocieniająca jej oczy, łapiąca jej rzęsy, sprawiająca, że mężczyzna chciał podnieść rękę i odgarnąć je – dla niej i żeby mógł to poczuć między palcami.

I te oczy. Jej włosy nigdy nie były tak błyszczące jak teraz, ciemne, ale nie błyszczące. Ale z tym blaskiem, tymi pasemkami, tą masą włosów, te oczy były oczami typu pieprz-mnie.

Nie. To były oczy typu „pieprz mnie całą noc i rób to mocno”.

Kurwa, myślał to gówno o Emme.

Musiał odstrzelić od niej McFarlanda. Po prostu w tym momencie nie zamierzał się zastanawiać, dlaczego tak bardzo tego potrzebował.

Zagrzebał te myśli, wyślizgnął się zza stolika i uśmiechnął się do niej.

Przysunęła się i uściskała go.

To była czysta Emme i zastanawiał się, dlaczego wcześniej tego nie pamiętał.

Dotykała i lubiła być dotykana, więc kiedy McFarland ją dotykał, jej przyzwolenie na to nie wykraczało poza jej normę.

Mimo to sposób, w jaki robił to McFarland, wciąż nie był właściwy.

Emme nie była towarzyska i było niewielu, z którymi była blisko. Była raczej samotnicą. Ale jeśli cię lubiła, to przytulała. Dotykała. Łapała cię za ramię lub rękę. Siedziała blisko z kolanem dotykającym twojego i pochylała się, patrząc wprost w twoje oczy i robiąc to pewnie. Poświęcając ci całą swoją uwagę. Sprawiając, że myślałeś, że to, co miałeś do powiedzenia, było ważne, a ona naprawdę chciała to usłyszeć.

Elsbeth znienawidziła to, tak jak wiele rzeczy z Deckiem i Emme. Skończyło się na tym, że powiedziała mu o tym i zażądała, aby przestał to robić. Coś, co zrobił, a potem żałował, ponieważ Emme to odczuła, widział to. Widział też ból, jaki w niej to spowodowało, i nie podobało mu się to. Ale był zakochany w Elsbeth i był młody. Uważał, że robi się takie gówno dla swojej kobiety, żeby nie czuła się niekomfortowo i możesz uniknąć walki o głupie rzeczy, z którymi twoja kobieta czuła się niekomfortowo.

Problem polegał na tym, że Emme nigdy nie była głupim gównem.

Z początku Elsbeth wiedziała, że z jej niezwykłą urodą Emme nie była konkurencją. Ale też nie była głupia. Wiedziała, że w przypadku niektórych mężczyzn może zacząć się od tego, jak wyglądałaś, ale kończy się na tym, kim byłaś.

A Emme była mądra. Oglądała wiadomości. Chodziła oglądać filmy. Przeczytała kupę książek. Pierdoliło ją to, co działo się wokół niej, w jej społeczności i zaangażowała się.

Również podróżowała. Miała ścisłą zasadę. Tygodniowy urlop w roku, relaks na plaży. A drugi tydzień wakacji to przygoda. Jadąc gdzieś mogła się uczyć, widzieć, smakować, doświadczać.

Dlatego, ponieważ Deck też dużo podróżował i zwracał uwagę na to, co dzieje się na świecie, Emme i Deck cały czas rozmawiali i spierali się o politykę, bieżące wydarzenia, wydarzenia historyczne, cokolwiek. Dobroduszne kłótnie, które przyspieszyły bicie serca, sprawiały, że zacząłeś myśleć, skłaniały cię do słuchania, sprawiały, że czułeś się trochę bardziej żywy.

Elsbeth nie mogła tego zrobić. Elsbeth wiedziała, że Deck ma IQ poza listą przebojów. Elsbeth wiedziała, że nigdy nie będzie mogła rzucić wyzwania jego umysłowi. Potrafiła świetnie ssać jego kutasa, jeździć na nim jak zawodowiec i wyglądać fenomenalnie, robiąc jedno i drugie, ale była ważna część jego ciała, której nigdy nie mogłaby rzucić wyzwania, nigdy nie mogłaby sprawić tej przyjemności i nauczyła się to wiedzieć.

Patrząc wstecz, Deck zrozumiał, że nauczyła się też, że Emme mogła.

A będąc kobietą, prawdopodobnie widziała, czym teraz była Emme, pod tym, czym była wtedy Emme i nie chciała, żeby zobaczył to Deck.

Nauczył się, po zeszłorocznym lecie, kiedy zobaczył Elsbeth po raz pierwszy od lat, robiąc to zgodnie z planem, że to, co myślał, że stracił i co naprawdę stracił z Elsbeth, nie było tym, co odbudował po skończeniu z nią.

To nie było to, co miał Chace po tym, jak przeżył lata piekła, a potem znalazł kobietę, która została dla niego stworzona.

To nie był obrót tarczy w niezwykłym kalejdoskopie, aby znaleźć coś pięknego.

To on był młody, głupi i prowadzony przez swojego penisa.

Stracił przez to Emme, zanim tak naprawdę stracił ją po tym, jak stracił Elsbeth. To ją zabolało. Ale nigdy nie powiedziała ani słowa.

Nie przed tym. Nie później. Ona brała go takiego, jaki przyszedł.

Sam się odsunął.

A dla niego ona pozwoliła na to.

Kończąc jego myśli, ale nie ich uścisk, Emme odsunęła się, ale wsunęła ręce w górę jego klatki piersiowej i zostawiła je tam, odchylając głowę do tyłu i uśmiechając się do niego.

- Tak się cieszę, że na ciebie wpadłam - powiedziała. Bez okularów widział jej egzotyczne oczy rozświetlone i szczęśliwe - nie mogłam się doczekać tego przez całe popołudnie. Prawie do ciebie zadzwoniłam, by zapytać, czy mógłbyś się ze mną spotkać o piątej trzydzieści, tak bardzo na to czekałam.

Znowu czysta Emme.

Nie była fanką łgarstw. Szczerze wprost. Obnażała wszystko. Jeśli jej na tobie zależało, pozwalała temu wszystkiemu wypłynąć.

Nie miała pojęcia, że McFarland miał brudne interesy. Jeśli Deck jeszcze tego nie wiedział, te przypomnienia utrwaliły to w jego głowie.

- Powinnaś była to zrobić, kotku. Przyszedłbym wcześniej - odpowiedział, a jego ramiona luźno leżały wokół jej talii i nie opuścił ich.

- Cóż, prowadzę, a gdybyśmy się spotkali wcześniej, prawdopodobnie skusiłabym się na zbyt wiele piw, co wymagałoby wzięcia taksówki, co byłoby pieniędzmi, których nie mógłbym wydać na dom, co byłoby złe - odparła.

Z kolejnym uśmiechem wysunęła się z jego ramion w ten naturalny sposób, o którym on również zapomniał lub, co bardziej prawdopodobne, pochował.

Nie tak, że odjeżdżała, ale jakby zabierała cię na przejażdżkę, gdziekolwiek to zaprowadzi.

Tym razem Emme zaprowadziła ich do stolika, wsunęła się po swoim boku, a on wszedł za swoim. Odsunęła na bok menu, które kelnerka ustawiła przed jej siedzeniem, zanim rzuciła torebkę na ławkę, rozwinęła szalik i zdjęła kurtkę, aby odsłonić dopasowany sweter, który wyraźnie pokazał, że straciła również niewiele z cycków.

I mówiła wprost.

- Więc, co robisz w mieście? - przechyliła głowę na bok i uśmiechnęła się, zrzucając płaszcz - Lub czy możesz mi powiedzieć, nie zabijając mnie?

- Mieszkam w Chantelle, kotku. Miałem tu interesy na posterunku policji i nie, nie mogę ci powiedzieć. Chociaż gdybym to zrobił, nie musiałbym cię zabijać. Ale straciłbym kontrakt.

Upuściła płaszcz przy swoim boku i jej oczy wróciły do jego, unosząc brwi. - Chantelle?

- Tak.

- Jakie to dziwne - mruknęła - Ty tam, ja tutaj.

Oparła się głębiej o ławkę, przechylając się na bok, podnosząc łydkę, aby usiąść na niej, a następnie usadzić się i skupić się ponownie na nim i o tym też zapomniał.

Zawsze siedziała na nodze lub ze skrzyżowanymi nogami, lub z kolanami do góry, ramionami wokół łydek lub z obiema nogami skręconymi pod sobą, zwijając się, plącząc kończyny. Mówiła także rękami i ciałem, poruszając się, skręcając, strzepując, gestykulując. Rzadko prowadziła siedzący tryb życia, nawet podczas rozmowy. Nie miał pojęcia dlaczego, ale zawsze uważał, że to wszystko też mu się podobało. To było tak, jakby jej osobowość była tak bujna, tak interesująca, że przenikała wszystko, co robiła.

Kiedy skończyła, jej oczy błysnęły i wyszeptała - Chace.

Domyśliła się, dlaczego tam mieszkał. A gdyby była w pobliżu, wiedziałaby, że Chace jest blisko. Trafił do gazet. Wielokrotnie.

- Po części, tak - powiedział jej - Po drugie, widok tutaj nie jest do dupy.

Odchyliła głowę do tyłu, odsłaniając elegancką bezbronność swojej szczęki z pełną siłą i zaśmiała się swoim łagodnym, cichym śmiechem.

Zagrzebał to, jak bardzo lubił patrzeć, jak się śmieje.

I widząc to, przypomniało mu się, jak bardzo chciał posmakować jej szczęki.

Kurwa.

Może kolacja przed odstrzeleniem od niej McFarlanda nie była dobrym pomysłem.

Przestała się śmiać i ponownie spojrzała na niego

- Nie mylisz się. Widok tutaj nie jest do bani. Dorastałam w Denver, zawsze byłam dumna, że moje miasto miało tło Front Range - pochyliła się - Lepiej być w górach - odchyliła się do tyłu - W każdym razie, proszę, Boże, powiedz mi, że szukasz tych osłów, którzy namierzają dzieci w wieku szkolnym do popełniania przestępstw.

Jezu. Prosto do tego.

A Emme była tak mądra, że to rozgryzła.

- Nie mogę o tym mówić, Emme - powiedział cicho, przyglądając się jej, gdy ona przyglądała się jego.

- Cóż, powiedzmy po prostu, mam nadzieję, że tak. Jak ty zajmujesz się tą sprawą - kolejny uśmiech - to ich dni są policzone.

Deck nic nie powiedział, ale wiedział jedno. Jeśli była pełna gówna, to on przechodził na emeryturę.

Nagle jej twarz się zmieniła, jej podbródek opadł i pochłonęło ją odwijanie sztućców z serwetki i zrobiła to mówiąc - Mam nadzieję, że jesteś tutaj, bo chcesz tu być, a nie jesteś tutaj, bo czujesz, że musisz być wypełniając jakiś obowiązek starej znajomości - Jej oczy powoli podniosły się do jego - Tak się ucieszyłam, że cię widzę, nie myślałam o...

Deck ją odciął - Jestem tutaj, bo chcę tu być.

– Dobrze – powiedziała cicho.

– Dawno temu, Emme.

Skinęła głową – Tak – Jej oczy przesunęły się po jego twarzy.

- Cieszę się, że… no cóż, czas leczy.

Aż do zeszłego lata nie.

Teraz tak się stało.

Został uratowany przed skomentowaniem tego, gdy pojawiła się kelnerka. Emme, nie patrząc do menu, zamówiła Guinnessa, smażone paluszki mozzarelli na początek, a następnie serowe tosty z Teksasu i kotlety wieprzowe.

Po jej zamówieniu Deck był nieco rozczarowany. Wyglądało na to, że zmieniła się w jedną z tych kobiet, które udawały, że nie obchodzi ją jedzenie, gdy była w towarzystwie, więc prawdopodobnie, aby zachować szczupłą sylwetkę, głodziła się, kiedy nie była.

Nie przypominał sobie, żeby zwracał szczególną uwagę na to, jak kiedyś jadła, chociaż na jej częstych przyjęciach nakładała świetne pasty do smarowania, ale nie pamiętał też, żeby miała problemy z jedzeniem, lub by wspominała o tym Elsbeth. A przez sposób, w jaki działał mózg Decka, przypomniał sobie wszystko.

Deck zamówił Newcastle i danie z klopsami i kelnerka odeszła.

- Tak, więc… - Emme zaczęła od chwili, gdy poszła - Powiedz mi wszystko.

Natychmiast przeszła do sedna.

- To moja kwestia - odparł Deck i zmarszczyła brwi.

- Przepraszam?

- Kotku... - powiedział cicho - ...nie przegapiłem tego i nie możesz myśleć, że mógłbym, że jesteś inna niż kiedyś. W zachowaniu, tak. Wygląd, nie.

Pomachała ręką przed twarzą, po czym upuściła ją na stół i stwierdziła – To nic wielkiego.

- Emmanuelle, nie poznałam cię, dopóki się nie uśmiechnęłaś.

Zamrugała - Naprawdę?

- Naprawdę.

- Ty? – zapytała oszołomiona, wiedząc, że niczego nie zapominał, ani twarzy, ani nazwiska, ani wspomnienia.

- Ja - odpowiedział - Usłyszałem twój głos wołający moje imię. Rozpoznałem to. Jak podchodziłaś do mnie, nie miałem pieprzonego pojęcia, kim jesteś, dopóki się nie uśmiechnęłaś.

- Łał. Zapuściłam włosy, Jacob. I dostałam kilka pasemek - powiedziała mu - Naprawdę nic wielkiego.

- ...i schudłaś, i dostałaś nową garderobę.

- Cóż, to było… to było… cóż… - wzruszyła ramionami - Niezbędne.

Kolejny uśmiech - I zabawne. To znaczy druga część.

W tym momencie poczuł, jak jego brwi się ściągają, a brzuch się ściska - Niezbędne?

- To nic wielkiego - odpowiedziała.

- Co było nic wielkiego? - zapytał.

Spojrzała mu w oczy, westchnęła, po czym oznajmiła - Byłam chora przez jakiś czas.

Jego brzuch się zacisnął, a klatka piersiowa stała się gorąca - Co?

- To nic wielkiego, Słonko - powiedziała cicho.

- Ciągle to powtarzasz, a ja siedząc naprzeciwko ciebie, obserwując cię, widząc cię, zastanawiam się, czy próbujesz przekonać siebie czy mnie.

Widział, jak jej usta poruszają się, gdy jej oczy zdradzały, że myślała o tym, zanim się przyznała - Dziwne. Może próbuję.

- Powiedz mi - rozkazał.

- Okej - Przesunęła się na swoim miejscu, po czym oparła się na ramionach na stole, by zbliżyć się do niego, cały czas patrząc mu w oczy - Przyznam, że w tamtym czasie było to trochę przerażające, ponieważ lekarze nie wiedzieli, co to było. Na początku byłam po prostu zmęczona. Wtedy byłam tak zmęczona, Jacob, że to było dzikie. Doszło do tego, że ledwo mogłam wstać z łóżka i nie mogłam się doczekać powrotu do niego. Potem było gorzej. Straciłam apetyt i dobrze, że rozmawiamy o tym teraz, zanim przyjdzie jedzenie, ale nie mogłam niczego utrzymać. W końcu to było tak obrzydliwe i jeszcze bardziej mnie męczyło, że rzuciłam jedzenie, aby uniknąć wymiotów. Raz za razem chodziłam do lekarzy. Przeprowadzili wiele testów. Nic.

- I? - spytał, gdy przestała mówić.

- Cóż, w końcu musieli mnie hospitalizować.

- Kurwa - uciął Deck i pochyliła się bardziej do niego, wysuwając rękę, by chwycić jego.

- Jak widzisz, nic mi nie jest - zapewniła go.

- Co to było? - zapytał.

Uścisnęła jego dłoń i usiadła, ale nadal pochylała się ku niemu.

- Tylko infekcja, jeśli możesz w to uwierzyć. Chociaż rzadka. Właściwie schudłam nawet więcej niż widać i byłam w szpitalu przez trzy tygodnie, bo kiedy już zorientowali się, co to jest, zorientowali się, że jest oporna na antybiotyki, więc pokonanie jej zajęło trochę czasu, ale to zrobiłam. Wyszłam. Zaczęłam jeść, spać, wracać do zdrowia, odzyskiwać trochę wagi. Trochę mi to zajęło czasu, żeby odzyskać siły, ale... - rozłożyła ręce i usiadła z powrotem na swoim miejscu - ...oto jestem.

- Jak dawno to było?

- Na początku zeszłego roku to się skończyło, zaczęło się rok wcześniej - zawahała się, zanim mu powiedziała - To trwało około roku.

- Kurwa, tyle czasu zajęło znalezienie infekcji? - warknął Deck.

- To było rzadkie - powtórzyła.

- Jezu - mruknął.

- Nic mi nie jest, Słonko.

- Wystraszyłaś się do cholery, Emme.

Zamknęła usta.

- Powtarzaj, że wszystko w porządku. Powtarzaj, że to nic wielkiego. To nie było pierwsze, ale było ostatnie - powiedział jej.

- Masz rację co do wtedy. Ale teraz jest w porządku.

- Widzę - odparł - I tak mówisz, ale nie masz tego, kiedy chorujesz przez rok, nie mając pieprzonego pojęcia, co to jest, co by każdego przestraszyło i ciebie to przestraszyło. Skończyło się dobrze, ale nie przechodzisz nad tym, dopóki nie pokonasz tego.

Jej podbródek odskoczył do tyłu, zanim powiedziała tonem, który był oskarżeniem - Zapomniałam, jaki jesteś mądry.

- Cieszę się, że pamiętasz.

- Zapomniałam też, jak to czasem może być irytujące.

Wtedy wybuchnął śmiechem, a kiedy skończył, nie wyglądała już na zirytowaną, tylko się uśmiechała.

Przyszły ich piwa. Oboje upili łyk, a następnie odstawili je na bok.

- Więc zachorowałaś, a dlaczego potrzebny był nowy wygląd? - naciskał, a ona ponownie wzruszyła ramionami.

- Jak jesteś wyczerpany tak jak ja byłam, jesteś zbyt wyczerpany, aby wyjść i ostrzyc włosy. Zaufaj mi, fryzury to ostatnia rzecz, o której myślisz, kiedy chcesz tylko iść do pracy, wrócić do domu i iść spać. A moje włosy najwyraźniej szybko rosną. I stwierdziłam, że to mi się podoba, więc pozwoliłam im dalej rosnąć. Potem, kiedy już było po wszystkim i było mi coraz lepiej, żadne z moich ubrań na mnie nie pasowało, moja przyjaciółka Erika… pamiętasz ją?

Deck skinął głową. Erika należała do ich ograniczonej grupy. Elsbeth nie lubiła też Eriki. To dlatego, że Erika była piękna i inteligentna, jedno i drugie bardzo przerażające, zwłaszcza jak na kogoś takiego jak Elsbeth.

- No cóż, chciała, żebym poczuła się lepiej i żebym miała ubrania, które rzeczywiście by pasowały - ciągnęła Emme - Więc zabrała mnie na dzień piękna. Jest doradcą osobistym i od lat marzyła o tym, żeby się mną zająć. Zabrała mnie na uczesanie, kazała wizażystce nauczyć mnie robić twarz, zabrała mnie i przymierzyliśmy kilka ubrań. Większość z nich już nie pasuje, bo od tamtej pory przytyłam z dziesięć kilo, ale jakoś złapałam bakcyla – Pochyliła się i szepnęła konspiracyjnie – Nie mów nikomu w Denver. Kiedy wracam do domu, wkładam moje stare ubrania i zakładam perukę. Nie chcę, żeby wiedzieli, że zamieniłam się w fashionistkę.

- Te usta są zapieczętowane, maleńka - powiedział z uśmiechem, ale patrzył, jak ponownie mruga, z zaskoczeniem rozświetlającym jej oczy, zanim zakryła je i usiadła.

Odpuścił to, kiedy mówiła dalej.

- W każdym razie. Kiedy teraz super-mądry-wpatrujący-się-w-myśli-mocą-swojego-umysłu Jacob Decker sprawił, że się nad tym zastanowiłam, myślę, czy może ta choroba mnie jakoś nie obudziła. Nauczyła mnie zatrzymywać się i wąchać róże. Mam tu na myśli rozpieszczanie się wizytami u doskonałych stylistów, wydawanie mega kupy dolców na produkty do włosów o jakości salonowej, regularne maseczki i zdecydowanie zbyt wiele podróży powrotnych do Denver, żeby złapać mnóstwo ubrań.

- To nie przestępstwo, Emme - zauważył.

Uśmiechnęła się i odpowiedziała - Na szczęście nie.

- Elsbeth wspierała cię? - zapytał.

Kolejne mrugnięcie, tym bardziej zdziwione, a ona zapytała - Słucham?

- Czy Elsbeth przez to gówno wspierała cię?

Patrzyła mu w oczy i robiła to długo, zanim powoli powiedziała - Jacob, Słonko, nie rozmawiałam z Elsbeth od dziewięciu lat.

Poczuł ciepło w swojej piersi, gdy patrzył na nią.

Jego głos był szorstki, kiedy zapytał - Co?

- Jak ona, hmmm... zakończyła z tobą sprawy, ja... - wzruszyła ramionami - ...skończyłam sprawy z nią.

- Nie pieprzysz? - zapytał.

Wbiła w stół niezwykle oczy, gdy mruknęła - Nie lubię głupich ludzi.

Jezu Chryste.

- Emme - zawołał i zajęło to trochę czasu ale uniosła oczy, by spotkać jego. Kiedy to zrobiła, jedyne, co mógł wydostać, to... - Kotku, byłyście blisko.

- Wyrzuciła coś dobrego. Wiem, że wiesz, Jacob, ponieważ to ciebie wyrzuciła, więc nie chcę o tym wspominać i cię krzywdzić, ale… cóż, wiedziałam dlaczego. I jak powiedziałam, nie lubię głupich ludzi. Nie mam na nie czasu. Więc nie widziałam jej od lat. Zaprosiła mnie na swój ślub. Nie poszłam. Wzajemni znajomi opowiadali mi o niej, ale przeprowadziłam się tutaj jakieś trzy lata temu. Często wracam do domu, ale tylko po to, żeby zobaczyć się z moimi rodzicami i przyjaciółmi, z których żaden nie był tak naprawdę blisko Elsbeth, więc… - ponownie wzruszyła ramionami - …nie mam pojęcia, co się z nią dzieje, a ona zdecydowanie nie ma pojęcia, co się dzieje ze mną.

Kelnerka podeszła i wsunęła Emme patyczki mozzarelli, Emme mruknęła - Dzięki, Sarah - kelnerka odpowiedziała - Nie ma problemu - i znowu odeszła.

Emme przesunęła talerz na środek stołu i zaproponowała - Częstuj się.

Wzięła jeden.

Deck wziął jeden.

Zjadł w całości, połknął i podzielił się - Elsbeth nie jest szczęśliwa.

Poderwała głowę od patrzenia na patyczki, przeżuła, przełknęła i zapytała - Rozmawiałeś z Elsbeth?

- Pieprzyłem ją w Denver zeszłego lata.

Jej usta się otworzyły.

Deck nie wiedział, dlaczego to powiedział, a ponadto nie wiedział, dlaczego wciąż mówił.

Z drugiej strony w ciągu swoich trzydziestu siedmiu lat życia rozmawiał otwarcie i szczerze tylko z trzema osobami. Jego tata. Chace Keaton.

I Emmanuelle Holmes.

- Zrobiłem to, zanim się zorientowałem, że nadal była związana. Dowiedziałam się, że wciąż była związana, kiedy usłyszałem, jak rozmawia przez telefon z mężem, chociaż próbowała to ukryć. Powiedziałem jej, że to kupa gówna i wyszedłem. Zanim to zrobiłem, musiałem się ubrać, więc słuchałem, jak opowiadała mi, jak jej życie było w toalecie, a jej mąż był dupkiem. Wciąż wyszedłem. To był pierwszy raz, kiedy ją zobaczyłem od tamtego czasu i przyznaję, kotku, spojrzałem na nią, zabrała mnie na spotkanie, zagadała mnie, aż się zeszliśmy. Teraz mam nadzieję, że to był ostatni raz, kiedy ją widziałem.

Emme nadal wpatrywała się w niego z rozchylonymi ustami. To było urocze. Przypominało mu to starą Emme, kiedy rozmawiali o polityce, a on mówił coś absurdalnie konserwatywnego w odpowiedzi na coś, co ona powiedziała, a co było absurdalnie liberalne i robił to tylko po to, by ją nakręcić.

W końcu pogodziła się ze zdziwieniem i stwierdziła – Okej, jej mąż jest dupkiem, to nie niespodzianka. Był nim, zanim go poślubiła. Będzie nim zawsze. Prawdopodobnie spróbuje znaleźć sposób, by być tym zza grobu, pracując z Cyganami, aby to zrobić, czy coś.

Deck poczuł, że się uśmiecha, gdy Emme dalej mówiła - Ale poleciała na ciebie?

- Zostałem ograny, Emme. Powiedziała mi, że to, że pozwoliła mi odejść było najgorszym błędem w jej życiu.

Jej ramiona wyprostowały się i natychmiast odpowiedziała - Bo było. Ale zdradzanie męża z tobą, bez twojej wiedzy o nim, nie jest sposobem na naprawienie tego błędu.

I tam pokazała jeszcze coś, o czym zapomniał lub zakopał.

Emme miała ogień.

To było urocze. To zawsze było urocze.

Kobietom takim jak ona trudno było być słodkimi. Nie była mała. Elsbeth miała metr sześćdziesiąt osiem, ale codziennie chwiała się na wysokich obcasach, nawet w dżinsach lub szortach, które mogły mieć do dziesięciu centymetrów. Emme miała metr siedemdziesiąt pięć, więc na wysokich obcasach, które nosiła bardziej naturalnie niż Elsbeth, która prawdopodobnie założyła swoją pierwszą parę w wieku trzech lat, miała co najmniej metr osiemdziesiąt pięć.

Kobiety, które są wysokimi, zaokrąglonymi, inteligentnymi, mogą być pociągające, seksowne, wiele rzeczy, ale rzadko są słodkie.

Jak Emme była wkurzona, była słodka. Kiedy pokazywała ogień, zawsze tak o niej myślał. Podczas dyskusji. W obronie przyjaciela.

Kurewsko urocze.

I nie mniej teraz.

Gówno.

- Masz rację, maleńka - mruknął przez swój uśmiech, w jej oczach ponownie pojawiło się to dziwne światło, zanim je ukryła, potrząsnęła głową i sięgnęła po pałeczkę.

- Ona jest walnięta - oznajmiła Emme.

- Miej na uwadze to, że zawsze była.

Jej oczy podniosły się do jego, zatrzymały się i wyszeptała - Zawsze była.

Deck wpatrywał się w jej oczy, a jego klatka piersiowa chwyciła się tego, co zobaczył.

Po prostu przekręć tarczę.

Jezu.

Dała mu ten kalejdoskop i kazała obrócić tarczę, by znalazł więcej piękna.

I pieprzyć go, stała w jego drzwiach dzień po tym, jak Elsbeth rzuciła go dla bogatego mężczyzny, który mógłby dać jej życie, jakie miała w dzieciństwie, a Emme ofiarowała mu się jako przyjaciółka, a może nawet kochanka. Wszystko, co musiał zrobić, to przekręcić tarczę.

Ale był tak popieprzony przez Elsbeth, jej obietnicę, piękno, które, jak sądził, stracił, nie robiąc tego, czego chciała i tracąc ją, że tego nie widział. Nie zauważył, że ma przed sobą coś jeszcze piękniejszego.

Aż dziewięć lat później.

Pieprzyć.

Go.

Zanim zdążył uchwycić ten moment, odwróciła wzrok, wsadziła sobie do ust więcej patyczka mozzarelli i chwyciła piwo, żeby go przepłukać.

Nie chciała tego momentu. Może wtedy. Teraz miała mężczyznę. Jej umysł mógł tam nie iść. Mógł się mylić i mógł nigdy tam nie trafić. Nie tam, gdzie wydawało się, że Deck jedzie co sekundę, kiedy ona siedziała naprzeciwko niego. Ale miała mężczyznę i pieprzenie z nim tak, jak Elsbeth zerżnęła swojego męża za pomocą Decka zeszłego lata, nigdy nie przyszłoby jej do głowy.

Co oznaczało, że następny tydzień byłby dla niej do dupy, ponieważ, jak udowadniały zdjęcia, McFarland był w niej zadurzony w wielkim stylu. Nie wiedział, jak bardzo ona była zadurzona w McFarlandzie, ale w przypadku, gdyby miała mężczyznę u swoich stóp i nie wabiłaby innego.

Byłaby lojalna.

Ale McFarland był także kutasem, kretynem i przestępcą.

I upadał.

Po prostu nie zabierze ze sobą Emme.

- Kotku - zawołał, odstawiła piwo i spojrzała na niego - To nie było tak, że nie możesz wypić za dużo piwa, bo musisz utopić wszystkie pieniądze w swoim domu?

Jej oczy znów zabłysły, tym razem z podekscytowania. Znowu oparła się na ramionach i uśmiechnęła się tak szeroko, że pojawił się głęboki dołeczek.

- Jacob, Słonko, kupiłam dom, który jest… absolutnąbombą!

- Tak? - zapytał.

Skinęła głową.

- O, tak. Naprawiam go. Oczywiście nie mam pojęcia, co robię, ale udało mi się zdobyć łącze szerokopasmowe, więc mam YouTube i pracuję w tartaku… tak przy okazji, tata kupił lokalny skład i prowadzę go dla niego. Co dowodzi tego, co zawsze powtarzał. Że mogłabym kierować statkiem z podręcznikiem, o ile potrafiłabym przekonać mężczyzn do wykonywania ich obowiązków i do tego, że wiem, co robię, kiedy tego nie wiem.

Uśmiechnęła się i wyszedł dołeczek. Deck zmagał się z tym, jak bardzo lubił ten dołeczek, kiedy mówiła:

– Ale w każdym razie oni też mają tendencję do montowania i naprawiania różnych rzeczy i robienia innych rzeczy, więc wybieram ich mózgi, jeśli nie mogę się nauczyć robienia rzeczy w Internecie. To jest zajebiste. Świetnie się przy tym bawię. Nie mogę się doczekać, aż to się skończy. Co, jeśli obecne obciążenie pracą i harmonogram utrzymają się, powinno nastąpić w ciągu najbliższej dekady i pół.

Podskoczyła na swoim miejscu, a jej oczy rozbłysły jeszcze bardziej.

- Musisz przyjść i to zobaczyć - zaprosiła.

- Przyjdę, kotku - powiedział jej - wkrótce - obiecał, choć nie wiedziała, jak szybko to będzie, innymi słowy tej nocy.

- Ustawimy to - powiedziała, sięgając po kolejną pałeczkę.

Pozwolił jej zjeść i wypić kolejny łyk piwa, zanim przeszedł do swojego.

- Emme, ten facet, McFarland, co z nim?

Przechyliła głowę na bok - Co z nim?

- Gdzie go poznałaś? Od jak dawna się z nim spotykasz?

- Pracuje w tartaku, więc poznałam go trzy lata temu. Ale widujemy się dopiero od około czterech miesięcy.

Zgadzało się to z raportami.

- Dlaczego chcesz wiedzieć? - zapytała.

Studiował ją, zanim zapytał z powrotem - Szczerze?

Obserwował, jak jej twarz staje się nieufna, chociaż odpowiedziała - Tak.

- Nie mam dobrego przeczucia co do tego faceta.

- Dlaczego? - zapytała niższym, łagodniejszym głosem, ale nie spuszczała z niego wzroku.

Nie mógł jej powiedzieć dlaczego.

Wszystko, co mógł powiedzieć, to - Mam przeczucie, Emme, instynkt, zawsze za nim podążam. Nie daje mi dobrych wibracji. Cztery miesiące, musisz być w nim. Przepraszam, kotku. Ale muszę to powiedzieć tak, jak jest.

- Nie jesteśmy poważni - podzieliła się.

Przynajmniej to było coś, a Deck nie pozwolił sobie na przemyślenie, ile ulgi z tego powodu odczuwał i to nie tylko z powodu śledztwa.

- Jesteście na wyłączność? - zapytał.

- Cóż - jej oczy uciekły w bok, nie zakłopotane, wymijające. Spojrzała z powrotem na niego - On jest. Ja nie jestem pewna. Chociaż, prawdę powiedziawszy, nie oznacza to, że nie jest jedynym. Jest. Po prostu nie jestem pewna, czy chcę to uczynić oficjalnym.

I tak było. Była lojalna, ale nie była pewna.

Więcej ulgi.

- Obiecaj mi, że nie przestaniesz myśleć o tym, dopóki nie znajdziesz właściwej odpowiedzi.

Potem zatrzymała jego wzrok i znowu zrobiła to bezpośrednio i pewnie – Okej, Jacob. Będę o tym myślała.

Nienawidził tego robić, a gdyby ona dowiedziała się, że on nad tym pracuje, byłaby wkurzona, że to zrobił, ale musiał to zrobić. Dla niej i dla pracy.

- Czy jest powód, którym może zechcesz się podzielić, dlaczego nie masz pewności? - zapytał.

Jej oczy znów zabłysły aktywnością. Myślała o tym.

Potem stwierdziła - Nie. Ja… cóż… - uśmiechnęła się - …chyba też mój instynkt.

Wszedł z tym w ślepy zaułek, McFarland dawał jej złe wibracje, ale nic szczególnego do wskazania. Ale przynajmniej, kiedy ściągną McFarlanda i jego załogę, będzie wiedziała, że nie podzieliła się z nim niczym, nie wiedząc, dlaczego pyta i nie naciskał jej, by to zrobiła.

Lepiej, że wyczuwała czerwone flagi i nie lubiła ich.

- Zawsze słuchaj swojego przeczucia, Emme - poradził.

- Tak, Jacob - powiedziała, wciąż się uśmiechając.

- Bez żartów. Nie mogę powiedzieć, że ten koleś jest zły, nie na sto procent. Ale mogę powiedzieć, że nie lubię go z moją dziewczyną. Jest twój. Byłem w jego obecności niecałe pięć minut. Ty musisz dokonać wyboru, a ja mam nadzieję, że jak dziś wieczorem dowiemy się, że jesteśmy blisko, to się nie skończy.

Wskazał między nimi i zobaczył, że jej oczy są ciepłe, jej twarz staje się łagodna, a dołeczek pokazał się tylko od uśmiechu, więc wiedział, że, pieprzone dzięki, to się nie skończy.

Mówił dalej.

- Więc jak lubisz tego faceta, a twoja intuicja da ci pewność, on nigdy się nie dowie, że go nie lubiłem dla ciebie. To twój wybór. Mówię tylko: uważaj.

- Zawsze jestem ostrożna, Słonko - powiedziała mu, a po tym, co jej zrobiono w wieku, w którym to zrobiono, uważałaby. Może za bardzo.

Miał tylko nadzieję, że nadal uważała.

Przez co najmniej kolejny tydzień.

- Dobrze - mruknął.

Pochyliła głowę do talerza między nimi - Zjesz ostatnią pałeczkę?

- Cała twoja - powiedział jej, a ona poszła na to.

Kiedy skończyła żuć, połykać i popijać więcej piwa, znowu się na to zdecydował.

Opierając się przedramionami na stole, uśmiechnął się i zażądał - Teraz, Emmanuelle, powiedz mi o tym domu, który bez wątpienia całkowicie spieprzyłaś, skoro nie masz pieprzonego pojęcia, co robisz.

Cała jej twarz rozjaśniła się niskim chichotem, pochyliła się ku niemu na ramionach i wykonała polecenie.


 

11 komentarzy:

  1. Czesc, Czy tylko u mnie zamiast polskich znakow wyskakuja krateczki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co się stało, wygląda na to, że blogspot zmienił ustawienia. Zmieniłam już czcionkę, a nadal na androidzie są znaczki zamiast polskich znaków. Na Windowsie jest ok.

      Usuń
    2. A już myślałam, że tylko u mnie. Te znaczki pokazują się dopiero jak kliknę na rozdział żeby się otworzył. Bo na podglądzie pokazuje polskie znaki

      Usuń
    3. Ja zmieniłam chrome na fairfox i tu czyta się ok😀

      Usuń
    4. Na przeglądarkę Mozilla Firefox 😀

      Usuń
    5. Przeglądarka zmieniona i są polskie znaki 🙂 dziękuję 🙂

      Usuń
    6. Dziekuje,myslalam ze to tylko u mnie😉

      Usuń
  2. Dziękuję. Jesteś najlepsza, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy 😘😘😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za rozdział :) Ale fajna z nich by była para. Mam nadzieję że szybko nią zostaną :)
    Czekam na wynik przeszukania i wytłumaczenie co się dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś czuję, że to śledztwo ugryzie go w tyłek w tym układzie.

    OdpowiedzUsuń